Nasze projekty
Reklama
Kibice świętujący z piłkarzami mistrzostwo Katolickiej Lidze Piłkarskiej, fot. Regina Kuszpa

Z duszpasterstwa do Pucharu Polski. Jak piłka nożna zbudowała wspólnotę

To przede wszystkim historia o tym, co może wydarzyć się, gdy zwykła pasja zaczyna łączyć ludzi i prowadzi do wspólnego działania. 

Ponad 50 osób z jednej wspólnoty na finale, bębny słyszalne w całej okolicy, kilkadziesiąt osób śpiewających przyśpiewki, własnoręcznie przygotowane transparenty z kartonów i okrzyki radości po każdej udanej akcji. Trudno było uwierzyć, że to nie mecz jednej z warszawskich drużyn piłkarskich, ale finał Katolickiej Ligi Piłkarskiej rozgrywany na orliku w Parku Olkówek. Jeszcze dwa lata wcześniej tej samej drużynie trudno było zebrać sześciu zawodników na mecz. Dziś ma na koncie mistrzostwo ligi i występ w Pucharze Polski. 

20 czerwca 2026 roku Duszpasterstwo Akademickie Studnia z Warszawy świętowało zdobycie mistrzostwa Katolickiej Ligi Piłkarskiej. W półfinale pokonało DAiP Camino 5:4, a w finale wygrało z Sandałem 7:3. Sama atmosfera finałowej imprezy bardziej przypominała profesjonalne rozgrywki niż spotkanie kilku duszpasterstw. Ze Studni przyjechało ponad 50 osób – zawodnicy, kibice i osoby zaangażowane w przygotowanie oprawy. Były bębny, przyśpiewki, transparenty i wspólny doping. 

POSŁUCHAJ>>> Najtrudniejsze pytania o wiarę katolicką. Nowe Q&A z ks. Piotrem Kieniewiczem już dostępne! [WIDEO]

Reklama

Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Piłkarze Studni podrzucający ówczesnego kapitana Rafała Witasa, fot. Regina Kuszpa

Od kryzysu do odbudowy

Wspólnota miała już sekcję piłkarską i drużynę występującą w Katolickiej Lidze Piłkarskiej, ale z czasem rozgrywki zaczęły przeżywać poważny kryzys. Coraz trudniej było zebrać zawodników, mecze nie dochodziły do skutku, a terminarz stawał się bardziej planem na papierze niż rzeczywistym harmonogramem spotkań. W przypadku Studni przez około półtora roku udało się rozegrać zaledwie dwa z dziewięciu planowanych meczów. Jeden zakończył się porażką 2:19 ze Świętym Krzyżem, drugi 1:10 z Dębem. 

Nie był to problem tylko jednej drużyny. Podobne trudności miały inne wspólnoty. Zamiast wpisywać walkowery, mecze były często przekładane z nadzieją, że uda się je rozegrać w późniejszym terminie. Ostatecznie wiele z nich nie doszło do skutku. Pojawiły się nawet pomysły, żeby tradycyjną ligę zastąpić jednym turniejem organizowanym raz w roku. Coraz więcej wskazywało na to, że Katolicka Liga Piłkarska może po prostu przestać istnieć. 

Reklama

ZOBACZ>>> Radiowy hit „Nareszcie” w pielgrzymkowej wersji! Tego trzeba posłuchać [WIDEO]

Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Spotkanie kapitanów przed rozpoczęciem sezonu 2024/2025

Przełom przyszedł dzięki zaangażowaniu kapitanów poszczególnych wspólnot. Zaczęli pilnować terminów, mobilizować zawodników i przede wszystkim doprowadzać do tego, żeby mecze rzeczywiście się odbywały. Jednym z nich był Jakub Fałowski, ówczesny kapitan Studni. Wraz z innymi kapitanami zaczął porządkować rozgrywki – powstał regularny terminarz, a spotkania zaczęto konsekwentnie rozliczać. Jeśli drużyna nie była w stanie pojawić się na zaplanowanym meczu, musiała liczyć się z walkowerem. Dzięki temu terminarz przestał być tylko listą planowanych spotkań, a liga zaczęła faktycznie funkcjonować. Z czasem powstała również jej promocja w mediach społecznościowych. Dziś profil Katolickiej Ligi Piłkarskiej obserwuje na Instagramie ponad 500 osób. 

Reklama

Najważniejsze było to, że liga zaczęła znowu działać. Regularne mecze sprawiły, że także w samej Studni zaczęło pojawiać się coraz więcej osób chcących grać. Na boisku każdy mógł dostać swoją szansę – niezależnie od tego, jak długo był we wspólnocie i jakie miał doświadczenie piłkarskie. Z czasem chętnych zaczęło być tak wielu, że liczba osób zainteresowanych udziałem w meczu często przekraczała dwunastoosobową kadrę przewidzianą przez regulamin ligi. Problem polegał już nie na tym, jak znaleźć sześciu zawodników, ale na tym, komu tym razem trzeba będzie powiedzieć, że nie zmieści się w składzie. Zaczęły się również regularne treningi. Wspólne granie pozwoliło lepiej poznać się na boisku, ale przede wszystkim poza nim. Piłka stała się jednym z miejsc, w których budowała się wspólnota. Zawodnicy zaczęli wspierać się nie tylko w sportowych sprawach, ale również w codziennym życiu. 

Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

W Studni na boisku każdy mógł dostać swoją szansę niezależnie od doświadczenia czy płci, fot. Jacob
Nowak

Piłka, która zaczęła żyć własnym życiem

Wraz z rosnącą liczbą zawodników i coraz lepszymi wynikami rosła również cała otoczka. Pojawiały się nowe przyśpiewki, własnoręcznie przygotowywane oprawy z kartonów, grafiki przedmeczowe, profesjonalne zdjęcia, muzyczne hymny i pomeczowe relacje. Zwykłe mecze między duszpasterstwami zaczęły być wydarzeniami, w które angażowała się coraz większa część wspólnoty. 

Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Oprawa kibicek przed meczem finałowym, fot. Regina Kuszpa

To właśnie skala tego zaangażowania sprawiła, że Studnię można dziś uznać za jedną z najbardziej zaangażowanych piłkarsko wspólnot chrześcijańskich w Polsce. Nie chodzi jednak tylko o samą drużynę. Piłka zaczęła łączyć zawodników, kibiców, osoby robiące zdjęcia, przygotowujące grafiki czy wymyślające oprawę. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. 

Niektórzy zawodnicy mieli już wcześniej solidne piłkarskie CV. Ich doświadczenie pochodziło z różnych momentów przygody z piłką i różnych klubów – między innymi LKS Milanów, Huraganu Wołomin, Agrykoli Warszawa, Dunajca Nowy Sącz czy Ursusa Warszawa. Były to drużyny, których poziom w różnych okresach oscylował w okolicach ligi okręgowej. Dla innych zawodników Studni piłka nożna była natomiast przede wszystkim sposobem na wspólne spędzanie czasu. Różnice w doświadczeniu nie przeszkadzały w budowaniu drużyny. Wręcz przeciwnie – pozwalały połączyć ludzi, którzy wcześniej mieli zupełnie różne piłkarskie historie. 

SPRAWDŹ>>> 7 powodów, dla których warto znaleźć wspólnotę

Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Mecz pomiędzy Studnią i Camino, fot. Kamil Bartoszewicz

Wszystko to nadal odbywało się w ramach życia wspólnotowego. Przed meczami Katolickiej Ligi Piłkarskiej zawodnicy modlili się wspólnie z innymi wspólnotami. Natomiast podczas regularnych spotkań Duszpasterstwa Akademickiego Studnia piłka jest tylko jedną z wielu przestrzeni wspólnego życia – obok modlitwy, rozważania Słowa Bożego, formacji i zwykłego spędzania czasu razem. 

Mistrzostwo i pytanie: co dalej?

W sezonie mistrzowskim kapitanem Studni był Rafał Witas. To właśnie on strzelił dwie bramki w późniejszym meczu Pucharu Polski, ale wcześniej pomógł drużynie sięgnąć po mistrzostwo Katolickiej Ligi Piłkarskiej. 

Po takim sezonie pojawiło się naturalne pytanie: skoro udało się zbudować drużynę, która jeszcze niedawno miała problem z zebraniem składu, to jak daleko można pójść? Odpowiedź miała nadejść bardzo szybko. Puchar Polski. Obecny kapitan Studni, Jakub Janeczek, dopilnował formalności związanych ze zgłoszeniem drużyny do wojewódzkiego Pucharu Polski. Zespół wystąpił pod nazwą DKP Studnia Warszawa – Dominikański Klub Piłkarski działający przy Duszpasterstwie Akademickim Studnia. 

Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Kapitan Jakub Janeczek pełniący funkcję trenera podczas meczu Pucharu Polski, fot. Jan Daukszewicz

Nie był to profesjonalny klub z rozbudowaną infrastrukturą. Drużyna wystąpiła jako niezrzeszony zespół, w swoich strojach przygotowanych wcześniej na potrzeby Katolickiej Ligi Piłkarskiej. 9 sierpnia o godzinie 17 zawodnicy Studni wybiegli na pełnowymiarowe boisko w Piasecznie, żeby w pierwszej rundzie Pucharu Polski zmierzyć się z KS II Wesoła. 

Różnica między zespołami była wyraźna. Wesoła miała w składzie zawodników, którzy od najmłodszych lat regularnie trenowali piłkę nożną, a sama drużyna występowała w rozgrywkach ligowych. Studnia była natomiast przede wszystkim drużyną duszpasterstwa akademickiego, w której spotykali się zawodnicy o bardzo różnym doświadczeniu – od osób mających za sobą grę w klubach po takich, którzy poza meczami Studni mieli z piłką niewiele wspólnego. Na mecz nie mogło też przyjechać kilku ważnych zawodników. Mimo to faworyt nie wygrał tego meczu łatwo.

Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Piłkarze Studni przed meczem w Piasecznie, fot. Damian Kopeć

Kilka minut od sensacji

Studnia otworzyła wynik już w 8. minucie. Autorem bramki był Rafał Witas, który wykorzystał szybką kontrę. KS Wesoła miał więcej piłki, ale zawodnicy ze Służewia skutecznie się bronili i szukali swoich szans w szybkich atakach. Do przerwy było 1:1. Po zmianie stron Studnia ponownie wyszła na prowadzenie. W 75. minucie Witas wykorzystał kolejną kontrę i zdobył swoją drugą bramkę w spotkaniu. Zespół z duszpasterstwa prowadził 2:1 i był coraz bliżej sprawienia dużej niespodzianki. W końcówce Wesoła zdołała jednak doprowadzić do remisu. Studnia nie odpuszczała i do ostatnich minut walczyła o wygranie spotkania lub doprowadzenie meczu do serii rzutów karnych. Sędzia doliczył aż siedem minut. Niestety, w 95. minucie Wesoła zdobyła bramkę na 3:2, a minutę później dołożyła czwartego gola. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie. KS II Wesoła wygrał 4:2, a Studnia odpadła z Pucharu Polski. 

Mimo porażki trudno było jednak mówić o rozczarowaniu. Studnia, złożona z zawodników związanych z duszpasterstwem, przez niemal całe spotkanie jak równy z równym rywalizowała z regularnie trenującym zespołem występującym w oficjalnych rozgrywkach. Prowadziła 2:1 pod koniec spotkania i była o krok od sprawienia dużej niespodzianki. Ostatecznie zabrakło zaledwie kilku minut. Wesoła zdobyła dwie bramki w końcówce i to ona awansowała do kolejnej rundy Pucharu Polski. Dla Studni był to jednak występ, który pokazał, że drużyna zbudowana wokół wspólnej pasji i duszpasterstwa potrafiła nawiązać walkę z dużo bardziej doświadczonym rywalem.

PRZECZYTAJ>>> Szli razem na Jasną Górę. Kilka kroków przed celem oświadczył się! Wyjątkowe chwile na pielgrzymce

Co może zrobić wspólnota?

Historia Studni nie jest więc wyłącznie opowieścią o tym, jak amatorska drużyna prawie wyeliminowała z Pucharu Polski zespół z B-klasy. To przede wszystkim historia o tym, co może wydarzyć się, gdy zwykła pasja zaczyna łączyć ludzi i prowadzi do wspólnego działania. 

Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Emocje piłkarzy po wygranej lidze, fot. Regina Kuszpa

Z czasem Studnią zaczęły interesować się również osoby z innych wspólnot, a także te, które wcześniej nie były związane z żadną. Przyciągała je nie tylko sama piłka, ale przede wszystkim grupa ludzi, która potrafiła się zjednoczyć i razem stworzyć coś większego. W ten sposób sport stał się naturalnym początkiem relacji, a dla niektórych również pierwszym krokiem do duszpasterstwa i życia wspólnotowego. Taka forma działalności dobrze wpisuje się w dominikańską misję głoszenia Ewangelii „wszędzie, wszystkim i na wszelkie sposoby”. Studnia pokazywała, że czasem drogą do wiary i wspólnoty może być coś tak zwyczajnego jak wspólna gra w piłkę.  

Co więcej, inicjatywa zaczęła inspirować również inne wspólnoty. W różnych miejscach powstawały kolejne rozgrywki dla chrześcijańskich wspólnot, między innymi Chrześcijańska Liga Mistrzów na Śląsku czy Warszawsko-Praska Liga Piłkarska. Piłka stała się więc czymś więcej niż sportem – stała się sposobem na spotkanie ludzi, budowanie relacji i docieranie do tych, którzy wcześniej nie mieli ze wspólnotą wiele wspólnego. 

fot. materiały Wydawnictwa Stacja7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas