Nasze projekty

Niedziela Niezrozumienia

Niedziela Palmowa czyli Męki Pańskiej – już w nazwie schizofreniczne rozdarcie. Na początku liturgii triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy, kwadrans później – lektura (bądź śpiew) detalicznych opisów Jego męki

Reklama

Gdybym to ja nadawał nazwy kościelnym świętom, nazwałbym ten dzień Niedzielą Niezrozumienia Jezusa. Wszyscy, którzy Go otaczali czasem rozumieli Go bardziej, czasem mniej (zwykle mniej, to kardynał Dolan podpowiada, że nawet gapiąc się na cuda i słuchając rozdzierających serca fraz, po chwili mówili pewnie: „no świetnie, świetnie, a kiedy właściwie zrobisz to powstanie i przegonisz Rzymian?”).

 

Nigdy jednak napięcie między rewolucją, którą przynosi Jezus, gdy idzie o myślenie o Bogu i Jego Królestwie, a powszechną i dziś koncepcją opartą na powątpiewaniu we wszystko, czego nie da się zważyć, policzyć, pomacać, nie osiągało takich wartości jakie ma tego właśnie dnia.

Reklama
Reklama

 

Niedziela Niezrozumienia

Król na osiołku, który zaraz da się zabić przekonanym, że ratują religię kapłanom oraz urzędnikom ratującym własne plecy, każe przedefiniować pojęcie władzy, służby, narodowej i kościelnej wspólnoty. Każe je odkleić od myślenia w kategoriach stanu posiadania.

Reklama
Reklama

 

W autentycznie pobożnym Sanhedrynie czy próbującym filozofii Piłacie, pokazuje nam lusterko. Ludzi, którym wydaje się, że mają zdrowy rozsądek, wyczucie religijnego i państwowego obowiązku, pieniądze, a w rzeczywistości nic nie mają.

 

Reklama

Ba – mogą stać się zbrodniarzami, jeśli nie idą dalej, nie szukają Prawdy (a jeśli autentycznie jej szukają, muszą się upokorzyć myślą, że nikt, poza Bogiem, nie może być Prawdą czy jej mieć, my możemy się do niej tylko zbliżać).

 

To rachunek sumienia przejmujący do szpiku kości. Mocno wpisuje się weń papież przychodzący ze świata, w którym też wielu ludziom wydaje się, że żyją w ramach i całkiem porządnie, a skutkiem tego przekonania jest śmierć wielu innych ludzi.

 

Mówienie o ubóstwie to nie jego PR-owe zagranie, to uważna lektura Ewangelii, w której prawdziwy Król jeździ na ośle (chyba nie tylko dlatego by spełnić mesjańskie proroctwa), w pysznych konwojach (możemy się domyślać) podróżuje króliczyna Herod.

 

Najgorsze, co możemy teraz zrobić, to uznać, że papieżowi za to płacą, żeby krzyczał o chleb dla biednych, ale my też w sumie jesteśmy na wielu wymiarach trochę biedni, więc nas ta sprawa nie dotyczy.

 

Niedziela Niezrozumienia

Żywy Bóg na oślęciu każdego zmusza do zadania sobie pytania o jego osobisty wymiar ubóstwa. Nie chodzi o popadnięcie w nędzę, ale o praktyczne wyciągnięcie wniosków ze zdania: „cóż masz, czego byś nie otrzymał”. Chcesz być z Jezusem – innej drogi nie ma.

 

Czytam teraz wydany w Polsce już w latach 70. zbiór wystąpień słynnego brazylijskiego obrońcy praw biednych, biskupa Heldera Camary.

 

Ten jedzie po bandzie. Apeluje do braci biskupów by zaczęli od siebie, zrezygnowali z „ekscelencji i eminencji”, zamienili „pałace” na mieszkania. Zwraca też uwagę na to, że wychowanie do ewangelicznego ubóstwa nie może mieć logiki zrywu, akcji, czynu społecznego. Wymaga trwałego uświadomienia sobie faktu, że dotyczy nas na codzień nie tylko szóste, ale i siódme przykazanie.

„Trzeba zmienić mentalność. Konsekwentnie pogłębiać teologię ubóstwa. Nasze podręczniki marnują chyba zbyt dużo miejsca na traktat o czystości, a z pewnością mówią mniej (i to w sposób absolutnie nieaktualny i pozbawiony odwagi) o siódmym przykazaniu.

 

Słusznie powiedziano, że trzeba doktrynalnie pogłębić scenę Sądu Ostatecznego, podobnie jak pogłębione zostały takie fragmenty Pisma jak ty jesteś Piotr lub to jest ciało moje.

 

Czy – jak to sugerowano – można będzie skorzystać z mszy zamykającej Sobór, aby złożyć u stóp Ojca Świętego nasze krzyże biskupie ze złota lub srebra (otrzymalibyśmy w zamian inne, z drzewa lub brązu), w symbolicznym geście człowieka, który decyduje się przyjąć, przy pomocy Bożej, styl życia zgodny z ewangeliczną prostotą?

 

Być może będzie to dla nas, biskupów całego świata, sposób w jaki jeszcze tu pomożemy wikariuszowi Chrystusa w wyzwoleniu się. I miejmy też odwagę przyznać, że wspaniałość Watykanu jest wielkim kamieniem grobowym, który trzeba jutro usunąć.

 

Opatrzność wyzwoliła nas już od państw papieskich. Kiedyż wybije godzina Boga, który poprowadzi Kościół Chrystusa na spotkanie Pani Biedy?“

 

A może właśnie wybiła?

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę