Adwentowy Dzień Skupienia Diakonów Stałych na Jasnej Górze

Diakoni stali zgromadzili się dziś na Jasnej Górze na Adwentowym Dniu Skupienia. Służą w Kościele w Polsce od 2008 r. w 8 diecezjach.

Polub nas na Facebooku!

Mszy św. przewodniczył bp Rudolf Pierskała z Opola. Na Jasnej Górze tuż przed rozpoczęciem adwentu diakoni stali spotykają się od 4 lat.

Diakon może sprawować wiele funkcji sakramentalnych i liturgicznych; głosić Słowo Boże, udzielać chrztu, przechowywać i rozdawać Komunię św., asystować i błogosławić w imieniu Kościoła związki małżeńskie, a także przewodniczyć obrzędom żałobnym i pogrzebowym. W odróżnieniu od kapłana nie może jednak sprawować Eucharystii, spowiadać i udzielać sakramentu namaszczenia chorych. Diakon stały, który przyjmuje święcenia, wchodzi do stanu duchownego.

Waldemar Rozynkowski z diecezji toruńskiej na co dzień jest mężem i ojcem, zawodowo pracuje jako profesor Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika. – Jesteśmy po święceniach diakonatu duchownymi, ale żyjącymi na 100 procent w świecie, czyli podejmującymi decyzję, pracującymi. Każdy ma zawód i profesję, którą wykonuje. Jednocześnie przeżywamy swoje powołanie będąc ojcami, bo z wyjątkiem jednego, na 31 diakonów w Polsce 30 ma swoje rodziny i dzieci – wyjaśnia.

Bp Rudolf Pierskała zwrócił uwagę na potrzebę posługi diakonów, zwłaszcza na polu charytatywnym – wśród chorych, samotnych, starszych. – Księża zwykle raz na miesiąc idą do chorych z Komunią Świętą, a diakoni mogą to czynić częściej, nawet w niedzielę. Mają za zadanie również pocieszać chorych, rozmawiać z nimi, mieć dla nich czas – podkreślił bp Pierskała.

Historia diakonatu stałego sięga czasów apostolskich. Diakoni zajmowali się przede wszystkim posługą charytatywną, zarządzaniem dobrami materialnymi, katechezą i w związku z tym musiał posiadać określone kwalifikacje moralne, które św. Paweł wymienia w Pierwszym Liście do Tymoteusza (1 Tym 3,1-13). Gdy diakonat stały zaniknął, działania te musieli przejąć prezbiterzy. Tę posługę w Kościele rzymskokatolickim po tysiącu latach przywrócił papież Paweł VI.

W ciągu trzyletniego okresu przygotowawczego kandydaci na diakonów stałych pogłębiają swoją duchowość, uczą się m.in. głoszenia kazań i śpiewu kościelnego. Podczas święceń diakonatu, których udziela im biskup przez nałożenie rąk na ich głowy, ślubują posłuszeństwo ordynariuszowi swojej diecezji i jego następcom. Zobowiązani są również, tak jak inne osoby duchowne, do codziennego odmawiania modlitwy brewiarzowej.

Według prawa kanonicznego kandydat do diakonatu stałego – mężczyzna nieżonaty i zobowiązujący się do celibatu – może przystąpić do święceń po ukończeniu 25. roku życia. Kandydat związany małżeństwem musi mieć ukończonych 35 lat i posiadać pisemną zgodę żony. Episkopaty danego kraju mogą wydać zarządzenie o podwyższeniu wieku kandydatów do diakonatu. Prawo kanoniczne nie wyznacza górnej granicy święceń. Zazwyczaj konferencje biskupie ustalają ten wiek na 50 lat dla mężczyzny, który całkowicie poświęca się posłudze diakonackiej oraz 55 lat dla tego, który oprócz diakonatu pracuje zawodowo.

Obecnie na świecie posługuje ponad 45 tys. stałych diakonów w prawie 130 krajach, w Polsce jest ich 31 w ośmiu diecezjach.

KAI

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

O. Adam Szustak: warto być w Kościele, nawet słabym i grzesznym

"Warto być w Kościele, to najpiękniejsze miejsce na świecie, nawet jeśli dzieją się w nim rzeczy złe - mówił dziś w Warszawie o. Adam Szustak OP. Dominikanin był gościem wykładu otwartego w ramach cyklu "Duchowość dla Warszawy" a temat „Czy warto być w takim Kościele?” zaproponowali sami organizatorzy.

Polub nas na Facebooku!

Spotkanie odbyło się w stołecznej bazylice Św. Krzyża, a poprowadziła je s. dr Judyta Pudełko.

Omawiając temat o. Szustak wykorzystał listy św. Pawła do Tytusa i Filemona: „W tych dwóch listach jest pewnego rodzaju diagnoza, dlaczego się dzieje w Kościele to, co się dzieje i odpowiedź, co z tym zrobić”. Omawiając pierwszy list zaznaczył, że apostoł Paweł zauważył we wspólnocie Tytusa dużo problemów wymagających krytyki, nazywając tych, którzy niszczą Kościół na Krecie, ludźmi „leniwego brzucha”. Wskazał, że „leniwy” po grecku znaczy też „nienajęty”.

“Paweł, pisząc do Tytusa, że w jego Kościele dzieją się złe rzeczy, posługuje się tym określeniem: to ludzie nienajęci, niczyi, niewciągnięci w coś. Jestem przekonany, że źródło wszelkiego zła w Kościele, które sprawia, że przestaje on być miejscem pięknym i świętym, bierze się stąd, że my, mimo iż jesteśmy w Kościele, nie przynależymy do niego” – powiedział dominikanin, przywołując starotestamentalny motyw przymierza z Bogiem.

Zdaniem prelegenta początek wszelkiego zła zaczyna się w braku przynależności: “Jeżeli chcemy, by Kościół stał się miejscem, w którym warto być, musimy wrócić do przynależności do Boga” – podkreślił prelegent. Zwrócił uwagę, że gdy “Paweł mówi o biskupach, a dotyczy to też wszystkich w Kościele, na pierwszym miejscu wymienia to, by się cechował gościnnością. Nie pisze, że ma być pobożny, mądry, że ma być świetnym teologiem. Po grecku słowo «gościnny» składa się z dwóch członów. Pierwszy znaczy «kochać, lubić, być rozmiłowanym», a drugi oznacza obcego, innego. Po grecku więc gościnność oznacza «kochać obcego»” – powiedział mówca, przytaczając jako wzór biblijnej gościnności historię Abrahama pod dębami Mamre.

O. Szustak wskazał, że gościnność to też otwartość na to, co przychodzi, na nowe, niespodziewane. Zaznaczył, że trzeba być otwartym na np. inną duchowość ludzi w Kościele, bo to również przejaw gościnności. Stwierdził, że obrazem Kościoła jest Jezus na krzyżu, z nieustannie otwartymi ramionami: „Tam, gdzie jest taka otwartość, Bóg czyni cuda, robi rzeczy niezwykłe”.

Omawiając kolejną radę św. Pawła, wskazał, że ten pisząc do starszych, nakazuje im roztropność. “Roztropność to bolączka na to, co dzieje się w Kościele” – powiedział dominikanin. Odwołując się do przypowieści zauważył, że Pan Jezus roztropnym nazywa tego, który gotów jest stracić. Wskazał, że chrześcijanie mają naśladować Jezusa i być gotowymi na to, by – jak On – cierpieć prześladowanie, by tracić życie. O. Szustak powiedział, że Bóg poprowadzi drogą, która jest niewygodna, dlatego jeśli nie ma otwartości na coś innego, nowego, czasem niechcianego, istnieje zagrożenie na zboczenie z Jego ścieżki.

Komentując przy okazji hasło akcji „Odzyskajmy nasz Kościół” powiedział: „To najgłupsze zdanie, jakie można powiedzieć. Mój Kościół to straszliwa, wydumana budowla. Jest tylko Kościół Pana Jezusa i albo go przyjmiemy, jakim jest, albo powstanie świątynia spustoszenia” – wyjaśnił zakonnik.

Trzecia rada w liście świętego Pawła do Tytusa skierowana jest do starszych kobiet: “Paweł mówi, że poza tym, że nie powinny nie być niewolnicami wina i by nie plotkowały, mają innych w Kościele uczyć dobra”.

Przywołując myśl św. Augustyna, który mówił, że zbawić się można tylko wtedy, gdy jest się pociągniętym miłością, o. Szustak stwierdził: “Jeżeli my nie będziemy w Kościele ukazywać tego, że Pan Bóg jest piękny, że życie z Nim jest piękne, to ludzie do Kościoła nie przyjdą”. “Pan Jezus zapowiedział, że Jego uczniów będą rozpoznawać nie po tym, że chodzą do kościoła, że w piątki jedzą rybę, ale po tym, że będą się wzajemnie miłowali. Czyli jeśli ludzie spotkają najpiękniejszą rzeczywistość, jaka istnieje w świecie. Ludzie będą przychodzić do Kościoła, jeśli tu będzie miłość” – podkreślił mówca.

Omawiając list do Filemona zauważył, że nie ma tam żadnego teologicznego nauczania. Apostoł odsyła mu niewolnika Onezyma, który od Filemona uciekł i prawdopodobnie jeszcze go okradł: “Paweł pisze mu, że wysyła go, jakby wysyłał swoje własne serce. Mówi Paweł – jeżeli kochasz moje serce, kochaj tego Onezyma”. “My wszyscy w Kościele jesteśmy złączeni jedną więzią, którą jest miłość. Miłość polega na tym, że się nie kończy, kiedy jest trudna. Czy warto być w Kościele? Jeżeli go kochasz, to pytanie jest bez sensu. Bo nawet gdy z tym Kościołem jest bardzo źle, to właśnie wtedy dzieje się miłość. Pan Bóg mówi: dałem wam Kościół, wysyłam wam go jak moje serce. Jeśli Mnie kochasz, kochaj Kościół” – przekonywał o. Szustak.

Jednocześnie przyznał, że są miejsca złe w Kościele, które trzeba naprawiać. “Są biskupi, z którymi się nie zgadzam, są ruchy w Kościele, z którymi się nie zgadzam, ale to cały czas jest mój Kościół i chcę go kochać” – podkreślił. Stwierdził, że podobnie jest w małżeństwie: “Jeżeli miłość małżeńska kończy się dlatego, że jest trudno, to nie jest miłość”.

“Warto jest być w Kościele, to najpiękniejsza rzecz na świecie” – powiedział stanowczo o. Szustak. Za Ojcami Kościoła wskazał, że Kościół jest jak gospoda z przypowieści o dobrym Samarytaninie. Tu Bóg karmi swoim ciałem, tu leczy rany. Zauważył, że dlatego papież Franciszek nazywa Kościół szpitalem polowym. “To jest Kościół, który ma się takim stawać, właśnie dzięki nam, gdy my będziemy wszyscy gościnni, rozsądni i dobrzy” – podkreślił dominikanin, kończąc wykład.

Cykl wykładów otwartych „Duchowość dla Warszawy” koncentruje się wokół szeroko rozumianej duchowości współczesnego człowieka. Tematy dotyczą zagadnień wiedzy teologicznej i praktycznego wymiaru stosunku do Boga (modlitwa, drogi duchowości). Część rozważań dotyczy zagadnień z psychologii: więzi i komunikacji międzyludzkiej, wychowania do dojrzałości, relacji małżeńskich i rodzinnych. Niektóre wykłady mają też formę poetyckich koncertów okolicznościowych. Są to spotkania i wykłady, które pomagają mieszkańcom stolicy i okolic odkrywać niezmierzone horyzonty duchowości chrześcijańskiej i własnego serca.

Kolejne spotkanie – o spowiedzi, kierownictwie duchowym i terapii – odbędzie się 15 stycznia.

KAI, ad/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap