HELL’S KICZ

Po tym jak "tańczyliśmy z gwiazdami", "mieliśmy talent" do śpiewania "trochę lepiej lub trochę gorzej", stoczyliśmy "Bitwę o dom", by w końcu topić "Top Chefa", cała Polska oszalała na punkcie gotowania

Andrzej Jaworski
Andrzej
Jaworski
zobacz artykuly tego autora >

Kto żyw pichci, przyprawia, grilluje i szatkuje na kulinarną potęgę. Jak pikantnie zdiagnozował ów społeczny fenomen prowadzący Mam talent i nie tylko Marcin Prokop: “Terror chochli i rondla sprawił, że jedzenie dla zaspokojenia głodu uchodzi za godną nagany ekstrawagancję. Kto nie umie gotować, ten nie nadaje się do śpiewania piosenek, grania w filmach, prowadzenia biznesu, ani nawet do rządzenia krajem”. Wtóruje mu Katarzyna Bosacka, ambasadorowa spełniająca się zawodowo w poradniku TVN Style: Wiem, co jem: – Teraz w promocji krajów liczy się nie tylko polityka, ale także sport czy kuchnia. Ostatnio na kolacji podaliśmy m.in. krem z buraków z cherry i sokiem pomidorowym oraz jajkami przepiórczymi, a także gęś w miodzie polskim pitnym z zielonymi kopytkami. No pięknie, aż ślinka cieknie. Może mniej na widok zielonych kopytek.

Pod kuchenny Grunwald ruszyła i prasa lokalna sensacyjnie donosząc o smakowych zmaganiach dzielnej lubinianki w programie Piekielna kuchnia. Czy będzie równie “ostro” jak “w brytyjskiej wersji Hells Kitchen czy chociażby amerykańskiej? W obu szefem kuchni był Gordon Ramsay, który nie szczędził wyzwisk uczestnikom i bezlitośnie znęca się nad nimi”. Lud zawsze pragnął chleba i igrzysk, ale jeszcze nigdy igrzysk dla chleba! Rzecz wydawałaby się nie warta zachodu. Ot, jeszcze jedna telewizyjna naparzanka ku uciesze łaknącej show gawiedzi, podnosząca nie tyle ciśnienie, ile słupki kasowej oglądalności. Gastryczne piekiełko, gdzie to kuchcik rzucając mięsem klnie jak szewc, błogo licząc, że “k” na języku nie spada na talerz. Niestety poza kamerami danie zwieńczone “Wynoś się!” wydaje się równie niestrawne, co na wizji, a za naszym fikuśnym zamówieniem stać może udręczony personel.

Ów trop podjął w reportażu “Kiepska kuchnia” tuz niemieckiego dziennikarstwa Günter Wallraff: “Pacan bezmózgowiec to niespecjalnie subtelne określenie. Używa go szef kuchni w luksusowej restauracji w pobliżu Kaiserslautern. Od czasu do czasu wymierza też praktykantom bolesnego kuksańca w kark albo wali ich po łapach łyżką wyjętą przed chwilą z sosu. Jednego z uczniów kazał oblać kilkoma wiadrami wody, tak że chłopak wracał do domu kompletnie przemoczony przy ośmiu stopniach mrozu”. Restauracyjny przewodnik Michelin daje zarządzającemu restauracją “tylko jedną gwiazdkę”. U nas jedyną Gwiazdką Michelin może poszczyć się kreowany na papieża polskiej kuchni Wojciech Modest Amaro, prowadzący rodzimą odsłonę “Hell’s Kitchen”. Choć jeśli praca i papież, to encyklika Laborem Exercens z jej duchową strawą dążenia do nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego i moralnego społeczeństwa, opcjonalnie “braterskiej wspólnoty”. Co w świeckim przekładzie Magdy Gessler brzmiałoby z grubsza: “Zawsze marzyłam o takich miejscach, w których robią kuchnię od serca”. Tyle teorii.

Panująca na zapleczu markowych restauracji “atmosfera frontowa” jest ponoć niezbędna “by sprostać oczekiwaniom wymagających gości”, dolewa oliwy do ognia Anthony Bourdain w bestsellerowych “Wyznaniach szefa kuchni”. Znawcy branży mają kwitować: “W kuchni po prostu tak jest”. Na kotleta, trudno o większy stek bzdur! Analogicznie lekarz winien zwymyślać pielęgniarkę, kierowca skląć mechanika, a nauczyciel sponiewierać ucznia, zaś wszystko to w szczytnym zamiarze usprawnienia pracy. Na co bieżyć po trupach do celu, który na dodatek staje w gardle ością? Mielony pasztet z pracownika? Proszę bardzo. Krwisty befsztyk z praktykanta? Z lubą przyjemnością. A może surówka ze stażysty w sosie własnym? Tak szef. Smacznego. Z ostatniej chwili: “Kulinarny reality show bardzo spodobał się widzom. W planach mamy drugi sezon, który pojawi się na antenie jesienią” – zapewniła Nina Terentiew, dyrektor programowa Polsatu.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Andrzej Jaworski

Andrzej Jaworski

Absolwent Nauk Społecznych Uniwersytetu Opolskiego, zawodowo związany z regionem Zagłębia Miedziowego. Mieszkaniec Lubina "od zawsze", czy "na zawsze" czas pokaże. Z zamiłowania publicystyczny pielgrzym - od społecznego reportażu po felietony z cyklu Miedziana Strona Medalu.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej Jaworski
Andrzej
Jaworski
zobacz artykuly tego autora >

SIERPień Wolności

"Był las, nie było was. Nie będzie was, będzie las." Kardynał Stefan Wyszyński - Prymas Tysiąclecia

Andrzej Jaworski
Andrzej
Jaworski
zobacz artykuly tego autora >

Któregoś dnia “strach zapukał do drzwi, otworzyła mu odwaga i nikogo tam nie było” – pisał w “Zapiskach Więziennych” kardynał Stefan Wyszyński. To jedna z najgłębszych i niezmiennych prawd, która – by zwyciężyło dobro pokoju – stoczyć musi niejedną “bitwę wartości”: w obronie wiary, nadziei, solidarności czy przypisanej każdemu z nas wolności.

Nim jednak tak się stanie, a Joanna Szczepkowska ogłosi w Dzienniku Telewizyjnym: “Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”, dochodzi do jednych z najtragiczniejszych wydarzeń w powojennej historii Polski. Stanisława Kanię zastępuje na stanowisku I sekretarza KC PZPR generał Wojciech Jaruzelski i 13 grudnia 1981 roku wprowadza stan wojenny. Jaruzelski staje na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która przejmuje w kraju pełnię władzy. WRON wprowadza m.in. “zakaz zgromadzeń, pochodów i manifestacji”. Górniczy Lubin odpowiada na apel Solidarności. 31 sierpnia 1982 roku, w drugą rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, na Rynku ma miejsce spontaniczny wiec pokojowy. Za drzwiami odwagi robotniczych protestów stanął nie tylko strach ówczesnej władzy, ale także bezwzględny terror jej stalowego ramienia: doborowych jednostek milicji i ZOMO. Kiedy decydenci podnieśli rękę na naród, dochodzi do kolejnego aktu bratobójczego dramatu oraz tragedii “Zbrodni Lubińskiej”.


posłuchaj:

Porozumień Sierpniowych druga rocznica, “16-tą” w Rynku żyje ulica. “Uwolnić Lecha”, “Zamknąć Wojciecha”, krzyż stanął z kwiatów, brzmią Roty echa: “do krwi ostatniej kropli z żył bronić będziemy ducha, aż się rozpadnie w proch i w pył sowiecka zawierucha”. Komunistyczny reżim ludowy ciął sierpem, młot bił marsz pokojowy. Słychać milicję z dużego fiata: “Rozejść się, rozejść”, by nie czuć bata. Tłum się rozchodzi w głów mórz powodzi, ufny, że władza w plecy nie godzi. Lecz nagle z puszek dobył się gaz, Lubin “zapłakał” niejeden raz. Gniew z bezsilnością miesza się w strachu: – Spychają naród w mogiły piachu. Chronią się ufni w murach Kościoła. “Tutaj nie wejdą!” – ksiądz z nawy zawoła. Powietrze przeszył świst amunicji, kto wydał rozkaz: “Ognia!” milicji?! Z “ostrej” strzelają, ludzie padają, z nysek zomowcy “łów” zaczynają. Jeden żył jeszcze, gdy padł przed “Żukiem”. Drugi śmierć spotkał wraz z salwy hukiem. Rewersy monet, głazy pamięci – Poźniak, Trajkowski, serc naszych święci. Tam gdzie teraz krzyż w kamieniu, na tym moście przy strumieniu, upadł trzeci w okamgnieniu.

W ten dzień do 14-tej w kopalni fedruje. “Powalczę z komuną”, po szychcie żartuje. Snajper ZOMO kulą siekł, Adamowicz Michał legł. Pięciu biegnie z nim przez błonie, cierń czerwieni zrasza skronie. Tragizm kadru – fotografia, do sumienia świata trafia. Podwieźć ich ktoś fiatem miał, lecz o siedzeń biel się bał, inny się zatrzymać dał. Na KEN kładce idą dzieci, słońce barw radością świeci. Ludzka rzeka nas omija, z bólem w oczach rwąc nie mija. Ojciec miał szczęście, usłyszał świst kuli. Gdy wrócił do domu dłoń matki skroń tuli. Nazajutrz za trzech tysiące stanęło, w marszu protestu kolan nie zgięło.

26 lat czekały rodziny, by skończył się proces bez wskazania winy – tych, co za spusty luf pociągali. Skąd przyszła zgoda byście strzelali? Na “TAK” skinienie z WRON-u centrali. Nieznani sprawcy i mocodawcy, do dziejów przeszli jako oprawcy. Zatarte ślady, broń przestrzelona, po 3 latach z kraju znika kupiona. Trzech oskarżono, uniewinniono, a w końcu kary im wymierzono. W tym trzy i pół roku – “sprawstwo kierownicze”, po dziś dzień w Lubinie palą się znicze. By Polskę zastraszyć, to miasto wybrano. Zbrodnią Lubińską wolność skarano. Byliśmy dziećmi rodzice walczyli, byśmy w świat wolny z nadzieją wierzyli. Wspomnijmy czasem o tamtym Lubinie, bo pamięć żyjąc z nami nie zginie. “Naród, który traci pamięć, traci sumienie”, wieszczył Zbigniew Herbert. I choć sam etos Solidarności zbladł po latach waśni politycznych sporów, niech się święci sumienie pamięci…

Solidarność – to znaczy: jeden i drugi. Nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni – przeciw drugim. I nigdy “brzemię” dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich / Jan Paweł II

Andrzej Jaworski

Andrzej Jaworski

Absolwent Nauk Społecznych Uniwersytetu Opolskiego, zawodowo związany z regionem Zagłębia Miedziowego. Mieszkaniec Lubina "od zawsze", czy "na zawsze" czas pokaże. Z zamiłowania publicystyczny pielgrzym - od społecznego reportażu po felietony z cyklu Miedziana Strona Medalu.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej Jaworski
Andrzej
Jaworski
zobacz artykuly tego autora >