video-jav.net

Dziesięcina. Ratunek przed chciwością

Potrzebujemy dawać, aby nie wpaść w pułapkę chciwości i zazdrości; aby majątek, bogactwo i pieniądze nie stały się bożkiem

Elżbieta Wrotek
Elżbieta
Wrotek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czym jest dziesięcina? Jaki jest jej sens? Dziesięcina to starotestamentalny wymóg Prawa, który oznaczał ofiarę z 10% dochodów, którą składano Bogu jako wyraz wdzięczności za opiekę i błogosławieństwo oraz w dowód wierności Przymierzu. Istniały trzy rodzaje dziesięciny, która była traktowana jako Boża własność i składana w dowód wdzięczności za wszystko, co Izraelici otrzymywali z ręki Boga oraz jako wyraz troski o innych:

  • Wsparcie dla Bożych Sług – dziesięcina przeznaczona była dla lewitów których zadaniem było służenie Bogu, a który nie posiadali źródła utrzymania, ponieważ nie posiadali ziemi (zob. Kpł 27,30 oraz Lb 18,21.24.26). Ten rodzaj dziesięciny składano ze wszystkich zbiorów raz do roku. Lewici z należnej im części również mieli odkładać dziesiątą część „na ofiarę dla Pana” (zob. Lb 18,26).
  • Dziesięcina przeznaczona do spożycia w czasie świętej uczty (zob. Pwt 14,23).
  • Wsparcie dla potrzebujących: obcych, sierot, wdów i lewitów (zob. Pwt 14,28-29) – tzw. dziesięcina trzeciego roku.

Nowy Testament w kwestii dziesięciny wskazał na coś więcej niż posłuszeństwo, wdzięczność i wierność Bogu – według Jezusa ważna jest postawa serca dającego i zachowanie przez niego właściwej hierarchii ważności, bo ofiara z cielców i kozłów została zastąpiona czymś o wiele większym i nieprzemijającym, ofiarą życia Jezusa Chrystusa: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać (Mt 23,23). Jezus nie zniósł oddawania dziesięciny, ale zwrócił uwagę na motywację i nastawienie do dawania, podkreślił potrzebę dawania z miłością, jako wyrazu żywej wiary.

 

 

Apostoł Paweł w Drugim Liście do Koryntian również wskazał na właściwą postawę dawania: bez przymusu, bez żalu, hojnie, z  radością: Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9, 6-7), a List św. Jakuba uczy, że miłość bliźniego nie jest samym uczuciem, ale wyraża się przez troskę i działanie (zob. Jk 2,17), dlatego praca powinna służyć zaspokojeniu nie tylko potrzeb własnych, ale też i bliźnich: Kto dotąd kradł, niech już przestanie kraść, lecz raczej niech pracuje uczciwie własnymi rękami, by miał z czego udzielać potrzebującemu (Kol 4,28).

 

W pewnym momencie historii, od synodu w Mâcon (585 r.), dziesięcina stała się w Kościele świadczeniem prawnie obowiązującym i obwarowanym sankcją ekskomuniki. Początkowo stanowiły ją dobra materialne, a z czasem pojawiła się dziesięcina pieniężna, którą przeznaczano na utrzymanie duchowieństwa i kościołów oraz pomaganie ubogim.

Dzisiaj dziesięcina jako wymaganie prawne nie obowiązuje. Zniesiono ją najpierw w krajach objętych reformacją, potem w krajach katolickich, a w Polsce przestała istnieć po rozbiorach. Jednak nadal dla wielu chrześcijan jest praktyczną wskazówką, jak czynem wyrazić wiarę i wdzięczność Bogu za błogosławieństwo i opiekę oraz przekonanie, że są szafarzami dóbr, które ostatecznie należą do Boga.

Istnienie niektórych kościołów i wspólnot chrześcijańskich w wymiarze materialnym zależy od składania dziesięciny przez ich członków. W Kościele katolickim zamiast dziesięciny obowiązuje piąte przykazanie kościelne, które brzmi: „Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła”. Każda parafia oprócz wymiaru duchowego ma również wymiar materialny: budynki kościelne i kaplice; do dóbr doczesnych parafii zalicza się też cmentarz, plebanię, sale dla grup duszpasterskich, czy zabudowania gospodarcze – wszystko to służy wspólnocie, która ma gdzie się modlić, gromadzić na liturgię i spotkania. To wszystko domaga się właściwego utrzymania.

Na czym polega praktykowanie dziesięciny? Na odłożeniu dziesiątej części dochodu i przekazaniu jej na cele związane z rozwojem Królestwa Bożego: na utrzymanie duchownych i świeckich pracowników kościołów, zadbanie o kult religijny, na ewangelizację, dzieła misyjne, charytatywne i edukacyjne Kościoła.

 

 

Nauczyć się dawać

W Bożą pedagogię wychowywania narodu wybranego było wpisane oddawanie 10% dochodów i zatrzymywanie na swoje potrzeby 90% dochodów. Również dzisiaj Bóg używa pieniędzy, aby nas wychowywać i nam błogosławić, ponieważ:

  • dawanie jest skutecznym lekarstwem na chciwość i zazdrość – zamiast koncentrować się na bogactwie, możemy koncentrować na tym, jak je z pożytkiem wykorzystać,
  • dawanie kształtuje charakter – to Boży sposób na wychowywanie Nowego Człowieka, podobnego do Jezusa Chrystusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 10, 45),
  • dawanie pomaga gromadzić skarby w niebie – Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną (Mt 6,20),
  • dawanie kieruje serce dzielącego się ku Bogu – Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (Mt 6,21),
  • skutkiem dawania może być doświadczenie materialnej obfitości – Jeden jest hojny, a stale bogaty, a nad miarę skąpy zmierza do nędzy. Człowiek uczynny dozna nasycenia, obfitować będzie, kto [bliźnich] napoi (Prz 11,24-25).

Dawanie dziesięciny nie jest Bożym sposobem na zbieranie pieniędzy, ale Bożym sposobem wychowywania ludzi na podobieństwo Chrystusa. To my potrzebujemy dawać, aby nie wpaść w pułapkę chciwości i zazdrości; aby majątek, bogactwo i pieniądze nie stały się bożkiem. Dlatego warto zadać sobie pytanie: jaki procent dochodów, którymi Bóg mi błogosławi, oddaję Bogu do dyspozycji i z jakim nastawieniem daję? Może nadszedł czas, aby coś w tym zmienić!



Edukacja Finansowa Crown zajmuje się sdiałalnością edukacyjną dotyczącą obszaru zarządzania finansami w oparciu o wartości chrześcijańskie po to, aby wszyscy uczniowie Chrystusa wiernie stosowali Boże zasady w każdej dziedzinie swego życia.

EFCrown oferuje szkolenia w systemie wykładowym oraz warsztatowym w zakresie: wychodzenia z długów, planowania i kontrolowania budżetu rodzinnego, szukania rady, oszczędzania pieniędzy na przyszłe potrzeby, dzielenia się z innymi, kształtowania postawy uczciwości w pracy i w prowadzeniu firmy, itd.

Znane i dostępne w Polsce programy Edukacji Finansowej Crown to konferencje „Biblia o finansach” oraz „Biblia o pracy”, seminaria, kursy finansowe Crown, wydawnictwa (książki, poradniki, materiały audiowizualne) oraz działania w internecie i mediach.

Więcej informacji o EFCrown znajduje się na stronie: www.crown.org.pl

 

Elżbieta Wrotek

Elżbieta Wrotek

Od 2008 roku związana z Edukacją Finansową Crown – lider i wykładowca EFC, Sekretarz i członek Rady Fundacji Edukacja Finansowa Crown. Autorka wielu artykułów i dwóch książek o tematyce finansowej: „Pułapki na drodze do wolności finansowej” i „Jedność małżeńska a finanse”. Absolwentka Politechniki Warszawskiej (Wydział Inżynierii Lądowej) oraz Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej (MBA). Pracowała zawodowo jako inżynier budownictwa drogowego, nauczyciel w technikum, konsultant w banku inwestycyjnym oraz asystentka prezesa w firmie handlowej. Obecnie jest redaktorem tygodnika „Klimaty św. Anny”, trenerem Kompasu Kariery Crown i Personality ID. Od 1981 roku związana z Ruchem Światło-Życie, razem z mężem są członkami Domowego Kościoła, w którym prowadzą rekolekcje „Finanse po Bożemu” i „Jedność małżeńska a finanse”, od 2014 roku Elżbieta Wrotek jest członkiem Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Świeckich. Prywatnie żona od 1988 roku, matka od 1998 roku.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Elżbieta Wrotek
Elżbieta
Wrotek
zobacz artykuly tego autora >

Kurs przedmałżeński. Ponura konieczność czy ważna szansa?

Tak zwane nauki przedmałżeńskie nie cieszą się zbyt dobrą sławą, i Bogiem a prawdą trudno się temu dziwić. Ciągle jeszcze zbyt wiele konferencji czytanych jest z kartki albo z ekranu prezentacji. Ciągle zbyt wielu prowadzących sprawia wrażenie, że mówi do siebie, a ich słownictwo i ogólna prezencja są dość, hmm, hermetyczne.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Istnieje też grupa prowadzących dla odmiany straszliwie entuzjastycznych, którzy odczuwają nieodpartą potrzebę podzielenia się osobistymi historiami, przy czym połowy z nich słuchacze naprawdę, ale to naprawdę nie chcieli poznać. Problematyczni bywają też niektórzy uczestnicy,  wiodą puste sprzeczki albo obśmiewają usłyszane treści, albo koniecznie muszą coś wtrącić, albo ostentacyjnie grają na komórce.

Wierzcie mi, bywa bardzo trudno – stałam po obu stronach barykady, i to kilkukrotnie. Nie to, że wykańczałam kolejnych narzeczonych, tylko w ramach studiów musiałam odbyć hospitacje i praktyki na kursach i w poradniach. Porównując ofertę sprzed piętnastu lat z obecną, widzę ogromny postęp, i tym bardziej uważam, że warto rozejrzeć się za kursem niekoniecznie najbliższym, ale najsensowniej przygotowanym. Kryteria, na które warto zwrócić uwagę, to przede wszystkim osoba lub osoby prowadzące, a po drugie – forma kursu. Im więcej przestrzeni do rozmowy – między Wami – tym lepiej. Niedoścignionym wzorem są Dialogi Narzeczeńskie księdza Orzecha, które on sam nazywa kursem antymałżeńskim i przewrotnie wyraża nadzieję, że połowa zebranych par nie dotrze do ołtarza, gdyż on ma już po dziurki w nosie nieudanych małżeństw. I potem tylko zadaje pytania. Daje tematy do rozmowy, porównania opinii, ustalenia wersji. Dzieje się.

Na większości kursów spotkamy już elementy warsztatowe, i to bardzo dobrze. Jak mówię – istotne, żeby warsztaty nie służyły grupie, tylko Wam jako parze, żeby we właściwym czasie podsunięto Wam odpowiednie tematy do dyskusji. Nie w celu wykłócania się z prowadzącym albo innym kursantem, ale żeby wykorzystać szansę ustalenia warunków granicznych między Wami dwojgiem.

 

 

Być może należycie do tych par, które wszystkie kluczowe sprawy mają od dawna ustalone, patrzą zgodnie w jednym kierunku, nie dzielą ich wielkie różnice światopoglądowe i znają się jak łyse konie. Może myślicie sobie – po co nam te całe kursy, przecież my to wszystko wiemy, umiemy, komunikujemy się wzorowo. Z perspektywy trzynastu lat małżeństwa mogę Was zapewnić, że nie wszystko wiecie, i że nigdy nie osiągniecie tego stanu, przynajmniej nie w tym życiu. Naprawdę warto posłuchać kogoś bardziej doświadczonego – nie o to chodzi, że powinniście wdrożyć wszystkie rady, albo że ktokolwiek na świecie jest w stanie podać Wam receptę na idealny związek. Małżeństwa z dłuższym stażem są jednak w stanie przestrzec przed najbardziej spektakularnymi wywrotkami na początku wspólnej drogi. Albo przynajmniej będą się zachowywać tak, jak Wy nigdy byście nie chcieli – i może niechcący, ale też udzielą Wam cennej nauczki.

Reasumując: podejdźcie do kursów z otwartą głową, pokorą i dobrą wolą. Każda sposobność do lepszego wzajemnego poznania jest dobra, każda okazja do nauki warta wykorzystania. Jeżeli możecie, wybierzcie te z lepszymi recenzjami, ambitniejsze, staranniej przygotowane. Przynajmniej nie będziecie musieli powstrzymywać śmiechu albo zażenowania.

 

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >