video-jav.net

Już nic nie muszę!

Mam TERAZ, a teraz dzieją się rzeczy piękne. Dlaczego ja? Bo jestem gotowy.

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wystarczyło spojrzeć w oczy lekarza, żebym widział, że to poważna sprawa. W Centrum Onkologii z pewnością już setki razy przekazywał pacjentom takie informacje, ale i tak sprawiał wrażenie, jakby robił to pierwszy raz. Na twarzy powaga, przebijająca się troska, może trochę zakłopotania. Wszystko w jakiejś aurze tajemniczości, to miało w sobie coś z misterium. Niby nie wyrok, ale trochę tak. Rzecz niezawiniona przecież. A ja – pacjent młody, lekko ponad 20 lat. Z widocznym chyba optymizmem życiowym, pełen zapału, ale teraz też niepewności.

Lekarz profesjonalnie, niczego nie kolorując, zaczął opowiadać. Że nowotwory, że złośliwe i agresywne, że już na szczęście przypadkiem wykryte. Ale i tak nie jest w stanie zapewnić, czy po wycięciu guzów, zalewaniu chemią i innych naświetlaniach dojdę do pełni zdrowia. No, po prostu, czy to wszystko przeżyję. Opowiedział o kilku przypadkach, w których terapia skończyła się sukcesem, ale też o takich, które za dużo nie dały, albo tylko, delikatnie mówiąc, uprzykrzyły ostatnie tygodnie życia. Zarysował różne możliwości mojego leczenia, opowiedział o możliwych przykrych skutkach chemioterapii, zaproponował kilka lektur, dał namiary na psychiatrę, psychoterapeutę i onkologiczne grupy wsparcia. Wiedząc, że studiuję teologię, śmiało wspomniał o kapucynach, którzy duszpasterzują w Centrum.

Nie wiem, czy pozachodziły u mnie jakieś mechanizmy wyparcia czy inne obronne, ale pamiętam, że od początku byłem w tym wszystkim spokojny i miałem w sobie zgodę. I na chorobę i na śmierć. Wydaje mi się, że o wiele trudniej z moją chorobą radzili sobie moi bliscy. Ja miałem dużo wsparcia – i od nich, i od kierownika duchowego, i z modlitwy, lectio divina. Męczyła mnie, co prawda, świadomość totalnej bezsilności i mocne doświadczenie braku samowystarczalności, ale to była raczej kwestia mojej niedojrzałości, którą te przeżycia zmusiły do intensywnego rozwoju.

Miałem oczywiście dużo marzeń i planów, było we mnie sporo żalu, że może nigdy nie będę mógł ich zrealizować. Z czasem jednak doszło duże poczucie wolności – że przecież nic nie muszę. Że mam TERAZ, a teraz dzieją się rzeczy piękne. I rzeczywiście – długie rozmowy z innymi pacjentami o sensie życia, chorobie, obecności Boga w tym wszystkim. Towarzyszenie, obserwowanie tego, jak sobie radzą inni. Bycie świadkiem pięknych nawróceń, dochodzenia do zdrowia i śmierci.

Przewinęło się oczywiście – jakoś na początku świadomego zmagania z nowotworem – pełne żalu pytanie do Boga „dlaczego ja”. Ale bardzo szybko przyszła też odpowiedź – bo jestem gotowy. Bo to teraz dla mnie, i może też innych jest dobre. Po prostu tak tego doświadczałem. Nie miałem w sobie buntu wobec aktualnego stanu, nie wykrzykiwałem Bogu jakichś pretensji. Bo jak nie ja, to kto? A naprawdę czułem się gotowy na dobre przeżycie tego wszystkiego i świadomy, że nawet jeśli w niedługim czasie mam umrzeć, to ten czas jest pięknym darem umożliwiającym dobre przygotowanie się do śmierci.

 

pexels-photo-196988

 

Gdyby mnie ktoś zapytał, jak rozmawiać z osobami zmagającymi się z rakiem, z tymi, które może spodziewają się śmierci, nie umiałbym odpowiedzieć. Każdy jest inny, każdy ma inną wrażliwość, inną historię, każdy jest na innym etapie rozwoju i życia.

Wiem, że mi w dobrym przeżyciu tego czasu pomogła po pierwsze dobra relacja z Bogiem. Bogiem, którego z teologii i doświadczenia znałem jako Tego, w którym nie ma idei zła, jest po prostu dobry. Skoro jest dobry, a dzieją się ze mną rzeczy, których nie rozumiem, to nawet bez zrozumienia (chociaż to czasem boli), mogę przeżyć je dobrze i z Nim. W Jego miłości i łasce. I wdzięczności, że to moje cierpienie, zmaganie, jest kolejną rzeczą, która upodabnia mnie do Boskiego Mistrza, która pomaga mi się z Nim zjednoczyć i do Niego przylgnąć.

Po drugie – mocne doświadczenie tego, że cokolwiek by się działo – nie jestem sam. Że zawsze mam do kogo się odezwać, kogo poprosić o pomoc. Że moja Rodzina i bliscy naprawdę stanęli na wysokości zadania, wykazując się ogromnym wyczuciem, troską, zaangażowaniem. Świadomość, jak wiele osób na całym świecie modli się za mnie, naprawdę mnie niosła.

Już w czasie choroby i leczenia (co, zapewniam, nie jest ani trochę przyjemne, ani łatwe), mogłem szczerze dziękować Bogu za raka. Za to doświadczenie skończoności, śmiertelności, trudu i zmagania. Za świetną przestrzeń do lepszego poznania siebie i okazję do rozwoju. Z perspektywy kilku lat ta wdzięczność naprawdę wzrasta. Nie tylko dlatego, że wyzdrowiałem, ale przede wszystkim widzę lepiej ogrom dobra, jaki dokonał się we mnie i dookoła mnie.

 

Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Mama Jurka. 5 rad, jak zorganizować życie w chorobie

Jestem mamą Jurka Halskiego. Tak, tego bohatera książki „Kochają mnie do szaleństwa”. Z chorobą Jurka nie pogodziłam się do końca, czasem mi żal, kiedy patrzę na jego rówieśników, ale wiem, że życie mojego syna to cud

Maria Halska
Maria
Halska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wielu ludzi pyta mnie, jak się zorganizować w chorobie. Jak przez to przejść. Może zacznę…

 

Od początku

Dwa miesiące po urodzeniu, u Jurka wykryto glejaka mózgu czwartego stopnia. Guz  był ogromny. To jedna z najagresywniejszych odmian. Do końca piątego miesiąca mój syn miał kilka operacji i oczywiście chemioterapię. W końcu sytuacja tak się pogorszyła, że Jurek trafił do hospicjum. Po ludzku nie było nadziei. Została wiara. Wszyscy wierzyliśmy, ale najbardziej babcia Jasia. Ona była pewna, że Jurek wyjdzie z tego. Udało się. Dzisiaj nasz bohater ma 6 lat.  

Kiedy przychodzi wiadomość, że twoje dziecko ma raka i to tak agresywnego, coś sprawia, że człowiek dostaje jakieś niewiarygodnej siły. Każdy dobry wynik, każda dobra sytuacja sprawia, że coraz mocniej wierzysz. A kiedy już nie ma siły… to są inni. Niewiarygodne, ile można zrobić, kiedy zaczynasz walczyć o życie dziecka!

Nie jest mi jednak łatwo pogodzić się z chorobą syna. Chciałoby się odjąć cierpienia….  Nie jest też łatwo być rodziną szpitalną. Całe życie trzeba inaczej zorganizować. Ale po czasie działa się już zawodowo. Jak to zrobić? Od czego zacząć? Co jest najważniejsze?

 

Bóg

Rozmowa z Bogiem to podstawa. Modlitwa sprawia, że człowiek ma mniejszą zadyszkę. Nie wyobrażam sobie dnia bez zrzucenia na Niego tego, z czym sobie nie radzę. W modlitwie bardzo pomagają mi pisma św. Josemarii de Balaguer, założyciela Opus Dei. On miał takie powiedzenie, że jeżeli oddasz czas Panu Bogu, on zwróci Ci go podwójnie. W czasie choroby dziecka czas nabiera innego znaczenia, każda minuta jest bezcenna.

 

Jurek-Halski

 

Plan

Od lat układam plan dla całej rodziny. Dziewięć osób – bez planu ani rusz. Podział obowiązków jest ustalony. Każdy wie, co ma robić. Układam plan codziennych zajęć w domu i plan rehabilitacji Jurka z dużym wyprzedzeniem. Pilnuję miliona papierów i badań, by były zrobione na czas, i ćwiczeń w domu. Określam, co jest najważniejsze na teraz: od strony ruchowej, intelektualnej. Codzienność Jurka to na przemian rehabilitacja i szkoła. Kiedy nic się nie dzieje złego, stan Jurka jest dobry, spędza czas ze zdrowymi dziećmi w przedszkolu Strumienie. Pomaga mu wtedy niezastąpiona ciocia Maryla. Planowanie w moim życiu jest bardzo ważne.

 

Spontaniczność

Na nią też musi być miejsce. Rak lubi krzyżować wszystkie życiowe plany. Jest spokojnie, wszystko się poprawia. Jedziemy na wakacje. Nagle ból głowy u Jurka. Zaczyna się pogarszać. Jest tak źle, że samolot ratowniczy zabiera Jurka z Wielkopolski do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam lekarze przeprowadzają operację ratującą życie. Działamy pod wpływem chwili, przeorganizowujemy wszystko. Operacja udała się. Znowu jest dobrze.

 

Ludzie

Choroba Jurka to nie tylko nasza sprawa. Rodzina, przyjaciele, nowi znajomi. Trzeba otworzyć się na ludzi. Nie można w chorobie zamknąć się w małym rodzinnym gronie, bo to tylko pociągnie za sobą załamania. Nie warto też zamykać się w pretensjach. Do Jurka przychodzi wiele osób, nie tylko kiedy przebywa w szpitalu. To dla niego ważne, ma niesamowite umiejętności wchodzenia w relacje. On tego bardzo potrzebuje, żeby z nim rozmawiać, żeby przychodzili znajomi. Jest bardzo dowcipny w rozmowach, zaskakuje różnymi spostrzeżeniami. Uwielbia czytać numery rejestracyjne samochodów i rozmawiać o samochodach. W tych spotkaniach nie tylko on się dobrze czuje, ale też ci, którzy przychodzą.

Kiedy Jurek jest w domu staramy się organizować przyjęcia: mikołajki, bal, urodziny. Wyjeżdżamy do znajomych. Znajdujemy czas na rekolekcje. Życie musi się toczyć w miarę normalnie. Nie można z normalności rezygnować.

 

Dziękczynienie

Wiele razy doświadczyliśmy w chorobie Jurka, że za trudną sytuacją idzie łaska. Bóg w trudnych momentach ma lepsze pomysły od nas. „Podpowiada”, co robić. Człowiek zaczyna nabierać jakiegoś niesamowitego spokoju. Dlatego w chorobie trzeba się też nauczyć dziękować. Kiedy patrzę na Jurka to widzę, że to on nam służy, promieniuje dobrem. Mamy znajomych, którzy się nawrócili w czasie choroby Jurka. Uwierzyli. Jak więc nie dziękować?

Maria Halska

Maria Halska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Halska
Maria
Halska
zobacz artykuly tego autora >