video-jav.net

HolyWins – Pochód Wszystkich Świętych

W dniu w którym inni bawią się z okazji Halloween, Wspólnota Emmanuel we współpracy z innymi wspólnotami i organizacjami przygotowuje po raz drugi Pochód Wszystkich Świętych. W stolicy "święci" maszerować będą w towarzystwie aniołów na szczudłach i przy akompaniamencie bębniarzy

Polub nas na Facebooku!

Spotkać będzie można wielu świętych współczesnych i tych z dawniejszych czasów.

W przeddzień 1 listopada, chcemy w ten sposób pokazać radosny aspekt świętowania ze Wszystkimi Świętymi. Dlatego też zapraszamy wszystkich, szczególnie całe rodziny do przebierania się za swoich ulubionych świętych i wyruszenia z nami w tę radosną i kolorową pardę.

Już 31. października 2014 o 18:00 startujemy spod pomnika Kopernika na Krakowskim Przedmieściu, by o 19.00 uczestniczyć w Archikatedrze Warszawskiej we wspólnej, świątecznej Mszy Świętej.

Zapraszamy!

Więcej informacji na www.emmanuel.info.pl

Wiadomość z nieba

Paola Bruni urodziła się w Arezzo; była ostatnim dzieckiem w rodzinie, przyszła na świat, gdy jej rodzice byli już w mocno dojrzałym wieku. Z tego też powodu była oczkiem w głowie rodziny; wyjątkowe uczucie, typowe dla relacji ojciec – córka, łączyło ją zwłaszcza z tatą Giuseppem

Antonio
Socci
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Paola dorosła, założyła własną rodzinę, urodziła dzieci. Ojciec, człowiek sprawiedliwy, żarliwy katolik, który przeżył życie w mądrości, dobroci i wierze, umarł nagle 19 kwietnia 2004 roku, dzień po swoich dziewięćdziesiątych urodzinach.

Kilka dni wcześniej, 7 kwietnia, Paola obudziła się nagle w środku nocy i bardzo poruszona opowiedziała mężowi Antoniowi, że przyśnił jej się dziwny sen, który pozostawił jej wspomnienie silnego uczucia bólu i radości jednocześnie. Należy zaznaczyć, że nigdy wcześniej nic podobnego jej się nie przydarzyło. Paola jest osobą głęboko wierzącą; studiowała prawo, uczy religii w szkołach średnich w Arezzo i angażuje się w rożnego rodzaju działalność duszpasterską i charytatywną. Skłania się raczej do działania, mocno stąpa po ziemi, nie ma skłonności do mistycyzmu. Mimo to tamtej nocy, dwanaście dni przed nagłą śmiercią ojca, przyśniło jej się, że znajdowała się z grupą osób na dużym placu, przypominającym średniowieczny wirydarz. Wszyscy ludzie trzymali w dłoniach niewielkie szklane naczynia ze świecą w środku. Spośród zgromadzonych Paola znała tylko (od kilku lat) ojca Gregoria, brata franciszkanina: to on po raz pierwszy przedstawił jej postać św. Faustyny Kowalskiej i opowiedział o kulcie Bożego Miłosierdzia. W pewnej chwili ojciec Gregorio zbliżył się do Paoli i razem poszli ulicą, na której poboczu dostrzegli skromną, ciemną postać, która z trudem wchodziła pod gorę. Paola rozpoznała w niej swoją ciotkę Ginę, zmarłą rok wcześniej. Postać minęła ich, zupełnie nie zwracając na nich uwagi, i Paola doznała uczucia, jakby znajdowała się za szybą, która nie pozwalała ciotce jej dostrzec. Paola zaczęła więc dłonią posyłać jej całusy w powietrzu i wtedy ciotka zwróciła się ku niej i odpowiedziała na nie, lecz jej uśmiech nie był pogodny. Szybko odwróciła się z powrotem i na nowo podjęła swoją wędrówkę. Paola usłyszała wtedy głos mówiący: „Ta postać to ubóstwo, starość i cierpienie”; rozpoznała w nim głos Jezusa.

Wiadomość z nieba

Ojciec Gregorio kazał jej usiąść i wtedy nadszedł Pan: Jego widok poruszył Paolę. Będzie Go wspominała jako przepiękną, wspaniałą postać. Miał na sobie długą, białą szatę z szerokimi rękawami; wyglądał jak na obrazie Bożego Miłosierdzia. „Wyszedł nam naprzeciw w tej długiej, białej szacie i wyciągnął do mnie prawą dłoń, która krwawiła z powodu małej rany. Natychmiast rzuciłam się, aby ją ucałować, lecz im mocniej ją całowałam, tym bardziej moje usta się w niej pogrążały, ponieważ rana rozszerzała się i coraz mocniej krwawiła.

W ustach poczułam silny ból i gorzki smak, sprawiło mi to ogromną przykrość. Niemniej jednak chciałabym całować Go aż do śmierci, mimo cierpienia, jakie sprawiał mi ten gest”.

W pewnej chwili Jezus sam cofnął rękę i powiedział, że musi „wystawić na próbę prawdziwość mojej wiary”. Następnie podniósł dłoń i wzniósł do góry wielką, lśniącą hostię. Na ten widok ojciec Gregorio kilkakrotnie powtórzył Paoli: „To naprawdę Jezus”, aby nie myślała, że jest On tylko zwykłym kapłanem. Następnie Pan podał im hostię, którą oboje przyjęli. Paola natychmiast doznała uczucia ogromnej radości. Z jej ust zaczęła się wydobywać fala drobnych punkcików, przypominających nasiona dmuchawca, lecz świetlistych. Najwyższa słodycz zastąpiła gorzki smak, który czuła w ustach wcześniej i który wciąż wyraźnie pamięta: „intensywnie gorzki smak, jak żółć”. Jezus popatrzył na nią, uśmiechając się, i na tym sen się skończył.

fot. Deb

„Wkrótce zdałam sobie sprawę z tego – mówi Paola – że była to zapowiedź wielkiego cierpienia, mającego poddać próbie moją wiarę, po którym jednak miała nastąpić ogromna radość”. Rzeczywiście, dwanaście dni później nagle zmarł jej ukochany ojciec. Z początku cierpienie z powodu jego utraty było nieznośne; w oczach innych kobieta wydawała się niemal oszalała z boleści. Wspomina: „Przez dwa dni nie odchodziłam od łóżka, na którym leżało ciało mojego taty. Trzymałam go za rękę, a moja mama Bruna i brat Paolo próbowalimnie pocieszyć. Wtedy wydawało mi się to rzeczą naturalną, ale zastanawiając się nad tym teraz, widzę, że dla kogoś, kto przychodził zobaczyć ojca, ta scena była żałosna i patetyczna.

Wieczorem, gdy wszyscy szli spać, ja wstawałam zakładałam szlafrok taty oraz jego okulary i usiłowałam rozgrzać jego ręce, które były tak zimne”. Paola była wręcz zahipnotyzowana bólem, uwięziona w „szalonej jasności umysłu”.

W dzień pogrzebu, jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii, Paola weszła do pustego jeszcze kościoła i zdesperowana zwróciła się do Jezusa obecnego w tabernakulum oraz do niewielkiej figury Matki Boskiej stojącej obok. Paola nie potrafiła sobie uzmysłowić, że jej ojciec naprawdę umarł. Myśl, że ma zostać zamknięty w trumnie i pogrzebany, przyprawiała ją o dreszcze. Do tej pory nie pozwalała, aby zabrano jego ciało z łóżka.

Nie pamiętam, czy zwróciłam się do Matki Boskiej i Jezusa w myślach, czy na głos, ale w pewnej chwili usłyszałam, jak z moich ust wydobywają się zaskakujące słowa: „Dobrze, niech się stanie wola Twoja”. Nie rozumiałam, jak mogłam powiedzieć takie zdanie, tak dalekie od tego, co przeżywałam, lecz od tamtej chwili poczułam się wyzwolona od ogromnego ciężaru. Ciężar ten powierzyłam w czyjeś inne ręce.

Po wyjściu z kościoła Paola poczuła się w obowiązku ubrać się elegancko na uroczystość pogrzebową, wróciła więc do domu, żeby założyć ładną sukienkę, którą kupiła z okazji jakiegoś chrztu. Zawołała męża i poprosiła, aby ubrał ładnie również trójkę ich dzieci i żeby sam też się przebrał. Niczego nie wyjaśniła, po prostu czuła, że tak powinna zrobić. Mąż wypełnił jej prośbę, myśląc: „Zwariowała”. Następnie wszyscy razem udali się do dziadka, dzieci zaniosły rysunki, które dla niego przygotowały, a Paola umieściła w jego dłoniach tekst modlitwy Ciebie, Boga, wysławiamy, którą ojciec odmawiał zawsze 31 grudnia, w rocznicę śmierci jednego ze swoich dzieci, Carletta.

Paola była obecna przy zamykaniu trumny; nieoczekiwanie chwila ta wcale jej nie wzburzyła. Trumna została przewieziona do kościoła i rozpoczęła się Msza Święta. Paola wspomina: „Uczestniczyłam w niej w pełni świadomie i czułam się dobrze, bardzo dobrze. Serce skakało mi z radości; czułam tę radość fizycznie”. Stopniowo zrodziła się w niej dziwna pewność. Pomyślała: „Najbardziej żywy ze wszystkich był mój tata, my wszyscy byliśmy martwi w porównaniu z nim. On wykonał już ten krok; był żywy, najbardziej żywy, a w trumnie leży tylko jego ciało”. W trakcie nabożeństwa zmieniło się spojrzenie Paoli; poczuła się, jakby się przeniosła w inny wymiar: „Wydawało mi się, jakby mnie tam nie było. Słuchałam Mszy i obserwowałam ją, uczestniczyłam w niej, ale jednocześnie wydawało mi się, jakbym uczestniczyła w innej uroczystości, w niebie”.

W pewnej chwili zobaczyła swojego tatę; zobaczyła go naprawdę przed sobą, nie martwego, lecz żywego; nie starego i schorowanego, lecz „silnego i żywiołowego”. Na ramionach niósł dziecko – był to Carletto, zmarły wiele lat wcześniej braciszek Paoli. „Tata wyglądał, jakby uczestniczył w wielkim święcie, podchodził do każdego z obecnych, cieszył się na widok jednych, zastanawiał się, kim są inni, lub wymieniał imiona jeszcze innych. Moją uwagę zwróciła szczególnie jego radość ze spotkania z pewnym Lucianem; nie wiedziałam, kim on jest. Tata nie ustawał w podziękowaniach za piękną uroczystość i zwrócił się do mnie, mówiąc: Jest wspaniale, powiedz to mamie”.

Po pogrzebie Paola opowiedziała matce i bratu o tym, co widziała podczas ceremonii. Brat, będący ateistą, nie mógł tego pojąć, a najbardziej zastanawiał go fakt, że siostra wymieniała imiona osób, których nie mogła znać, gdyż byli to przyjaciele ojca z jego młodości, a jeden z nich – właśnie Luciano – zmarł wiele lat przed przyjściem na świat Paoli.

W sercu Paoli pogoda ducha zajęła miejsce rozpaczy, lecz jeszcze raz obudził się w niej niepokój, co zaowocowało kolejnym nadzwyczajnym wydarzeniem. Kilka dni po pogrzebie zadzwonił do niej brat, prosząc, aby udała się na cmentarz i sprawdziła wymiary grobu, ponieważ miał się zająć pomnikiem. Paola poszła, lecz niechętnie, ponieważ w tamtych dniach mocno odczuwała obecność ojca przy sobie i obawiała się nieco chwili, w której miałaby sobie uzmysłowić, że jego ciało jest już pochowane. Rzeczywiście, wizyta na cmentarzu była dla Paoli bolesna. Gdy zobaczyła grób, dotknęła świeżej ziemi i ścisnęła ją w dłoni, wtedy przez głowę przeleciała jej myśl, która zraniła ją niczym ostrze noża: „Jesteśmy tylko prochem, niczym więcej”.

Wiadomość z nieba

Poczuła, że zaczyna ją na nowo ogarniać rozpacz. Chciała uciec od tego bólu, nad którym nie potrafiła zapanować. Ze strachem zaczęła myśleć, że być może Pan obdarzył ją tym drobnym pocieszeniem w najgorszym momencie, aby uratować ją przed szaleństwem, zaś teraz będzie musiała przetrawić żałobę jak wszyscy inni na świecie, przeżywając ból, który tylko czas będzie mógł ukoić. Zrozpaczona wsiadła do samochodu, błagając Pana, aby nie odbierał jej możliwości kontaktu z ojcem, którego tak pragnęła i który miała, gdy jeszcze żył. Nagle zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię: Roberto. Był to jej przyjaciel, ateista zresztą, którego ojciec też zmarł jakiś czas wcześniej. Paola odebrała i usłyszała głos przyjaciela, który nieśmiało, niemal zażenowany, oznajmił, że musi jej coś przekazać. Wahał się jednak, był niepewny, nie mógł się zdecydować, by zacząć mówić. Paola dodała mu odwagi i w końcu Roberto opowiedział, co wydarzyło mu się chwilę wcześniej. Wróciwszy do domu po pracy, zmęczony, usiadł w fotelu i zdrzemnął się kilka minut. Tych parę chwil wystarczyło, aby mógł mu się przyśnić sen, w którym ojciec przyjaciółki rzekł do niego: „Zadzwoń natychmiast do Paoli i powiedz jej, żeby się nie obawiała, że kontakt między nami nigdy nie zostanie przerwany i że mam się dobrze”.

Roberto powtórzył te słowa z lekkim zażenowaniem, przepraszał; obawiał się, że zostanie posądzony o to, że zwariował. Usprawiedliwiał się, mówiąc, iż wyraz twarzy mężczyzny we śnie był tak stanowczy, że nie mógł go nie posłuchać. Uszczęśliwiona Paola podziękowała mu z całego serca. Wszystko stało się teraz dla niej jasne jak słońce, na zawsze. I żadna noc nie przyćmi tego Słońca…


fragment książki Antonio Socci: Ci, którzy wrócili z zaświatów

Antonio Socci

Zobacz inne artykuły tego autora >
Antonio
Socci
zobacz artykuly tego autora >