video-jav.net

Bp Ryś: Taki Kościół jest niepodobny Jezusa

W Opactwie Benedyktynów w Tyńcu zakończył się trzeci rok comiesięcznych spotkań medytacji chrześcijańskich. „Chrystus jest Samarytaninem. Jeśli Kościół nie będzie się zatrzymywał się przy potrzebujących, bez skupiania się na sobie i zabezpieczania siebie, to będzie niepodobny do Jezusa” – mówił do jego uczestników podczas Eucharystii biskup Grzegorz Ryś.

Polub nas na Facebooku!

W wygłoszonej homilii bp Ryś odniósł się do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie w perspektywie refleksji Marcina Luthera Kinga. „On rozważał ją poprzez dwa pytania w kontekście tego pobitego człowieka. Kapłana i lewity, którzy pytają: ‘Co mi się stanie jak się przy nim zatrzymam?’ oraz Samarytanina, którzy zastanawia się co się stanie z tym człowiekiem, jeśli się przy nim nie zatrzymam” – powiedział.

Wskazał, że wierzący są ciągle stawiani wobec takich wyborów, że takich wyborów musi dokonywać Kościół. „Od 50 lat słyszymy od potrzebie Kościoła samarytańskiego. Z takim myśleniem o Kościele przychodzi do nas także papież Franciszek. Kościół samarytański to jest Kościół, który stawia sobie pytanie co się stanie z tym człowiekiem, jeśli ja się przy nim nie zatrzymam” – wyjaśnił.

Dodał, że jest to wyraźnie widoczne napięcie między Kościołem troszczącym się o swoje bezpieczeństwo, a Kościołem, który „patrzy na drogę, którą idzie i widzi ludzi, przy których musi się zatrzymać niezależnie od tego czy coś mu się stanie czy nie”.

Hierarcha wskazał także na istniejące napięcie między Kościołem a światem: „Jest napięcie i ktoś, kto myśli, że go nie ma, nie zna ani jednego ani drugiego. Tak jak w tej przypowieści między Żydem a Samarytaninem. Jezus, który jest przecież tym Samarytaninem, pokazuje tym samym, że wychodzi poza bliski sobie krąg ludzi. I do tego zachęca także Kościół” – mówił.

Podsumowując bp Ryś uwrażliwiał, że najważniejszą kwalifikacją Kościoła jest jego przystawalność do Chrystusa. „Trzeba sobie postawić jeszcze jedno pytanie: ‘Co się stanie ze mną, jeśli ja się nie zatrzymam przy tym potrzebującym z przypowieści?’. Kościół nie jest dla siebie, nie może być kościołem kapłanów i lewitów, bo nie naśladuje wtedy Chrystusa” – nauczał.

Podczas spotkania po Mszy św. biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej odpowiadał na pytanie medytujących chrześcijan. Rozważano między innymi postać br. Alberta jako wyjątkowego patrona miłosierdzia, który uczy, że kluczem do odkrycia miłości miłosiernej jest medytacja nad Chrystusem. Poruszono także zagadnienie problemów przyjęcia ogromu Bożego miłosierdzia oraz rozumienia darów Ducha św. jako doświadczenia tej miłości.

Jak wytłumaczył Stanisław Matusik, koordynator spotkań w Tyńcu, medytacja chrześcijańska to modlitwa w ciszy, polegająca na powtarzaniu pojedynczego słowa np. “Marana tha”. „Przyjeżdżają do nas osoby od Sztokholmu po Zakopane. Myślę, że obecnie ludziom bardzo potrzeba ciszy i spotkania z Bogiem właśnie w takiej przestrzeni. Bo to jest bycie przez Bogiem, bez zbędnych słów, z ufnością dziecka” – podkreślił wyjątkowość tynieckich medytacji.

Czwarty rok chrześcijańskich spotkań medytacyjnych w Tyńcu rozpocznie się po wakacjach – składają się na nie Msze św., wspólna medytacja oraz prelekcje głoszone przez zapraszanych gości. W Krakowie medytujący chrześcijanie spotykają się we wtorki w parafii MB Ostrobramskiej oraz w czwartki w bazylice Bożego Ciała.


luk / Kraków

ŚDM: warto. Wolontariusze

"Wyobrażam sobie, jak kiedyś córka albo syn zapyta – Tato, byłeś może na ŚDM w Krakowie? I co odpowiem? Że nie byłem, bo mi się nie chciało? Albo – moi znajomi nie jechali? Tak nie może być!"

Polub nas na Facebooku!

Basia, lat 22, studentka Wydziału nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego

 

Pasje: Jedną z moich pasji jest przewodniczenie wspólnocie warszawskiej stypendystów Fundacji Dzieła Nowego Tysiąclecia. To prawdziwa, rozwijająca przygoda. Poza tym lubię podróżować i czytać.

 

Marzenia: Podróż dookoła świata. Na razie odwiedziłam kraje graniczące z Polską, a podczas wakacji jadę do Włoch. Marzę też, żeby skończyć studia w Warszawie i znaleźć pracę w zakresie Human Resources. I żeby mieć wokół siebie wspaniałych ludzi.

 

Kiedy ogłoszono, że Polska będzie gospodarzem Światowych Dni Młodzieży, byłam bardzo szczęśliwa, chociaż przyznam, że trochę się tego spodziewałam: przecież Polska związana jest z Janem Pawłem II, a właśnie on zapoczątkował te spotkania młodych. Od początku czułam, że chciałabym przeżyć coś takiego, jak światowe spotkanie młodych.

Przygotowania do ŚDM trwają cały czas. Na początku każdy próbował się zorientować, o co chodzi, jak możemy uczestniczyć w tych wydarzeniach i w jaki wolontariat się włączyć. Teraz już wszystko wiadomo: zadania rozdzielone, pakiety pielgrzyma zakupione, podróż zaplanowana.

ŚDM to niezwykłe wydarzenie,  które może dużo zmienić w życiu każdego człowieka.  Mamy tu do czynienia z różnymi kulturami, z różnymi osobami o różnych poglądach, ale czujemy, że nie ma między nami barier – ani językowych, ani intelektualnych… Dogadamy się nawet nie znając języka. Do Krakowa może pojechać każdy, bez względu na wiek czy zainteresowania. Także osoby poszukujące…

 

Wiem, że to będzie czas przemian, spotkań niezwykłych ludzi, nowych przyjaźni i znajomości na całe życie.

W Krakowie na pewno będzie ogromny tłum, ale jesteśmy młodymi ludźmi i powinniśmy widzieć w tym atrakcję – ja sama tak na to patrzę. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w Światowych Dniach Młodzieży, więc będzie to dla mnie wyzwanie i niezwykłe wydarzenie.

Będzie to też wyjątkowe duchowe przeżycie. A jako inspiracja przyświecać nam będą słowa papieża Franciszka i patrzącego na nas z góry Jana Pawła II.

 


 

Łukasz, lat 21, student Bezpieczeństwa i higieny pracy w Radomiu

 

Pasje: komputery oraz operatorka filmowa i montaż filmów

 

Marzenia: Marzę o tym, żeby mieć domek na wsi, rodzinę, dzieci i… żeby być rentierem (śmiech). Moja rodzina będzie wierząca i szczęśliwa.

 

Na Światowe Dni Młodzieży jadę po raz pierwszy w życiu. Muszę tam być. Wyobrażam sobie, jak kiedyś córka albo syn zapyta – Tato, byłeś może na ŚDM w Krakowie? I co odpowiem? Że nie byłem, bo mi się nie chciało? Albo – moi znajomi nie jechali? Tak nie może być!

Wyobrażam sobie, że na ŚDM będzie dużo uśmiechu, zabawy i trochę pracy (jako stypendyści Fundacji Dzieła Nowego Tysiąclecia będziemy wolontariuszami). Będzie można zobaczyć papieża z bliska i zwiedzić Kraków. Będzie dużo młodych ludzi, z którymi można się integrować i zawiązać nowe przyjaźnie.  Znajomi opowiadali mi, że na ŚDM jest taka specyficzna atmosfera duchowa – czuć, że jest tam Duch Święty.

Moje przygotowania nie były rozległe, ale z przyjaciółmi z Fundacji często modliliśmy się w intencji Dni Młodzieży. Mam nadzieję, że w Krakowie naładuję duchowe baterie i poznam nowe osoby, które myślą podobnie do mnie i mają zbieżne zainteresowania.

 

Hasło ŚDM nawiązuje do trwającego Roku Miłosierdzia. Według mnie miłosierdzie to bezgraniczna pomoc drugiej osobie, otwartość.  Człowiek miłosierny, kiedy pomaga, nie myśli o sobie – że pomaga, bo daje mu to szczęście. Chodzi o to, żeby pomagać po prostu – bo na tym polega miłość.  Miłosierdzie to uśmiechanie się do ludzi, codzienne małe uczynki, choćby ustąpienie miejsca starszej osobie w autobusie czy modlitwa za wroga.

Wiara jest dla mnie podstawą, bez której nie mógłbym funkcjonować. Jak pojechałem  na pierwszy obóz Fundacji Dzieła Nowego Tysiąclecia, byłem zaskoczony – zobaczyłem, że da się przeżyć bez siedzenia przy komputerze, że można cieszyć się sobą i znajdować oparcie w modlitwie. Jakiś czas temu zaobserwowałem też, że brewiarz, który często kojarzy się z modlitwami księży, jest bardzo ciekawym przesłaniem, a  modlitwy są tak przygotowane, żeby otwierać naszą głębię i uczyć nas mówienia Bogu o naszych potrzebach. Polecam każdemu!

 


 

Małgorzata Bożek, 28 lat, koordynator projektów misyjnych w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym

 

Światowe Dni Młodzieży są okazją, by poczuć, że jako młodzi jesteśmy częścią wielkiej wspólnoty Kościoła, że nie jesteśmy z naszą wiarą sami i że możemy dzielić się z innymi doświadczeniem Pana Boga. Jako wolontariusze misyjni mamy doświadczenie spotkań młodzieży salezjańskiej w Turynie czy działań na misjach, gdzie pracujemy z młodzieżą. Nawet krótkie doświadczenie, ale doświadczenie we wspólnocie  potrafi przemieniać serca.

W lipcu i sierpniu będziemy gościć w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym kilka grup m.in. z Zambii, Gabonu, Gwinei Równikowej, Kamerunu, Tanzanii  i Konga. Światowe Dni Młodzieży to dla nich ogromne marzenie, szczególnie dla tych, którzy mieli styczność z polskimi misjonarzami, misjonarkami czy wolontariuszami. Słyszeli  już o Polsce dużo dobrych rzeczy i teraz chcą tego wszystkiego doświadczyć. To jest marzenie, którym żyją od wielu miesięcy.

 

Jako Salezjański Ośrodek Misyjny pomagamy finansowo młodzieży z krajów misyjnych. Prowadzimy osiem projektów, które finansują bilety lotnicze dla 100 osób z trzech kontynentów.

 

Myślę, że dla każdego wyjazd na ŚDM jest niesamowitą przygodą. Niesamowitą, bo jest  to przygoda z Panem Bogiem. I tego trzeba doświadczyć. To jest niepowtarzalna okazja, szczególnie, że odbywa się u nas, więc sprawa jest prosta… (śmiech) Wierzę, że ktokolwiek pojedzie, to się nie zawiedzie! Liczę na to poczucie wspólnoty. Myślę, że ŚDM będą dla wszystkich inspiracją do dalszej ewangelizacji, każdy wróci do swojego kraju z doświadczeniem, którym – mam nadzieję – będzie dzielić się z innymi. To będzie taki zastrzyk energii i umocnienie wiary.