video-jav.net

Gdzie był Bóg?

Pytanie zadawane przez ludzi w każdym zakątku świata, podczas każdej wojny, kataklizmu, gdy dzieje się jakakolwiek krzywda, zwłaszcza wyrządzana słabszemu.

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pytanie to służy także jako argument koronny każdej osobie, która (bardziej lub mniej świadomie) określa się jako niewierząca. Wiele jest też takich osób, którym fakt cierpienia i istnienia zła rzeczywiście odebrał wiarę w Boga.

Gdzie był Bóg?

Kiedyś zapytałam mojego synka, co pomyślał, gdy kupiłam mu piłkę, którą bardzo chciał mieć. Odpowiedział, że pomyślał, że jestem dobra i że go kocham. Zapytałam więc, a co sobie pomyślał kiedyś nocą, gdy byłam przy nim, trzymałam go za głowę, kiedy wymiotował, gdy wszystko go bolało i było mu smutno. Odpowiedział, że pomyślał, że jestem najlepsza na świecie i kocham go jak nikt.

Gdy teraz – kiedy jest już starszy – zapytał mnie, dlaczego Bóg pozwala na cierpienie niewinnych ludzi, dzieci; dałam mu jego własną odpowiedź sprzed kilku lat – żeby poznać czym, jest prawdziwa miłość, ta największa na świecie, całkowicie oddana i gotowa do poświęceń. Gdyby nie spotkała go krzywda, ból, możliwe, że nawet by tego nie zauważył, nie wiedziałby, że taka miłość istnieje.

Prawdziwą miłość poznaje się tylko przez poświęcenie.

Gdzie był Bóg?

Gdy św. Marcin zobaczył szatana pod postacią Chrystusa, zapytał go „Gdzie masz swoje rany?”. Tylko prawdziwa miłość potrafi znieść rany.

Wiedziała to Asia i jej rodzice, którzy do końca jej życia dbali o to, by każdy dzień przeżyła z godnością, i tak przemierzali razem dzień po dniu, miesiąc po miesiącu swoją wspólną drogę krzyżową – CZYTAJ.

Wiedzą to pracownicy szpitali, hospicjów i ośrodków, którzy trzymają za rękę swoich pacjentów, by w tym najcięższym momencie, nie czuli się samotni; i wiedzą pacjenci, którzy w ostatniej godzinie z miłością i wdzięcznością patrzą w oczy swoich opiekunów – CZYTAJ.

Wiedział to znajomy ksiądz, który nie poddawał się w walce z chorobą nowotworową, a swoje cierpienie ofiarował w intencji wszystkich księży, którzy porzucili stan kapłański. Wiedziała to jego rodzina, a zwłaszcza siostra, która zmierzyła swoją miłość do brata w momencie, gdy dane im było nieść wspólnie ten krzyż.

Wiedział to Jan Paweł II – i wtedy, gdy swoim cierpieniem zapewnił całemu światu przed śmiercią jedyne takie rekolekcje, i wcześniej, gdy mówił o cierpieniu, zwłaszcza, zwracając się do cierpiących w różnych zakątkach świata – CZYTAJ.

Wiedzą to wreszcie miliony ludzi (CZYTAJ), którzy każdego roku, za krzyżem, w modlitwie i skupieniu przemierzają drogę krzyżową wraz ze swoim Zbawicielem, który pokazał przez swoje cierpienie jak wygląda największa miłość świata.

Chociaż cierpienie jest doświadczeniem, w którym chciałoby się Panu Bogu „zwrócić bilet wstępu” do świata, nam nie wolno uciekać, zamykać oczu i serca, myśleć, że jeśli nie będę patrzeć, przeżywać, to może mnie samego nie dotknie.

Nie wolno nam nawet przez chwilę pomyśleć, że „załatwiliśmy” ten życiowy problem, posyłając datek na akcje charytatywne w Afryce, udzielając jałmużny żebrakowi, czy oddając swój głos w wyborach na polityczne programy o akcentach społecznych.

W świecie, w którym wszystko musi być atrakcyjne, pozytywne i radosne, nie ma miejsca na cierpienie. Tylko że budując sobie w ten sposób nasz świat, zamykamy drogę do Boga. Jeśli pozostaję wobec cierpiących obojętny, niedosiężny, niezraniony – to jak mogę wyznawać wiarę i miłość do Boga, którego nie widzę?

Tomas Halik w swojej książce „Dotknij ran” analizuje dokładnie moment spotkania Jezusa z Tomaszem, który wypowiadając słowa: „Pan mój i Bóg mój”, pokazuje, że „Bóg jest wtedy, gdy rozpoznajemy swoich ukochanych!”. „Gdy spotykają się przyjaciele – wtedy jest Bóg! Dzieje się Bóg!

Być może Jezus, prosząc Tomasza, by dotknął Jego ran, chciał powiedzieć: Tam, gdzie dotkniesz ludzkiego cierpienia – i być może tylko tam! – tam poznasz, że Ja jestem żywy, że to Ja jestem. Nie uciekaj przede Mną w żadnym z tych spotkań. Nie bój się! Nie bądź niewierzący, ale wierz!

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
POKUSY

Pokusa beznadziei. Nie daj się!

Przychodzi w momencie, kiedy człowiek jest najsłabszy, wykorzystuje tę sytuację, by wrednie zaatakować. To chyba najgorsza z pokus

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zaczyna się niewinnie, od małej porażki. Gdy coś nie wychodzi, nie udaje się, natychmiast pojawia się ona, szukając fałszywego usprawiedliwienia: „nigdy nic mi nie wychodzi”, „taki już jestem”, „niepotrzebnie w ogóle się za to brałem”, „po co się szarpać”. I wchodzimy w ten sposób na drogę prowadzącą wprost do  samozniszczenia.

Wielu studentów, zaczynających studia na rozmaitych wydziałach, ma ustalony plan na życie. Widzą już siebie jako wybitnych naukowców, światowej sławy profesorów, „ludzi sukcesu”,  jednak w pewnym momencie coś w nich pęka, mała porażka urasta do rangi życiowego doświadczenia, narasta w nich gorycz zawiedzionych nadziei i rezygnują z wymarzonego kierunku.

Często przy rozwiązywaniu zadania matematycznego – gdy po kilku godzinach siedzenia, wydaje się, że już nie ma szans na rozwiązanie – wystarczy lekkie przewietrzenie głowy, spojrzenie z dystansu, zmiana myślenia i nagle rozwiązanie przychodzi samo. Ważne, żeby wrócić i spróbować jeszcze raz. Pewien student zapytał swojego profesora: „co mam zrobić jeśli mi nie wychodzi, głowa nie ta, nie jestem w stanie tego rozwiązać”. Profesor odpowiedział mu: „spróbuj jeszcze raz”. „Już spróbowałem i nadal nic”. „To postaraj się bardziej i spróbuj raz jeszcze” – odpowiedział spokojnie profesor. Uczeń zapytał więc: „jak długo to ma trwać?” „Aż opuści Cię pokusa beznadziei i zaczniesz wierzyć w swoje możliwości” – odpowiedział mądry profesor. Podobnie jest z każdym upadkiem, z każdą porażką i zniechęceniem w życiu.

Najlepszymi przyjaciółkami beznadziei są: rezygnacja, obojętność, zwątpienie, ucieczka od świata, od ludzi, od życia. Walka z nią jest bardzo trudna, ponieważ stwarza pozory przegranej, wciska nam,  że nie mamy na nic wpływu, nic od nas nie zależy. Św. Augustyn powiedział: Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą, bo największymi wrogami beznadziei są: otucha, motywacja, wytrwałość, moc ducha, sumienia i serca, która pomaga stawiać  wymagania samemu sobie i podejmować każdego dnia walkę.

Pokusa beznadziei. Nie daj się!

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali – powiedział papież Jan Paweł II 18 VI 1983 r. na Jasnej Górze – Wbrew wszystkim mirażom ułatwionego życia musicie od siebie wymagać.

Tylko jak to robić? Jak po wielu porażkach odnaleźć motywację? Jak się podnieść, jak obudzić nadzieję?

W jednej z konferencji publikowanych na www.ted.com, Angela Lee Duckworth, psycholog z Uniwersytetu w Pensylwanii, stwierdza, że po wielu badaniach, jakie przeprowadziła w szkołach, można wysnuć nastepujące wnioski: najlepsze długotrwałe wyniki osiągają nie te dzieci, które mają najwyższe IQ, ale te, które są najbardziej wytrwałe. Wytrwałość to traktowanie życia jako maratonu, nie sprintu. Wytrwałość to pasja i niezłomność w osiąganiu długofalowych celów. Ludzie, którzy są wytrwali, częściej stawiają czoła porażkom, bo nie wierzą, że porażka to sytuacja stała. Wytrwali są właśnie ludzie nadziei. To ta nadzieja, sprawia, że zaczynają od początku. Jeśli coś nie wychodzi, podnoszą się i zaczynają jeszcze raz, bo nadzieja daje tę pewność, że wszystko jest po coś, nawet porażka i nie trzeba rozczulać się nad sobą tylko wyciągnąć wnioski i zacząć od nowa.

Pewna dziewczynka spędziła 11 lat w domu dziecka, latami wmawiano jej, że ma problemy z koordynacją, że coś jest dla niej za trudne, że nie da rady, nie nauczy się, że takie już ma ograniczenia, których nie da się przeskoczyć. Wystarczyło jednak trochę miłości (w nowej rodzinie), kawałek nadziei i świadomość, że ktoś w nią wierzy, że da radę, żeby po roku dziewczynka nauczyła się: czytać, pisać, jeździć na rowerze, pływać, tańczyć, wygrywać biegi w szkole… Zaczęła wierzyć w siebie i swoje możliwości. Pozwoliło jej to znaleźć w sobie radość i motywację, nawet w najtrudniejszych zadaniach potrafiła być wytrwała. Zaczęła ciężko pracować, bo w jej życiu wraz z miłością pojawiła się nadzieja, która nadała wszystkiemu sens.

Pokusa beznadziei. Nie daj się!

Czasem wystarczy jedno słowo, jeden gest, trochę zainteresowania, by wyznaczyć cel drugiemu człowiekowi, by obudzić w nim nadzieję, nie wiedząc nawet o tym, że to my sami w tym momencie właśnie nadajemy cel naszemu życiu.

My, chrześcijanie, jesteśmy zwycięzcami!

rio1Dla każdego chrześcijanina sprawa jest prosta, bo my jesteśmy ludźmi nadziei, mamy jasno określony cel i mamy motywację. To nas wyróżnia. Wystarczy pilnować, by naszym życiem nie kierowała chęć zaspokojenia za wszelką cenę własnych pragnień, bo wtedy zawsze będziemy nieszczęśliwi i zawsze będziemy żyli w poczuciu beznadziei. Trzeba czuć w sobie powinność: spełniam to, co jest słuszne, co jest moim powołaniem, co jest moim zadaniem, bo to wyznacza właściwy kierunek i nadaje sens mojemu życiu. Nam św. Paweł zostawił słowa otuchy, które pomagają wygrywać walkę z każdą beznadzieją, rezygnacją, zwątpieniem, upadkiem: „kiedy upadasz, utrzymuj więź z Jezusem… Tam bowiem, gdzie wzmógł się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska… Moc w słabości się doskonali… Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny”.

Dostaliśmy trzy cnoty, którymi mamy zarządzać. Każda nauka, każdy wykład, wszelkie badania prowadzone przez przeróżne uniwersytety, zawsze wypracowują te same wnioski:

człowiekowi do życia pełną parą, tworzenia, rozwijania skrzydeł, pełnego istnienia, potrzebna jest: nadzieja, która budowana od dziecka, potrafi sprawić, że wszystko jest możliwe, wiara, by widoczny był cel, do którego zmierza oraz miłość, która właśnie ten cel wyznacza.

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >