fot. newsweek.pl (printscreen)/archiwum prywatne
Weronika Kostrzewa: Szczyt szkodliwej głupoty zdobyty! Czyli Newsweek w formie
Ostatnio Newsweek zaserwował historie matek, które z trudem, ale dały radę porzucić własne dzieci. Czy to tylko głupota, czy coś więcej?
„Ostrzeżenie! Autor tekstu traktuje Cię drogi czytelniku jak gumę do majtek” – w miarę uporządkowanym świecie taki alert powinien poprzedzać wyjątkowo głupie artykuły. Mamy przecież informację o drastycznych zdjęciach. Czemu więc nie stosować tego w przypadku słowa pisanego?
Felietony prof. Środy to dziś zaledwie zabawny wybryk
Najpierw jednak cofnijmy się w czasie. Z rozrzewnieniem wspominam dziś felietony prof. Magdaleny Środy we „Wproście”. To, co wtedy wydawało się absurdalne, jak choćby tekst o tym, że mężczyźni lubią kobiety w butach na obcasie, bo ten element obuwia uniemożliwia szybką ucieczkę, dziś wydaje się być zaledwie zabawnym wybrykiem autora. Nawet przyznana w ramach gali serialu „M jak Miłość” (rok 2014?) nagroda w kategorii „najlepsza scena zdrady”, mniej dziś mnie oburza.
„Sypianie z sąsiadem ożywia małżeństwo”
Widać, też poddałam się rozciąganiu, jak wspomniana guma. Jeszcze dwa lata temu kolekcjonowałam screeny artykułów gazeta.pl sugerujące, że najlepszym lekarstwem na rozpadające się małżeństwo jest… zdrada.
Najpierw pojawiły się ckliwe historie kobiet (bo nigdy mężczyzn!), które sypiając z sąsiadem zauważyły, jak to ożywczo wpłynęło na ich (nomen omen) stosunek do męża. Potem publikowano listy czytelniczek, które opowiadały, jak po przeczytaniu tych pięknych historii, same zdecydowały się zaryzykować. Oddały się sąsiadowi i uratowały miłość! Pozostaje mieć nadzieję, (głównie ze względu na zdradzanych mężów), że te kobiety i te czytelniczki nigdy nie istniały.
„Kobiety żałują bycia mamą”
Kolejnym odcinkiem były okropne dzieci. Te, w przeciwieństwie do zdrad, rujnowały małżeństwa. Doprowadzały do kłótni i nieporozumień. Co więcej, pojawiły się kobiety, które miały odwagę przyznać, że żałują bycia mamą. A że dzieci tych pań były już dorosłe, a zatem zdolne do przeczytania wynurzeń swoich rodzicielek, znów żywię nadzieję, że to raczej wymysły autora niż prawdziwe zwierzenia.
Przeczytaj również
„Możesz porzucić dziecko ale nie pieska”
Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. Otóż w minioną niedzielę Newsweek – bez ostrzeżenia o którym wspominałam na początku – zaserwował moim oczom historie matek, które z trudem, dały radę porzucić własne dzieci. Uprzedzam, nie są to teksty o oknach życia, o dramatach które rozdzierają serce. Zresztą w dobie social mediów i czytelników, którzy rejestrują jedynie nagłówki, to o czym opowiada cały tekst często jest raczej bez znaczenia.
Główną rolę odgrywa grafika, tytuł i zapowiedź tekstu – a dokładniej zawarte w nim przesłanie. To one tworzą narrację i klimat. Całość ukryta dla czytelnika nie mającego płatnej subskrypcji, pozostaje dodatkiem. Co zatem dostajemy na tak zwany pierwszy rzut oka? Starszą kobietę, pewnie artystkę i nagłówek: „Matki, które porzuciły własne dzieci. 'Dotarło do mnie, że to jedyne rozwiązanie'”. W tekście dowiemy się, że ta „artystka konceptualna” wcale tak łatwo z tym porzuceniem dzieci nie miała. Z ostracyzmem się liczyła, ale jednak trochę tęskniła. Sytuacja rzeczywiście była skomplikowana. Na szczęście, wiedziała, że to jest to, czego chce.
Trwa rozciąganie społeczeństwa
Może wydać się dziwne, że poświęcam takim bzdurom tyle miejsca. Nie robiłabym tego, gdyby to tylko była głupota albo zwykłe szukanie uwagi czytelnika przez opisywanie niecodziennych historii. To jednak o wiele więcej. Jako społeczeństwo jesteśmy bombardowani (bez ostrzeżenia) treściami przekonującymi, że zdrada jest dobra, dzieci robią smród, a matka by realizować swoje „ja” i wizję własnego życia powinna porzucić potomstwo lub jego część.
Najwygodniej byłoby wzruszyć ramionami i powiedzieć „przecież to Newsweek, czego się spodziewasz?!”. Tyle, że każda kolejna taka kampania – bo tak traktuję tematyczną inwazję na małżeństwo i rodzicielstwo – powoduje, że jako ludzie jesteśmy w stanie przyjąć coraz bardziej szkodliwe historie. Rozciągamy się, zmieniamy nasze standardy i degenerujemy.
Zresztą autorka artykułu niespełna pół roku temu napisała tekst: „Wiktor i Jolanta są małżeństwem, ale łóżko dzielili z Zosią. Otworzyli swój związek”. Gdyby Państwo byli ciekawi to zacytuję fragment: „W poniedziałki Zośka uprawiała seks z Wiktorem, we wtorki z Jolantą, środa, czwartek i piątek miała przeładowany grafik, więc była nieaktywna. Soboty należały do ich trojga”. Wyobrażam sobie, że tak jak trójkąt z tygodnika opinii (bo czy nie do takiego miana aspiruje ta gazeta?) miał swój grafik, tak i autorzy tekstów planują w jakich kwestiach będą rozciągać społeczeństwo.
Znów ta opresyjna wigilia przed nami
A że już grudzień, to możemy liczyć na ofensywę świąteczną. Okaże się, że w rodzinnym domu wigilia jest opresyjna, reklamy pokażą pary z pieskami (tych, w przeciwieństwie do dzieci nie wolno porzucać, bo byłoby to dla nich traumatyczne). Chociaż nie! Taka narracja królowała rok temu! A przecież chodzi o to, by za każdym razem pójść krok dalej. Dam się więc po raz kolejny zaskoczyć i poczekam na to, co nam przygotowano.
A jaka powinna być odpowiedź?
Nie pozostaje nam nic innego jak promocja normalności, moralności i świadectwo, że życie w świecie uporządkowanych zasad chroni i pozwala nie oszaleć, nawet gdy dookoła medialne zawieje i zamiecie. I ten jeden raz, Państwo wybaczą, że nie podaję odniesienia do źródła. Z zasady, nie biorę udziału w promocji treści szkodliwych.










