video-jav.net

Wychowani do sukcesu

Pozytywnie zaskoczyli wszystkich sukcesami sportowymi. Wraz z medalami do ich piersi nie przylgnęło jednak samouwielbienie. Stoch, Kuciapski, Jóźwik czy Majka swoich osiągnieć dopatrują się w Bożej przychylności, która jest nieodłącznym elementem sukcesu. Podobnie jak wychowanie, umożliwiające przyjęcie takiej łaski.

Adrian Wawrzyczek
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wdzięczni Bogu

 Kiedy coś mi się nie udaje, wtedy od­daję się pod opie­kuń­cze skrzy­dła Pana Boga. Wiem wtedy, że jest przy mnie, czuję to. Mo­dlę się o to, by żad­nemu z za­wod­ni­ków nic się nie stało. Bym umiał cie­szyć się ze zwy­cię­stwa i god­nie przy­jął po­rażkę. Dzię­kuję za wszystko Panu Bogu, bo Jemu wszystko za­wdzię­czam – te i podobne słowa, pełne pokory oraz wdzięczności, fenomenalny następca Adama Małysza wypowiadał w mediach często i gęsto.

– Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu. Codziennie odczuwam obecność i pomoc Boga – wyznawał Stoch, który wiarę wyniósł z rodzinnego domu.

O sukces Joanny Jóźwik i Artura Kuciapskiego modliła się ciocia srebrnego medalisty z Zurychu. – W tej intencji poszła na pielgrzymkę do Częstochowy. To chyba stąd miałem tyle sił. Modliła się za mnie i prosiła, żeby oddał się Matce Boskiej, to ona mnie poniesie. I tak się chyba stało – cieszył się lekkoatleta.

Dostałam od niego różaniec na szczęście, z którym jego ciocia poszła w pielgrzymce, wypraszając o łaski dla niego i dla mnie. I tak jak on modliłam się – dodawała Jóźwik, które ze Szwajcarii wróciła z brązowym medalem.

Rafał Majka źródeł swoich kolarskich zdolności także doszukuje się w przychylności Stwórcy. – To dar od Boga, bo żeby jeździć w górach, to trzeba mieć ten dar – przyznał zwycięzca Tour de Pologne.

“Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

Co ukazują powyższe przykłady? Byłoby nadużyciem twierdzenie, że tylko dzięki łasce polskim sportowcom udało się osiągnąć tak wspaniałe sukcesy. Medale są efektem wielu wyrzeczeń i lat ciężkiej pracy. Krew, pot i łzy to jednak jeszcze za mało, by sukces stał się faktem. Słowa Jezusa Chrystusa nie pozostawiają w tej kwestii żadnej wątpliwości: “Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. (J 15, 5)

Dlatego chwała sportowcom, że potrafią to zauważyć. Chwała ich rodzinom, że dały im chrześcijański fundament oraz ich nauczycielom i trenerom, że go gdzieś po drodze nie zniszczyli. Warto o tym pamiętać, przy wychowywaniu następnych pokoleń sportowców. Bo jak mawiał papież Pius XII: W ocenianiu i podziwianiu atlety najwyższa ocena nie powinna być atrybutem tego, kto posiada najzwinniejsze i najmocniejsze muskuły. Ale tego, kto wykaże zdolność poddania ich panowaniu ducha”.

Adrian Wawrzyczek

Adrian Wawrzyczek

Specjalista ds. contentu, social media i strategii marketingowej. Jako były dziennikarz piłkarski taktykę portalu najchętniej rozrysowałby na tablicy, wydobywając z siebie hasła zagrzewające do ataku. Uwielbia książki, e-booki, aplikacje mobilne i dobre jedzenie, a jego kubek na kawę jest największy w całej firmie. Swoje miejsce w Kościele odnajduje w rodzinie i nurcie charyzmatycznym. Prywatnie autor bloga www.jakogarnac.pl.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adrian Wawrzyczek
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Łyk zazdrości

Zazdrość to tak naprawdę strach, który wdziera się w umysł i promienieje na wszystkie sfery naszego życia.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ostatnio czytałem historię, w której pewien specjalista, który podczas wykładu podniósł szklankę i spytał audytorium o jej wagę. Padały odpowiedzi jedna po drugiej: 50 gramów, 100 gramów a nawet, że pół kilo. Wtedy specjalista stwierdził, że nie jest ważne ile szklanka waży, tylko jak długo się ją trzyma. Bo trzymana w jednej ręce przez 5 minut nawet nie da o sobie znać; trzymana przez godzinę sprawi, że ręka zacznie boleć, a po całym dniu doprowadzi do braku czucia i sparaliżowania ręki.

Historia ta kończyła się konkluzją, że z tą szklanką jest jak ze stresem – jeśli myślimy o nim przez chwilę to nic wielkiego się nie dzieje. Dłuższe rozmyślanie prowadzi do bólu. Ale prawdziwą katastrofą jest spędzania dnia na zamartwianiu się, wtedy jesteśmy niezdolni do zrobienia czegokolwiek konstruktywnego.

Wydaje mi się, że z zazdrością jest tak samo. Ona to tak naprawdę strach, który wdziera się w umysł i promienieje na wszystkie sfery naszego życia. Niewielka zazdrość, albo „zdrowa zazdrość” nie jest niczym złym. Prowadzi pomaga nam do stawania się lepszym, i w tym co robimy, ale też szerzej – w tym jacy jesteśmy. Problem natomiast pojawia się, gdy jest ona coraz częściej obecna w naszym życiu.

Zamiast je zmienić, przewietrzyć je trochę siedzimy i użalamy się nie nad tym, czego nie mamy, ale nad tym, co ma ktoś inny. Kipimy z zazdrości, tworzymy swoje własne scenariusze tego, jak ten ktoś dotarł do tego co ma. I często to nie są to przychylne scenariusze.

To nie zmienia naszego życia na lepsze i do niczego nie prowadzi. Żyjemy toksycznością, którą serce pompuje do wszystkich żył, a najgorsze jest to, że często przy okazji źle życzymy osobom, które – w naszej opinii – mają się lepiej niż my.

Zazdrość rujnuje – przede wszystkim nas samych. Zadręczamy się w jednoosobowych seansach rozgoryczenia i zawiści. I tak trudno nam z tego stanu wyjść.

A można przecież odstawić tę nieszczęsną szklankę.



Pycha, która niszczy godność



Nasze roszczenia (chciwość)



Nieczystość cudza



Łyk zazdrości


Chleb to ty szanuj (łakomstwo)


Najstraszniejszy zabójca (gniew)



Lenistwo (wkrótce)


Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >