fot. archiwum prywatne ks. Jacek Stryczek/ Facebook (Jacek WIOSNA Stryczek)
Ks. Jacek Stryczek: Bp Pindel kontra. Ale kontra komu…
Trudno przeżyć całe życie bez błędu i bez skazy. Zdarzają się wypaczenia i błędy, ale należy je korygować. Od tego jest biskup.
Zacznę od tego, że biskupa Romana znam dobrze. Byliśmy kolegami i to w przyjacielskim sensie tego słowa. Mam nadzieję, że nadal nimi jesteśmy. Dziś nasz kontakt jest ograniczony, ale szacunek pozostał. Znam biskupa Romana z jego najpiękniejszych stron. Dlatego pisząc ten tekst szukam rozwiązania i prawdziwych źródeł napięcia, które nikomu nie służy i jest bardzo szkodliwe.
Po kolei.
Najpierw pytanie podstawowe: czy naprawdę warto było wywoływać taki konflikt? Czy warto było odwoływać księdza Józefa Zborka, proboszcza w Grojcu? Czy z perspektywy całej diecezji i misji Kościoła w ogóle warto było się tym w ten sposób zajmować? Przecież to całkiem lokalna sprawa i pewnie wina też mała. Dziś już wiadomo, że nie warto było.
ZOBACZ TEŻ>>> Tajemnica odwołania proboszcza z Grojca. Ks. Zborek: „W odpowiednim czasie wszystko będzie jasne”
Biskup powinien być ojcem, nie administratorem
Co może kryć się za tymi oskarżeniami i za „udowodnioną winą”? Przypuszczam, że chodzi o sprawy dość proste. Ksiądz Józef to abnegat, który zupełnie nie dba o siebie, bo całym sobą pracuje dla Kościoła. Uczono go poświęcenia dla Kościoła, dla ludzi i dla Boga. Tak samo jak mnie. Był przekonany, że właśnie tak powinien żyć. Być może chodzi o to, że drugą intencję mszalną (ofiarę) odprawianą danego dnia, którą kuria oczekiwała dla siebie, przeznaczał na utrzymanie kościoła. Być może nie odprowadzał świadczeń na rzecz diecezji tak, jak powinien. Rozumiem też, że z wielką otwartością podchodził do udzielania sakramentów. To chyba wszystko, co można by mu przypisać jako winę. Usłyszałem te fakty od wielu osób.
Przeczytaj również
Jeżeli biskup ma gorliwego księdza, który nawet popełnia błędy, to powinien być dla niego nie administratorem, lecz ojcem. Powinien go zaprosić, porozmawiać z nim, popracować nad nim. Nie rozumiem, dlaczego w Kościele tak często ocenia się według schematu: albo się tobą nie zajmujemy i nic o tobie nie wiemy, albo coś wiemy, ale tylko dlatego, że ktoś coś doniósł. Zabrakło tu troski o księdza. Wydaje mi się, że to jest grzech pierworodny całej tej sytuacji.
Problemy były. Należało jednak księdza zaprosić i z nim popracować. Ludzie się zmieniają, a tym bardziej ksiądz tak gorliwy jak proboszcz z Grojca. Tyle z punktu widzenia prawa kanonicznego. Pojawiają się tu jednak także inne problemy.
Zazdrość nie jest cnotą, jest grzechem
Słyszałem o donosach okolicznych proboszczów, że ksiądz Józef był zbyt pobłażliwy i przyciągał ludzi. Że miał zbyt dobre kazania i wierni od nich odpływali. To zwykła zazdrość. A zazdrość nie jest cnotą, jest grzechem. Czy ktoś tym księżom to powiedział? Czy ktoś ustanowił zasady, które łączyłyby kapłanów, zamiast ich dzielić? Czego im brakowało, aby równać w górę i samemu przyciągać ludzi? Czy ktoś w ogóle się tym zajął?
Ta sprawa przypomina mi moje własne doświadczenia. Ja także doznałem ze strony mojego biskupa i nie tylko, podejścia, w którym byłem po prostu zły. Byłem ucieleśnieniem zła i trzeba było mnie wyeliminować. Tę manipulację nazywam umownie „metodą na esesmana”. Esesman to wcielone zło: ten, który zabija i niszczy. Kto krzywdzi „esesmana”, ten nie grzeszy. Wręcz przeciwnie, ma zasługi.
Nikt z kurii nie opowiada, że ksiądz Józef jest dobrym człowiekiem i dobrym kapłanem. Powtarza się tylko jego winę.
Awantura obróciła się przeciwko tym, którzy ją wywołali
Nie pierwszy raz widzę, że takie podejście rozwija się w kurii bielsko-żywieckiej. Wierni słyszeli podniesiony głos księdza Marka Studenskiego. Nikt z kurii nie opowiada, że ksiądz Józef jest dobrym człowiekiem i dobrym kapłanem. Powtarza się tylko jego winę. Naznaczono go piętnem: jest zły i nic się już z tym nie da zrobić, bo jest zły, bo jest zły. Moim zdaniem to część tych samych manipulacji, które pojawiały się w Kościele krakowskim, gdzie ukryte siły wskazywały gorliwych księży do zniszczenia. Dla zasady, dla zamętu, dla rozbicia Kościoła należało tego kapłana zniszczyć. I tak się stało. Takich księży w diecezji jest więcej. Cała ta awantura obróciła się przeciwko tym, którzy ją wywołali: przeciwko biskupowi i księdzu Markowi Studenskiemu. Przyznam, że słyszę różne dziwne rzeczy na temat ks. Studenskiego. Kropka.
Jeśli prawdziwy jest mój domysł, to Ci, którzy to po cichu planowali, sami mają się dobrze. Miał być zamęt, miało być coraz gorzej. I w Kościele jest coraz gorzej. To domysł, ale w tej historii wszystko się zgadza.
Kiedyś zaproponowałem znajomym biskupom, także biskupowi Romanowi, wsparcie w zarządzaniu, bo się na tym znam. Jak dotąd nikt nie był zainteresowany tą wiedzą. A przecież to wiedza podstawowa, bo pasterz zarządza diecezją. Napisałem kiedyś arcybiskupowi Jędraszewskiemu, że papież Franciszek uczył, iż pasterz powinien pachnieć owcami, a mój pasterz pachnie dekretami. Tu również mamy do czynienia z dekretem.
Pora na cofnięcie się o krok
Czy nie należało człowieka, nawet jeśli popełnił błędy, przygarnąć i pomóc mu? Czy nie należało wysłuchać ludzi? Co trzeba zrobić dzisiaj? Uważam, że rzecz prostą: cofnąć się o krok i powiedzieć: „Przepraszam za błąd. Nie tak powinna wyglądać ta procedura”. Biskupowi nic by się nie stało. Skoro święty Piotr popełniał błędy i potrafił wyciągać z nich wnioski, to i tutaj można tak postąpić. Trzeba też zmienić całe podejście, całą politykę personalną. Powinno w niej być znacznie więcej człowieczeństwa, ale też jasnych zasad, dzięki którym księża się wspierają. Gorliwszego nie wolno eliminować tylko po to, by dominowali przeciętni.
Trudno przeżyć całe życie bez błędu i bez skazy. Zdarzają się wypaczenia i błędy, ale należy je korygować. Od tego jest biskup. Dotyczy to ludzi, za których odpowiada biskup, jak również jego samego.
Ciąg dalszy nastąpi.
Ks. Jacek Stryczek
Śródtytuły nadane przez redakcję.
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej: stacja7.pl










