video-jav.net

Nie było miejsca. I nie ma

Historia lubi się powtarzać. To wiemy. Ale ta powtarza się każdego dnia

Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jezus urodził się w stajni, bo swoi Go nie przyjęli. Nie było miejsca dla niego. W całym Betlejem. Był bezdomny. Wśród swoich. Historia lubi się powtarzać. To wiemy. Ale ta powtarza się każdego dnia.

Bo ilu z nas przyjmuje Go do domu, do serca każdego dnia? Ilu z nas zaprosi w Wigilie do stołu? Tak na serio. Wreszcie, ilu z nas nie widzi tych, których inni nie przyjmują? I zamyka oczy. Ilu z nas nie widzi w nich małego Jezusa? A przecież tam jest.

Serce rozdzierają historie dzieci, w których małego Boga widać najlepiej. Niewinne, bezbronne. Proszą o miłość. Kochają za darmo. I mimo wszystko. W Zakładzie Karnym w Krzywańcu odsiadują wyroki razem ze swoimi matkami. Choć nie zdążyły jeszcze zrobić niczego złego. Specjaliści zbadali, że tak jest lepiej. Dla dziecka i dla matki. Ona nie traci instynktu macierzyńskiego. I zwykle, choć nie zawsze, wraca do dziecka, kiedy już wyjdzie na wolność. Ono rozwija się lepiej niż dzieci, które musiały się rozstać z matkami na czas odbywania przez nie kary.

W Krzywańcu dzieci mogą być z matkami do trzeciego roku życia, w sytuacjach wyjątkowych sąd zgadza się, by zostały do czwartego. Te dzieci nie znają innego życia. Niektóre z nich urodziły się w więzieniu (w Grudziądzu jest porodówka). Kraty w oknach są dla nich czymś normalnym. Poranny apel, kolejka po jedzenie też.

Nie było miejsca. I nie ma

Pamiętam małego chłopca, o którym lata temu robiłam reportaż. Ciągle wyglądał przez zakratowane okno i podziwiał koparki pracujące na zewnątrz. Kiedy zapytałam jego mamę, jak myśli, kim jej syn zostanie w przyszłości, opowiedziała, że nie wie, ale może operatorem koparki… Chłopiec musiał rozstać się z mamą, bo miał już prawie cztery lata. Poszedł do rodziny zastępczej. Czekał na mamę. Ale ona po niego już nie wróciła. Mówiła, że kocha. I wróci. Ale nie wróciła. Siedziała za zabójstwo. Mówiła, że to był wypadek. Była wzorową więźniarką. Dobrą mamą. Patrzyła na syna z miłością. Coś się zmieniło.

Dla dzieci z Krzywańca czasami droga krzyżowa zaczyna się zaraz po narodzinach w stajni, w ubóstwie i chłodzie.

Kto choć raz je odwiedzi, już o nich nie zapomni. Ja nie umiem. Mam przed oczyma tego chłopca. Jego kolegów i koleżanki. Mimo, że w Domu Matki i Dziecka mają wspaniałe „ciocie”, brakuje im wszystkiego. Pampersów, ubranek, mleka, jedzenia w słoiczkach. Kto chciałby pomóc, znajdzie namiary na stronach Zakładu Karnego. Ich mamy dziękują cudami z drewna, czasami z włóczki. Piękne rzeczy.

Życzmy sobie w te Święta, żebyśmy chcieli być jak ta betlejemska stajenka. Dla małego Jezusa, dla wszystkich, których nigdzie indziej przyjąć nie chcieli.

Brygida Grysiak

Brygida Grysiak

Mama, żona, dziennikarka, autorka książek, ambasadorka Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Jest taki dzień. Kiedy nikt nie może być sam

W kolędach kryje się wszystko: Bóg, człowiek, wiara, kultura – mówi biskup Rafał Markowski

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O istocie Bożego Narodzenia, śpiewaniu kolęd i wigilijnych spotkaniach z biskupem Rafałem Markowskim rozmawia Patrycja Michońska-Dynek.

fot. S. Dynek

Biskup Rafał Markowski

Które święta są dla księdza biskupa ważniejsze – Boże Narodzenie czy Wielkanoc?

To nie jest sprawa hierarchii – jedne i drugie mają swoją głęboką wymowę. Jesteśmy tuż przed Bożym Narodzeniem – tutaj dokonało się coś absolutnie wyjątkowego. Bóg wkracza w historię tego świata, staje się człowiekiem, bierze na siebie wszystkie ograniczenia natury ludzkiej, oprócz grzechu. I daje nam niezwykłe poczucie bliskości.

Parę dni temu miałem przedświąteczne spotkanie z bezdomnymi. Kiedy patrzyłem na tę gromadę ludzi, a przede wszystkim, kiedy widziałem, z jaką ochotą przyszli, miałem poczucie, że doświadczają oni w swoim życiu czegoś bardzo trudnego – samotności.  Jednego z najtrudniejszych doświadczeń. Myślę, że z tą samotnością każdy z nas musi walczyć.

Każdy z nas ma momenty, kiedy coś się nie udaje, nieporozumienia z najbliższymi. Jestem sam. Nikt o mnie nie myśli. Nikt mnie nie kocha. – tego rodzaju myśli przychodzą do każdego z nas. Ale Boże Narodzenie daje przede wszystkim to, że nie musimy i nie możemy czuć się samotni. To jest dla mnie jeden z najgłębszych wymiarów Bożego Narodzenia. Nawet jeśli człowiek, w którym pulsuje wiara, idzie pod prąd w życiu i wielokrotnie doświadcza samotności – ostatecznie dzięki Bożemu Narodzeniu ma poczucie, że nie jest sam, bo Chrystus daje poczucie bycia razem. To Wcielenie Syna Bożego jest dla mnie czymś niezwykle ważnym z punktu widzenia czysto ludzkiego. Bóg przychodzi po to, byśmy nigdy nie czuli się samotni. Jest Chrystus, są Jego sakramenty, jest Jego Słowo.

Zazwyczaj jednak w czasie świąt Bożego Narodzenia zamiast teologicznej warstwy najczęściej widzimy tę rodzinną – przebywania z bliskimi.

To jest urok świąt. Wiemy, że w wigilijny wieczór nikt nie powinien być sam: po to spotykają się rodziny, po to zostawia się wolne miejsce przy stole – dla kogoś, kto pojawi się niespodziewanie albo nie będzie miał do kogo pójść. Boże Narodzenie oprócz wymiaru teologicznego, ma swój wymiar czysto ludzki, co sprawia, że te święta są takie… „kochane”… Wszyscy na nie czekają, wszyscy je przeżywają. Nikt nie może być sam. To jest bardzo ważne dla naszej psychiki, która w ten sposób podbudowana, pozwala z większym optymizmem iść w życie, do pracy, do codziennych obowiązków.

Jest taki dzień. Kiedy nikt nie może być sam

Czy święta Bożego Narodzenia księdza Rafała (jeszcze sprzed święceń biskupich rok temu) i biskupa Rafała bardzo się różnią?

Przede wszystkim tym, że ksiądz Rafał w czasie świąt doświadczał wspólnoty z rodziną. Mimo wielu obowiązków – prowadzenia radia czy pracy na uczelni, dysponowałem możliwościami wyjazdu do domu zarówno na Wigilię, jak i pierwszy dzień świąt. To było dla mnie zawsze ważne – szykowałem i pakowałem prezenty, zbierała się rodzina. Z punktu widzenia czysto ludzkiego były to dla mnie bardzo wspólnotowe dni. Życie biskupie sprawia, że muszę się przestawić przede wszystkim na towarzystwo Pana Jezusa. Nie będzie mi brakowało spotkań wigilijnych – na chwilę zajrzę do domu, będziemy mieli Wigilię w Domu Arcybiskupów Warszawskich z kardynałem Kazimierzem Nyczem i wszystkimi mieszkańcami. A po wieczerzy wrócę do siebie i będę czekał na Pasterkę, którą odprawiam w jednym z warszawskich kościołów. I przez  ten czas będę sam. To będzie dla mnie nowe doświadczenie – w wieczór wigilijny będę w szczególny sposób przeżywał obecność i towarzystwo Pana Jezusa. Naturalnie On towarzyszył mi zawsze, ale to będzie wyjątkowe doświadczenie.

Porozmawiajmy jeszcze o tradycji, bez której nie wyobrażamy sobie tego wyjątkowego czasu… Ksiądz biskup śpiewa kolędy?

Naturalnie, że śpiewam! Nawet nie wypada inaczej…  (śmiech) W domu rodzinnym było zawsze łatwiej, bo korzystałem i korzystam z obecności zawodowych muzyków – mój brat Grzegorz gra na gitarze, a bratanica – Patrycja – śpiewa. Na wszelki wypadek mamy śpiewnik, żebyśmy po drugiej albo trzeciej zwrotce się nie pogubili. Natomiast tu, w Domu Arcybiskupów śpiewa się kolędy podczas wieczerzy wigilijnej. Ważne, żebyśmy byli wszyscy razem  i żeby siostry, które przygotowują wieczerzę nie utknęły w kuchni… (śmiech). Organizacyjnie wygląda to tak, że serwujemy pierwsze danie, po którym śpiewamy wspólnie kolędy. Później wynosimy naczynia, wnosimy następne danie. I znów śpiewamy. Chodzi o to, żeby był czas na wspólne kolędowanie.

Jest taki dzień. Kiedy nikt nie może być sam

Dlaczego to jest tak istotne?

W znacznej mierze to jest polska specyfika. Umiłowanie kolęd wynika nie tylko z atmosfery świąt Bożego Narodzenia. Same teksty kolędowe – naprawdę ważne i przejmujące – wpisują się w dorobek polskiej kultury. Teksty i muzyka pięknie się uzupełniają i są prawdziwą ucztą duchową. W kolędach kryje się wszystko – Bóg, człowiek, wiara, kultura, dziedzictwo kulturowe – wszystko, co jest nam tak bardzo bliskie. Dlatego tak chętnie je śpiewamy. Dla dzieci są pewnym elementem składającym się na atmosferę wieczerzy wigilijnej. Natomiast potem – im bardziej doroślejemy i bardziej zyskujemy świadomość tego, co przeżywamy, inaczej słuchamy tych tekstów, które zawierają głębię religijną.

Na koniec muszę zapytać o ulubioną kolędę…

To chyba będzie zaskoczenie… Nie umniejszając jakiejkolwiek pięknej polskiej kolędy czy pastorałki… niezwykle wzruszająca jest dla mnie piosenka Czerwonych Gitar – „Jest taki dzień”…

Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >