Nasze projekty
Brygida Grysiak

Nie było miejsca. I nie ma

Historia lubi się powtarzać. To wiemy. Ale ta powtarza się każdego dnia

Reklama

Jezus urodził się w stajni, bo swoi Go nie przyjęli. Nie było miejsca dla niego. W całym Betlejem. Był bezdomny. Wśród swoich. Historia lubi się powtarzać. To wiemy. Ale ta powtarza się każdego dnia.

 

Bo ilu z nas przyjmuje Go do domu, do serca każdego dnia? Ilu z nas zaprosi w Wigilie do stołu? Tak na serio. Wreszcie, ilu z nas nie widzi tych, których inni nie przyjmują? I zamyka oczy. Ilu z nas nie widzi w nich małego Jezusa? A przecież tam jest.

Reklama

 

Serce rozdzierają historie dzieci, w których małego Boga widać najlepiej. Niewinne, bezbronne. Proszą o miłość. Kochają za darmo. I mimo wszystko. W Zakładzie Karnym w Krzywańcu odsiadują wyroki razem ze swoimi matkami. Choć nie zdążyły jeszcze zrobić niczego złego. Specjaliści zbadali, że tak jest lepiej. Dla dziecka i dla matki. Ona nie traci instynktu macierzyńskiego. I zwykle, choć nie zawsze, wraca do dziecka, kiedy już wyjdzie na wolność. Ono rozwija się lepiej niż dzieci, które musiały się rozstać z matkami na czas odbywania przez nie kary.

 

Reklama

W Krzywańcu dzieci mogą być z matkami do trzeciego roku życia, w sytuacjach wyjątkowych sąd zgadza się, by zostały do czwartego. Te dzieci nie znają innego życia. Niektóre z nich urodziły się w więzieniu (w Grudziądzu jest porodówka). Kraty w oknach są dla nich czymś normalnym. Poranny apel, kolejka po jedzenie też.

 

Nie było miejsca. I nie ma

Reklama

Pamiętam małego chłopca, o którym lata temu robiłam reportaż. Ciągle wyglądał przez zakratowane okno i podziwiał koparki pracujące na zewnątrz. Kiedy zapytałam jego mamę, jak myśli, kim jej syn zostanie w przyszłości, opowiedziała, że nie wie, ale może operatorem koparki… Chłopiec musiał rozstać się z mamą, bo miał już prawie cztery lata. Poszedł do rodziny zastępczej. Czekał na mamę. Ale ona po niego już nie wróciła. Mówiła, że kocha. I wróci. Ale nie wróciła. Siedziała za zabójstwo. Mówiła, że to był wypadek. Była wzorową więźniarką. Dobrą mamą. Patrzyła na syna z miłością. Coś się zmieniło.

 

Dla dzieci z Krzywańca czasami droga krzyżowa zaczyna się zaraz po narodzinach w stajni, w ubóstwie i chłodzie.

 

Kto choć raz je odwiedzi, już o nich nie zapomni. Ja nie umiem. Mam przed oczyma tego chłopca. Jego kolegów i koleżanki. Mimo, że w Domu Matki i Dziecka mają wspaniałe „ciocie”, brakuje im wszystkiego. Pampersów, ubranek, mleka, jedzenia w słoiczkach. Kto chciałby pomóc, znajdzie namiary na stronach Zakładu Karnego. Ich mamy dziękują cudami z drewna, czasami z włóczki. Piękne rzeczy.

 

Życzmy sobie w te Święta, żebyśmy chcieli być jak ta betlejemska stajenka. Dla małego Jezusa, dla wszystkich, których nigdzie indziej przyjąć nie chcieli.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite