W tej relacji nie ma drogi na skróty

„Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” Tym pytaniem Jezus prowokuje słuchający Go tłum do wzięcia odpowiedzialności za budowanie z Nim relacji. Okazuje się, że kiedy i nam uda się odpowiedzieć na to pytanie, będziemy mogli dołączyć do grona tych, których Jezus uznaje za swoich najbliższych.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W tej relacji nie ma drogi na skróty
„Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” Tym pytaniem Jezus prowokuje słuchający Go tłum do wzięcia odpowiedzialności za budowanie z Nim relacji. Okazuje się, że kiedy i nam uda się odpowiedzieć na to pytanie, będziemy mogli dołączyć do grona tych, których Jezus uznaje za swoich najbliższych.

Kto przyszedł z Maryją?

Scena, w której do Jezusa przychodzą Matka i bracia, była dla Ewangelistów tak ważna, że zawarli ją w swoich dziełach wszyscy synoptycy (por. Mt 12, 46-50; Mk 3, 21-35, Łk 8, 19-21). Nietrudno jednak zauważyć, że każdy opisał ją trochę inaczej, wpisując w swoje dzieło szerszą myśl teologiczną. Czytając ewangeliczną scenę, wydaje się, że Jezus wyparł się przybyłych do Niego krewnych. Pozornie. Ponieważ w dotychczasowych poszukiwaniach biblijnych podstaw kultu maryjnego towarzyszył nam św. Łukasz, to jego relacja pomoże nam w rozważaniach nad tym “szorstkim” potraktowaniem bliskich przez Jezusa.

Nie jest tajemnicą, że w językach semickich do dzisiejszego dnia nazywa się braćmi także dalszych krewnych, przede wszystkim kuzynów. Po co daleko szukać – także w Polsce są rejony, w których nikogo nie dziwi określanie mianem „brat” czy „siostra” braci i sióstr ciotecznych. Podobnie w języku greckim, w którym Ewangelia została spisana, rzeczownik ὁ ἀδελφός nosi wiele znaczeń, wśród nich obok rodzonego brata także „krewniak”, „rodak”. Z czasem oczywiście także tym mianem zaczęto określać członków wspólnot chrześcijańskich.

Nie ma co doszukiwać się zatem teorii spiskowych, które sprawiły, że przez 2000 lat nikt nie doczytał w Ewangelii o rodzeństwie Jezusa. Maryja przyszła do syna z krewnymi, którzy żyli blisko niej – dla samotnej kobiety taka podróż nie byłaby bezpieczna, a jak twierdzą niektórzy komentatorzy, św. Józef już prawdopodobnie wtedy nie żył. Przez zwrot „Matka i bracia” Ewangeliści wprost wskazują nam właśnie na fakt, że do Jezusa przyszli ludzie z nim spokrewnieni. Tacy, których łączyła z Jezusem nie więź duchowa, ale biologiczna.

 

 

Jezus przestawia hierarchię

To rozróżnienie rodzaju więzi jest bardzo ważne, gdy próbujemy zrozumieć omawianą scenę tak, jak widzieli ją ludzie współcześni Jezusowi. Dla Żydów więzy krwi miały znaczenie pierwszorzędne – pamiętajmy, że o wybraniu decydowała przede wszystkim przynależność do Narodu Wybranego. Pierwsze dekady chrześcijaństwa oznaczały dla ochrzczonych Żydów mierzenie się z faktem, że urodzenie się w tym samym narodzie, co Mesjasz, nie stawia ich wyżej od nawróconych pogan. A to właśnie dla tego środowiska w tym czasie powstawały Ewangelie. Święci Piotr i Paweł sami musieli przekroczyć bariery swojego myślenia, zastanawiając się, czy wolno głosić Ewangelię poganom i czego w ogóle można od nich wymagać (por. Dz 11, 16-18; 15, 1-6) – doszło między nimi nawet do konfliktu w tym temacie.

Jezus od samego początku stawia sprawę jasno. Nie można czuć się lepszym z racji urodzenia czy innych koneksji. Jedynym wyznacznikiem jest słuchanie słowa Bożego i wypełnianie go.

Najlepsze streszczenie nauki apostołów na temat znaczenia (czy też: braku znaczenia) więzów krwi i więzi biologicznych w kwestii bycia chrześcijaninem znajduje się w Liście do Galatów św. Pawła: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama, dziedzicami zgodnie z obietnicą.” (Ga 3, 28-29). Zanim jednak pierwsi chrześcijanie poradzili sobie z tym skokiem myślowym, powoli byli do tego przygotowywani. Dlatego też Jezus od samego początku stawia sprawę jasno. Nie można czuć się lepszym z racji urodzenia czy innych koneksji. Jedynym wyznacznikiem jest słuchanie słowa Bożego i wypełnianie go.

 

Stawiaj duchowe wymagania

I w tym miejscu pojawia się „ale”. Choć czytany pobieżnie tekst może sprawiać wrażenie, że Ewangelista przedstawia dwie odrębne grupy – osobno słuchających Jezusa, a osobno Jego krewnych, to przecież podział ten wcale nie jest taki oczywisty. „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8, 21). Gdybyśmy mieli znaleźć osobę, która spełnia te warunki, to czy nie będzie to Ta, o której św. Łukasz napisał już wcześniej: „Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swoim sercu” (Łk 2, 51b), o której Elżbieta powiedziała: „Błogosławiona, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana” (Łk 1, 45). To Ona sama uczy nas przecież odpowiedzi na Boże wezwanie: „niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38).

Jezus wskazuje pewną barierę myślową, którą trzeba przekroczyć – św. Łukasz wspominając w tym miejscu Maryję nie stawia jej poza gronem uczniów Jezusa. Przeciwnie, po raz kolejny ukazuje nam Maryję jako wzór do naśladowania w wypełnianiu Słowa. Pokazuje, że choć nie można być uprzywilejowanym przed Jezusem, więź biologiczna nie wyklucza duchowej. Maryja należy do najbliższej rodziny Jezusa i najpełniej realizuje także te duchowe wymagania.

Słowa Jezusa i postawa Maryi dają konkretną naukę przede wszystkim tym, którzy z jakichś powodów czują, jakby bardziej zasługiwali na miano uczniów – czy przez stan życia, czy przez zaangażowanie w życie Kościoła, czy może dosłownie przez bycie blisko „Bożych spraw” z racji konsekrowanego członka rodziny. Bycie uczniem Jezusa to zawsze bezpośrednia relacja – bez znajomości, bez koneksji, bez pójścia na skróty. W każdym przypadku liczy się tylko Jego Słowo skierowane do człowieka i odpowiedź, której każdy z nas musi mu udzielić sam. Maryja uczy nas, że nie wystarczy być blisko Jezusa. Trzeba być blisko Niego w sposób odpowiedzialny, ze świadomością tego, że nikt inny tej relacji nie zbuduje.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju, od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży. Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych. Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10, pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Wielcy pielgrzymi. Jakub Starszy – pielgrzymka dla wytrwałych

"Idź swobodnie dokąd chcesz, my bowiem nie chcemy nawracać nikogo wbrew jego woli"

Anna Dąbrowska
Anna
Dąbrowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wielcy pielgrzymi. Jakub Starszy - pielgrzymka dla wytrwałych
"Idź swobodnie dokąd chcesz, my bowiem nie chcemy nawracać nikogo wbrew jego woli"

Takie słowa miał wypowiedzieć św. Jakub do spotkanego na terenach Galicji (obecnie północna Hiszpania) Hermogenesa, potężnego czarnoksiężnika.

Apostoł Jakub był bratem Jana Apostoła, synem Zebedeusza, rybaka znad Jeziora Galilejskiego. Tak jak Piotr i Andrzej oraz jego brat Jan poszedł za Jezusem. Po śmierci i zmartwychwstaniu Mistrza chciał, aby Ewangelia trafiła do jak największej liczby ludzi, aby cały świat usłyszał, że Jezus Zmartwychwstał. Nie mógł inaczej. Przecież to jego, razem z Piotrem i Janem Jezus zabrał na górę Tabor i tam na jego oczach przemienił się, a obok Pana stanęli Mojżesz i Eliasz.

Jakub nauczał wśród swoich w Palestynie, ale to wzbudzało coraz większy sprzeciw Żydów, uczonych w Prawie. Nie poddawał się. Tradycja mówi, że po Zesłaniu Ducha Świętego postanowił wyruszyć do Hiszpanii i tam głosił Słowo Boże. Po powrocie do Jerozolimy został pojmany i za głoszenie prawdy o Jezusie, Herod kazał ściąć mu głowę. Pisze o tym zarówno autor Dziejów Apostolskich: „W tym samym czasie Herod zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. Ściął mieczem Jakuba, brata Jana” (Dz 12,1-2), a Euzebiusz z Cezarei, pierwszy historyk Kościoła żyjący w IV w., dodaje, że św. Jakub serdecznie ucałował swojego kata. Ten wzruszony postawą apostoła także wyznał Chrystusa i za to także poniósł śmierć męczeńską.

Według tradycji uczniowie nocą potajemnie wykradli ciało apostoła, zanieśli je na statek, a ponieważ nie mieli pojęcia, dokąd można uciec, postanowili, że statek sam zaniesie ich we właściwe miejsce. Po jakimś czasie dobili do brzegów Hiszpanii. Położyli ciało na ziemi, a wokół niego w cudowny sposób uformował się kamienny sarkofag. Apostołowie przeciągnęli za pomocą dwóch otrzymanych od tamtejszej władczyni byków sarkofag na cmentarz. Po jakimś czasie grób został zapomniany. Dopiero w 813 r. pustelnik Pelayo ujrzał gwiazdę świecącą nad polem, na którym dawniej był cmentarz. Znaleziono tam szczątki Jakuba Apostoła. Nad grobem ś. Jakuba wybudowano okazały kościół, a miejsce nazwano Campsu Stellae – Gwiezdne Pole. Odtąd do Santiago de Compostella (św. Jakuba z Pola gwiazd) pielgrzymowano równie chętnie jak do Jerozolimy czy Rzymu.

Jeśli, jak chce tradycja, Jakub rzeczywiście dotarł do Hiszpanii, to była to pielgrzymka apostolska okupiona wieloma trudami: rejs statkiem przez Morze Śródziemne, nieznany kraj i kultura. Jemu jednak to nie przeszkadzało, bo z kart Ewangelii wiemy, że był gorliwy a nawet zapalczywy, i że sam Jezus nazywał synów Zebedeusza – synami gromu, właśnie ze względu na ich charakter. Był blisko Jezusa, także w Ogrójcu. Być może wtedy doświadczył najbardziej własnej słabości, gdy zamiast czuwać z Mistrzem, zasnął. Zabrakło mu wtedy wytrwałości. Dziś pielgrzymujący długą drogą św. Jakuba do sanktuarium jego imienia pokonują własne słabości, idąc w ciszy i milczeniu każdego dnia dziesiątki kilometrów. A Jakub, ukazywany często w ikonografii jako pielgrzym w kapeluszu, długim płaszczu, trzymający w ręku bukłak na wodę i kostur, stał się patronem wszystkich pielgrzymujących.

Od VIII w. do Santiago de Compostella pielgrzymowało wielu pielgrzymów, wśród nich byli święci papieże Jan XXIII i Jan Paweł II, święte Brygida Szwedzka i Elżbieta Portugalska i święci Franciszek i Ignacy Loyola, a także władcy, w tym Karol Wielki.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Anna Dąbrowska

Anna Dąbrowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Anna Dąbrowska
Anna
Dąbrowska
zobacz artykuly tego autora >