video-jav.net

Kobiety, które kochał Bóg

Anna i Estera, Miriam i Rut, Judyta i Betszeba, Hagar i Tamar, wreszcie Elżbieta i Maryja – w Biblii nie brakuje niesamowitych historii kobiet, w których może odnaleźć się niejedna współczesna dziewczyna. Rozmawiamy z Marią Miduch, która ich historie zebrała w fascynującą książkę „Kobiety, które kochał Bóg”

Maria Miduch
Maria
Miduch
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pytanie może trochę oczywiste, ale – dlaczego zajęła się Pani kobietami w Biblii?
Pomysł na książkę zrodził się w ciekawych okolicznościach, bowiem na lotnisku w Izraelu. Czekałam na lot do Polski, lot się opóźniał i w tym zamieszaniu zagadnął mnie nieznajomy ksiądz, stojący na czele grupy pielgrzymów. Nie wiedzieć czemu zapytał mnie co myślę o formacji kobiet w Kościele katolickim. Coś mu na szybko odpowiedziałam, ale pytanie to we mnie trwało, powodując że dużo myślałam na ten temat. Niedługo potem ten sam ksiądz zadzwonił z prośbą, żebym poprowadziła w jego parafii spotkania dla kobiet oparte o historie wybranych niewiast opisanych w Biblii. Dzięki temu usiadłam nad tymi opowieściami i uświadomiłam sobie, jak wiele możemy nauczyć się z historii każdej opisanej w Biblii kobiety.

Czy w książce zebrała Pani historie wyłącznie ze Starego Testamentu?
Nie tylko, choć one zdecydowanie przeważają. Historie kobiet „starotestamentalnych” zamyka para Maryja – Elżbieta.

No właśnie, para. Jaki był Pani klucz wyboru tych pań? Rodowód Jezusa czy jakiś inny?
Rzeczywiście, opisałam też niewiasty z rodowodu Jezusa, a więc Rachab, Rut czy Betszebę, ale klucz miałam zupełnie inny. Skupiłam się na cechach je wyróżniających, które łączą je między sobą, lub dzielą. Na przykład samotność, gdzie mamy parę Hagar i Tamar, odwaga, którą widzimy u Miriam i Rut, zranienie – Judyta i Betszeba czy para od „obietnicy”: Maryja i Elżbieta. W każdej z tych cech mogą odnaleźć się także współczesne kobiety i poszukać w drodze biblijnych bohaterek jakiejś podpowiedzi czy inspiracji dla siebie.

Zatrzymajmy się przy parze Elżbieta i Maryja, znajdującej się na przełomie Starego i Nowego Testamentu. Dlaczego połączyła je „obietnica”?
Rzeczywiście, ich historia jest ostatnią opisaną przeze mnie, właśnie dlatego że znajduje się na tym „styku” dwóch Przymierzy, starego i nowego. Chciałam pokazać je od strony ich zanurzenia w kulturze narodu wybranego, w której były wychowywane. Tam zaś niesłychanie ważne było oczekiwanie na wypełnienie mesjańskiej obietnicy. Zbyt często w naszej interpretacji tej znanej historii zwiastowania czy spotkania Maryi z Elżbietą wyjmujemy je z tego kulturowego kontekstu, w którym żyły i w którym zostały przez Boga wybrane.

Faktycznie, czasem można wręcz przypuszczać, że Matka Boża była Polką…
.. i że urodziła się pod Częstochową, zaś św. Józef w Kaliszu albo Małym Cichym (śmiech) Tymczasem sporo tracimy ze zrozumienia osoby Matki Bożej zapominając o jej żydowskim wychowaniu i pochodzeniu.

Na przykład?
Na przykład warto zwrócić uwagę w przyglądaniu się scenie Zwiastowania na wielką odpowiedzialność Maryi, gdy mówiła swoje „Oto ja służebnica Pańska”. To nie były przypadkowe słowa. Ona od dziecka słuchała „Pieśni Sługi Jahwe” z Proroka Izajasza, w której bycie Sługą Pańskim oznacza wielkie poniżenie, cierpienie, bycie odrzuconym. Gdy więc mówi o sobie „Oto ja Służebnica Pańska” wie, że właśnie wyraża na to wszystko zgodę – na ból, odrzucenie, poniżenie. Łatwo stracić ten wymiar odpowiedzialności Jej zgody gdy się zapomni o kontekście kulturowym, w którym wyrastała.

Mówiła Pani, że historie biblijnych kobiet mogą być inspiracją także dla współczesnych pań. Czy tylko dla nich?
Oczywiście, nie tylko! Choć książkę pisałam z myślą o kobietach, to bardzo często dziękują mi za nią również mężczyźni. W tym na przykład księża. Mój student, dziś już wyświęcony kapłan uważa wręcz, że powinna być to lektura obowiązkowa w seminariach.

Dlaczego?
Ponieważ daje wgląd w to, jakie w ogóle są kobiety. Odkrywa coś z ich serca. I podobno te historie stawiają wysoką poprzeczkę mężczyznom. Oni też mogą się uczyć od biblijnych bohaterek.

Rozmawiała Anna Druś

kobiety-ktore-kochal-bog-s7

Maria Miduch

Maria Miduch

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Miduch
Maria
Miduch
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Czego nie mówisz swojemu mężowi, a przydałoby się

Używam całej gamy komunikatów niewerbalnych, ale czasem z trudem mi przychodzi precyzyjne wytłumaczenie swoich potrzeb, oczekiwań, obaw i tak dalej. Tymczasem wiem, że wszystkim by dobrze zrobiło, gdybym po prostu powiedziała, o co mi chodzi

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Znacie dowcip o kobiecie w kosmosie, prawda? „– Houston, mamy problem. – Jaki problem? – DOMYŚL SIĘ”. Jak zupełnie nie jestem fanką seksistowskich żartów, w żadną stronę (to znaczy tych o mężczyznach też nie lubię), tak ten oddaje pewną tendencję. Używam całej gamy komunikatów niewerbalnych, ale czasem z trudem mi przychodzi precyzyjne wytłumaczenie swoich potrzeb, oczekiwań, obaw i tak dalej. Tymczasem wiem, że wszystkim by dobrze zrobiło, gdybym po prostu powiedziała, o co mi chodzi. Oto parę rzeczy, które twój mąż chciałby usłyszeć, żeby móc cię lepiej zrozumieć (i żeby nie miał wymówki, że nie wiedział).

 

1. Przytul mnie.

Pamiętam taką scenkę. Dziewczę garnęło się coraz bliżej, szepcząc nieśmiało: „Grzesiu, zimno mi…”. A Grześ na to: „To załóż sobie polarek”. Gdyby powiedziała „przytul mnie” to by przytulił, ale to zupełnie inna kategoria. On po prostu rozwiązał jej problem. Dobrze jest wprost się domagać fizycznej bliskości. Tulenie pomaga na wszystko.

 

2. Pojutrze mam urodziny.

No zapomina. Pamięta o mnóstwie innych rzeczy, którymi ja sobie nie zaprzątam głowy, ale dat urodzin nie kojarzy, nawet własnych. Zamiast gorzko przeżuwać w sobie przekonanie, że w tym roku też zapomni i będzie niemiło, lepiej po prostu przypomnieć, a przy okazji powiedzieć, jak chce się świętować. „Pojutrze mam urodziny. Fajnie, gdybyśmy poszli rodzinnie zjeść na mieście, wieczornym kinem też nie pogardzę. Na kolację bym sushi zjadła.” Może elementu niespodzianki nie będzie, ale awantury też nie będzie, a sushi piechotą nie chodzi :)

 

3. Boję się.

Bardzo często ukrywam przed nim swoje strachy, żeby mu nie dokładać zmartwień. Nie jestem jednak pewna, czy to dobrze – niby oszczędzam mu zmartwień, ale jednocześnie nie pozwalam mu siebie poznać. To jest cenna informacja – nie robię tego, bo się boję. Albo tego i tego się obawiam odnośnie naszej relacji. Mówiąc o swoich obawach daję mu szansę – może mi pomóc, może zrozumieć niektóre moje zachowania, może wreszcie niejeden strach odpędzić.

 

4. Tu i teraz.

Albo jakikolwiek komunikat, jasno wyrażający moje seksualne pragnienia i potrzeby. Po pierwsze unikamy obopólnej frustracji, po drugie budujemy własny mikrokosmos, po trzecie w tej dziedzinie dążenie do perfekcji nigdy się nie kończy i trzeba dużo ćwiczyć, kiedy już się omówi strategię.

 

5. Nie rób tak.

Wiem, że chciał dobrze, wiem, że nie zamierzał mnie urazić. Na przykład zaprosił kolegę na kawę i nie zadzwonił, żeby uprzedzić, więc kolega wszedł w środek domowego sajgonu, a ja płakałam w łazience ze stresu. Mogę zwalić winę na siebie, bo jestem ze Śląska i powinnam mieć w domu zawsze posprzątane właśnie na okoliczność niespodziewanych wizyt. Mogę też jasno powiedzieć: „Nie rób tak. Bardzo nie lubię niezapowiedzianych wizyt, stresuje mnie to. Następnym razem daj znać wcześniej”. Prawie na pewno tak zrobi.

 

6. Nie mów tak.

To miał być komplement, albo to miał być żart, albo nie to miał na myśli albo coś tam. Ale jeśli nie powiem: „To jest dla mnie nieprzyjemne/nieśmieszne/przykre, nie mów tak” – to duża szansa, że usłyszę to znowu. I będzie we mnie narastać irytacja i niechęć.

 

7. Chcę tego.

O marzeniach, podobnie jak o lękach, też mało mówię, żeby go nie stresować (zwłaszcza jeśli ich realizacja wymaga nakładów finansowych). I też wydaje mi się, że to błąd: moje marzenia dużo mówią o mnie samej, kim jestem i jaka jestem. Poza tym może okazać się, że wiele pragnień i dążeń mamy wspólnych, albo – co równie ważne – zupełnie sprzecznych. Że ja o pustelni w Bieszczadach a on o penthousie w Nowym Jorku. Przecież warto takie rzeczy wiedzieć.

 

8. Lubię to.

W skeczu kabaretu Hrabi o kwiatach Aśka Kołaczkowska mówi ważną rzecz: że jak mężczyźnie się coś dobrze kojarzy, to będzie chciał to powtarzać. Jeśli cieszy mnie coś, co zrobił, przyniósł, kupił, powiedział – w moim interesie jest to zakomunikować. Nawet, jeśli to jest ta sama co zawsze sobotnia kawa do łóżka – i tak warto się ucieszyć i za nią podziękować. Mnie też raduje jego dziękowanie za zwykłe, codzienne rzeczy.

 

9. Mamy problem.

Dług, choroba, szkolne niepowodzenia dzieci, kłopoty zawodowe. Coś, co zżera mi nerwy i odbiera spokój, ale wydaje mi się, że poradzę sobie sama, albo głupio mi się przyznać, bo wynika z mojej winy czy zaniedbania. Przysięgłabym, że zachowuję się zupełnie normalnie, ale to nieprawda. Ktoś, kto stoi tuż obok wyczuwa każdym nerwem, że coś jest nie tak. A ponieważ nie wie, co się dzieje, musi się domyślać, i może domyśla się najgorszego. Jeśli mu powiem – prawdopodobnie odetchnie z ulgą, że tylko tyle. I razem coś wymyślimy.

 

Co próbuję przekazać – to że podstawą udanego, szczęśliwego związku jest zaufanie. Kiedyś mu zaufałam do tego stopnia, że obiecałam spędzić z nim resztę życia. Dlatego teraz zakładam, kolejny raz, że lepiej powiedzieć niż nie powiedzieć. Powiedzieć, zaczynając zdanie od „ja”. Nie ranić, nie oskarżać, nie przezywać i nie porównywać. Kolejny raz poprosić, przeprosić i podziękować. Upominamy dzieci, kiedy się drą nieartykułowanie: „mów do mnie słowami!”.

No właśnie.

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >