Nasze projekty
Reklama
Fot. Canva

Ojciec i mąż, czy Ewangelizator? Najważniejsze to poukładać priorytety

Jak połączyć intensywną działalność ewangelizacyjną z rolą męża i ojca, nie doprowadzając przy tym do kryzysu rodzinnego, wypalenia czy nawet depresji?

We współczesnym duszpasterstwie coraz głośniej wybrzmiewa temat dojrzałego zaangażowania wiernych świeckich. Mężczyźni w Kościele nie chcą być tylko biernymi uczestnikami niedzielnej liturgii, ale pragną realnie i aktywnie głosić kerygmat. Pojawia się jednak fundamentalne pytanie: jak połączyć intensywną działalność ewangelizacyjną z rolą męża i ojca, nie doprowadzając przy tym do kryzysu rodzinnego, wypalenia czy nawet depresji?

Jak znaleźć proporcje?

Dla zaangażowanego katolika punktem wyjścia musi być zawsze świadomość, gdzie leży jego pierwotna odpowiedzialność. Ryszard Paluch (gość „Madej Duchowości” w odcinku ks. Krzysztofie Grzywoczu, pedagog i promotor duchowości codzienności) zapytany o swoje życiowe drogi, odpowiada bez wahania: bycie mężem i ojcem to moje pierwsze powołanie.

ZOBACZ TAKŻE >>> Bycie tatą to ich najważniejsza rola! Jakimi ojcami są znani aktorzy?

Reklama

Doświadczeniem walki o właściwe proporcje w życiu dzieli się także Łukasz Kukier, członek Szkoły Nowej Ewangelizacji w Gliwicach i koordynator międzynarodowego projektu „Ewangelizacja bez granic”. Przyznaje on otwarcie, że w jego życiu był moment, w którym zaangażowanie w misję zdominowało codzienność, co w konsekwencji doprowadziło go do ciężkiej depresji:

„Bóg jest Bogiem porządku, więc przede wszystkim trzeba zadbać o ten dom, a ewangelizacja jest misją, która wchodzi dopiero później” – wyjaśnia.

Jak to poukładać?

Lekcją, którą wyciągnął z kryzysu, było ścisłe wdrożenie „złotej hierarchii wartości”:

Reklama

1. Pan Bóg jako źródło wszystkiego.
2. Współmałżonek (żona) jako najważniejsze, sakramentalne powołanie.
3. Dzieci.
4. Praca zawodowa pozwalająca utrzymać dom.
5. Wspólnota i ewangelizacja – dopiero na samym końcu.

Tłumaczy, że uporządkowanie życia według tych priorytetów przynosi upragniony pokój serca i chroni przed duchowym wypaleniem się. Gdy ten fundament jest stabilny, duszpasterstwo przestaje być ucieczką od obowiązków domowych, a staje się naturalnym owocem przepełnionego miłością życia rodzinnego.

ZOBACZ TAKŻE >>> Być jak Ojciec. Wspierać, budować i kochać

Reklama

Łączenie roli ojca i ewangelizatora nie może być samotnym projektem mężczyzny. Wymaga ono głębokiej komunikacji z żoną i szukania wspólnych przestrzeni działania. Łukasz Kukier w najnowszym odcinku podcastu diecezji gliwickiej podkreśla, że kluczowe jest partnerskie planowanie i koordynowanie rodzinnych kalendarzy.

Co więcej, ewangelizacja staje się o wiele łatwiejsza, gdy żona nie tylko „pozwala” mężowi służyć, ale sama włącza się w dane dzieło w miarę swoich możliwości – wtedy, gdy jest to wspólna decyzja małżonków. Podczas zjazdów rekolekcyjnych EBG na Górze Świętej Anny żona Łukasza czynnie go wspiera, przejmując opiekę nad najmłodszymi i towarzysząc uczestnikom. Dzięki temu misja staje się ich wspólną drogą, na której małżonkowie nawzajem się budują i wspierają, dając dzieciom żywe świadectwo wiary.

Najlepszą amboną jest własny dom

Łączenie ojcostwa i ewangelizacji to trudna sztuka, która wymaga pokory, rezygnacji z własnych planów i ciągłego wracania do sakramentów. Jednak przy zachowaniu właściwych priorytetów okazuje się, że najlepszą amboną dla ojca jest jego własny dom, a najpiękniejszym kerygmatem – miłość, jaką darzy swoją żonę i dzieci. Te doświadczenia przekonują tych, którzy dopiero co usłyszeli imię Jezus.

Więcej w podcaście „Mądra Duchowość” – odcinek 13: o wypaleniu ewangelizacją, wyborach i pasji z Łukaszem Kukierem –

ks. Marek Ludwig

KAI/Stacja7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas