Fot. Freepik

O „aferze” w Ordo Iuris pisze Alina Petrowa-Wasilewicz

Czy niewierność dwojga (byłych już) współpracowników unieważnia dorobek i zasady, jakimi się kierują członkowie Instytutu?

Reklama

Schadenfreude. Może świadczy to o nas nie najgorzej, że w polszczyźnie nie ma słowa, które wyraża radość z powodu jakiegoś złego wydarzenia, nieszczęścia, które spotkało bliźniego. 

Od kilku dni ta radość ogarnęła dużą część „wyznawców lewicy”, połączoną z szyderstwami, gdyż w Ordo Iuris, „ultrakatolickiej organizacji” parę prawników połączył pozamałżeński romans, co skutkuje rozwodem. Co prawda nie ma takiego wyrazu w polszczyźnie, ale uczucie jest dobrze znane, o czym świadczą liczne wpisy i jeśli ktoś chce dowiedzieć się, czym jest mowa nienawiści, może przekonać się, czytając komentarze… 

„Hipokryzja” – to jedno z bardziej eleganckich określeń, gdyż dwa lata temu odbyła się debata o rozwodach pod prowokacyjnym tytułem, który był zamierzoną prowokacją – „Czy zakazać rozwodów?” z udziałem prawnika OI, który właśnie się rozwodzi.

W chwili, gdy to piszę, hashtag #OrdoIuris nadal jest w trendach na Twitterze a w weekend z powodzeniem „wygrywał” z informacjami o finale Wielkiej Orkiestry Jerzego Owsiaka. Cóż, Schadenfreude, ale na tym się nie kończy.

Reklama
Reklama

W najnowszym numerze jednego z tygodników opinii na okładce zarys mapy Polski, zdjęcie zakapturzonego mężczyzny, u dołu ogień, który za moment może zająć cały kraj. O kim mowa? Tak, nie jest to zapowiedź odcinka kolejnej wersji Bonda, a zapowiedź tekstu, poświęconego Instytutowi Ordo Iuris, sądząc po ilustracji organizacji wszechpotężnej i wręcz demonicznej, dla której chyba Wszechświat to za mało.

A jakie są fakty? Czym jest a czym nie jest Instytut Ordo Iuris

Żeby się o tym przekonać wchodzę na strony Instytutu i czytam, że to założony w 2013 r. niezależny, prawicowy think thank, który broni kultury prawnej, osadzonej w cywilizacji europejskiej, „wzniesionej na filarach greckiej filozofii, prawa rzymskiego i etyki chrześcijańskiej”. Jego członkowie walczą o poszanowanie praw gwarantowanych przez Konstytucję, czyli prawo do życia, tożsamości małżeństwa i rodziny. Od chwili powstania, prawnicy Instytutu bronią „osoby prześladowane za przywiązanie do wartości wynikających z prawa naturalnego”, OI obecny jest także w debacie publicznej, zyskał międzynarodową renomę. Instytut występował przed Trybunałem Konstytucyjnym i Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Zakładka „Interwencje prawne” opisuje sprawy, w które angażował się Instytut – przemocy wobec obrońców życia, osób, dyskryminowanych za poglądy, szerzenia mowy nienawiści, rodziców, którym z powodu ubóstwa próbuje się odebrać dzieci. Wiele z tych spraw jest wygranych, gdyż decyduje o tym profesjonalizm i znakomite przygotowanie jurystów.

Reklama
Reklama

Analizując konkretne sprawy z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, można założyć, że właśnie skuteczność i profesjonalizm w obronie tradycyjnych wartości Instytutu jest solą w oku lewicowych środowisk. Dlatego tak gwałtowna jest reakcja na rozwody konserwatywnych prawników.

Mimo nieprawdy hejt leje się wartkim strumieniem

Jednak jak to bywa w naszym medialnym maglu i tym razem informacja jest niepełna i zdeformowana  – para rozwodzących się prawników odeszła z Instytutu kilka miesięcy temu wraz z kilkoma osobami i nie ma już nic wspólnego z poprzednią firmą, hejt leje się wartkim strumieniem.

Co do autorów tygodnika, łatwo zrozumieć ich motywy. Ordo Iuris jest skuteczne. Jego zespół tworzą prawnicy, którzy doskonale zdają sobie sprawę, że żyjemy w czasach, w których chrześcijańskie wartości zwalczane są także przez systemy prawne wielu państw, a pojęcie wolności i tolerancji są narzędziami do odebrania wolności osobom, wyznającym niezmienne wartości. W ubiegłym tygodniu mecenas Jerzy Kwaśniewski stwierdził, że „oportunizm procesowy dotyczy przestępstw, dokonanych z nienawiści”. Zespół znakomitych profesjonalistów stawia właściwą diagnozę i pokazuje drogę także kolegom z innych krajów, zachęca do sprzeciwu, uczy jak to robić młode pokolenie kolegów. Niewierność dwojga (byłych już) współpracowników nie unieważnia dorobku i zasad, jakimi się kierują członkowie Instytutu, choć jest to wizerunkowa rysa i broń, która będzie wyciągana w każdej sytuacji przez adwersarzy.

Reklama

„Co wy w tych głowach macie, laski z Ordo Iuris? Wracajcie do nas”

W komentarzach po ujawnieniu odejścia części zespołu ujawniło się jednak inne, głębsze zagadnienie niż zdyskredytowanie groźnego przeciwnika, można rzec – fundamentalne. Wielu pytało, czy ludzie powinni kierować się określonymi zasadami moralnymi, choć nieraz, a może często, je przekraczają? Czy ułomny człowiek nie powinien kierować się Dekalogiem, etycznymi drogowskazami, czy odpuścić i grzeszyć bez obawy, że ktoś nawyzywa go od hipokrytów? Czemu Bóg wręczył Mojżeszowi tablice z przykazaniami wiedząc, że nawet on przekroczy niektóre z nich?  Opowiedzeniem się za płynnością zasad i etyką sytuacyjną jest komentarz Pauliny Młynarskiej, zamieszczony w mediach społecznościowych:  

„Życie jest długie, tyle się jeszcze może zdarzyć. Tyle zakrętów, porywów serca, wpadek, dobrych i złych wyborów. Co Ty tam w ogóle robiłaś? Czego inne kobiety szukają w tym chorym Gileadzie? (To aluzja do „Opowieści podręcznej”, przyp. aut.) Jak jakakolwiek kobieta może, z własnej woli, wspierać wizję świata, o którym wiemy, że na przestrzeni wieków zniszczył i unieszczęśliwił tyle kobiecych istnień? Co wy w tych głowach macie, laski z Ordo Iuris? Wracajcie do nas. Do świata kobiet, które rozumieją inne kobiety, dobrze im życzą i kochają życie. Puknijcie się w głowę i wracajcie. Patriarchat skona!”

Ten fragment kojarzy się także z tytułem poradnika pewnej feministki „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne idą tam, gdzie chcą”. Ta sama filozofia i przesłanie – reguły krępują, odbierają ludziom, a zwłaszcza kobietom, wolność, są opresyjnym systemem, stworzonym przez patriarchat. Jest to złudzeniem, bo wyznawcy tych poglądów także stworzyli reguły, zastąpili Boga i sami je sobie wręczyli. 

Ten nowy świat poza Gileadem jest tylko pozornie lepszy, bo kobiety może czują się szczęśliwe, ale cierpią dzieci, nienarodzone się nie narodzą, narodzone przeżyją traumę, związaną z rozstaniami i rozpadem rodzin. I z tego powodu, mimo grzechu i konkretnych upadków warto wracać do ojczyzny wartości i zasad jako nieustający marnotrawni synowie i córki. Co prawda alternatywa jest łatwiejsza dla egoizmu, który rozstrzyga o życiowych wyborach, ale dziewczynki, uciekając przed wyimaginowanym Gileadem zbyt często trafiają do całkiem rzeczywistej Gomory.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę