Fot. Screen YT/
Adoremus Te Christe
„Ksiądz zrozumie, to jest mój syn”. Wzruszony ks. Bogusław Kowalski dzieli się historią Władka
Władek rzeczywiście był już w bardzo ciężkim stanie. Na powitanie zdobył się jednak na podsumowanie: „No wiesz, ja może za idealny w życiu to nie byłem”.
„Ja wiem, jaki on był. Wiem, ile krzywdy ludziom wyrządził. Ale ksiądz zrozumie. To jest mój syn” – słowa matki ciężko chorego Władka przywołał ks. Bogusław Kowalski podczas konferencji o bezwarunkowej miłości Boga. Prosta historia ze szpitalnej sali stała się dla ks. Bogusława obrazem Boga, który nigdy nie przestaje walczyć o człowieka. Po prostu!. Jak każda matka, jak każdy ojciec…
Władek umierał na raka wątroby. Jego matka zdawała sobie sprawę z tego, że zostało mu niewiele czasu. Wiedziała również, jak wyglądało życie jej syna. Poprosiła księdza Bogusława, żeby odwiedził Władka w szpitalu i spróbował namówić go na spowiedź i Komunię Świętą.
ZOBACZ TAKŻE >>> Ks. Bogusław Kowalski: Choroba naszych czasów nazywa się „misie”
„Ja wiem, jaki on był, wiem, ile krzywdy ludziom wyrządził” – mówiła. A potem dodała zdanie, które ks. Kowalski zapamiętał szczególnie mocno: „Ale ksiądz zrozumie. To jest mój syn”. Ksiądz Bogusław przypominając tę historię, bardzo się wzruszył… Nie mógł mówić dalej…
„Może za idealny w życiu to nie byłem”
Kiedy ksiądz poszedł do szpitala, Władek rzeczywiście był już w bardzo ciężkim stanie. Na powitanie zdobył się jednak na charakterystyczne podsumowanie własnego życia: „No wiesz, ja może za idealny w życiu to nie byłem”.
Przeczytaj również
Jak wspomina ks. Kowalski, było to określenie wyjątkowo łagodne w stosunku do tego, jak wyglądała jego przeszłość. Po chwili wydarzyło się jednak coś, czego ksiądz się nie spodziewał. Władek poprosił obecne w sali pielęgniarki, aby wyszły, a następnie sięgnął pod poduszkę. Kapłan był przekonany, że chory wyciągnie papierosy albo schowaną butelkę alkoholu, chcąc pokazać, że nawet w szpitalu potrafi sobie poradzić. Tymczasem spod poduszki wyjął starą, poplamioną książeczkę do nabożeństwa, podobną do tych, które przed laty nosiły ze sobą nasze babcie.
„Matka mi przyniosła. Tak sobie czytam te modlitwy. Wiesz, ładne te modlitwy niektóre” – powiedział Władek. To właśnie matka przyniosła mu książeczkę. Ta sama, która nie miała złudzeń co do tego, kim był. Nie przestała jednak być jego matką. I do samego końca próbowała otworzyć przed nim jeszcze jedne drzwi.
Jedenaście dni Komunii
Ks. Bogusław Kowalski rozmawiał z Władkiem około godziny. Zapytał go o wiarę i namawiał, żeby przed śmiercią pojednał się z Bogiem. W końcu Władek obiecał, że się wyspowiada. Tak też się stało. Szpitalny kapelan wysłuchał jego spowiedzi z całego życia. Przez kolejnych jedenaście dni mężczyzna przyjmował Komunię Świętą. Niedługo później zmarł.
„To jest moje dziecko”
Do słów matki, ks. Kowalski wraca na zakończenie tej historii. „Proszę księdza, bo to jest mój syn. Ksiądz rozumie” – przypomina. I zaraz potem dodaje: „I tak nas traktuje Bóg. On jest dla nas jak matka. Mówi: ty jesteś moim dzieckiem. Ja zawalczę o ciebie do końca”.
Czasem do tego, by zrozumieć miłość Boga, potrzeba całego życia. Czasem starej książeczki do nabożeństwa położonej przez matkę przy szpitalnym łóżku. Czasem jednego księdza, który przyjdzie i zacznie rozmowę. A czasem jednego zdania wypowiedzianego przez kogoś, kto kocha bardziej, niż potrafi wyjaśnić: „Ksiądz zrozumie. To jest mój syn”.
Całej konferencji ks. Bogusława Kowalskiego „Bezwarunkowa Miłość Boga” można wysłuchać tu >>>
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej: stacja7.pl








