video-jav.net

Maraton Wdzięczności

Czy marzyłeś kiedyś o tym aby przebiec maraton? Czy chciałeś sprawdzić swój charakter, silną wolę i poczuć smak mijania mety po długich i wyczerpujących 42 kilometrach?

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Maraton Wdzięczności to nie wydarzenie biegowe. Jednak tak jak maraton sportowy odbywa się na 42 km, tak my zapraszamy Cię na ćwiczenie mięśnia wdzięczności przez 42 dni – piszą na stronie wydarzenia organizatorzy.

Maraton Wdzieczności to inicjatywa grupy Ubogacani.pl. Akcja ma zachęcić do wyrażania wdzięczności za wszystko – nawet za rzeczy proste i błahe. Ma to też pokazywać, że całe nasze życie jest darem i że stoimy przed prostym wyborem między narzekaniem a byciem wdzięcznym.

Do uczestnictwa w maratonie wdzięczności wystarczą dobre chęci oraz szczypta samodyscypliny, aby obudzić hart ducha i wolę walki o swoją decyzję. – Masz wszystko, czego potrzeba, aby w pełni Żyć! – zapewniają “Ubogacani”. – Nie trzeba mieć zdrowych nóg, ani niesamowitych osiągnięć. Mile widziany, choć niekonieczny jest jednak jakikolwiek trening we wdzięczności. Nie ważne czy masz pieniądze czy nie, bo nie ma wpisowego. – dodają.

 

Dołącz do facebookowego wydarzenia Maratonu Wdzięczności!

 

WKLEJKAULAMELA

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

7 typowych głupot studenckich

O tych rzeczach, nawet nie myśl…. (+18)

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Muszę skserować książkę”

Anegdota o studentach, którzy znalazłszy na ulicy kartkę pobrudzonego papieru, pytają:

– Co to?

– Nie wiem.

–To co, kserujemy?

…chyba najlepiej odzwierciedla chroniczne zamiłowanie żaków do kolekcjonowania egzotycznych notatek. Pamiętaj jednak, że na studiach nie tyle chodzi o gromadzenie stosu makulatury, co przyswajanie zebranych w niej i – uwaga – uprzednio wyselekcjonowanych – informacji i danych naukowych.

Inna sprawa, to kwestia eco. Może wyda się to dziwne, ale naprawdę przynajmniej raz podczas semestru warto odwiedzić bibliotekę. Choćby tę wirtualną. I możliwie często, jak radzi święty Paweł: „przykładać się do czytania, zachęcania i nauki” [1Tm 4,13].

fot. Lourdes Nightingale

„Na pewno nie zdam…”

Nawet jeśli do kolokwium pozostało kilka minut, masz za sobą zarwaną noc, a notatki zjadł kot – przestań narzekać i zmień nastawienie na bardziej pozytywne. I wcale nie chodzi tu o mantrowanie się amerykańską teorią sukcesu. Zamiast stresować się przed egzaminem i marudzeniem zadręczać siebie i kolegów, zacznij się… modlić! Najlepiej słowem prosto z Biblii, czyli takim, które ma moc! Po prostu – z wielką siłą – roztaczaj nad salą egzaminacyjną i swoim strachem obietnicę Bożego błogosławieństwa:

„Nie bój się mała trzódko, nie lękaj, wypłyń na głębię”.

No, i można lać wodę, że hej!…

„Nie mam kasy…”

Brak pieniędzy to nie mankament, ale idealna okazja do pobudzenia kreatywności. Najprostszy sposób na zdobycie gotówki to oczywiście znalezienie pracy. Nikt jednak nie każe Ci od razu siedzieć w biurze! Studenci są strasznie chętnie przyjmowani do takich oszałamiających prac sezonowych jak winobranie we Francji, strzyżenie owiec w Nowej Zelandii czy uczenie dzieci angielskiego w Chinach. Rusz głową.. i nie tylko głową. Działaj, kombinuj, zdobywaj nowe znajomości, kolekcjonuj wspomnienia!

Ostatecznie, jeśli pracy znaleźć się nie uda, a jedyne źródło dochodu to skromne stypendium uczelniane i korepetycje dla pierwszaków, zawsze pozostaje opcja, którą celnik Mateusz kreśli w 6 rozdziale swojej Ewangelii;

Nie troszczcie się zbytnio o jutro i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”.

fot. Pithawat Vachiramon

„Dziękuję, nie jestem głodny…”

Zbilansowana dieta studencka nie może oscylować wokół zgrzewki browaru i zupek chińskich. Szczerze i poważnie – “W zdrowym ciele zdrowy duch” i takie tam, bo inaczej po studiach bardziej niż pracy, szukać będziecie dawcy wątroby. Mówiąc jeszcze prościej – śmieciowe żarcie, używki i chlanie na umór przy natężeniu intensywności studenckiego życia wróży źle. Oj, źle.

A czy to przystoi chrześcijanom? To już inna sprawa. Pierwszy papież załatwia sprawę krótko:

Bądźcie trzeźwi, abyście się mogli modlić. Nieustannie.

fot. Ministerio TIC Colombia

„Jeszcze tylko sprawdzę, co robią pandy i….”

Jeśli nie pakujesz walizek do Azji, nie studiujesz zoologii i nie balujesz na imprezie w ZOO, lepiej zostaw te nieszczęsne pandy i cały Facebook w świętym spokoju. Owszem, odkładanie spraw ważnych w czasie jest istotnym elementem relaksu, acz w dawkowaniu sobie bezstresowych chwil o przesadę nietrudno.

Nie chcemy gonić znów nikogo do nauki, ale odpoczynek w gronie znajomych, wypad na miasto i przygoda w terenie lub nawet – ojoj – wizyta w duszpasterstwie – podniesie nam poziom endorfin skuteczniej niż net.

Księga Przysłów jest w tym wypadku bezwzględna:

Jak długo, leniwcze, chcesz leżeć? A kiedyż ze snu powstaniesz? Trochę snu i trochę drzemania, trochę założenia rąk, aby zasnąć: a przyjdzie na ciebie NĘDZA! [Prz 6, 9-11]

„Nie wyjadę za granicę, bo nie znam języka…”

Umówmy się, że spośród miliona wymówek, by uniknąć szansy na wyjazd, jaką dają 3-miesięczne wakacje i ileś tam rodzajów stypendiów zagranicznych, ta o braku znajomości języka jest najsłabsza. Właściwie równie głupia jak brak paszportu. Przyznaj się lepiej uczciwie do strachu przed tym, co nowe i nieznane. Bo to, że sobie poradzisz, jest pewne. To, że na miejscu języka wreszcie się nauczysz – też. Sprawniej i szybciej. Erasmus, autostop, work&travel – po prostu opuść to miasto!

Lub jak to ładnie ujmuje Tysiąclatka: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody!”

7 typowych głupot studenckich

„Muszę skończyć studia…”

To powtarzane często i nieco bezmyślnie stwierdzenie pojawia się zasadniczo jako ekwiwalent zdania „muszę się uczyć” i stosowane jest w niedalekiej bliskości sesji w dwóch odmianach: odstraszającej nieprzyjaciela oraz auto-mobilizującej. Nim wejdzie nam ono w krew, fajnie byłoby zastanowić się czy to prawda – (Musisz???) i czy to jest faktycznie ten kierunek, który chce się kontynuować i ta specjalizacja, którą będzie się z radością praktykować do końca życia. Bo są momenty, w których studia po prostu rzucić trzeba. Taką decyzję podjął m.in. Jan Paweł II, i co? Został świętym!

A nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to jednak Twe studia marzeń, zastanów się, do czego tu się właściwie spieszyć… Jasne, perspektywa wypadu z akademickiego półświatka nie należy do najprzyjemniejszych, ale rezygnacja z odrobiny szaleństwa jest równie przykra. Studiuj tak, żeby niczego nie żałować, bo może się okazać, że uporczywe siedzenie w książkach rujnuje właśnie prawdopodobnie najpiękniejszy czas w Twoim życiu.

Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >