video-jav.net

Najdziwniejsze ostatnie pożegnania świata

Największym ograniczeniem dla człowieka nie jest śmierć, ale nadużywanie wyobraźni

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Na górze róże…

Fantazyjne trumny z motywami kwiatów, farmerów czy schłodzonej butelki wódki to tylko wierzchołek w tym realnie najstarszym biznesie świata. Grabarze pamiętają takie niuanse jak pogrzeb Gerge’a Swansona, który został wpakowany do grobu w swoim ulubionym samochodzie (Corvetta, rocznik 1984) czy Billy’ego Standley’a, dla którego trumną okazał się ukochany motor (Harley Davidson 1967). Może i kosztowna fanaberia, ale nawet trochę nie dorównuje fantazji starożytnych władców, którzy chowani w wystawnych mauzoleach, zabierali ze sobą do piachu większość kosztowności, ulubione zwierzęta, a nawet ukochane żony i całe haremy nałożnic.

Oczy wychodzą z orbit

Selfie z…

Brzmi i wygląda żenująco. Szczególnie, gdy delikwent ułożony w charakterystycznej za życie pozie bawi się z żałobnikami na własnej stypie. Do tego prócz makijażu – cała aranżacja sceniczna: ring bokserki, tor wyścigowy, a nawet bar z pełnym wyposażeniem kolorowych trunków. Najdziwniejsze jest jednak to, że trend ten nie ominął świętych Kościoła Katolickiego. Na pomysł wspólnej fotografii ze zmarłym wpadli wychowankowie salezjańskiego oratorium. Na słynnym zdjęciu święty Jan Bosko siedzi w otoczeniu całej grupy podopiecznych i współpracowników… lekko mrużąc oczy.

 

Pochowany za życia…

Niekiedy data śmierci jest sprawą względną. Nie najgorzej, gdy błąd lekarza stwierdzającego zgon, wyjdzie na jaw podczas stypy, bo można się wtedy najeść strachu i nie tylko, a płacz i tak przemienia się w fun. Trochę mniej ciekawie, gdy rzekomo zmarły zbudzi się ze śpiączki nieco później. Nasza rodzima historia zna kilka takich makabrycznych przypadków, a jeden jest o tyle kłopotliwy, że przeszkodził w procesie beatyfikacyjnym doskonałego kaznodziei – księdza Piotra Skargi. Prawdopodobnie przeżył swój własny pogrzeb i niestety wobec tego – jak uzasadniają mu współcześni – nie wiadomo, czy zdawszy sobie sprawę ze swego położenia zmarły w ostatnich chwilach swego życia nie złorzeczył Bogu. W każdym razie ciężko byłoby takie skargi usłyszeć. Nadworny kapłan Zygmunta III Wazy spoczął na samym dnie kamiennej krypty nowego kościoła pw. św. św. Piotra i Pawła w Krakowie, na którego to budowę sam zresztą króla namówił. Gdy po kilkudziesięciu latach otworzono grób, okazało się, że szkielet ma połamane palce u rąk. Dziś trudno już rozwikłać zagadkę, czy był to wynik walki z drewnianym wiekiem trumny czy… efekt nadgorliwych łowców relikwii.

Chemia czy cud?

Najdziwniejsze ostatnie pożegnania świata

Podczas gdy sam Lenin chciał spocząć w grobie obok swej matki, a jego żona apelowała, by żałoba po Iljiczu nie przerodziła się w zewnętrzny kult jego osoby, nowa władza miała nieco inny pomysł. Postanowiono i plan ten zrealizowano, by zwłoki rosyjskiego rewolucjonisty na wieki spoczęły w miksturze alkoholu, gliceryny i najdziwniejszych chemikaliów.

Podczas gdy koszty konserwacji i sklejania zwłok zmarłego w 1924 roku przywódcy z roku na rok rosną, za nic prawa fizyki mają sobie ciała kilkudziesięciu świętych i błogosławionych, zarówno Kościoła Katolickiego jak i Prawosławnego. Wśród nich ojciec Pio czy Bernadetta Soubirous, a także rekordzistka, święta Klara, która trzyma się całkiem nieźle od ponad 750 lat.

Po prostu – Święty!

Najdziwniejsze ostatnie pożegnania świata

Skromna, sosnowa trumna i… największe pożegnanie w historii świata. Ponad 70 prezydentów, 4 królów, 5 królowych i 5 milionów chrześcijan zgromadziło się w Rzymie na pogrzebie Jana Pawła II, by wyrazić jedno pragnienie: SANTO SUBITO! I choć pewne punkty ceremonii pogrzebowej dało się przewidzieć to inne były totalnie poza kontrolą – jak wiatr, który podczas litanii do wszystkich świętych otworzył leżący na drewnianej trumnie lekcjonarz i wertował jego kartki, by wreszcie wraz z końcem mszy – delikatnie go zamknąć.

Taki scenariusz pogrzebu, nie mieścił się w głowach nawet największym filozofom.

Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Chłopiec, który wrócił z zaświatów

W styczniu 2000 roku Matteo miał siedem lat i mieszkał wraz z rodziną w San Giovanni Rotondo. Rankiem 20 stycznia chłopiec poszedł do szkoły

Antonio
Socci
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

(…) Diagnoza była dramatyczna; w ciągu kilku dni lekarze stwierdzili u chłopca ostre zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, szybko postępujące w wyniku wystąpienia wstrząsu septycznego, poważnego uszkodzenia układu sercowo-naczyniowego, nerek, układu oddechowego oraz układu krzepnięcia krwi, a także kwasicy metabolicznej.(…)

Chłopiec, który wrócił z zaświatów

 Z perspektywy medycznej podczas tych godzin zawieszenia pomiędzy życiem a śmiercią Matteo nie mógł niczego słyszeć ani widzieć, ani tym bardziej pamiętać czegokolwiek z tego czasu. Jednak zaraz po swoim przebudzeniu dokładnie zrelacjonował to, co ujrzał: „W trakcie mojego snu nie byłem sam. Zobaczyłem starca. Widziałem siebie z daleka, na tym łóżku, przez okrągły otwór. Znajdowałem się w pobliżu urządzeń, a starzec z białą brodą, ubrany w długą, brązową suknię, podał mi prawą dłoń i powiedział: „Matteo, nie martw się, wkrótce wyzdrowiejesz i uśmiechał się do mnie”. Chłopiec uściślił także pewne szczegóły: „Spałem i patrzyłem na siebie zza łóżka, z miejsca, gdzie stały pompy; potem w pewnym momencie zobaczyłem dużo promieni silnego światła, które docierało przez drzwi. To światło mnie obudziło i wtedy dostrzegłem najpierw ojca Pio, a potem, z drugiej strony, aniołów. Widziałem siebie i było mi dobrze. A kiedy wy mnie obudziliście, było mi źle i byłem sam, nie było już ojca Pio ani aniołów, szukałem ich i cierpiałem”


fragment książki Antonio Socci: Ci, którzy wrócili z zaświatów

Antonio Socci

Zobacz inne artykuły tego autora >
Antonio
Socci
zobacz artykuly tego autora >