Lucy Phere – na dobre i złe

Kiedy pierwszy raz słuchałam nowego hitu T. Love, pomyślałam, że Muniek Staszczyk mógłby głosić rekolekcje w Kościele.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Ale Muniek nie pcha się na ambony, za to od dłuższego czasu próbuje nam wyśpiewać swoją duchową autobiografię. Na kolejnych płytach, razem z T. Love, wypuszcza utwory dotyczące spraw wiary – ostatnio tych najtrudniejszych, w których Boga można pomylić z diabłem.

W hitowym dzisiaj utworze Lucy Phere z płyty Old is Gold (z końcem listopada 2012 pojawił się na szczycie Trójkowej Listy Przebojów) – opisuje jak wygląda wewnętrzna walka w człowieku – realna, nie udawana. I nie sięga przy tym po zbyt bogate środki: nie dobiera słów jak ks. Natanek, nie każe porzucić świata i nie straszy piekłem. Przeciwnie. Spokojną nutą śpiewa opowieść o tym, jak diabeł prowadzi z nim dialog, pokazując jego przebiegłość.

Lucy – tak nazywa demona Muniek Staszczyk – kusi go pod postacią dobra. Zachęca do wspólnej drogi, w której będzie mógł mówić nawet o Bogu i nazywać go Darem, Wodzem. Tytułowy Lucy Pher chętnie też zaprowadzi człowieka do konfesjonału, pomodli się czy przywoła obraz z Biblii, taki jak ten: „Nawet Jezus pił wino – pada hasło w dialogu – więc się napij z dziewczyną… a po kłótni najlepszy jest seks…”. Dobrze wpadają w ucho też inne słowa, w których Lucy obiecuje fantastyczny PR, gwarantuje swój dyskretny udział w karierze i skutecznie wysuwa człowieka na pierwszy plan, tak by mógł być – Big Star!

To nie jest artystyczna kreacja. To prosta i szczera opowieść pokazująca co dzieje się z człowiekiem, kiedy wchodzi w pokusy Lucy. I ta przygoda nie kończy się szczęśliwie, bo diabeł daje wybór tylko na chwilę, potem odbiera wszystko, co pomógł człowiekowi osiągnąć. Zmęczony Muniek mówi w końcu w utworze do Lucy Phera, żeby dał mu już spokój, bo on chyba woli iść z Bogiem i słyszy odpowiedź: „Nie wymiękaj dziecino, jesteś moją ptaszyną, będę z tobą na dobre i złe”.

Niewiele jest osób, które potrafią przedstawić dialog duszy ludzkiej z diabłem, choć chętnych do demonizowania rzeczywistości – wręcz przeciwnie. Muniek pokazuje swój prosty rachunek i przypomina to, co mówił św. Paweł w Liście do Rzymian: Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka (Rz 7,19). Staszczyk pokazuje, jak Lucy potrafi zamieszać, jak potrafi być przyjemny i tak właśnie sięga do duszy człowieka, do wnętrza, bo to tam rozgrywa się cały dramat.

Popularne jest dzisiaj tropienie diabła, nawet na etykietach z napojami. Ja osobiście bardziej boję się tego, który niszczy relacje między ludźmi, niż postaci, która patrzy na mnie z reklamy. Taki jest Lucy Pher, o którym śpiewa Staszczyk – zawsze blisko człowieka. Nie są mu potrzebne przedmioty, w których mógłby się schować. Bo niby po co miałby to robić, skoro znacznie skuteczniej posługuje się bardziej subtelnymi metodami.

Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Szczęściarz. Wspomnienia o Jacku Woźniakowskim

„Klasę i arystokratyczną elegancję łączył w sobie z bezpośredniością, serdecznością i otwartością na ludzi, niezłomność zasad z poczuciem humoru, świadomość własnej wartości ze skromnością i dystansem do siebie. Tej wspaniałości nie sposób się było nauczyć, można ją było jedynie podziwiać i starać się nieudolnie naśladować".

6 grudnia 2012 przyjaciele i bliscy współpracownicy wspominali prof. Jacka Woźniakowskiego, współzałożyciela Wydawnictwa Znak.

Wśród gości znaleźli się między innymi: Barbara Biernacka-Poźniak, prof. Karol Tarnowski (przyrodni brat Zmarłego), prof. Władysław Stróżewski, Stefan Wilkanowicz.

Wszyscy, którym dane było poznać profesora Jacka Woźniakowskiego, wspominali Go jako kogoś niesłychanie ważnego w ich życiu, świetnego szefa, człowieka, któremu wiele zawdzięczają, bo wspierał ich w najtrudniejszych momentach.

Jerzy Illg podkreślił: „Ważne było dla mnie to, że z tak wspaniałym człowiekiem mogłem obcować na co dzień, współpracować i uczyć się od Niego. Oczywiście świadom byłem, że niedostępny jest nam, Jego następcom,  format intelektualny, jaki prezentował, ogromna erudycja, przynależność do elity wielkich Europejczyków, swobodnie czujących się niemal w każdym europejskim języku i kulturze”.

Barbara Biernacka-Poźniak z wielkim sentymentem wspominała początki swojej pracy, gdy Wydawnictwo Znak mieściło się jeszcze przy ul. Wiślnej 12.

Maria Makuch, która została zatrudniona w Wydawnictwie jeszcze jako bardzo młoda dziewczyna, zaznaczyła, że ważne było dla niej wsparcie prof. Woźniakowskiego w czasie trwania stanu Wojennego. Profesor był wtedy dla swoich współpracowników prawdziwym oparciem i dawał im poczucie bezpieczeństwa.

Żeńska część Znaku (Barbara Poźniak, Maria Makuch, Anna Szulczyńska, Danuta Skóra) odważyła się zaznaczyć, że ich szef był niezwykle przystojnym i szarmanckim mężczyzną i takiego Go zapamiętają.

Przyjaciele podkreślali, że był dla nich autorytetem – imponował im wiedzą, biegłą znajomością języków obcych, pracowitością i stylem bycia.

Jak określił to Jerzy Illg, „Klasę i arystokratyczną elegancję łączył w sobie z bezpośredniością, serdecznością i otwartością na ludzi, niezłomność zasad z poczuciem humoru, świadomość własnej wartości ze skromnością i dystansem do siebie – które pozwoliło mu w wieku 80 lat wystąpić w kabarecie Znaku w stroju żebraczym i brawurowo wykonać pieśń dziada proszalnego. Tej wspaniałości nie sposób się było nauczyć, można ją było jedynie podziwiać i starać się nieudolnie naśladować”.

8 grudnia 2012 roku – w najbliższą sobotę – pożegnamy

prof. Jacka Woźniakowskiego

w czasie mszy żałobnej w Warszawie.

W naszych sercach pozostanie na zawsze.

W czasie spotkania Wojciech Bonowicz przeczytał fragment z Pism wybranych Jacka Woźniakowskiego,   w którym Profesor tak pisał o śmierci:

 Kiedy się znajdę w tym punkcie zerowym, chciałbym móc pa­miętać to, co mi powiedziała moja babka, która dożyła lat przeszło stu, kiedy leżała na łożu śmierci i od czasu do czasu dzieliła się spo­kojnie krótkimi refleksjami, doświadczeniem całego, długiego życia. Zdaje się, że ktoś pokazywał jej był fotografie w „Tygodniku” z jakie­goś ingresu – dość, że pamiętam to dokładnie – siedziałem przy stole i coś pisałem – kiedy moja babka, wychowana jeszcze w pozytywi­zmie, w ogóle małomówna, a już nigdy nie rozmawiająca o proble­mach religii, odezwała się nagle cichym głosem: wiesz, te wszystkie infuły, pastorały, to z pewnością ważne, dla ludzi to chyba koniecz­ne… ale właściwie jest tylko jedna rzecz ważna… móc powiedzieć: Jezu cichy i pokornego serca…

Tak mówiła, jakby w ostatnich chwilach życia dzieliła się waż­ną, bardzo ważną wiadomością. Ale bywają przecież takie dna, odar­cie tak całkowite, że i tego nie da się powiedzieć, pomyśleć. Jednak­że nawet wtedy, kiedy nie jesteśmy tego świadomi, tu jest właśnie ostatni, niewzruszalny fundament godności człowieka: Jezus cichy i pokornego serca.

Wesprzyj nas