Deklaracja wiary i list otwarty prof. Wandy Półtawskiej

Publikujemy treść listu otwartego oraz deklaracji wiary lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej napisane przez prof. Wandę Półtawską


DEKLARACJA WIARY

Lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej


Nam – lekarzom – powierzono strzec życie ludzkie od jego początku…

1. WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.

2. UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:

– ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,

– moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga.

Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.

3. PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” – powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.

4. STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.

5. UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim – aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji,

– potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.

6. UWAŻAM, że – nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

„Wysokim uznaniem darzymy tych lekarzy i członków służby zdrowia, którzy w pełnieniu swojego zawodu ponad wszelką ludzką korzyść przenoszą to, czego wymaga od nich szczególny wzgląd na chrześcijańskie powołanie. Niech niezachwianie trwają w zamiarze popierania zawsze tych rozwiązań, które zgadzają się z wiarą i prawym rozumem oraz niech starają się dla tych rozwiązań zjednać uznanie i szacunek ze strony własnego środowiska. Niech ponadto uważają za swój zawodowy obowiązek zdobywanie w tej trudnej dziedzinie niezbędnej wiedzy, aby małżonkom zasięgającym opinii, mogli służyć należytymi radami i wskazywać właściwą drogę, czego słusznie i sprawiedliwie się od nich wymaga.”

Paweł VI, Humanae vitae, 27.



5 III 2014 – Środa Popielcowa

Wanda Półtawska M.D.

LIST OTWARTY DO LEKARZY I STUDENTÓW MEDYCYNY Z OKAZJI KANONIZACJI POLSKIEGO PAPIEŻA JANA PAWŁA II


Od dawna dziennikarze usiłują mnie namówić na wywiad z tej okazji, bo „ja wiem więcej”, gdyż miałam okazję tyle lat współpracować z Księdzem Karolem Wojtyłą, potem Biskupem, Kardynałem i wreszcie z Papieżem – Wielkim Rodakiem.

Tak, wiem więcej i właśnie chcę napisać o tym, czego On oczekiwał od lekarzy. Kardynał Sapieha zlecił Mu funkcję Duszpasterza lekarzy – więc zajmował się nimi, spotykał się z nimi, przyjaźnił i był głęboko przekonany, że kapłani powinni współpracować z lekarzami, bo pracują na tym samym terenie – zajmują się ludźmi.

Widział szczególną odpowiedzialność lekarzy, nie tylko za zdrowie, ale za los pacjenta, wręcz za jego wieczność. Bolał nad tym, że techniczny rozwój w medycynie zagraża etyce i że rady i działania lekarzy stanowią zagrożenie świętości rodziny i miłości ludzkiej.

Cierpiał, widząc postępujący spadek moralności, ale uważał, że lekarze mogliby temu zapobiec, gdyby szerzyli prawdę o ludzkiej płciowości i płodności, o „teologii ciała”. Wielokrotnie powtarzał: „Stwórzcie mocny związek lekarzy katolickich, żeby zapanować nad opinią publiczną” – nie doszło do tego, ani w Polsce, ani na poziomie Europy, ani świata.

Śledził losy coraz bardziej zniszczonej rodziny i bronił godności osoby ludzkiej – przemawiał do wszystkich, wszędzie i spodziewał się pomocy od lekarzy – ale zawiódł się…

Byłam świadkiem Jego reakcji na wiadomość, że polski Parlament zatwierdził prawo zabijania nienarodzonych chorych dzieci. Wzburzył się jak rzadko, jak prawie nigdy – uderzył pięścią w stół i zawołał: „A gdzie są pediatrzy? Dlaczego nie bronią chorych dzieci, dlaczego nie reagują?”.

Pomyślałam więc, że może teraz, kiedy tyle osób w Polsce zastanawia się, jak przeżyć kanonizację, jak się do niej przygotować. Może teraz lekarze wierzący, katolicy mogliby przecież zareagować i przyznać się do Niego i Jego nauki i jako votum wdzięczności dla Boga i dla Jana Pawła II ujawnić światu, że są praktykującymi katolikami, że są wierni.

Nie chodzi o uczone referaty, o metody, o technikę, ale o proste, jasne wyznanie wiary.

Proponuję wszystkim kolegom i studentom podpisanie „deklaracji wiary” – a pomysł dyktuje mi po prostu sumienie, po prostu muszę.

Pewnego zdarzenia nie mogę zapomnieć. Biskup Karol Wojtyła wrócił z Soboru entuzjastycznie przejęty profetyczną encykliką Pawła VI Humanae Vitae, w której Papież poleca biskupom, aby na pierwszym miejscu w działaniu duszpasterskim postawili problem świętości rodziny – wziął to zlecenie na serio i realizował to do końca życia i zaraz zarządził regionalne spotkanie księży proboszczów z lekarzami, właśnie na temat encykliki Humanae Vitae.

Byłam na pewnym spotkaniu z księdzem Stanisławem Smoleńskim – w sporej parafii, przyszło 60-70 osób – w trakcie spotkania szepnęłam księdzu Proboszczowi, żeby przyniósł kartkę papieru, to sporządzimy spis obecnych i na następne spotkanie duszpasterskie będziemy mogli zapraszać ludzi imiennie. Ksiądz przyniósł kartkę, podpisałam pierwsza i puściłam kartkę na salę.

Kartka okrążyła zebranych i wróciła do mnie – pusta – nie podpisał się nikt – no tak, to były czasy twardego komunizmu, bali się.

Anonimowo przyszli i nie chcieli się ujawnić – a jak będzie teraz?

Pan Jezus powiedział: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” (Mt 10,26.30).

Projekt deklaracji wiary przedstawiłam Lekarzom polskim, Członkom Papieskiej Akademii Pro Vita (Prof. Zbigniew Chłap /Kraków/ i Prof. Janusz Gadzinowski /Poznań/) i otrzymałam ich akceptację, a także od Prezesa Papieskiej Akademii Pro Vita Bp Ignacio Carrasco de Paula.

Podczas pierwszej audiencji do Polaków Papież Jan Paweł II powiedział: „Dajcie mi w Polsce zaplecze, żebym nie musiał się Was wstydzić.” – myślę, że nie raz się wstydził – i myślę, że my Polacy i polscy lekarze mamy jakiś dług wobec tego Wielkiego Rodaka – i może ta inicjatywa będzie pewnym zadośćuczynieniem?

Zwracam się więc do wszystkich Kolegów lekarzy i studentów medycyny z tym apelem – wiara w Boga Stworzyciela, w niebo i piekło, nie jest naiwnością, ale realizmem wiary – a tego teraz ludziom brak.

Przeżyłam 65 lat jako lekarz i wiem na pewno, że lekarze mogą mieć wpływ na ludzi i na pewno będą odpowiadać przed Bogiem Samym, jak to powołanie zrealizowali.

I tak, jak chciał Jan Paweł II, mogliby wpływać na opinię publiczną, na współczesną cywilizację – mogą naprawdę bronić zagrożonych wartości chrześcijańskich.

Wanda Półtawska



Wesprzyj nas

Deklaracja wiary. Dwa razy nie rozumiem

W gorącym temacie podpisywania przez lekarzy "Deklaracji Wiary" dr Wandy Półtawskiej (oraz składania petycji przeciwko tym, którzy ową "Deklarację wiary" przeczytali), mam do powiedzenia jedno: dwa razy nie rozumiem.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Po pierwsze nie rozumiem sensu owej "Deklaracji Wiary". Która (stwierdzam po przeczytaniu) nie jest w zasadzie deklaracją wiary, a światopoglądu, moralności, który z wiary wynika. W polskim prawie jest już jednak przecież "klauzula sumienia", która pozwala lekarzowi nie wykonywać świadczeń na które się moralnie nie zgadza i jest na takie ewentualności przygotowana procedura. Jej częścią jest wskazanie pacjentowi miejsca, gdzie owo świadczenie uzyska.

To naprawdę dramatyczna sytuacja, gdy lekarz który odmawia zgodnej z polskim prawem aborcji musi wskazać innego lekarza, który oporów przed zabiciem dziecka nie ma (albo wyłączyć się z postępowania i np. prosić szefa, żeby przejął sprawę i takiego wskazał). Ale takie jest niestety prawo, obowiązujące w naszym kraju, zamieszkałym przez wierzących i niewierzących. W którym – warto sobie uświadomić – z moich i twoich pieniędzy z podatków dokonuje się owych kilkuset legalnych aborcji rocznie. Klauzula sumienia pozwala lekarzowi wyłączyć się z odpowiedzialności za dokonanie zabójstwa. Dobrze, że może to zrobić. Jak wierzę – zrobił wszystko, żeby odwieść pacjentkę od tego zamiaru. Od tej pory może tylko gorąco modlić się za tego, kto w tej sytuacji ponosi pełną odpowiedzialność: za pacjentkę, za jej bliskich, za kolejnego lekarza.

Deklaracja wiary. Dwa razy nie rozumiem

Lekarz – katolik już teraz z pewnością nie robi in vitro, aborcji (eutanazja jest w Polsce nielegalna). Po co więc ta pompatyczna, słowna tautologia, skoro najgłębszą (a przede wszystkim konkretną) deklaracją wiary jest zastosowanie przez lekarza – katolika "klauzuli sumienia", wiedząc że narazi się na kłopoty: docinki, obelgi, a może nawet szykany?

Poza wszystkim nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że najlepszą deklaracją wiary jest po prostu pełne poświęcenia i oddania pacjentom wykonywanie swojej pracy. Że znacznie większe działanie ewangelizacyjne miałoby promowanie ludzkich zachowań lekarzy wobec pacjentów. Niechby zamiast "Deklaracji Wiary" podpisywali najpierw "Deklarację Miłości" (może być też "Dekaracja Służby"). Być może są lekarze, którzy czują codzienny napór pacjentów chcących dokonać aborcji, in vitro, względnie zmienić płeć, w moim codziennym doświadczeniu problemem jest raczej to, że oni (niezależnie od wyznania), z nielicznymi wyjątkami, traktują mnie jak chodzące punkty do kontraktów w NFZ-ecie. Lekarz – katolik, dostrzegający moje człowieczeństwo, co wyrazi się nie w tym, że nie zaleci mi prezerwatyw, ale w tym że z troską dopyta o mój stan po dyżurze, nie będzie w biegu między jednym etatem a drugim, ale poświęci mi pół godziny w przychodni! To moje prywatne marzenie.

Moje drugie "nie rozumiem" kieruję zaś pod adresem tych, co teraz z takim lamentem i zawodzeniem poniżają lekarzy, którzy ową "Deklarację" podpisali. Gdy lekarze z klinik in vitro strojąc się w szaty chłodnych specjalistów wygłaszają karcącym tonem swoje ideologiczne manifesty – wszystko jest w porządku i wszyscy zachwyceni są słusznością ich poglądów. Halo, halo, pozwalamy jednym, głos winni mieć i drudzy. Lekarz to nie maszyna do udzielania świadczeń, to człowiek ze swoim systemem wartości i wolę żeby go miał i umiał uzasadnić (a ja wtedy wybiorę, czy mi pasuje czy nie), niż na siłę udawał ideologiczną bezpłciowość. Założę się też, że gdyby obecni antydeklaracyjni apostołowie wylądowali w Indiach i poszli do regularnego doktora, który przy okazji byłby wyznawcą ajurvedy, byliby zachwyceni, że takie nowe, uduchowione, holistyczne podejście do człowieka, którego próżno szukać w Europie. Śmieszy mnie też ich nieświadomość, wszak już teraz leczą się u ludzi, którzy składali przysięgę Hipokratesa, której tezy "Deklaracja Wiary" w części powtarza.

Deklaracja wiary. Dwa razy nie rozumiem

Przezabawni są ci wszyscy moi znajomi, którzy na Facebooku organizują teraz akcje wypisywania się od lekarzy, którzy – jak podejrzewają – mogliby im teraz leczyć grypę "po katolicku", a oni chcą po świecku. Bo niby w jakich przypadkach wejdą w realny, zagrażający ich zdrowiu konflikt z katolickim sumieniem lekarza, czego się boją? In vitro nie robi się pacjentom nieprzytomnym, antykoncepcji nie przepisuje się osobom bez kontaktu na ostrym dyżurze, podobnie ze zmianą płci. Nie mówimy o sytuacjach, w których karetka wiezie cię do szpitala, a tam lekarz bez twojego udziału robi ci coś niezgodnego z twoim światopoglądem. Wyrostka naprawdę nie usuwa się po katolicku lub po świecku, podobnie nie składa kości i nie leczy raka. Jedyną kwestią o której naprawdę można by tu dyskutować jest eutanazja. Ale mam wrażenie, że nie o nią się przy okazji tego całego zamieszania spieramy.

Słowem: w mojej prywatnej ocenie "Deklaracja Wiary" to kolejny przejaw "ewangelizacji konfrontacyjnej", podejścia które zakłada, że toczy się wojna, więc trzeba zwierać szeregi, zbroić się, zbijać w grupę, szyć i wywieszać flagi. To ewangelizacja, w której chodzi nie o ewangelizowanego, a o ewangelizatora. O to, by poczuł się raźniej, by nie był sam, by się policzył z innymi, by sam jasno określił swoje stanowisko. Nie wyobrażam sobie, żeby ową "Deklaracją" udało się uratować choć jedno ludzkie życie, albo choć jedną duszę nawrócić. To nasza wewnątrzna, katolicka przygoda, dająca przy okazji na tacy wrogom religii gratisowe pół tony amunicji, żeby znów mogli sobie w nas postrzelać.

Spór, który owa "Deklaracja" wywołała raz jeszcze dobitnie pokazał z jak dziecinnym odreagowaniem, z jak banalnym intelektualnie i poznawczo antyklerykalizmem i "antyeklezjalizmem" mamy dziś w Polsce do czynienia. Po raz kolejny, ci którzy deklarują, że dadzą się pokroić za to by Polacy mogli dokonywać wolnych wyborów pokazują, że zrobią to wyłącznie w sytuacji gdy chodzi o wybory zgodne z ich własnymi.

Każdy oświecony humanista skoro jest gotów umrzeć za prawo pacjenta do zrobienia in vitro, powinien być gotów iść na szafot również za lekarza, któremu sumienie zabrania owego in vitro robić.

Jeśli nie jest – nie jest żadnym oświeconym humanistą, a po prostu ideologiem tylko z drugiej strony, względnie osobą też wierzącą, tylko w co innego niż ja.

Więc zamiast odreagowywać sobie na Kościele jakieś osobiste czy społeczne traumy, powinien zwyczajnie szanować katolickich lekarzy korzystających z "klauzuli sumienia". Którzy owszem, nie zrobią mu in vitro, ale też np. nie podadzą bez jego zgody śmiertelnej dawki morfiny, gdy umożliwi to polskie prawo, a zażyczy sobie tego zjeżdżająca już na pogrzeb rodzina (znam taki przypadek z Belgii). Nie obetnie ręki w sytuacji gdy w Polsce zacznie może za sto lat obowiązywać szariat, a przede wszystkim da mu poczucie, że widzi w nim coś więcej niż zbiór komórek, widzi godność i piękno człowieczeństwa. Będąc częstym klientem polskiej służby zdrowia zakładam, że nie tylko ja gorąco za tym ostatnim tęsknię.


Polecamy również inne artykuły dotyczące deklaracji wiary:


Nie rozumiem czego Pan nie rozumie – dr Helena Pyz


Deklaracja wiary – podpisałamdr Daria Mikuła-Wesołowska


Deklaracja wiary a… Kopernikks. Krzysztof Wieczorek


Treść deklaracji wiary i listu otwartego prof. Wandy Półtawskiej



Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >