Gdzie zaprosiłbyś Jezusa? Do salki czy do siebie?

To nie Franciszek jest nakręcony na punkcie pomocy ubogim, to Jezus był na to nakręcony! - Tak w kontekście Dnia Ubogich o pomocy najbiedniejszym mówił jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski.

Polub nas na Facebooku!

Gdzie zaprosiłbyś Jezusa? Do salki czy do siebie?
To nie Franciszek jest nakręcony na punkcie pomocy ubogim, to Jezus był na to nakręcony! - Tak w kontekście Dnia Ubogich o pomocy najbiedniejszym mówił jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski.

– To jest najbardziej ewangeliczny dzień w ciągu roku, bo Jezus taki dzień ustanowił każdego dnia. My obchodzimy go raz w roku w szczególny sposób, by przypomnieć, że tak powinno być każdego dnia – mówi papieski jałmużnik. Wskazuje, że „Jezus od samego rana nie robił nic więcej, tylko chodził i uzdrawiał, chodził jak taka «fabryka dobra», która za wszelką cenę, chce pomagać innym. Papież chciał na to zwrócić uwagę. Nieraz zarzuca się Papieżowi, że jest trochę nakręcony, mówiąc ciągle o ubogich. Nakręcony był Jezus, nie Papież. To On non stop dotykał się ubogich, uzdrawiał, był z nimi, jadał z nimi, zapraszał, i chodził do nich. Więc ten dzień jest po prostu czystą Ewangelią – podkreśla kard. Krajewski.

Papieski jałmużnik zauważa, że Ojciec Święty zachęca do dostrzeżenia w ubogim samego Jezusa i zaproszenia właśnie ubogiego Jezusa do siebie do domu. – Nie do salek, nawet nie do restauracji, ale do siebie do domu, bo Jezusa byśmy zaprosili do siebie. Gdy zapuka ktoś do mojego domu i ja mam świadomość, że to jest Jezus – troszkę odrażający, trochę brudny, trochę trudny do rozpoznania, tak jak i w hostii. On jest trudny do rozpoznania, potrzeba wiary. Więc przychodzi do nas Jezus i mówi: To Ja Jestem. Nikt Mu wówczas nie da kanapki w drzwiach i nie powie: zjedz na schodach, ale zaprosi Go do siebie. To przywraca godność, to uzdrawia – podkreśla kard. Krajewski. Wskazuje, że ludzi, którzy przychodzą na obiady do watykańskiego urzędu dobroczynności zmienia nie oferowane im jedzenie, bo w wielu miejscach jest dużo lepsze, ale okazana im dobroć, bombardowanie miłością.

W rozmowie z papieską rozgłośnią kard. Krajewski wskazuje, że przesłanie Franciszka jest proste i bardzo klarowne. Trzeba zacząć od siebie. – Zaprosić do siebie do domu. Na plebanię do stołu, gdzie je codziennie proboszcz, gdzie je codziennie biskup, gdzie je codziennie dyrektor, gdzie jem codziennie ja. Do siebie. I przyjąć z otwartym sercem. Mogą być jakieś obawy, może być coś, co mnie jakoś odrzuca. Ale pokonując to, okaże się, że to jest droga do świętości – podkreśla jałmużnik papieski. Przywołuje postać świętego Franciszka i Matki Teresy z Kalkuty. – Proszę spojrzeć na księdza Popiełuszkę, który wieczorem wychodził ze swojej plebanii i UB-owcom, którzy siedzieli w Fiacie i czekali jak go przyłapać, zanosił herbatę i kanapki. I to jest czysta Ewangelia – podkreśla kard. Krajewski.

KAI/ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️

Papież modli się za ofiary ataku z RŚA

W czasie modlitwy Anioł Pański papież modlił się za ofiary krwawego ataku na ośrodek dla uchodźców w Republice Środkowoafrykańskiej a także ofiary pożarów w Kalifornii oraz mrozów na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.

Polub nas na Facebooku!

Papież modli się za ofiary ataku z RŚA
W czasie modlitwy Anioł Pański papież modlił się za ofiary krwawego ataku na ośrodek dla uchodźców w Republice Środkowoafrykańskiej a także ofiary pożarów w Kalifornii oraz mrozów na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.

– Z bólem dowiedziałem się o krwawym ataku przeprowadzonym dwa dni temu na obóz dla uchodźców w Republice Środkowoafrykańskiej, w którym zginęło także dwóch księży. Temu narodowi, tak bardzo mi bliskiego, gdzie otworzyłem również pierwsze Drzwi Święte Roku Miłosierdzia wyrażam całą swoją bliskość i miłość. Módlmy się za zmarłych i rannych, a także aby ustała wszelka przemoc w tym umiłowanym kraju, który bardzo potrzebuje pokoju. Specjalną modlitwę kierujemy za osoby dotknięte pożarami gnębiącymi Kalifornię, a teraz także za ofiary mrozu na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Niech Pan przyjmie zmarłych do Swego pokoju, pocieszy członków rodzin i wspiera tych, którzy angażują się w pomoc – mówił Franciszek na zakończenie południowej modlitwy Anioł Pański z udziałem wiernych zgromadzonych na Placu św. Piotra w Watykanie.

W rozważaniach przed modlitwą komentował z kolei czytaną tej niedzieli w liturgii Ewangelię dotyczącą końca świata.

Oto pełny tekst papieskiej katechezy:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W fragmencie Ewangelii dzisiejszej niedzieli (por. Mk 13, 24-32) Pan chce pouczać swoich uczniów o wydarzeniach przyszłych. Nie jest to przede wszystkim mowa na temat końca świata, ale raczej zachęta do dobrego przeżywania teraźniejszości, do czujności i stałej gotowości, ponieważ będziemy wezwani do rozliczenia się z naszego życia. Jezus mówi: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte” (ww. 24-25). Słowa te skłaniają nas do myśli o pierwszej stronie Księgi Rodzaju, o opisie stworzenia: słońce, księżyc, gwiazdy, które od początku czasu jaśnieją w swej kolejności i przynoszą światło, będące znakiem życia, są tutaj opisane w ich zaniku, gdy popadają w ciemność i chaos, będące znakiem kresu. Natomiast światło, które będzie świecić w tym dniu ostatnim, będzie wyjątkowe i nowe: będzie to światło Pana Jezusa, który przyjdzie w chwale ze wszystkimi świętymi. W tym spotkaniu ujrzymy wreszcie Jego Oblicze w pełnym świetle Trójcy Świętej; oblicze promieniujące miłością, przed którym w całkowitej prawdzie pojawi się także każda istota ludzka.

Historia ludzkości, podobnie jak historia osobista każdego z nas, nie może być rozumiana jako prosta seria słów i faktów, które nie mają znaczenia. Nie może też być interpretowana w świetle wizji fatalistycznej, jakoby już wszystko było ustalone z góry, zgodnie z przeznaczeniem, które obejmuje wszelkie przestrzenie wolności, uniemożliwiając dokonywania wyborów, które byłyby owocem prawdziwej decyzji. W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi przeciwnie – że historia narodów i jednostek ma kres i cel, który trzeba osiągnąć: ostateczne spotkanie z Panem. Nie znamy czasu ani sposobu, w jaki się to stanie; Pan podkreślił, że „nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (w. 32); wszystko jest zachowywane w tajemnicy misterium Ojca. Znamy jednak podstawową zasadę, z którą musimy się zmierzyć: „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą” (w. 31) – mówi Jezus. To właśnie jest ten najważniejszy punkt. W tym dniu, każdy z nas będzie musiał zrozumieć, czy Słowo Syna Bożego rozjaśniło nasze życie osobiste, czy też się od niego odwróciliśmy, preferując zaufanie własnym słowom. Będzie to bardziej niż kiedykolwiek chwila, w której powinniśmy definitywnie powierzyć się miłości Ojca i zawierzyć się Jego miłosierdziu.

Nikt nie może uciec przed tą chwilą, nikt z nas. Spryt, który często wnosimy w nasze zachowanie, aby uwiarygodnić obraz, jaki chcemy przedstawić, nie będzie już potrzebny. Podobnie nie będzie już można wykorzystać siły pieniędzy i środków ekonomicznych, za pomocą których zakładaliśmy, że kupimy wszystko i wszystkich. Będziemy mieć przy sobie tylko to, co dokonaliśmy w tym życiu, wierząc w Jego Słowo: wszystko i nic oprócz tego, co przeżyliśmy albo czego zaniedbaliśmy dokonać. Zabierzemy ze sobą to tylko, co daliśmy innym.

Prośmy o wstawiennictwo Dziewicy Maryi, aby stwierdzenie naszej przygodności na ziemi i naszych ograniczeń nie sprawiło pogrążenia nas w lęku, ale przypomniało nam o naszej odpowiedzialności za samych siebie, za bliźnich i za cały świat.

KAI/ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7