Czy kamienie mają duszę?

Pojawiła się ostatnio bardzo prosta informacja: Ołtarz pergamoński w Berlinie został zamknięty dla zwiedzających na kilka lat. Frapujące, a patrząc w historię to nawet zatrważające!

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Historia się lubi powtarzać? Nic nowego nie zdarza się pod słońcem? Nieuważnymi będąc, potrafimy przegapiać istotę zjawisk, z lenistwa dajemy mamić się pozorom, zachłyśnięci oświeceniem i jego namolną propagandą nie doceniamy trwającej nieustannie walki duchowej i jej skutków w życiu jednostek i społeczeństw?

Niby nic takiego: jedna z głównych atrakcji turystycznych Berlina – hellenistyczny Ołtarz Pergamoński poddany zostanie renowacji i dlatego co najmniej do 2019 roku będzie niedostępny dla publiczności. Bardzo ciekawe i dające do myślenia jest poznawanie nowożytnych losów tego pogańskiego reliktu.

Ołtarz Pergamoński powstał w II w. przed Chrystusem, za czasów króla Pergamonu Eumenesa II. Był samodzielną potężną budowlą ustawioną pośrodku tarasu na szczycie akropolu górującego nad miastem. Widoczny ze wszystkich stron. Potężny. Budowla miała kształt otwartego ku zachodowi prostokątnego budynku z dwoma skrzydłami wysuniętymi po bokach wielkich schodów. Ponad cokołem biegł fryz. Powyżej fryzu znajdowała się jońska kolumnada, otaczająca całą budowlę. Wewnątrz, na dziedzińcu stał właściwy ołtarz ofiarny.

Starożytna pogańska budowla została odkryta przez ekspedycję niemieckich archeologów w latach 1878-1880. Płaskorzeźby i fragmenty architektoniczne stopniowo wykupywano i   przewożono do Berlina. W stolicy Niemiec ołtarz został zrekonstruowany w latach 1911-1930.

Ta grecka budowla stała się w swoim czasie inspiracją dla Adolfa Hitlera. Z jego woli, na wzór ołtarza pergamońskiego, Albert Speer zbudował słynną Zeppelintribune na stadionie w Norymberdze. Tam, gdzie w oryginale wznosił się "szatański tron", umieszczona została trybuna fuehrera. To na niej przemawiał niemiecki wódz 8 września 1936 roku podczas słynnego Parteitagu.

Czy kamienie mają duszę?

Później ołtarz zaliczał miedzy innymi: ocalenie wśród licznych alianckich bombardowań, przewiezienie przez sowietów do Leningradu, powrót do Berlina po zwróceniu go przez Chruszczowa na fali ocieplenia stosunków z Zachodem w roku 1958.

W roku 2010 wydawnictwo Znak wydało książkę zawierającą, wspomnienia Władysława Bartoszewskiego "Mój Auschwitz". Bartoszewski w książce przedrukowuje między innymi jedną z powojennych broszur autorstwa Zofii Kossak-Szczuckiej zatytułowaną „W piekle”, poświęconą niemieckim obozom koncentracyjnym. W niej można znaleźć trop myślenia uwzględniający – nazwijmy to – duchowość kamieni, a dotyczący losów wspominanego tu ołtarza. W rozdziale "Nic nie dzieje się przypadkiem" autorka stwierdza: „To tron Zeusa, arcydzieło sztuki starożytnej, znajdujący się w Pergamo, słynnym z wyuzdanych misteriów ku czci Asklepiosa, wyobrażonego pod postacią węża, nazywa Ewangelista stolicą Szatana. Obecność ośrodków kultu pogańskich bożków sprawiła, że kościół w Pergamo obowiązany był do większej czujności i gorliwości. Ten tron Zeusa nie zaginął. Nie uległ zniszczeniu, nie rozsypał się w proch, nie został rozbity, nie skradli go rabusie, nie zmiażdżyły go koleje wieków. Gdy tyle innych i cenniejszych zabytków świata starożytnego zanikło bez śladu, tron Zeusa istnieje. Stanowi cenną ozdobę muzeum, które na jego cześć Pergamońskim się zowie. Muzeum i tron znajdują się w Berlinie."

Św. Jan Ewangelista faktycznie w tekście Apokalipsy umieścił list do Kościoła w Pergamonie, w którym znajdują się słowa Chrystusa wprost określające to religijne dzieło pogan, górujące wówczas nad miastem, słowami „tron szatana”. Ktoś spyta: „No i co z tego?, ktoś inny „Czy dzisiaj ma to jakiekolwiek znaczenie?”.

A w Berlinie trwa restauracja…

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Infantylizm przerośnięty

Znów tak zwany artysta zapragnął skupić na sobie nieco uwagi mediów

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

W miniony weekend Gazeta ośmieliła się kolejny raz wypuścić porcję antykościelnego jadu. Tym razem skorzystała z wypowiedzi tzw. artysty, który zapragnął skupić na sobie nieco uwagi mediów. Występując w środowisku tak jasno zdeklarowanym przeciwko prawdzie, normom i wartościom trzeba się do wywiadu bardzo dobrze przygotować i przekroczyć jakąś granicę, najlepiej rozpiętą między absurdem a chamstwem. Nic więc dziwnego, że styl prezentowanego wywiadu okazał się wulgarny i prostacki, a kolejne wypowiedziane brednie, jako kompilacja amunicji stale stosowanej w mediach utrzymywanych z kasy państwowej, przewidywalne i nudne.

Nieborak miotający się we własnych wypowiedziach poddany powinien być jakiejś minimalnej obróbce redakcyjnej w trakcie wywiadu lub przy jego autoryzacji. Nie stało się tak w tym przypadku. Można zatem było, choć nie warto, dowiedzieć się m. in. że lansowany przez Gazetę artysta jedną stroną swojej osobowości zafascynowany jest złem przeciętnego katolika, który trupy noworodków trzyma w lodówce, ale druga strona jego jaźni gardzi Szatanem katolików – zdaje się – widząc w nim psa („to jest jakiś sukinsyn”) na korzyść własnego Szatana. Przerażające brednie.

Po niedzieli było jeszcze gorzej. Ponieważ przedstawiciel Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami zdecydował, że złoży zawiadomienie do prokuratury w sprawie upublicznionych wypowiedzi tego starszego pana, on sam opublikował na swoim profilu na Facebooku komunikat przypominający przeprosiny za słowa wypowiedziane w wywiadzie dla Gazety.

W tym internetowym komunikacie prosił z kolei, aby go nie pouczano. Wówczas umożliwiono mu występ w telewizji. No cóż, jaka telewizja tacy artyści. Tam, w studiu TVN, orzekł, że większość własnych opinii wyraża pod publiczkę, głosi swoje deklaracje bez wiary w ich sens, jedynie dla poszerzenia kręgu swoich odbiorców. Musiało się tam również znaleźć – takie to przewidywalne i smutne – zdanie będące już niemal charakterystycznym idiomem tego wspierającego się wzajemnie towarzystwa: „Sam jestem katolikiem, bo ochrzczono mnie. Nie wystąpiłem o apostazję.”

Ten jazgot i chaos w sprawie, na którą oczywista reakcja sama się narzuca, jest według mnie kolejnym sygnałem wskazującym istnienie w tamtym środowisku węża, który zjada sam siebie zaczynając od ogona. Żeby się za szybko nie pożarł jest sztucznie podpompowywany, niestety także pieniędzmi podatników. Ale to w tym temacie nie wszystko.

Znam sytuację, która miała miejsce w jednej z krakowskich podstawówek. Ów tzw. artysta został zaproszony i opłacony, aby śpiewał dla maluszków i dzieci nieco starszych. Oczywiście zrobił to prezentując swój własny repertuar. Przedstawił wówczas także własną posturę, mimikę i gesty. Zastanawiam się czego spodziewali się rodzice przed koncertem, co myśleli w trakcie i czy szczęśliwi byli po nim.

Wprowadzili tego pana, jak lisa miedzy kurczątka, bo jest popularny? Bo ładnie śpiewa? Bo teksty jego utworów najlepiej nadają się do deprawowania własnych dzieci? Przecież można wydać trochę pieniędzy i iść na koncert na mieście. Można nawet, o zgrozo, zabrać na ten spektakl własne dziecko… Ale żeby do szkoły? To jest właśnie infantylizm przerośnięty.

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >