FELIETONY

Są jak chusta Weroniki

Nawet nie chcę wyobrażać sobie świata, w którym ich nie ma. Gdyż są jak chusta Weroniki, która kroczyła za Panem. Nie odmieniła cierpienia, ale dała ulgę i nadzieję.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Są jak chusta Weroniki
Nawet nie chcę wyobrażać sobie świata, w którym ich nie ma. Gdyż są jak chusta Weroniki, która kroczyła za Panem. Nie odmieniła cierpienia, ale dała ulgę i nadzieję.

Zazwyczaj są niewidoczne. Przemkną w tych swoich czarnych, brązowych, białych podobnych do worków habitach i dziwnych nieraz czepkach z welonami. I tylko od czasu do czasu świat dowiaduje się czegoś więcej o ich istnieniu i pracy, gdy wrzucają do Internetu zabawny filmik, w którym udają pingwiny i osiągają ogromne zasięgi… i w rekordowym czasie na ich konto wpływa 5 milionów złotych. Albo gdy ich klasztor, otulony lasami Borów Tucholskich – franciszkanek z Orlika – znajduje się w oku cyklonu i żywioł powala niezliczoną liczbę drzew, niszczy też efekty ich pracy i trzeba zaczynać wszystko od nowa. Lub gdy w czasie powodzi stulecia wychodzą z klasztoru, tak jak szare urszulanki z Ostrowia Tumskiego we Wrocławiu, które dzielnie usypują wały przeciwpowodziowe, broniąc dzielnicę przed jeszcze większymi szkodami.

Ukrycie to ich specjalność. Świat dowiaduje się o nich przeważnie w nadzwyczajnych warunkach, bo na co dzień są mało widoczne. Niedostrzeżone, nieraz otoczone zabobonnym lękiem (przecież przynoszą pecha), ale przede wszystkim niezrozumieniem.

Jest ich w Polsce dziewiętnaście tysięcy. Należą do około stu zgromadzeń i jest to wielkie bogactwo i różnorodność, bo realizują bardzo liczne i różnorodne cele. Wychowują i pielęgnują, uczą religii i innych przedmiotów, wykładają także na uczelniach wyższych. Prowadzą liczne grupy formacyjne dla młodszych i starszych, leczą w szpitalach i przychodniach. Odrzuconym i zmarginalizowanym pomagają w ośrodkach terapeutycznych, hostelach, chroniących ofiary przemocy domowej. Prowadzą domy dla samotnych matek, zakładają okna życia. Pracują z rodzinami – pełnymi, by miały lepszą formację i dysfunkcyjnymi, by dzieci – ale też rodzice – odnaleźli proste ścieżki życiowe. Próbującym zerwać z prostytucją dają szansę powrotu do normalnego życia, ucząc zawodów i samodzielności. Potrafią dostrzec wszelką biedę spiesząc z pomocą i dobrym słowem. Ta długa lista jest niepełna i niekompletna.

 

 

Sceptyczny świat takie życie zakonne potrafi jeszcze zrozumieć – siostry robią przecież coś pożytecznego, choć wciąż zadziwiają swoją rezygnacją z życia rodzinnego, majątku i samodzielnego decydowania o własnym losie. Ale są i takie, które siedzą za grubymi murami klasztoru, modlą się wiele godzin dziennie, zarabiają na życie haftem lub wypiekaniem opłatków… i nic ponadto w ich życiu się nie wydarza, a to uznawane bywa za grubą przesadę.

I każda z tych wspólnot ma swoją niepowtarzalna historię. Historię zapoczątkowaną zazwyczaj przez kobietę, która nie mogła pogodzić się z cierpieniem i okrucieństwem świata. I chciała coś z tym zrobić, tak jak matka Teresa z Kalkuty, która nie mogła zgodzić się z losem hinduskich nędzarzy, widzianych z okien swojego uporządkowanego życia, czy matka Maria Karłowska, która wyrywała dziewczyny z rąk stręczycieli, ryzykując nawet własnym życiem. W swej pasji kształtowania świata zgodnie z wolą Pana Jezusa, pokonywały niezliczone trudności. Nieraz zaczynały swe dzieła od niczego, od jednej świetlicy, szkółki czy niewielkiego mieszkania, tak jak siostry fabryczne, założone przez m. Różę Godecką, które pracowały wśród robotnic Warszawy i Łodzi, by później zakładać kolejne placówki i dzieła.

Różnie rozwijały się później ich dzieła – niektóre przekraczały granice swych ojczyzn, tak jak siostry miłosierdzia św. Wincentego czy salezjanki, obecne na wszystkich kontynentach, inne pozostawały w granicach swych ojczyzn, ale wszystkie znowu coś łączy – wszystkie mają wspólny rys – niezłomność i konsekwencję, nieraz zatracenie w służbie. Aby służyć trzeba być znakomicie zorganizowanym, znać się na finansach i budownictwie i to znakomicie im wychodzi, proszę spojrzeć na pierwsze litewskie hospicjum, zorganizowane przez polską zakonnicę, s. Michaelę Rak ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego, czy dom wzniesiony w rekordowym tempie przez dominikanki w Broniszewicach dla ich synków – jak czule mówią o swoim podopiecznych.

Padło słowo czułość i to ważny trop, bo one otulają i ratują przed brakiem miłości. Ale jest też trop najważniejszy, fundamentalny – modlitwa. Gdyż one nieustannie się modlą. Wielbią Boga i wciąż Mu dziękują, wysławiają i mówią Mu o licznych ludzkich niedolach.

Różnie bywa z efektami, często są niewidoczne, zawsze można im zarzucić, że jest ich za mało, tak jak zarzucano Matce Teresie, że to, co robi, to kropla w oceanie potrzeb. To prawda. Za mało. Ale nawet nie chcę wyobrażać sobie świata, w którym ich nie ma. Gdyż są jak chusta Weroniki, która kroczyła za Panem. Nie odmieniła cierpienia, ale dała ulgę i nadzieję. Rysy świata łagodnieją.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
FELIETONY

“Nieplanowane”. Demaskuje kłamstwo o “trosce o kobiety”

Najbardziej nieplanowaną sprawą dla kobiet decydujących się na aborcję są jej straszne, nieodwracalne skutki.

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

"Nieplanowane". Demaskuje kłamstwo o "trosce o kobiety"
Najbardziej nieplanowaną sprawą dla kobiet decydujących się na aborcję są jej straszne, nieodwracalne skutki.

Gdyby człowiek chciał sobie wyobrazić najsmutniejszy dzień w życiu, to dokładnie taki jest dzień kobiety po dokonaniu aborcji. To nie jest dzień, w którym ktoś czuje, że zdjął z siebie ciężar, rozwiązał jakiś problem, załatwił sprawę i może spokojnie żyć dalej. To dzień, w którym nie do zniesienia jest pustka, ból, poczucie dokonanej krzywdy, a najgorsze w tym dniu jest to, że zostaje on już na zawsze. Dokładnie taki sam jest kolejny i kolejny… Już zawsze.

Film “Nieplanowane” pokazuje właśnie tę prawdę. Uderza w “najmocniejszy” argument podnoszony przez środowiska proaborcyjne tzn. w kłamstwo o dobru kobiety. Sztandary z napisami: najważniejsza jest kobieta, jej zdrowie, samopoczucie, spokojne życie, wolność, niezależność i plany, opadają z wielkim hukiem w zderzeniu z prawdą o losie kobiety po aborcji. Jak to wygląda z perspektywy dziecka, to bardzo dobrze wiemy i serce rozdziera się tak, że aż ciężko pisać, jak jednak wygląda prawda z perspektywy kobiety?

Ciężko sobie wyobrazić, jeśli ktoś (dzięki Bogu!) tego nie przeżył, jak czuje się kobieta po wykonaniu aborcji. Świat wmawia nam, że to szybki, bezbolesny zabieg, a potem człowiek “ma problem z głowy”. Ba, nawet zaczyna się mówić, że to zabieg mniej bolesny i mniej traumatyczny dla kobiety niż poród. Szkoda się nawet zajmować takim stwierdzeniem, ponieważ brak logiki uderza tak, że aż boli. Film odsłania, czym sama aborcja dla kobiety jest naprawdę i co po sobie zostawia. Porażająca scena, pokazująca, co się dzieje z pacjentką podczas aborcji farmakologicznej, czyli wielogodzinne cierpienie nie do zniesienia, krwotok, ból, podczas którego kobieta myśli, że umiera, pozbawia złudzeń o bezbolesnym zabiegu w miłych warunkach i w towarzystwie empatycznych osób.

 

Kadr z filmu “Nieplanowane”

 

Mit o bezpieczeństwie tego zabiegu skonfrontowany z faktami wygląda tak: rocznie dokonuje się na świecie 52 mln aborcji. Na ich skutek umiera 70 tys. kobiet, a 5 milionów doznaje uszczerbku na zdrowiu. Skutki psychiczne ciężko zbadać, zwłaszcza, że często, podobnie jak u bohaterki filmu, ujawniają się po latach. 

Organizacje proaborcyjne, przekonujące kobiety, że przecież nie namawiają ich do zabiegu w ogóle, a tylko do “bezpiecznego zabiegu”, tak naprawdę realizują tylko targety. Chyba nikt nie ma złudzeń, że kliniki, których cele są wyłącznie biznesowe, mają na względzie pomoc kobietom w trudnej sytuacji. Film doskonale rozprawia się z mitem miłej pani doktor, która tak doskonale rozumie naszą sytuację i próbuje “ze zrozumieniem” wmówić kobiecie, jak bardzo odpowiedzialne jest dokonanie aborcji w jej sytuacji, gdy przecież, gdyby dziecko się urodziło, miałoby gorzej. Film “Nieplanowane” pokazuje jak dla klinik, działających po prostu jak korporacje, pacjentki są tylko określanym miesięcznie i rocznie targetem, za którego zrealizowanie można dostać nagrodę – dyplom i premię.

 

Kadr z filmu “Nieplanowane”

 

Przetaczające się co jakiś czas czarne marsze, protesty i akcje proaborcyjne pokazują, choć naprawdę ciężko w to uwierzyć, że jest jeszcze wiele osób, które naiwnie – jak szefowa kliniki aborcyjnej w filmie “Nieplanowane” – wierzą, że aborcja rozwiązuje problemy, jest zwykłym zabiegiem, że dziecko nie czuje, że w zasadzie to jeszcze nie dziecko… 

Ukrywanie prawdy o zabiegu, o tym jak on w rzeczywistości wygląda i czym jest, powinno dać do myślenia kobietom, że musi to być coś strasznego, nawet dla wielkich bojowników na rzecz aborcji, skoro tak bardzo próbują prawdę o zabiegach ukryć przed pacjentkami.

Film przejmująco pokazuje delikatną i jednocześnie ogromnie istotną rolę ludzi walczących latami z aborcją. Jest swojego rodzaju hołdem złożonym tym niestrudzonym wojownikom o życie. Zderzenie wrażliwości obrońców życia z cynizmem i odczłowieczeniem kierownictwa kliniki aborcyjnej sprawia, że nikt nie ma wątpliwości, gdzie jest dobro, a gdzie zło. Scena przepięknej modlitwy nad szczątkami dzieci wywożonymi z kliniki w plastikowych beczkach poraża i trafia chyba do najgłębszych zakamarków serca każdego człowieka. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Nie pozwala nie myśleć. Nie pozwala się nie modlić. To dzięki niezłomności tych ludzi, poświęceniu ich czasu, często własnej pracy, często kosztów procesów wytaczanych przez te korporacje, udaje się przywracać światu normalność, a życiu – jego prawdziwą wartość. 

Wojownicy o życie latami walczą o tych, którzy sami mogą jedynie uciekać, o chociaż te parę centymetrów, chociaż na te ułamki sekundy przed wyrwaniem ich z życia, wyrwaniem ich od własnej matki na jej życzenie.

 

Dziękuję twórcom filmu i dziękuję niestrudzonym Wojownikom Prolife.

 

🔷PRZECZYTAJ: “Nieplanowane”. Film, który zmienia perspektywę

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap