Dziś wygrało życie!

Wreszcie. Choć trzeba było czekać tyle lat, by Państwo Polskie uznało, że "godność człowieka, każdego człowieka nie jest prawem a fundamentem każdej cywilizacji". Dzięki Ci Panie Boże.

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Każdego dnia, kiedy odwoziłam moją córkę do szkoły, w której większość uczących się dzieci miała zespół Downa, towarzyszyła mi myśl, że tej szkoły właściwie mogłoby nie być. Większość uczących się tam dzieci, mogła być zgodnie z literą prawa zabita przed narodzeniem. 

Myślałam: co to jest za świat, w którym można decydować, czy dany człowiek ma prawo żyć? Kto dał ludziom prawo, by o tym decydowali? Kim trzeba być, by walczyć o prawo do zabijania innych? Ta niesprawiedliwość porażała mnie za każdym razem, gdy Magda opowiadała kolejne radosne i pełne życia historie ze swojej szkoły.

 

Na  szczęście mamy w niebie mocnego patrona i w Jego dzień, w dzień św. Jana Pawła II Trybunał Konstytucyjny Rzeczypospolitej Polskiej wydał wyrok, że zabijanie dzieci z powodu podejrzenia ich niepełnosprawności jest niezgodne z Konstytucją.

 

Setki modlitw, dziesiątki grup ludzi zbierających się na modlitwie za życiem dziś przyniosły radosny efekt. Odetchnęliśmy z ulgą. My nie czujemy, że coś zostało nam udzielone, że coś wygraliśmy, że mamy jakąś satysfakcję osobistą. My czujemy, że została przywrócona elementarna sprawiedliwość i naturalny porządek świata. Nie wolno bowiem zabijać ludzi za to, że być może są niepełnosprawni.

My nie czujemy, że coś zostało nam udzielone, że coś wygraliśmy, że mamy jakąś satysfakcję osobistą. My czujemy, że została przywrócona elementarna sprawiedliwość i naturalny porządek świata.

Ludzie niepełnosprawni są tak bardzo potrzebni nam, tak zwanym ludziom cywilizowanym, wykształconym, silnym i zdrowym, by przypomnieć fundamenty i sens życia. Ich prosta prawda o świecie, którą my w sobie – materializmem, pędem, korzystaniem z życia – sami odbieramy, w kluczowych momentach przywraca nam naszą własną godność. Tego właśnie uczy nas w rozpędzonym w świecie nasza córka Magda. Zatrzymuje nas, wskazuje cel tego pędu i koi skołatane nerwy, uświadamiając, że często ten nasz pęd jest pogonią za niczym.

To my od nich najwięcej dostajemy. W zamian za to, winni jesteśmy niewiele. Na pewno jesteśmy winni to, by mogli żyć, by mieli prawo do życia. Ludzie, którzy rodzą się z jakąkolwiek dysfunkcją, nigdy nie mają łatwo. Rolą cywilizowanego społeczeństwa jest pomoc i ochrona od poczęcia aż do ich naturalnej śmierci.

Dziś Państwo Polskie uznało, że potrzebujemy ludzi, którzy wskażą nam cel naszej podróży i będą naszym przypominaniem, czym jest godność człowieka. Dziś został wykonany pierwszy krok. Pozwoliliśmy jako społeczeństwo w ogóle im się rodzić. Jakie będą kolejne?

CZYTAJ: Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok. Przesłanka eugeniczna niezgodna z konstytucją

Wiem, że nawet wśród części katolików pojawiają się pytania: czy to potrzebne, czy warto naruszać tzw. kompromis aborcyjny, czy warto wszczynać spór ideologiczny, który skończy się tym, że wahadło dziś przesunięte w jedną stronę, za kilka lat przesunie się w stronę przeciwną. Ale te argumenty nie potrafią mnie przekonać, gdy siedzę w pokoju z moją córką i wspominam jej koleżanki i kolegów. Mam dziś wielkie poczucie szczęścia, że tu i teraz, choć na chwilę wygrała sprawiedliwość.

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl “Rozmowy z Janem Pawłem II” oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Kardynał, który nic nie pamięta

Wywiad z kard. Stanisławem Dziwiszem, który we wtorek wyemitowała stacja TVN24, był być może jedną z najskuteczniejszych antyreklam Kościoła w ostatnich miesiącach. Sekretarz Jana Pawła II pytany o grzechy pedofilii wśród duchownych, nieustannie powtarzał: "nie pamiętam", "nie wiem", "nie było mnie tam". Zabrakło zwykłej ludzkiej empatii.

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Trudno oglądało się rozmowę Piotra Kraśki z byłym sekretarzem papieża Jana Pawła II, kard. Stanisławem Dziwiszem. Trudno nie tylko dlatego, że zostały poruszone tematy bolesne, związane z systemowym tuszowaniem pedofilii w Kościele, bezkarnością duchownych za nią odpowiedzialnych oraz biskupów, którzy ich kryli. Bardziej bolesna była momentami postawa samego rozmówcy, który nie potrafił wypaść wiarygodnie, ani – co najważniejsze – pokazać, że po ludzku rozumie skalę problemu.

Jeśli ktoś wahający się odnośnie swojej przynależności do Kościoła obejrzał ten długi przecież wywiad, otrzymał nie tyle krzepiący przykład podnoszenia się po błędach, odwagi w walce z grzechem, świadomości punktu widzenia ofiary, ale urzędniczą i typową dla niektórych kurialistów mowę-trawę. Kard. Dziwisz nie jawił się jako świadek historii i wielkości św. Jana Pawła II, ale – co sam podkreślał – jako osoba starsza, która wielu rzeczy już nie pamięta i w istocie, za nic nie odpowiada.

Kard. Dziwisz nie jawił się jako świadek historii i wielkości św. Jana Pawła II, ale – co sam podkreślał – jako osoba starsza, która wielu rzeczy już nie pamięta i w istocie, za nic nie odpowiada.

A przecież oskarżenia, które padają pod adresem byłego metropolity krakowskiego są zbyt poważne, aby uznać, że niepamięć cokolwiek załatwia. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ujawnił niedawno, że własnoręcznie w 2012 r. wręczył kardynałowi list, w którym zawarto świadectwo molestowanego przez innego księdza w latach 80. mężczyzny, które zbagatelizował ordynariusz bielsko-żywiecki, bp Tadeusz Rakoczy. Interwencja pozostała bez odpowiedzi, sam kardynał tłumaczy się natomiast, że żadnego pisma nie otrzymał. – Chcą przerzucić na mnie odpowiedzialność, ale ja tej odpowiedzialności nie miałem. Nie wiedziałem o tym, że Janusz Szymik (pokrzywdzony – przyp. red.) chodził do biskupa. Jak sprawy wyglądały, gdzie się udawał. To jest inna diecezja i trudno się mieszać w jej sprawy – mówił kard. Stanisław Dziwisz w wywiadzie.

SPRAWDŹ: Ks. Isakowicz-Zaleski opublikował list, który skierował do Watykanu

Właściwie w tym samym duchu odnosił się do wszystkich poruszanych kwestii. Pytany o sprawę założyciela Legionu Chrystusa księdza Marciala Maciela Degollado, który najprawdopodobniej wykorzystał seksualnie kilkudziesięciu chłopców, stwierdził, że śledztwo toczyło się poza jego wiedzą, a nawet, że “pierwszy raz o tym słyszy”. – Jak te sprawy zaczęły wychodzić, pytam jednego współpracownika pana Maciela, czy on wiedział o tych sprawach. On mi powiedział szczerze: wierz mi, że myśmy w zakonie o tym nie wiedzieli. Potrafił się po prostu ukryć – dodał. Sekretarz głowy Kościoła nie miał również żadnej świadomości o transferach pieniężnych do Watykanu, które mogły zapewniać ks. Degollado bezkarność.

CZYTAJ: Kard. Dziwisz chce powołania niezależnej komisji ws. Międzybrodzia

Z całej rozmowy można było odnieść wrażenie, że spędził te kilkadziesiąt lat na samym szczycie hierarchii Stolicy Piotrowej w roli statysty, któremu dzisiaj dziennikarze każą się za wszystko tłumaczyć. Były podczas tego wywiadu również momenty bardziej niż niezręczne. Pauzy, gesty, mowa ciała, która ze wszystkich stron wskazywała na to, że były metropolita krakowski czuje się po prostu niekomfortowo w roli tego, który bije się w piersi i pokazuje wiernym, że rozumie ich punkt widzenia. – Co tak po ludzku chciałby kardynał powiedzieć wiernym – dopytywał Piotr Kraśko, raz po raz rzucając podobne koła ratunkowe, oczekując jakiegoś błysku naturalności od swojego rozmówcy. Niestety, konwencja pozostała taka, do jakiej od dawna kardynał przywykł – do niego przychodzi się na audiencję.

ZOBACZ: Kard. Dziwisz o sprawie Janusza Szymika: Chcą przerzucić na mnie odpowiedzialność

Męczy mnie ta rozmowa, bo mam wrażenie, że z wielu sytuacji, w których Kościół mógłby odważnie wyjść do przodu, potępić grzech, ukarać winnych i wewnętrznie się oczyścić, sam podstawia sobie jeszcze nogę poprzez kompletne oderwanie od rzeczywistości. Przecież kard. Dziwisz pytany, dlaczego zdarzały i zdarzają się takie wypadki, że przełożony jakiegoś księdza ukrywa prawdę o molestowaniu, odpowiedział, że “to są przykre wypadki, dlatego konsekwencje są przykre i trudne, jak chociażby odejście z urzędu księdza biskupa” Janiaka.

Czy ktokolwiek ze świeckich uważa, że odejście pod wpływem nacisku mediów jakiegoś hierarchy ze swojego urzędu, przy dalszym życiu w komfortowych warunkach, jest jakąkolwiek karą? Chyba lepiej by było i dla samego sekretarza Jana Pawła II i dla Kościoła, aby ten pierwszy się już więcej publicznie nie wypowiadał.

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika “Do Rzeczy”, publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik “Dziennika Gazety Prawnej” – wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, “Rzeczpospolitej”, “Tygodnika Powszechnego” i Stacji7. Prowadzi program “Nocna Zmiana” w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap