video-jav.net

Miliony serc za krzyżem

Gdyby zliczyć uczestników nabożeństw wielkopostnych, misteriów i pielgrzymów udających się co roku na dróżki kalwaryjskie, mogłoby okazać się, że frekwencja jest kilkumilionowa

Przemysław
Radzyński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ulice miast  

Chyba najbardziej znana Droga Krzyżowa odbywa się co roku w rzymskim Koloseum. Popularność swoją zawdzięcza oczywiście uczestnictwu papieża. Pierwsze takie nabożeństwo zostało zorganizowane w 1750 roku przez papieża Benedykta XIV.

Schemat Drogi Krzyżowej z Koloseum wydają się naśladować organizatorzy nabożeństw, które odbywają się na ulicach tysięcy polskich miast. W ich trakcie potężnych rozmiarów krzyż niesiony jest od stacji do stacji przez przedstawicieli różnych grup społecznych czy wspólnot kościelnych. Pierwszym miastem, które wprowadziło tradycję wielkopostnych procesji był Kalisz w 1990 roku.

Cztery lata później zainaugurowano Centralną Drogę Krzyżową w Warszawie, która corocznie odbywa się w Wielki Piątek. Trasa prowadzi m.in. przez Krakowskie Przedmieście i Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego. Uroczystości przewodniczy zwykle metropolita warszawski. Nabożeństwo gromadzi kilka tysięcy osób. W 2009 roku media podawały informacje nawet o kilkudziesięciu tysiącach uczestników.

W większych miastach poza centralnym nabożeństwem Drogi Krzyżowe organizowane są praktycznie w każdej parafii a setki wiernych wychodzą na ulice swoich osiedli.  

Bractwa

Miliony serc za krzyżem

Współczesne zwyczaje są mocno osadzone w tradycji. Na przykład w Krakowie od XVI w. działa Arcybractwo Męki Pańskiej. Bracia pielgrzymowali m.in. na krakowski Salwator do klasztoru sióstr norbertanek. Dziś, oprócz nabożeństw w piątki Wielkiego Postu w bazylice św. Franciszka, biorą udział w Drodze Krzyżowej, która w Wielki Piątek o godz. 15.00 tradycyjnie wiedzie ze Skałki do kościoła Bożego Ciała albo na odwrót.

W czasie liturgii braci można rozpoznać tylko po głosie, bo na głowach mają zaciągnięte charakterystyczne kaptury. Ma to związek z tradycją wykupywania więźniów, którzy później byli wcielani do bractwa – nie wypadało, żeby w takim towarzystwie oficjalnie pojawiali się też królowie, którzy należeli do bractwa – Władysław IV, Jan III Sobieski, Jan Kazimierz, Zygmunt III Waza.

Bractw, w których statucie jest celebracja Drogi Krzyżowej jest w Polsce sporo. Wystarczy wspomnieć chociażby Bractwo Misterium Męki Pańskiej w Górze Kalwarii czy Kalwaryjskie Bractwo Męki Pańskiej w Praszce a także bractwa Krzyża Świętego w Wałbrzychu – Podzamcze czy przy Bazylice oo. Dominikanów w Lublinie, jak również Bractwo Dobrej Śmierci w Niekrasowie.

Jeśli ktoś przyjdzie w jeden z piątków Wielkiego Postu do krakowskiego kościoła franciszkanów, to po każdej stacji Drogi Krzyżowej odprawianej przez Arcybractwo usłyszy głośny śpiew: „Memento homo mori” – „Pamiętaj człowiecze o śmierci a za grzechy pokutuj” a także zobaczy prawdziwe ludzkie czaszki niesione w czasie procesji przez braci kalwarystów.

Kalwarie

Miliony serc za krzyżem

A propos kalwarii… Pielgrzymi do Ziemi Świętej, wracając do swoich krajów, chcieli jak najdłużej utrwalić w pamięci miejsca związane z męką i śmiercią Jezusa Chrystusa. Tak zaczęły powstawać kalwarie. W Polsce pierwsza i do dziś najsłynniejsza powstała na przełomie XVI i XVII wieku w Zebrzydowicach. W tutejszym sanktuarium pasyjno-maryjnym przez cały Wielki Post nabożeństwo Drogi Krzyżowej odprawiane jest codziennie, od maja do listopada odbywają się nabożeństwa dróżkowe, a w Wielkim Tygodniu tradycyjne misteria przyciągają rzesze pielgrzymów.

Do Kalwarii Zebrzydowskiej co roku przyjeżdża grubo ponad milion osób z całego świata. A to tylko jedna z kilkudziesięciu (zobacz też: Góra Świętej Anny, Kodeń, Krzeszów, Pakość, Piekary Śląskie, Rokitno, Wambierzyce) kalwarii w Polsce.

Żywe Drogi Krzyżowe  

Każdy z pewnością słyszał o różach różańcowych i wspólnotach Żywego Różańca. Okazuje się, że na podobnej zasadzie działają wspólnoty Żywej Drogi Krzyżowej. Droga Krzyżowa podzielona jest między 14 osób – codziennie przez cały miesiąc jedna osoba rozważa wyznaczoną stację. Dla Kościoła powszechnego stowarzyszenie ŻDK erygował już w 1901 roku papież Leon XIII. Nad Wisłą zostały zaszczepione przez bernardynów z Rzeszowa, gdzie w 2004 roku powstały pierwsze wspólnoty. Dziś w całej Polsce (m.in. Zamość, Wrocław, Białystok, Szczecin, Radom) jest kilkaset Żywych Dróg Krzyżowych, a to oznacza, że każdego dnia kilka tysięcy osób rozważa poszczególne wydarzenia z męki Jezusa Chrystusa.

Muzyczne Drogi Krzyżowe

Miliony serc za krzyżem

Czy w Wielkim Poście katolik może iść na koncert rockowy? Tak, o ile jest to „Rockowa Droga Krzyżowa”. Projekt saletyńskiego zespołu „Daj Spokój” to właściwie czternastozwrotkowy utwór, w którym refrenem są słowa „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami”. Dla pełnego opisu rockowych brzmień gitar i perkusji należy dodać jeszcze ze smakiem przygotowaną prezentację, zapowiadającą każdą stację oraz charakterystyczny w całym nabożeństwie moment ciszy.

Lider i wokalista zespołu „Daj Spokój”, saletyn ks. Grzegorz Szczygieł mówi, że skład zespołu jest wprawdzie rockowy, ale nie jest to bardzo mocna muzyka. „Jest jednak na tyle mocna, że oddaje dramat i dobrze ilustruje tragiczne treści Drogi Krzyżowej” – przyznaje kapłan. Co ciekawe, „Rockowa Droga Krzyżowa” brzmi nie tylko w Wielkim Poście. W ubiegłym roku grana była między innymi w czasie wakacyjnego spotkania młodzieży diecezji legnickiej.

Nabożeństwo Drogi pojawia się także w repertuarach innych formacji muzycznych, takich jak: PANdamusic (teksty rozważań specjalnie na potrzeby tego projektu napisał ks. Adam Bab), lubelskio zespół Bejotte pod hasłem „14 przypowieści o człowieku”. Muzyczną Drogę Krzyżową „Wobec zła Miłość trwa” Cezarego Paciorka wykonuje młodzieżowy chór JUVENTUS z Tczewa. Znane jest też wersja jazzowa (Marcin Banaszek Trio) i hip-hopowa (Full Power Spirit).  

Ekstremalna Droga Krzyżowa

Coraz większą popularnością cieszy się Ekstremalna Droga Krzyżowa, której pomysłodawcą jest ks. Jacek Stryczek, twórca „Szlachetnej Paczki”. Chodzi o samotny, kilkudziesięciokilometrowy nocny marsz w ciszy z rozważaniem stacji Drogi Krzyżowej i walką ze swoimi słabościami.

„Kiedy o tym usłyszałem, wiedziałem, że to jest coś specjalnie dla mnie” – mówi ks. Krystian Krepel, który przejdzie EDK z Pruszcza Gdańskiego do Rewy (52 km). Rzucił pomysł wśród młodzieży, a oni entuzjastycznie zareagowali. Dziś to młodzi nakręcają jego, żeby szedł. „Nie mam już odwrotu” – żartuje.

Miliony serc za krzyżem

Ojciec Alojzy Garbarz, bernardyn z Opatowa, nie wyobraża sobie Wielkiego Postu bez EDK. „To jest coś, co pomaga kształtować swoją pobożność, stawiać wyzwania i wymagać od siebie” – mówi i przyznaje, że w trasie bywają momenty załamania, gdy bolą stawy, kręgosłup, gdy skrajnie wyczerpany organizm odmawia posłuszeństwa. Co go wtedy motywuje, by iść dalej? „Jezus, idąc na Golgotę, nie żądał od razu ciepłego łóżeczka – On wiedział, po co tam idzie. Wybierając się na EDK też trzeba wiedzieć, po co się to robi. Nie po to, żeby było fajnie i by pogadać ze znajomymi. Idzie się samotnie, by odkrywać swoje wnętrze, odkrywać Boga w takich wyzwaniach, odkrywać krzyż Chrystusa w zadawanym sobie krzyżu”.

Ksiądz Witek Bednarz z diecezji zamojsko-lubaczowskiej podkreśla, że EDK jest dla niego przekraczaniem siebie. Przyznaje, że lubi w tym kontekście określenie „wychodzenie ze strefy komfortu”. „Dochodzę do takiego punktu, w którym już mi się nie chce. Wiem, że gdybym wtedy powiedział STOP i odpoczął, to później w życiu też mógłbym tak zrobić. Jeśli w tym momencie przekraczam siebie i idę dalej, to ułatwia mi to później w życiu pokonywanie kolejnych wyzwań, które stawia przede mną świat: szkoła, biskup, diecezja”.

W ubiegłym roku w EDK wzięło udział 6 tys. osób. W tym roku ks. Stryczek spodziewa się ok. 15 tys.

Skąd te nowości?

Ks. Jacek Stryczek mówi, że EDK to rodzaj pobożności, która przyciąga nie tylko gorliwych katolików, ale także tych, co zwykle nie chodzą do kościoła. „EDK sama w sobie jest głębokim, przemieniającym doświadczeniem duchowym. Każdy, kto ją przejdzie, czuje, że jest kimś innym” – mówi ks. Stryczek.

Ks. Grzegorz Szczygieł niedawno odkrył, że nabożeństwo Drogi Krzyżowej może być modlitwą dziękczynną. „Jezus wcale nie musiał za nas umierać, to była jego wolna decyzja. Kiedy uświadamiamy sobie tę prawdę, Droga Krzyżowa staje się dziękczynieniem”. Ksiądz Grzegorz podkreśla jeszcze, że ważne są próby przekazywania takich nabożeństw w nowych formach. „Jeśli zaproponuje się ludziom przeżycie tego samego, ale w nowym opakowaniu, w nowej wersji, to jest to dla nich bodziec, żeby te same prawdy odkryć na nowo”.

Czy znudziły się nam tradycyjne Drogi Krzyżowe? „Jezus mówi, że młode wino trzeba wlewać do nowych bukłaków. Myśmy się zmienili i potrzebujemy nowych form pobożności. Chociaż EDK jest czymś najbardziej tradycyjnym na świecie, bo akurat trasa do Kalwarii Zebrzydowskiej od wieków była uczęszczana przez pielgrzymów” – twierdzi ks. Stryczek. „Dziś dobre kazanie polega na tym, że mówi się: «bierz ten krzyż i idź z nim całą noc». Wtedy człowiek bardziej zrozumie Boga i to, kim sam jest”.


Droga krzyżowa na ulicach polskich miast – sprawdź, gdzie i kiedy?


Przemysław Radzyński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Przemysław
Radzyński
zobacz artykuly tego autora >

O śmierci powiem niewiele

Gdy nadchodzi moment przejścia z tego świata do tego drugiego, staram się po prostu być, trzymać za rękę. I wierzę, że gdy przyjdzie moja chwila, ktoś z nich wyciągnie dłoń w moją stronę…

ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Monika

Siedzę z Moniką na kozetce, na korytarzu onkologii. Monika ma 33 lata, zdiagnozowany nowotwór kręgosłupa, z licznymi przerzutami. Co dwa tygodnie przyjeżdża na chemię. Zawsze chce pogadać, a ja zawsze mam czas. W swoim cierpieniu przejawia pozostałości poczucia humoru i życzliwości do ludzi. Kiedyś opowiada o swojej modlitwie, o prośbie zanoszonej do Pana Boga – żeby mogła dożyć Pierwszej Komunii młodszej córki…

Marzec 2008. Jej pogrzeb. Tłum ludzi – przez pracę zawodową nawiązała wiele kontaktów, a miasto niewielkie – jest nas kilku księży, więc mogę stać na uboczu. Myślę: dobrze, że zaczął padać deszcz. Nie widać łez, które ciekną mi po policzkach. Przecież Komunia będzie dopiero w maju…

Mariusz

Żeby dostać się do izolatki, w której przebywa Mariusz, trzeba się przebierać, zakładać maskę. Rozmowy z natury muszą być krótkie. Dłużej mogę porozmawiać z jego rodzicami, na korytarzu. Oni wierzą, że ich syn wyzdrowieje. Ale on Wigilię spędził w odosobnieniu i Nowy Rok 2007 witał sam. I tak jest już trzeci miesiąc. Nie spodziewa się już niczego dobrego. Widzę, że się poddaje. Nie odbiera telefonu. Nie chce mówić o tym, co go czeka. Pewnego dnia nadchodzi kryzys – uniemożliwiony jest jakikolwiek kontakt. Tylko patrzę na niego przez szybę. Na drugi dzień izolatka jest dezynfekowana…

Józef

Z Józefem spotykamy się w zimie 2007. Dobrze się rozmawia. Spokojny, można by nawet powiedzieć, że pogodny. Zainteresowany polityką, życiem społecznym; dobrze zorientowany w sprawach dzieci i wnuków. Dużo o nich opowiada. O sobie niewiele. Wie, że umiera. „Ale, proszę księdza, ja już wszystko pozałatwiałem na tym świecie”.

Kolejna wizyta w szpitalu, latem tego samego roku. Niewiele mówi, tylko słaby uśmiech. Następnej nocy mam wezwanie do umierającego. Do Józefa. Stoję przy łóżku i słyszę ciche, lecz wyraźne: „Amen”. Prawie czwarta, ptaki zaczynają ćwierkać. I za kilka minut znowu: „Amen”. Świta. I jeszcze raz za jakiś czas: „Amen”. Ostatnie…

O śmierci powiem niewiele

Marysia

Marysia mieszka w naszym Domu dla niepełnosprawnych intelektualnie. Nie do końca rozumie, co się dzieje. Rurka tracheostomijna przeszkadza jej w mowie. Zatyka palcem i powtarza: „Słaba jestem”. Musi trafić do powiatowego szpitala. Jadę ją odwiedzić. Ciepło, słonko świeci, piękny sierpniowy dzień. Jesteśmy na sali. Próbuję zagadać, opowiedzieć, co słychać u nas. A ona: „Pomódlmy się”. Wyciągam więc z kieszeni różaniec, siedzę przy niej, trzymam ją za rękę i mówię Zdrowaśki półszeptem, żeby nie obudzić pozostałych pacjentek. Marysia razem ze mną bezgłośnie zanosi prośby: „módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”…

W dniu pogrzebu leje. Stoimy nad jej grobem. Tylko my, mieszkańcy i pracownicy DPS…

Czesio

Leżymy z Cześkiem w jednym pokoju na chirurgii. Ja od kilku tygodni, jego dopiero co przywieźli. Przygotowują go do operacji. Przez te kilka dni jest dużo czasu, żeby porozmawiać. Gdy go zabierają, prosi mnie o modlitwę. Nie wraca na moją salę. Jest na sali wzmożonego nadzoru. Ale za kilka dni i tam go już nie ma…

Różne są rozmowy z ludźmi na progu śmierci. Gdy pracowałem jako kapelan szpitalny, najwięcej kontaktu miałem z pacjentami z onkologii i hematologii. Oni wiele razy przyjeżdżali na leczenie i długo przebywali w szpitalu. Chcąc nie chcąc nawiązywałem więzi. Rozmawialiśmy, najczęściej o normalnym życiu. Wielu z nich przecież wracało do zdrowia. Ale nie wszyscy. Bolało, gdy odchodzili.

Nie mamy doświadczenia śmierci. Ja sam, jak wielu innych, mam doświadczenie graniczne, doświadczenie umierania, otarcia się o śmierć. Ale nie przeszedłem tej ostatniej granicy. I niczego mądrego na temat śmierci powiedzieć nie mogę. Zwłaszcza tym, którzy do tej granicy się zbliżają.

Dziś pracuję z ludźmi, którzy mają pewne ograniczenia w rozumieniu odchodzenia. Choroby neurologiczne utrudniają orientację w czasie i przestrzeni. Niepełnosprawność intelektualna utrudnia zrozumienie tego, co się dzieje. Więc nie rozmawiam. Staram się być. Podobnie jak pielęgniarki, opiekunki, lekarze i inni pracownicy ZOL i DPS.

Gdy nadchodzi moment przejścia z tego świata do tego drugiego, staramy się być z pacjentem czy mieszkańcem. Jeśli wówczas coś mówimy, to są to słowa modlitwy, zwłaszcza Koronki do Bożego Miłosierdzia. A najczęściej, tak po prostu, ta lub ten, kto jest przy chorym, siada i bierze go za rękę. I jest.

Jesteśmy razem. Pacjenci, personel i ci, którzy odeszli. Jesteśmy razem. I to się nie zmieni. My jeszcze żyjemy na ziemi, oni już żyją u Pana Boga i są obecni w naszych wspomnieniach. Przyjdzie czas, to i my staniemy przy nich.

Mocno wierzę, że gdy nadejdzie moja chwila przejścia na drugą stronę, wyjdą mi naprzeciw i ktoś z tych, których trzymałem za rękę, wyciągnie dłoń w moją stronę…

wklejka_samulka

ks. Krzysztof Wieczorek

ks. Krzysztof Wieczorek

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >