Nasze projekty
ks. Krzysztof Wieczorek

„Mam problem z modlitwą – czy jestem normalny?”

Czy to normalne, że mimo podejmowanych przez wiele lat wysiłków, nadal mam problemy ze skupieniem na modlitwie, a nawet z chęcią do modlitwy? Muszę się zmuszać, żeby się modlić. Muszę się zmuszać, żeby wytrwać. Co robić: modlić się mimo wszystko, czy dać sobie spokój?

Reklama

Dostałem ostatnio takie pytanie: Czy to normalne, że mimo podejmowanych przez wiele lat wysiłków, nadal mam problemy ze skupieniem na modlitwie, a nawet z chęcią do modlitwy? Muszę się zmuszać, żeby się modlić. Muszę się zmuszać, żeby wytrwać. Co robić: modlić się mimo wszystko, czy dać sobie spokój?

Zajmowałem się innymi sprawami, więc pytanie skłoniło mnie do zatrzymania się w biegu życia i przyjrzenia się także mojej własnej modlitwie. Jaka ona jest? Ze smutkiem stwierdzam, że różna. Trzydziesty rok w „służbie Bożej”, a mimo to daleko nie tylko do doskonałości, lecz nawet do satysfakcjonującego poziomu… Ale wiem jedno: na pewno nie powiem, że „muszę” się modlić. Bo chcę. To jest mój świadomy wybór, nie nakaz – czy klękam przed Najświętszym Sakramentem, czy otwieram kartki brewiarza, czy medytuję, czy sięgam po różaniec – za każdym razem czynię to dlatego, że chcę, a nie dlatego, że „muszę”.

Osoba, która zadała mi to pytanie, szczerze zastanawiała się, jaki sens ma modlitwa, gdy człowiek przeżywa zwątpienie, zniechęcenie, czy też gdy codzienność go przytłacza do tego stopnia, iż nie jest w stanie się skupić? Mówiąc prosto, pytanie brzmi: Czy ma sens modlitwa, której sensu nie dostrzegam?

Reklama
Reklama
Jestem osobiście przekonany, że warto modlić się zawsze, niezależnie od okoliczności.

Jasne, że tak. Fakt, że czegoś nie widzę, nie oznacza, iż to nie istnieje. Nigdy nie widziałem USA, ani atomu, ani większości gwiazd (jestem krótkowidzem). Nie dostrzegam sensu w większości praw stanowionych przez ludzi. A jednak ich przestrzegam, bo zakładam, iż ustalił je ktoś ode mnie mądrzejszy.

Wracając do modlitwy i poszukiwania jej sensu w sytuacjach trudnych – jestem osobiście przekonany, że warto modlić się zawsze, niezależnie od okoliczności. Powód, dla którego tak uważam, mieści się w samej definicji modlitwy – to „rozmowa z Panem Bogiem”. Zawsze warto rozmawiać z drugą osobą (w tym przypadku: Osobą). Jeśli rozmawiam, mam szansę na poszerzenie własnego oglądu rzeczywistości, na dostrzeżenie aspektów do tej pory zakrytych przed moimi oczami, na wprowadzenie ewentualnych korekt w moim myśleniu, ocenie faktów, na dokonanie zmian w postępowaniu. Czyli mam szansę na nawracanie się. Jeśli zaś zamknę swe usta i serce, jestem zdany sam na siebie.

Mam problem z modlitwą – czy jestem normalny?

Reklama
Reklama

Jakkolwiek otwarcie się na Drugiego może być trudne, to zamknięcie się jest wręcz niebezpieczne w sytuacjach zniechęcenia, zawodu, „zakręcenia się” wokół jakiejś sprawy – gdy nie potrafię dostrzec dobrego wyjścia z sytuacji. Jeśli zaniecham modlitwy, jestem zdany na własne siły, a właściwie na własną słabość. I w tej słabości (często nie do końca uświadomionej) muszę podejmować walkę duchową. Jestem więc z góry skazany na przegraną.

Modlitwa w sytuacji trudnej najprawdopodobniej nie będzie mi przynosiła ulgi. Więcej, taka modlitwa będzie mnie dużo kosztować, a nawet może wiązać się wręcz z bólem. Przecież mój niepokój („brak skupienia”), złość („zwątpienie, zawód”), czy poczucie beznadziei („zniechęcenie”) mogą wynikać z popełnionych przeze mnie błędów, grzechów. A spotkanie z Kimś, wobec kogo odczuwam poczucie winy, nie należy do przyjemności.

To jest między innymi powód, dla którego często przeżywamy niechęć do modlitwy i dla którego dość łatwo ulegamy pokusie jej zaniechania.

Reklama

Przyczyna może być też inna, wręcz przeciwna. Bóg, widząc moje zaangażowanie i moją wierność, trwanie przy Nim, może zechcieć poprosić mnie o więcej, o coś sięgającego już górnej granicy moich możliwości. I wówczas tym, co będzie podsycało moją niechęć do modlitwy, będzie mój lęk.

Zadbajmy, by modlitwy w naszym życiu było więcej, a Pan Bóg zadba o to, by uczynić ją lepszą.

Zły duch dobrze zdaje sobie z tego sprawę i dlatego pilnuje, by nie wygasały w nas „negatywne” emocje. To jest między innymi powód, dlaczego tak często złości mnie „konieczność” modlitwy, dlaczego ogarnia mnie znużenie, senność, gdy tylko klękam do modlitwy, dlaczego wtedy właśnie cisną się do głowy tysiące myśli. Modlitwa często wiąże się również ze smutkiem, z poczuciem wstydu, poczuciem winy. (Dopóki biegam za sprawami codziennymi, moje emocje nie docierają do mnie; gdy się zatrzymam, dopadają mnie jak stado komarów na leśnej ścieżce). Dlatego modlitwa bywa trudna.

A jednak warto się modlić. Im jest mi trudniej, tym muszę więcej. W czasie wakacji usłyszałem mądrego człowieka, który wypowiedział mniej więcej takie słowa: „Nie możemy sprawić, żeby nasza modlitwa była lepsza. To nie my o tym decydujemy. Dobra modlitwa to dar Boga. My możemy tylko zdecydować, że modlitwy będzie więcej. Zadbajmy więc, by modlitwy w naszym życiu było więcej, a Pan Bóg zadba o to, by uczynić ją lepszą”.

I wówczas dopiero stanie się dla nas pociechą.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite