Zdążyć na święta. Jak przeżyć Adwent?

By zdążyć na święta, trzeba... zwolnić. Zróbmy wszystko, abyśmy nie wpadli na nie zadyszani, i z plastikowymi reklamówkami w rękach zdziwieni powiedzieli: „To już”.

Andrzej Gołębiowski SDB
Andrzej
Gołębiowski SDB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zdążyć na święta. Jak przeżyć Adwent?
By zdążyć na święta, trzeba... zwolnić. Zróbmy wszystko, abyśmy nie wpadli na nie zadyszani, i z plastikowymi reklamówkami w rękach zdziwieni powiedzieli: „To już”.

Rozpoczął się w Kościele piękny czas Adwentu, w którym mamy przygotować nasze serca na narodzenie się Jezusa Chrystusa. Przed wiekami, kiedy „nadeszła pełnia czasów, zesłał Bóg Swojego Syna Jednorodzonego” (Ga 4, 4). Dzisiaj Historia Zbawienia zatacza swoje koło w liturgii Kościoła. To ona prowadzi nas do miejsca Nowego Narodzenia, którym w tym roku nie będzie już Betlejem, ale może nim być serce każdego z nas.

Co zrobić, aby dobrze przygotować się na zbliżające się święta? Jestem przekonany, że dobrze przeżyte Święta Bożego Narodzenia, zależą od dobrze przeżytego Adwentu.

 

Nie stawiaj na „bylejakość”

Nie zmarnuj adwentowych dni. Nie przeżyj ich byle jak. Odrzuć od siebie świadomość wielu rzeczy i spraw, które jeszcze będzie trzeba zrobić przed świętami. Niech obowiązki nie zabiją w tobie najważniejszego wymiaru tych pięknych dni.

 

Czuwaj!

Na świętach może zabraknąć wielu rzeczy. Nie może jednak zabraknąć w nich Jezusa i ludzkiej miłości. Zapytaj samego siebie o swoją relację do Boga. Nie istnieją święta spędzone po świecku. Nie ufaj tym, którzy proponują taki sposób zorganizowania tych dni. Dlatego w Adwencie kontakt z Bogiem to podstawowy wymiar czuwania. Wcale nie musi być on wyszukaną formułą modlitwy czy kontemplacji. Może zostaw ją bardziej zakonnikom. Ty miej czas na chwilę namysłu nad sobą. Może krótką lekturę Pisma Świętego. Polecam „roraty”, ale te prawdziwe, odprawiane o 6 rano. Wysiłek cielesny tylko sprzyja duchowej gimnastyce.

 

Zrób duchowy remont

Nie odkładaj spowiedzi na ostatnią chwilę. Przygotuj się do niej jak do remontu własnego mieszkania. Pomyśl w czym naprawdę nie domagasz, co jest twoim prawdziwym problemem? Z czym sobie nie radzisz? Umiej nazwać wszystko po imieniu. Wybierz czas na spowiedź, kiedy jeszcze nie będzie kolejek. Masz wtedy większą pewność, że spowiednik nie będzie jeszcze zmęczony i znużony długimi kolejkami. Pamiętaj: to wszystko dla Ciebie, twojego duchowego komfortu, nastrojonego serca, by zdążyć na Boże Narodzenie.

 

Odważ się powiedzieć „przepraszam”

Nie bój się wigilii tej w domu i tej w pracy. Już teraz pomyśl o życzeniach, które złożysz. Wykorzystaj ten moment, w którym z opłatkiem w ręku staniesz przed drugim człowiekiem. Nie składaj banalnych życzeń „pieniędzy i zdrówka, bo zdrówko jest najważniejsze”. Umiej wyrazić swoje prawdziwe oczekiwania zawarte w kilku zdaniach. Powiedz dziękuję, przepraszam, kocham. Zapytaj samego siebie z kim musisz się pojednać jeszcze przed świętami. Kto powinien usłyszeć od Ciebie słowo przepraszam, wybacz i wybaczam. Skoro Bóg stał się miłością, miłością stawaj się i ty.

 

Doceń domowe zacisze

Nie uciekaj na święta z domu. Tylko domowe święta wracają przez całe życie we wspomnieniach. Zrób wszystko, aby kiedyś twoje dzieci ze wzruszeniem mówiły: „Takich świąt jak u rodziców, nie ma na całym świecie”. Do różnych kurortów i pensjonatów można pojechać w innym czasie.

 

Zaplanuj Adwent

Zrób plan obowiązków, w którym będzie miejsce dla każdego. Niech wszyscy domownicy poczują się współodpowiedzialni za przygotowanie do świąt. Taki plan miej już na Adwent, w którym postanowicie np. wspólną modlitwę wieczorną.

 

Pomyśl o samotnych

Nie zapomnij o ubogich i samotnych. Dzielić się miłością potrzeba cały rok, ale szczególnie podczas świąt. Samotność wtedy boli najbardziej.

 

Nie ograniczaj się w… śpiewie

Poćwicz kolędy, aby stały się ważnym elementem świąt. Niech będą śpiewane podczas rodzinnych spotkań. Wydrukuj teksty, aby nie ograniczać się tylko do dwóch zwrotek.

 

Odkryj piękno pasterki

Pójdź na pasterkę, ale również na inne celebracje liturgiczne. Odkryj w nich piękno i wyjątkowość. Posłuchaj Słowa Bożego. Być może odkryjesz jak dalej żyć.

 

Adwent jest sukcesem świąt Bożego Narodzenia. Jestem o tym przekonany. Jeśli chcecie mieć piękne i wyjątkowe święta, już dziś o nich pomyślcie. Potrzebujecie do nich dobrego Adwentu, czyli czasu, w którym wszystko przygotujecie. Dlatego, by zdążyć na święta – zwolnijcie. Abyście nie wpadli na nie zadyszani, z plastikowymi reklamówkami i zdziwieni powiedzieli: To już.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Andrzej Gołębiowski SDB

Andrzej Gołębiowski SDB

Kapłan za Zgromadzenia Salezjanów. Przez wiele lat był duszpasterzem młodzieży i katechetą. Oprócz pracy duszpasterskiej prowadzi koncerty i spotkania. To najważniejsze miało miejsce w 2006 r, gdzie poprowadził spotkanie młodzieży z papieżem Benedyktem XVI na krakowskich błoniach. Jest rekolekcjonistą i przewodnikiem grupy 15 na Pieszej Pielgrzymce Krakowskiej do Częstochowy. W swoim życiu kieruje się mottem wybranym na swoje kapłaństwo: „Idąc przez życie zostawiasz ślad. Niech drugi człowiek idąc twym śladem, dojdzie do Boga”. Obecnie pracuje w TVP3 Kraków, gdzie prowadzi redakcję katolicką.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej Gołębiowski SDB
Andrzej
Gołębiowski SDB
zobacz artykuly tego autora >

Kiedy pojawia się nowotwór, choruje cała rodzina

Osoby wspierające tak samo jak i chorujący mają prawo nie mieć sił; mają prawo mieć gorszy dzień; mają prawo płakać. Nie można od nich wymagać, że zamienią się z dnia na dzień w robota bez uczuć.

Katarzyna Linard
Katarzyna
Linard
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kiedy pojawia się nowotwór, choruje cała rodzina
Osoby wspierające tak samo jak i chorujący mają prawo nie mieć sił; mają prawo mieć gorszy dzień; mają prawo płakać. Nie można od nich wymagać, że zamienią się z dnia na dzień w robota bez uczuć.

Kiedy dowiadujemy się, że w najbliższym otoczeniu pojawia się pacjent onkologiczny, wszystkie myśli zaczynają krążyć koło niego – jak sobie radzi z diagnozą, jakie są rokowania, jak można chociaż w najmniejszym stopniu przynieść ukojenie. To są naprawdę bardzo dobre przemyślenia, które sprawiają, że chociaż na moment się zatrzymujemy, by dostrzec jak wiele posiadamy. Nie chodzi tutaj wcale o sferę materialną, lecz o zdrowie, o którym w pędzie życia zdarza się nam zapominać, bo wydaje się nam, że posiadamy „cząstkę nieśmiertelności”, a wszystkie choroby świata dotyczą innych, a nie nas.

 

Kiedy pojawia się bezradność

Niejednokrotnie na swojej drodze spotkaliśmy się z określeniem, że gdy w rodzinie pojawia się nowotwór to chorują wszyscy, nie tylko pacjent. Gdy się bliżej im przyjrzymy nietrudno się z tym nie zgodzić. Oczywiście w większości przypadków na pierwszym planie jest chory – nic dziwnego, bo to on fizycznie najbardziej odczuwa ból związany z leczeniem. To jego dotykają skutki uboczne chemio czy radioterapii, to właśnie jego życie mogło zostać zamknięte przez rokowania w ramach czasowych.

Nie można zapominać o tych, będących najbliżej – małżonek, partner, rodzice, rodzeństwo, przyjaciele. Osoby, które dzielą z pacjentem trudy leczenia. Pojawia się jedno z trudniejszych uczuć – bezradność, która rodzi niesamowite cierpienie. Nie są w stanie w stanie wziąć na siebie bólu, który towarzyszy pacjentowi, chociaż tak bardzo by chcieli to uczynić. Ich serce przechodzi katusze z każdym grymasem pojawiającym się na twarzy; czuwają w nocy, by tylko nic nie przeoczyć. Zawsze są obok i służą ramieniem, gdy przychodzi kryzys i brak sił. Stają się cichymi aniołami, na których zawsze można liczyć.

 

Oczekiwania kontra rzeczywistość

Kiedy nowotwór dotknął mnie i moją rodzinę zrozumiałam, że bycie obok wcale nie jest łatwiejsze, chociaż może się tak wydawać, gdy się jest osobą postronną. Jednak to właśnie na barki najbliższych „spadają” wszystkie dotychczasowe obowiązki „powiększone” o te, które wynikają z nowej sytuacji. Kiedy przyjrzymy się dokładniej, naszym oczom może ukazać się przykry widok wypełniony po brzegi oczekiwaniami…

Od osób wspierających wymaga się, że powinny być oparciem dla chorego; że na ich ustach zawsze powinien gościć uśmiech, by nie dodawać pacjentowi zmartwień; że nie mają prawa do gorszego dnia, do braku sił; że powinni być na każde zawołanie. Te przykłady można mnożyć bez końca. Wszyscy chcą wtedy nim sterować jakby był marionetką, a nie człowiekiem posiadającym uczucia. Zatrzymajmy się na chwilę i odpowiedzmy sobie na pytanie jakbyśmy się czuli, gdyby sytuacja, która zostanie przedstawiona personalnie dotyczyła nas:

„Szpitalny korytarz wraz z żoną czekamy na lekarza, który w gabinecie przekazuje informację, że to nowotwór. W jednym momencie biorę się w garść i pytam o szczegóły, o rokowania, o plan leczenia. Tak bardzo boję się, że ją stracę. Pojawia się tyle niewiadomych i lęków. Wracamy do domu, żonie udaje się usnąć po godzinach płaczu, która momentami mieszała się z histerią. To jest mój czas, by poukładać sobie to wszystko. 40 nieodebranych połączeń, niezliczona ilość wiadomości do odpisania. Każda z tych osób wie lepiej ode mnie co jest dla niej lepsze. Część przekonuje mnie, by nie poddawała się leczeniu, nagle każdy staje się jest lekarzem. Muszę zacząć działać. Zarywam noc na sprzątanie i gotowanie obiadu, w między czasie szykuję rzeczy do szpitala. To jest mój czas na zebranie sił. Leczenie daje się we znaki, emocje znowu wzięły górę – za nami kolejna kłótnia. Bardzo bolały mnie te słowa, ale staram się zrozumieć, jak musi być jej ciężko, skoro je wypowiedziała. Przychodzi pora na kąpiel, tak trudno nieść mi do wanny mojego Okruszka, bo właśnie jego mi przypomina. Teraz mógłbym policzyć wszystkie jej kości. Staram się jak mogę być delikatny, ale każdy dotyk sprawia jej ból, którego ja nie mogę odebrać. Od zawsze przerażały mnie szpitale, a teraz jestem tam tak często i walczę ze swoim strachem za każdym razem, gdy tam jesteśmy. Szpitalne krzesło staje się moim łóżkiem, chociaż na chwilę mogę zamknąć oczy, ale czuwam. Muszę być przecież gotowy do działania.” Tę historię mogłabym rozwijać bez końca, by pokazać „drugą stronę medalu”.

 

Dziękuję, że jesteś

Prawda jest okrutna – w większości przypadków nie docenia się osób wspierających. Od nich się tylko wymaga. Kiedy przychodzą w odwiedziny bliscy, nikt nie pyta ich jak w tej trudnej sytuacji oni sobie radzą, czy nie potrzebują wsparcia albo rozmowy. Stają się oni niewidzialni, ich potrzeby przestają istnieć. Osoby wspierające tak samo jak i chorujący mają prawo nie mieć sił; mają prawo mieć gorszy dzień; mają prawo płakać. Nie można od nich wymagać, że zamienią się z dnia na dzień w robota bez uczuć. Nie są oni workiem treningowym, na którym można się wyżyć czy wyrzucić z siebie to co „uwiera”.

Pojawia się pytanie w jaki sposób można osobie wspierającej dodać przysłowiowych skrzydeł? Śmiem twierdzić, że w prostocie siła. Bliscy nie oczekują od chorego, że postawi im posąg czy też dziękowania na kolanach. Wystarczy najmniejszy gest życzliwości – karteczka włożona do portfela z osobistym wyznaniem; przygotowanie ulubionego deseru, takiego, na miarę sił osoby chorej; wspólne obejrzenie meczu, gdy osoba wspierająca jest fanem piłki nożnej. Ogrom magii mają w sobie wypływające prosto z serca słowa „dziękuję, że jesteś”.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Katarzyna Linard

Katarzyna Linard

Katarzyna Linard, żona Sebastiana, razem z chorobą onkologiczną otrzymała drugie życie, po brzegi wypełnione wdzięcznością i radością. Organizatorka warsztatów dla osób w trakcie oraz po leczeniu, Autorka e-booka "Jak stałam się RAKietą. Onkomisja" www.rakietakasia.pl/sklep/onkomisja

Zobacz inne artykuły tego autora >
Katarzyna Linard
Katarzyna
Linard
zobacz artykuly tego autora >