Zaczynamy Święta!

To już! Wchodzimy w najważniejszy czas w roku, przed nami Wielki Tydzień i radość ze zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zapraszamy na pierwszą część wywiadu z arcybiskupem Józefem Górzyńskim, z którym rozmawia Patrycja Michońska.

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Bp Józef
Górzyński
zobacz artykuly tego autora >
Zaczynamy Święta!

Bp Józef Górzyński

Zacznijmy od tradycyjnego pytania – które święta są ważniejsze – Boże Narodzenie czy Wielkanoc? To taka świecka dyskusja, tocząca się od lat…

Jeśli chodzi o hierarchię świąt w roku liturgicznym – można to łatwo ustalić. Oczywiście Święta Wielkiej Nocy nie mają konkurencji… Dyskusję, o której pani wspomina, można łatwo zbagatelizować, ale ona jednak ma sens. Rok liturgiczny ma pewien święty porządek, a jego podstawą w naturalny sposób jest świętowanie niedzieli.

Każdej niedzieli?

Każdej – niedziela to szczyt chrześcijańskiego świętowania, a jedna z tych niedziel została  wyróżniona jako Niedziela Wielkanocna. Kiedyś to nie było takie oczywiste i prowadzono długie dyskusje, kiedy obchodzimy Wielkanoc. Zwyciężyła koncepcja obchodów nie związanych ze stałą datą. Sobór Nicejski w 325 roku ustalił, że Wielkanoc będzie obchodzona w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. I tak jest do dzisiaj. To stanowi absolutne centrum roku liturgicznego. Potem dołączają obchody Tajemnicy Wcielenia. O ile Wielkanoc to obchody Dzieła Zbawczego Jezusa Chrystusa, wydarzeń paschalnych, Chrystusowej Męki, Śmierci i Zmartwychwstania, o tyle Boże  Narodzenie jest rozpoczęciem roku liturgicznego poprzez pochodzenie Wydarzenia, jakim jest sam Jezus Chrystus – Tajemnicy Wcielenia. Kim Chrystus jest i czego dokonał – to są dwa wymiary, które ściśle ze sobą łączą te dwa największe święta, które porządkują nam całość roku liturgicznego.

W niedziele – jak Ksiądz Biskup przypomniał – świętujemy. A w Wielkim Poście? Jeśli dobrze policzymy, to wyraźnie widać, że do 40 dni Wielkiego Postu nie zaliczamy niedziel, a mimo wszystko nazywamy je kolejnymi niedzielami Wielkiego Postu.

Tak, taka jest zasada, chociaż niedziele ściśle nie należą do Wielkiego Postu… Ale nawet jeśli liturgicznie to sobie wytłumaczymy, trudno nam te niedziele wyłączyć z czasu przygotowania paschalnego. Piąta i szósta niedziela noszą nawet nazwy „pasyjnych”. To pokazuje, że powstawanie całego roku liturgicznego było dynamiczne, działo się w żywym Kościele. Opisywało to, co Kościół przeżywał.

Zdarza się, że w czasie Wielkiego Postu przeżywamy uroczystość Świętego Józefa – 19 marca. Czy – właśnie jako uroczystość, zabiera nam jeden z 40 dni umartwienia?

To nam nie skraca Wielkiego Postu (śmiech), chociaż w ramach Wielkiego Postu dopuszczone są niektóre uroczystości – właśnie Uroczystość Świętego Józefa Oblubieńca (19 marca) czy Zwiastowania Pańskiego (25 marca). I tu warto dodać, że także wśród dni Wielkiego Postu panuje hierarchia – nie wszystkie mają tę samą rangę. Nawet nie wszystkie uroczystości są zdolne zastąpić niektóre dni zwykłe. Najlepszym przykładem jest Środa Popielcowa, która jest dniem zwykłym, a jednak „nie wpuści” żadnej uroczystości.

Zaczynamy Święta!

A Wielki Tydzień?

Tu także – dni Wielkiego Tygodnia jeszcze przed Triduum – Poniedziałek, Wtorek, Środa – także są dniami zwykłymi. I nawet jeśli wtedy wypadnie Uroczystość Zwiastowania Pańskiego (25 marca) nie zmienia ona kalendarza Wielkiego Tygodnia, tylko jest przeniesiona aż poza oktawę Wielkanocy.

Czy Niedziela Palmowa wprowadza nas już w Święta Wielkiej Nocy ?

Tak, to już jest ścisłe przygotowanie do Triduum Paschalnego.

I tu niezbędna jest palemka?

Doceniajmy znaki, które będą nam w tym czasie towarzyszyć. Nie powinniśmy z nich pokpiwać. Czasami rzeczywiście traktujemy je powierzchownie, ale powinniśmy pamiętać, że one objawiają nam treść tego, co przeżywamy. To bardzo zdrowy objaw – oprócz znaków czysto liturgicznych, pojawiają się także znaki w kulturze jako emanacja treści religijnych. Taki jest właściwy porządek rzeczy. Palma jest tego fantastycznym przykładem – tylko nie odłączajmy jej od samego wydarzenia. Niedziela Palmowa rozpoczyna Wielki Tydzień, który jest chronologicznym przeniesieniem tego, co przeżywał Chrystus. Cała struktura Wielkiego Tygodnia została wypracowana w czwartym stuleciu, kiedy Kościół rozpoczął obchody Świąt w Ziemi Świętej. Procesja z Góry Oliwnej do Jerozolimy organizowana właśnie w czwartym stuleciu przez wspólnotę chrześcijan zamieszkujących te tereny, dała początek kształtowaniu się tradycji. I ta tradycja powędrowała dalej na kontynent i pozostała aż do naszych czasów.

Zaczynamy Święta!

Księże Biskupie, pamiętamy o Niedzieli Palmowej, potem pojawia się Triduum. Ale gubimy początek tygodnia – Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środę.

One nie mogą nam się zgubić. Mają swoją własną liturgię, treść i są bezpośrednim przygotowaniem do Triduum Paschalnego, które jest sercem roku liturgicznego. I tutaj możemy wrócić na chwilę do dyskusji, od której rozpoczęliśmy – co ważniejsze Wielkanoc czy Boże Narodzenie. Rok liturgiczny mówi wyraźnie: szczytem roku są wydarzenia Świąt Wielkanocnych. Hierarchia jest ustalona i bezdyskusyjna. Triduum Paschalne rozpoczyna się Mszą Wieczerzy Pańskiej i trwa do drugich nieszporów Niedzieli Zmartwychwstania – kalendarz liturgiczny bardzo dokładnie to określa.

Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środa bardzo często są dniami sakramentu pokuty i pojednania. Nie warto czekać ze spowiedzią do Triduum Paschalnego, bo wtedy powinniśmy uczestniczyć w celebracjach.

Nie już ma czasu na stanie w kolejce?

Nie tylko. Przecież duchowni są ściśle zaangażowani w te piękne celebracje i ich przygotowanie. Liturgie Wielkiego Tygodnia wyglądają zupełnie inaczej niż zwykłe, codzienne Msze Święte. Trudno jest celebrować je bez przygotowania – i tego wewnętrznego i zewnętrznego: przygotowania znaków. Dlatego wykorzystajmy początek Wielkiego Tygodnia na dobrą spowiedź.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Bp Józef Górzyński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Bp Józef
Górzyński
zobacz artykuly tego autora >

Oczekiwania wobec Jezusa: Wjazd do Jerozolimy

Jezus rokował wielkie nadzieje. Gdy wjeżdżał do Jerozolimy, próbowano go ogłosić królem. Wielu wierzyło, że to początek tego, na co wszyscy czekają – walki o niepodległość połączonej ze spektakularnymi cudami i świadectwami Bożej potęgi.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że wbrew temu co twierdzi Reza Aslan w swej bestsellerowej książce oraz różni historycy (bo ten pomysł wcale nie jest nowy), Jezus nie był zelotą, który próbował wyzwolić swój kraj spod okupacji za pomocą miecza. Oczywiście powszechnie oczekiwano takiego właśnie Mesjasza. Początkowo Jezus rokował wielkie nadzieje. Gdy wjeżdżał do Jerozolimy próbowano go ogłosić królem. Wielu pewnie wierzyło, że to początek tego, na co wszyscy czekają – walki o niepodległość połączonej ze spektakularnymi cudami i świadectwami Bożej potęgi. Ta nadzieja pobrzmiewa jeszcze w słowach jednego z uczniów idących do Emaus: „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24, 21).

Oczekiwania wobec Jezusa: Wjazd do Jerozolimy

Po fali entuzjazmu zachowanie Jezusa przyniosło jednak rozczarowanie. Jego postępowanie było wręcz gorszące. W Jego nauczaniu nie było żadnych ukrytych aluzji do wielkich problemów narodowych Jego ludu, żadnych zaszyfrowanych wskazówek i instrukcji, jak uwolnić się od niewoli rzymskiej. Jezus mówił o miłości Boga do człowieka i bynajmniej nie traktował okupantów z wrogością. Mówił nawet, że należy kochać nieprzyjaciół.

Takie hasła nie przysparzały mu zwolenników w kraju pod okupacją. Raz próbowano zmusić Jezusa do ujawnienia stanowiska wobec okupacyjnej władzy rzymskiej. Było to kilka dni przed Jego śmiercią, kiedy niektórzy gorączkowo szukali pretekstu do wytoczenia Jezusowi procesu. Oto w obecności herodianów – ludzi z otoczenia Heroda Antypasa służalczo nastawionych do Rzymian – postawiono Jezusowi pytanie, czy godzi się płacić podatki cesarzowi rzymskiemu. Było to przebiegłe i perfidne, bo zakładano, że jeśli powie, aby nie płacić podatków, będzie można złożyć na Niego donos, a jeśli powie, aby płacić podatki, narazi się ludowi jako kolaborant. Jezus wybrnął po mistrzowsku, pytając najpierw, czyj jest wizerunek na monecie, a gdy usłyszał, że Cezara, usłyszano z Jego ust: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mk 12, 13-17).

Czy Jezus odpowiedział w ten sprytny sposób, ponieważ nie chciał mieszać się do polityki? On po prostu nie pozwolił, aby go postawiono przeciwko komukolwiek i przypisano do którejś opcji politycznej. Wystrzegał się popadnięcia w pułapkę mesjanizmu politycznego, który odrzucił już podczas kuszenia na pustyni. Jeśli przeczytamy uważnie opisy kuszenia, łatwo zauważyć, że wszystkie trzy propozycje Szatana dotyczyły właśnie obrania drogi, która zmierzała do takiego mesjanizmu, jakiego oczekiwali Jego rodacy. Tymczasem Bóg ofiarowywał w osobie Jezusa Chrystusa znacznie więcej niż doraźny sukces polityczny i wyzwolenie spod okupacji. Jezus uważał za ważniejsze od walki z Rzymianami wyzwolenie spod jarzma grzechu i władzy Szatana.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >