Fot. Screen Youtube/Anna G.
„Zrozumieć swoje życie”. Jak to zrobić? Odpowiada ks. Pawlukiewicz
Bardzo często próbujemy naprawiać życie tak, jakby problem był wyłącznie na powierzchni.
„My patrzymy po wierzchu” — mówił ks. Piotr Pawlukiewicz. I tłumaczył, że nie zrozumiemy siebie, małżeństwa, modlitwy ani relacji, jeśli będziemy widzieć tylko zewnętrzne objawy problemów. Trzeba zajrzeć głębiej.
Nie wystarczy patrzeć po wierzchu
Ks. Piotr Pawlukiewicz w konferencji „Zrozumieć swoje życie” mówił, że bardzo często próbujemy naprawiać życie tak, jakby problem był wyłącznie na powierzchni. „Ciągle rozmawiając z ludźmi i zresztą łapiąc się na swoich odruchach, widzę, jak my patrzymy po wierzchu, po zewnętrznych objawach rzeczywistości” — zauważał. „Żeby zrozumieć to, co się dzieje w moim życiu, żeby zrozumieć samego siebie, zrozumieć żonę, brata, siostrę, koleżankę, trzeba wejść w głąb”.
Ks. Piotr porównywał to do samochodu. Gdy auto nie odpala, nikt rozsądny nie mówi: „zepsuł mi się kluczyk”. Wiadomo, że coś dzieje się głębiej. Tymczasem w relacjach często reagujemy odwrotnie: widzimy tylko czyjeś słowa, zachowanie, wybuch złości, obojętność — i od razu uznajemy: „on się zepsuł”, „ona się zepsuła”.
„Z naszym ludzkim życiem jest też tak” — mówił. Gdy coś się psuje, próbujemy „dopchać”: mocniej nacisnąć na siebie, na męża, na żonę, na bliskich. A kiedy zaczynamy się duchowo rozsypywać, mówimy sobie: „Od jutra biorę się w garść”. Tylko że czasem to nie wystarcza. „Trzeba pomocy szukać, bo sprawy są naprawdę bardzo, bardzo głęboko ukryte” — podkreślał ks. Pawlukiewicz.
Po czym poznać, że dusza choruje?
Jedno z najmocniejszych zdań tej konferencji dotyczy życia duchowego. Ks. Pawlukiewicz pytał: po czym poznać, że „coś jest z naszą duszą nie tak”? Odpowiedź jest bardzo prosto: „Po tym, że nas modlitwa nudzi. Po tym, że nas Msza Święta nuży. Po tym, że w ludziach widzimy głupich, beznadziejnych, dennych. Po tym, że mąż nienawidzi żonę, a żona męża”. Ks. Piotr użył obrazu choroby: gdy człowiek nie ma apetytu, wie, że coś jest nie tak. Podobnie w duszy. „Jeśli nie masz apetytu na Boga, na miłość, jeśli nie masz apetytu na Pismo Święte, natomiast masz apetyt na różnego rodzaju ochłapy (…) jesteś chory” — mówił.
Przeczytaj również
Dlatego zanim uznamy, że problem jest tylko w drugim człowieku, warto najpierw „przetrzeć soczewki swoich okularów”. Bo — jak mówił ks. Pawlukiewicz — „mamy plamki na obiektywie naszego serca, a widzimy te plamki na żonie, na mężu, na drugim człowieku”.
Czym karmisz swoje serce wieczorem?
W konferencji pojawia się też bardzo konkretne pytanie: jak spędzamy wieczory i noce? „Jak Ty spędzasz ten czas wieczorno-nocny?” — pytał ks. Pawlukiewicz. I tłumaczył, że właśnie wieczorem, kiedy zamykamy się w pokoju, schodzi z nas napięcie dnia i „otwiera się po raz pierwszy w ciągu dnia nasze serce”. To wtedy karmimy serce: muzyką, internetem, marzeniami, wspomnieniami, rozmowami, obrazami. „Czym nakarmisz serce nocą, to potem ono ci odreagowuje w życiu” — mówił. Serce nakarmione kłamstwem albo wyobrażeniem własnej wielkości rano zderza się z rzeczywistością. A potem dziwimy się, że jesteśmy rozdrażnieni, smutni albo źli na wszystkich.
Bóg nas budzi, ale my biegniemy do ludzi
Komentując historię Samuela, ks. Pawlukiewicz mówił, że Bóg budzi człowieka wiele razy: przez wydarzenie, chorobę, spotkanie, śmierć kogoś bliskiego, poruszenie serca. „Bóg cię budzi” — powtarzał. „Jakiś film, jakieś wydarzenie. Nieszczęście. Kolega ma nowotwór. Byłem u niego w szpitalu. Wróciłem poruszony. Bóg zawołał”. Problem w tym, że po takim przebudzeniu często biegniemy nie do Boga, ale do człowieka. „Człowiek nigdy nie wypełni naszego serca” — mówił ks. Pawlukiewicz. „Źle nakarmione serce szaleje i biega od człowieka do człowieka”.
„Sługa Twój słucha”
Najważniejsza odpowiedź Samuela brzmi: „Sługa Twój słucha”. Ks. Pawlukiewicz zatrzymał się przy tym jednym zdaniu: „Kto z nas tak potrafi powiedzieć do Pana Boga? Sługa Twój słucha. Jestem Twoim sługą”. Zauważył, że często przychodzimy do Boga z odwrotną postawą: nie „Sługa Twój słucha”, ale raczej: „Panie, Pan Twój mówi, słuchaj mnie”. A przecież wiara zaczyna się tam, gdzie człowiek pozwala Bogu mówić. „Może dlatego nie słyszysz Pana Boga, że ty żeś jeszcze nigdy w życiu nie powiedział: sługa Twój słucha” — mówił ks. Pawlukiewicz.
„Bóg nam daje tajemnicę. My chcemy wszystko rozumieć i wszystko wiedzieć i denerwujemy się, kiedy właśnie coś zostaje niedopowiedziane”. Może właśnie dlatego nie da się zrozumieć swojego życia tylko przez analizę. Trzeba wejść w ciszę, w modlitwę, w spotkanie z Bogiem.
Pozwól ludziom odejść do Boga
Na końcu konferencji ks. Pawlukiewicz mówił o Janie Chrzcicielu, który potrafił oddać swoich uczniów Jezusowi. „Jan Chrzciciel ciągle podkreślał: ja nie jestem Mesjaszem (…) I pokazał uczniom: to jest Jezus, tam idzie, idźcie do Niego, odejdźcie ode mnie” — przypominał. I dodawał bardzo mocno: „Oddawajcie ludzi”. Bo nikt z nas nie jest Duchem Świętym. Nikt z nas nie ma pełnej odpowiedzi na cudze życie. Możemy komuś towarzyszyć, coś doradzić, pomóc, ale nie możemy go przywiązać do siebie. „Żeby pozwolić na rozwój swoim podopiecznym, przyjaciołom, trzeba ciągle dawać im wolność” — mówił ks. Pawlukiewicz.
Zrozumieć swoje życie to wejść w głąb
Nie chodzi więc tylko o to, żeby więcej wiedzieć o sobie. Chodzi o to, żeby wejść głębiej: pod powierzchnię reakcji, lęków, pretensji, fascynacji i zranień. Bo może problem nie jest tylko w drugim człowieku. Może trzeba wyczyścić „obiektyw serca”. Może trzeba zobaczyć, czym karmimy siebie nocą. Może trzeba przestać biegać od człowieka do człowieka. I może w końcu trzeba powiedzieć Bogu najprostsze zdanie Samuela:
„Sługa Twój słucha”.
POSŁUCHAJ CAŁEJ KONFERENCJI KS. PIOTRA PAWLUKIEWICZA
ZOBACZ TAKŻE MODLITEWNIK DLA DWOJGA Z KS. PAWLUKIEWICZEM










