Grzesznicy tak, niemoralni nie!

Niemoralność sprawia, że traci się poczucie wstydu, które strzeże prawdy, dobroci, piękna.

Powiedział Ojciec Święty podczas którejś homilii w kaplicy Domu Świętej Marty: „grzesznicy tak, niemoralni nie!”. Jaka jest różnica pomiędzy grzechem a niemoralnością?

Niemoralność to grzech, który nie zostaje przez nas rozpoznany i nie czyni nas pokornymi, który staje się systemem działania, przyzwyczajeniem, sposobem życia. Nie czujemy już potrzeby przebaczenia i miłosierdzia, ale sami usprawiedliwiamy siebie i nasze zachowania. Jezus mówi swoim uczniom: jeśli nawet twój brat obrazi cię siedem razy na dzień i siedem razy powróci do ciebie, by prosić cię o przebaczenie, przebacz mu. Grzesznik, który żałuje, a później upada i znów wpada w grzech z powodu swojej słabości, znów odnajduje przebaczenie, jeśli uznaje się za potrzebującego miłosierdzia. Niemoralny zaś to ten, kto grzeszy i nie żałuje, ten, kto grzeszy i udaje, że jest chrześcijaninem, a swoim podwójnym życiem demoralizuje, gorszy.

Niemoralny nie zna pokory, nie uważa, by potrzebował pomocy, prowadzi podwójne życie. W 1991 roku poświęciłem temu tematowi długi artykuł, wydany w postaci małej książeczki pod tytułem Corrupción y pecado (Niemoralność i grzech). Nie należy traktować niemoralności tak, jakby była tylko kolejnym grzechem: pomimo iż często identyfikuje się niemoralność z grzechem, tak naprawdę są to dwie różne rzeczywistości, choć w pewnej mierze połączone.

 

grzesznik ktory upada grafika

 

Grzech, przede wszystkim wówczas gdy się powtarza, może prowadzić do niemoralności, jednak nie w wymiarze ilościowym – w tym sensie, by pewna konkretna liczba grzechów miała decydować o tym, że dana osoba staje się niemoralna – lecz raczej jakościowym: powstają przyzwyczajenia, które ograniczają zdolność kochania i prowadzą do poczucia samowystarczalności. Osobę niemoralną męczy proszenie o przebaczenie, zaczyna ona wierzyć, że nie musi już o nie prosić. W osobę niemoralną nie zmieniamy się nagle; proces upadku, w którym ześlizgujemy się coraz niżej, jest długi. Nie można utożsamiać go po prostu z serią popełnionych grzechów. Ktoś może być wielkim grzesznikiem, a mimo to nie popaść w niemoralność.

Patrząc na Ewangelię, myślę o przykładzie postaci Zacheusza, Mateusza, Samarytanki, Nikodema, dobrego łotra: w swoich grzesznych sercach wszyscy mieli coś, co ratowało ich przed niemoralnością. Byli otwarci na przebaczenie, ich serca wyczuwały własną słabość, i to stało się prześwitem, przez który pozwolili wniknąć mocy Boga. Osoba grzeszna, uznając się za taką, w pewien sposób przyznaje, że to, do czego przynależała albo wciąż przynależy, jest fałszywe. Osoba niemoralna zaś ukrywa to, co uważa za swój prawdziwy skarb, to, co czyni ją niewolnikiem, i zakrywa swoją twarz maską dobrego wychowania, starając się zawsze dbać o pozory.

 

Niemoralność w stopniu jeszcze większym niż grzech ma poważne skutki społeczne: wystarczy przejrzeć gazety…

Niemoralność nie jest czynem, ale stanem, stanem osobowym i społecznym, w którym ktoś przyzwyczaja się żyć. Niemoralny jest tak zamknięty i spełniony w satysfakcji ze swojej samowystarczalności, że nie pozwala niczemu i nikomu podawać tego w wątpliwość. Zbudował dobre zdanie o sobie, opinię, która opiera się na zachowaniach podstępnych, oszukańczych: przeżywa życie pośród ścieżek oportunizmu, za cenę godności swej własnej i innych. Twarz niemoralnego mówi zawsze: „To nie moja wina!”. Moja babcia nazywała to „twarzą świętoszka”. Niemoralny to ten, który jest oburzony, że ktoś mu ukradł portfel, i narzeka na to, jak niebezpieczne są ulice, a później oszukuje państwo, unikając płacenia podatków, a może nawet zwalnia swoich pracowników co trzy miesiące, by uniknąć konieczności przyjęcia ich na umowę na czas nieokreślony, czy też korzysta z pracy na czarno. A później wręcz przechwala się jeszcze swoją chytrością wśród przyjaciół. To ten, kto może nawet chodzi na mszę w każdą niedzielę, ale nie ma żadnego problemu z wykorzystywaniem swojej pozycji władzy, oczekując łapówek.

 

7 grzechów, które wkurzają

 

Niemoralność sprawia, że traci się poczucie wstydu, które strzeże prawdy, dobroci, piękna. Niemoralny często nie zdaje sobie sprawy ze swojego stanu, dokładnie tak jak ktoś, kto ma nieświeży oddech i nie czuje tego. Nie jest łatwo niemoralnemu wyjść z tej sytuacji dzięki własnym wyrzutom sumienia. Zwykle Pan zbawia taką osobę poprzez wielkie życiowe próby, sytuacje, których nie może ona uniknąć, a które przebijają budowaną powoli skorupkę, pozwalając w ten sposób wniknąć łasce Bożej.

Powtórzmy to: grzesznicy tak, niemoralni nie! Grzesznicy tak. Jak mówił celnik w świątyni, nie mając nawet odwagi podnieść wzroku w stronę nieba. Grzesznicy tak, jak Piotr, który przyznał to przed sobą, zapłakawszy gorzko po wyparciu się Jezusa. Grzesznicy tak. Jak bardzo mądrze pomaga nam przyznać Kościół na początku każdej mszy, kiedy zachęca nas do uderzenia się w piersi, czyli uznania siebie za potrzebujących zbawienia i miłosierdzia. Musimy w szczególny sposób modlić się podczas tego Jubileuszu, aby Bóg utorował sobie drogę również do serc niemoralnych, dając im łaskę wstydu, łaskę uznania siebie za grzeszników, potrzebujących Jego przebaczenia.

 


Zamieszczone fragmenty wywiadu pochodzą z książki “Miłosierdzie to imię Boga”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

 

franciszek_Milosierdzie_500pcxKsiążka “Miłosierdzie to imię Boga”
już w sprzedaży!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

Show comments

Nie ma sytuacji bez wyjścia

Nie jesteśmy skazani na tonięcie w ruchomych piaskach, w których im więcej się ruszamy, tym głębiej się zapadamy.

Wiele razy mówił Ojciec Święty: „Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem, to my męczymy się proszeniem Go o przebaczenie”. Dlaczego Boga nigdy nie męczy przebaczanie nam?

Ponieważ jest Bogiem, ponieważ On jest miłosierdziem i ponieważ miłosierdzie jest Jego pierwszym atrybutem. To imię Boga.

Nie ma sytuacji, z których nie moglibyśmy wyjść; nie jesteśmy skazani na tonięcie w ruchomych piaskach, w których im więcej się ruszamy, tym głębiej się zapadamy. Jezus jest tutaj, z wyciągniętą dłonią, gotową przyciągnąć nas, wyciągnąć z błota, z grzechu, nawet z otchłani zła, w które wpadliśmy.

Musimy tylko zdać sobie sprawę z naszego stanu, być szczerzy sami przed sobą, nie wylizywać swoich ran. Poprosić o łaskę uznania się za grzeszników odpowiedzialnych za dane zło. Im wyraźniej będziemy dostrzegać tę potrzebę, im bardziej będziemy się wstydzić i korzyć, tym szybciej zostaniemy zalani w Jego objęciach łaską. Jezus na nas czeka, wyprzedza nas, trzyma nas za rękę, jest wobec nas cierpliwy. Bóg jest wierny.

Miłosierdzie będzie zawsze większe od każdego grzechu, nikt nie może postawić granic miłości Boga, który przebacza. Jeśli tylko na Niego popatrzymy, jeśli tylko podniesiemy wzrok, skupiony na naszym ego i na naszych ranach, i zostawimy choć wąski przesmyk dla działania Jego łaski, Jezus uczyni cuda, również z naszym grzechem, z tym, czym jesteśmy, z naszą nicością, naszą nędzą.

 


Zamieszczone fragmenty wywiadu pochodzą z książki “Miłosierdzie to imię Boga”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

franciszek_Milosierdzie_500pcxKsiążka “Miłosierdzie to imię Boga”
już w sprzedaży!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

Show comments