video-jav.net

Bóg był. Nie było ciebie i mnie

Nie ma fryzjerów. Gdyby było inaczej, to nie spotykalibyśmy długowłosych facetów.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Można oczywiście żartować, ale ten temat wymaga poważnego traktowania. Dlatego też dziwią mnie historie ludzi, a takich niemało, którzy brak wiary w Boga tłumaczą za pomocą pytania "gdzie był Bóg?". I w tym miejscu pojawia się cała litania sytuacji i miejsc, w których rzekomo Boga nie było.

Gdzie był Bóg w czasie holocaustu? Gdzie był Bóg kiedy w Nowym Jorku waliły się wieże World Trade Center? Gdzie był Bóg kiedy w Smoleńsku spadał samolot z najwyższymi rangą urzędnikami? Gdzie jest Bóg, kiedy na indyjskich ulicach umierają biedacy chorzy na trąd?

Bóg nie jest zły, On nie chce naszego cierpienia. Niestety nie można tego powiedzieć o wszystkich ludziach, którzy źle korzystają z wolnej woli. Ale to nie jest wina Tego, który nam ją dał.

On w Oświęcimiu był tam, gdzie Rotmistrz Pilecki, który relacjonował Zachodowi okrucieństwa, których dopuszczali się Niemcy. W Nowym Jorku tam, gdzie strażacy ryzykujący życie, aby uratować ofiary zamachu. W Smoleńsku stał w tłumie ludzi, którzy ponad wszystkimi podziałami solidaryzowali się i pragnęli oddać hołd zmarłym. W Indiach razem z Matką Teresą i doktor Heleną Pyz klęka przed trędowatymi i umywa im nogi.

Obwinianie Boga, o to że "nie zareagował" niczym w zasadzie nie różni się od obwiniania fryzjerów o stylówki fanów Iron Maiden, Slayera czy Nightwisha (jak kto woli). Zamiast tego lepiej skupić się na uzupełnianiu niedoborów dobra w swoim własnym ogródku. Nie tupać nogami na niesprawiedliwość, tylko nakarmić głodnego; nie załamywać rąk nad biedą, tylko ubrać bezdomnego.

Każdy z nas może być Rotmistrzem Pileckim w swojej rodzinie i doktor Heleną Pyz na swoim osiedlu. Tylko to wymaga stanowczej postawy, a nie jedynie pseudorefleksji.

Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Miliony serc za krzyżem

Gdyby zliczyć uczestników nabożeństw wielkopostnych, misteriów i pielgrzymów udających się co roku na dróżki kalwaryjskie, mogłoby okazać się, że frekwencja jest kilkumilionowa

Przemysław
Radzyński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ulice miast  

Chyba najbardziej znana Droga Krzyżowa odbywa się co roku w rzymskim Koloseum. Popularność swoją zawdzięcza oczywiście uczestnictwu papieża. Pierwsze takie nabożeństwo zostało zorganizowane w 1750 roku przez papieża Benedykta XIV.

Schemat Drogi Krzyżowej z Koloseum wydają się naśladować organizatorzy nabożeństw, które odbywają się na ulicach tysięcy polskich miast. W ich trakcie potężnych rozmiarów krzyż niesiony jest od stacji do stacji przez przedstawicieli różnych grup społecznych czy wspólnot kościelnych. Pierwszym miastem, które wprowadziło tradycję wielkopostnych procesji był Kalisz w 1990 roku.

Cztery lata później zainaugurowano Centralną Drogę Krzyżową w Warszawie, która corocznie odbywa się w Wielki Piątek. Trasa prowadzi m.in. przez Krakowskie Przedmieście i Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego. Uroczystości przewodniczy zwykle metropolita warszawski. Nabożeństwo gromadzi kilka tysięcy osób. W 2009 roku media podawały informacje nawet o kilkudziesięciu tysiącach uczestników.

W większych miastach poza centralnym nabożeństwem Drogi Krzyżowe organizowane są praktycznie w każdej parafii a setki wiernych wychodzą na ulice swoich osiedli.  

Bractwa

Miliony serc za krzyżem

Współczesne zwyczaje są mocno osadzone w tradycji. Na przykład w Krakowie od XVI w. działa Arcybractwo Męki Pańskiej. Bracia pielgrzymowali m.in. na krakowski Salwator do klasztoru sióstr norbertanek. Dziś, oprócz nabożeństw w piątki Wielkiego Postu w bazylice św. Franciszka, biorą udział w Drodze Krzyżowej, która w Wielki Piątek o godz. 15.00 tradycyjnie wiedzie ze Skałki do kościoła Bożego Ciała albo na odwrót.

W czasie liturgii braci można rozpoznać tylko po głosie, bo na głowach mają zaciągnięte charakterystyczne kaptury. Ma to związek z tradycją wykupywania więźniów, którzy później byli wcielani do bractwa – nie wypadało, żeby w takim towarzystwie oficjalnie pojawiali się też królowie, którzy należeli do bractwa – Władysław IV, Jan III Sobieski, Jan Kazimierz, Zygmunt III Waza.

Bractw, w których statucie jest celebracja Drogi Krzyżowej jest w Polsce sporo. Wystarczy wspomnieć chociażby Bractwo Misterium Męki Pańskiej w Górze Kalwarii czy Kalwaryjskie Bractwo Męki Pańskiej w Praszce a także bractwa Krzyża Świętego w Wałbrzychu – Podzamcze czy przy Bazylice oo. Dominikanów w Lublinie, jak również Bractwo Dobrej Śmierci w Niekrasowie.

Jeśli ktoś przyjdzie w jeden z piątków Wielkiego Postu do krakowskiego kościoła franciszkanów, to po każdej stacji Drogi Krzyżowej odprawianej przez Arcybractwo usłyszy głośny śpiew: „Memento homo mori” – „Pamiętaj człowiecze o śmierci a za grzechy pokutuj” a także zobaczy prawdziwe ludzkie czaszki niesione w czasie procesji przez braci kalwarystów.

Kalwarie

Miliony serc za krzyżem

A propos kalwarii… Pielgrzymi do Ziemi Świętej, wracając do swoich krajów, chcieli jak najdłużej utrwalić w pamięci miejsca związane z męką i śmiercią Jezusa Chrystusa. Tak zaczęły powstawać kalwarie. W Polsce pierwsza i do dziś najsłynniejsza powstała na przełomie XVI i XVII wieku w Zebrzydowicach. W tutejszym sanktuarium pasyjno-maryjnym przez cały Wielki Post nabożeństwo Drogi Krzyżowej odprawiane jest codziennie, od maja do listopada odbywają się nabożeństwa dróżkowe, a w Wielkim Tygodniu tradycyjne misteria przyciągają rzesze pielgrzymów.

Do Kalwarii Zebrzydowskiej co roku przyjeżdża grubo ponad milion osób z całego świata. A to tylko jedna z kilkudziesięciu (zobacz też: Góra Świętej Anny, Kodeń, Krzeszów, Pakość, Piekary Śląskie, Rokitno, Wambierzyce) kalwarii w Polsce.

Żywe Drogi Krzyżowe  

Każdy z pewnością słyszał o różach różańcowych i wspólnotach Żywego Różańca. Okazuje się, że na podobnej zasadzie działają wspólnoty Żywej Drogi Krzyżowej. Droga Krzyżowa podzielona jest między 14 osób – codziennie przez cały miesiąc jedna osoba rozważa wyznaczoną stację. Dla Kościoła powszechnego stowarzyszenie ŻDK erygował już w 1901 roku papież Leon XIII. Nad Wisłą zostały zaszczepione przez bernardynów z Rzeszowa, gdzie w 2004 roku powstały pierwsze wspólnoty. Dziś w całej Polsce (m.in. Zamość, Wrocław, Białystok, Szczecin, Radom) jest kilkaset Żywych Dróg Krzyżowych, a to oznacza, że każdego dnia kilka tysięcy osób rozważa poszczególne wydarzenia z męki Jezusa Chrystusa.

Muzyczne Drogi Krzyżowe

Miliony serc za krzyżem

Czy w Wielkim Poście katolik może iść na koncert rockowy? Tak, o ile jest to „Rockowa Droga Krzyżowa”. Projekt saletyńskiego zespołu „Daj Spokój” to właściwie czternastozwrotkowy utwór, w którym refrenem są słowa „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami”. Dla pełnego opisu rockowych brzmień gitar i perkusji należy dodać jeszcze ze smakiem przygotowaną prezentację, zapowiadającą każdą stację oraz charakterystyczny w całym nabożeństwie moment ciszy.

Lider i wokalista zespołu „Daj Spokój”, saletyn ks. Grzegorz Szczygieł mówi, że skład zespołu jest wprawdzie rockowy, ale nie jest to bardzo mocna muzyka. „Jest jednak na tyle mocna, że oddaje dramat i dobrze ilustruje tragiczne treści Drogi Krzyżowej” – przyznaje kapłan. Co ciekawe, „Rockowa Droga Krzyżowa” brzmi nie tylko w Wielkim Poście. W ubiegłym roku grana była między innymi w czasie wakacyjnego spotkania młodzieży diecezji legnickiej.

Nabożeństwo Drogi pojawia się także w repertuarach innych formacji muzycznych, takich jak: PANdamusic (teksty rozważań specjalnie na potrzeby tego projektu napisał ks. Adam Bab), lubelskio zespół Bejotte pod hasłem „14 przypowieści o człowieku”. Muzyczną Drogę Krzyżową „Wobec zła Miłość trwa” Cezarego Paciorka wykonuje młodzieżowy chór JUVENTUS z Tczewa. Znane jest też wersja jazzowa (Marcin Banaszek Trio) i hip-hopowa (Full Power Spirit).  

Ekstremalna Droga Krzyżowa

Coraz większą popularnością cieszy się Ekstremalna Droga Krzyżowa, której pomysłodawcą jest ks. Jacek Stryczek, twórca „Szlachetnej Paczki”. Chodzi o samotny, kilkudziesięciokilometrowy nocny marsz w ciszy z rozważaniem stacji Drogi Krzyżowej i walką ze swoimi słabościami.

„Kiedy o tym usłyszałem, wiedziałem, że to jest coś specjalnie dla mnie” – mówi ks. Krystian Krepel, który przejdzie EDK z Pruszcza Gdańskiego do Rewy (52 km). Rzucił pomysł wśród młodzieży, a oni entuzjastycznie zareagowali. Dziś to młodzi nakręcają jego, żeby szedł. „Nie mam już odwrotu” – żartuje.

Miliony serc za krzyżem

Ojciec Alojzy Garbarz, bernardyn z Opatowa, nie wyobraża sobie Wielkiego Postu bez EDK. „To jest coś, co pomaga kształtować swoją pobożność, stawiać wyzwania i wymagać od siebie” – mówi i przyznaje, że w trasie bywają momenty załamania, gdy bolą stawy, kręgosłup, gdy skrajnie wyczerpany organizm odmawia posłuszeństwa. Co go wtedy motywuje, by iść dalej? „Jezus, idąc na Golgotę, nie żądał od razu ciepłego łóżeczka – On wiedział, po co tam idzie. Wybierając się na EDK też trzeba wiedzieć, po co się to robi. Nie po to, żeby było fajnie i by pogadać ze znajomymi. Idzie się samotnie, by odkrywać swoje wnętrze, odkrywać Boga w takich wyzwaniach, odkrywać krzyż Chrystusa w zadawanym sobie krzyżu”.

Ksiądz Witek Bednarz z diecezji zamojsko-lubaczowskiej podkreśla, że EDK jest dla niego przekraczaniem siebie. Przyznaje, że lubi w tym kontekście określenie „wychodzenie ze strefy komfortu”. „Dochodzę do takiego punktu, w którym już mi się nie chce. Wiem, że gdybym wtedy powiedział STOP i odpoczął, to później w życiu też mógłbym tak zrobić. Jeśli w tym momencie przekraczam siebie i idę dalej, to ułatwia mi to później w życiu pokonywanie kolejnych wyzwań, które stawia przede mną świat: szkoła, biskup, diecezja”.

W ubiegłym roku w EDK wzięło udział 6 tys. osób. W tym roku ks. Stryczek spodziewa się ok. 15 tys.

Skąd te nowości?

Ks. Jacek Stryczek mówi, że EDK to rodzaj pobożności, która przyciąga nie tylko gorliwych katolików, ale także tych, co zwykle nie chodzą do kościoła. „EDK sama w sobie jest głębokim, przemieniającym doświadczeniem duchowym. Każdy, kto ją przejdzie, czuje, że jest kimś innym” – mówi ks. Stryczek.

Ks. Grzegorz Szczygieł niedawno odkrył, że nabożeństwo Drogi Krzyżowej może być modlitwą dziękczynną. „Jezus wcale nie musiał za nas umierać, to była jego wolna decyzja. Kiedy uświadamiamy sobie tę prawdę, Droga Krzyżowa staje się dziękczynieniem”. Ksiądz Grzegorz podkreśla jeszcze, że ważne są próby przekazywania takich nabożeństw w nowych formach. „Jeśli zaproponuje się ludziom przeżycie tego samego, ale w nowym opakowaniu, w nowej wersji, to jest to dla nich bodziec, żeby te same prawdy odkryć na nowo”.

Czy znudziły się nam tradycyjne Drogi Krzyżowe? „Jezus mówi, że młode wino trzeba wlewać do nowych bukłaków. Myśmy się zmienili i potrzebujemy nowych form pobożności. Chociaż EDK jest czymś najbardziej tradycyjnym na świecie, bo akurat trasa do Kalwarii Zebrzydowskiej od wieków była uczęszczana przez pielgrzymów” – twierdzi ks. Stryczek. „Dziś dobre kazanie polega na tym, że mówi się: «bierz ten krzyż i idź z nim całą noc». Wtedy człowiek bardziej zrozumie Boga i to, kim sam jest”.


Droga krzyżowa na ulicach polskich miast – sprawdź, gdzie i kiedy?


Przemysław Radzyński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Przemysław
Radzyński
zobacz artykuly tego autora >