Co o porannym wstawaniu mówi Pismo Święte?

Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje – nie raz i nie dwa obiło się o uszy każdemu z nas. Historie świętych i wielkich tego świata jasno pokazują, że jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy. Sama często po rundzie porannych zadań, śniadaniu i kawie orientuję się, że jest po 12 choć mogłaby być dopiero 9. A co o porannym wstawaniu mówi Biblia?

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Żeby rano wstać, trzeba… spać

Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje. ( Ps 127, 2)

Może się wydać przewrotnością zaczynać rady dotyczące wstawania od polecenia spania. Jednak sam Jezus mówi swoim uczniom, by szli i odpoczęli nieco (Mk 6,31). Oszukiwanie własnego organizmu poprzez stosowanie różnych sztuczek mających pomóc wcześniej otwierać oczy przyniesie tylko frustrację, jeśli zwyczajnie nie pójdziemy spać wcześniej. Nocne serialowe maratony albo podganianie pracy w blasku niebieskich ekranów gwarantuje niewyspanie o każdej porze. Wyłącz telefon, uspokój myśli i idź spać najpóźniej o 23. Od położenia do zaśnięcia często mija trochę czasu.

 

2. Zaczynaj dzień z wdzięcznością. Nawet o szóstej rano

Dzień dobrze zaczynać i kończyć wdzięcznością. Niech więc pierwsze myśli od razu biegną do Boga, który pomoże każdemu o brzasku poranka. (Ps 46,6b)

Znak krzyża i podziękowanie za dobrą noc oraz rozpoczynający się kolejny dzień, stają się nawykiem, który zmienia poranną rzeczywistość. Zamiast „Boże, chcę jeszcze spać” wystarczy westchnąć do Nieba „Boże, dzięki Ci za kolejny dzień! Niech będzie dobry!”. A później już tylko od razu wstać.

 

3. Przed zaśnięciem zaplanuj kolejny dzień i stwórz rytuał poranków

Roztropny czyni wszystko z rozwagą, a dureń ujawnia głupotę. (Prz 13,16)

Sprawne wstawanie ułatwia zaplanowanie każdego drobnego szczegółu poranka poprzedniego wieczoru. Z pomocą przychodzą listy zadań, dzięki którym od samego otwarcia oczu wiemy co robić. Dla wielu pościelenie łóżka i odsłonięcie okien wydaje się o szóstej rano katorgą, ale kiedy staje się punktem do skreślenia na liście, nabiera wymiaru gry z samym sobą. Wystarczy zacząć od kilku jasno sprecyzowanych punktów takich jak: ścielenie łóżka, okna, zęby, 10 minut rozciągania, kwadrans z Pismem Świętym i od razu śniadanie smakuje lepiej. A jak dobrze smakuje kawa!

 

4. Bez ociągania!

Psalmista śpieszył się bez ociągania, by przestrzegać Bożych przykazań. (Ps 119, 60)

Tu kluczowe jest słówko „bez ociągania”. Ponieważ, aby wstać wcześniej, wystarczy zaplanować wcześniej, o której chcę (lub muszę) to zrobić. Obudzenie się nie jest jednoznaczne ze wstaniem. Często o tym zapominamy, przez co zazwyczaj kończy się na pięciu drzemkach i godzinie w plecy. Trzy budziki od 5:30 pozwolą nam doleżeć i wstać o 6. Po kilkunastu dniach organizm sam zdecyduje o pobudce przed budzikiem.

 

5. Łagodność od pierwszej sekundy

Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo łagodny. (Ps 103,8)

Często jest niestety tak, że dzień rozpoczynamy od fali przekleństw na dźwięk budzika. A tymczasem to łagodność pozwoli nam dobrze zacząć i przeżyć dzień. Tutaj też polecam ustawienie przemyślanej i łagodnej melodii sygnalizującej nowy dzień, której po prostu miło posłuchać. Drobna zmiana, a wiele daje! U mnie od kilku miesięcy Leszek Możdżer sponsoruje poranki, a dla sympatyków energetycznej dawki muzyki polecam klasyczną “Radość o poranku”.

 

6. Zanim wstaniesz – porozmawiaj

Dołóżmy starań, aby poznać Pana. Jego przyjście jest pewne jak świt poranka. (Oz 6, 3)

Często narzekamy na brak modlitwy z powodu niewystarczającej ilości czasu. Pora umówić się z Bogiem na spotkanie z samego rana, na które nie można się spóźnić i którego nie można przegapić. Trzeba wyjść z łóżka i… usiąść! Krótka lektura Pisma Świętego brzmi jak dobry plan, który zaowocuje motywacją na cały dzień.

 

7. Nie zapomnij o śniadaniu

A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, czy macie co na posiłek?». (J 21, 4-5)

W porannym pośpiechu zapominamy o wielu rzeczach i z wielu rezygnujemy. Pierwszą i najczęstszą ofiarą półsennego popłochu jest śniadanie, o którym mówi nawet sam Jezus do uczniów w Galilei. Dobrze jest w sobotę zaplanować śniadania na cały tydzień i zrobić potrzebne zakupy. Nawet jeśli wydaje się, że nic nie ma, to prosty w przygotowaniu hummus albo krem bananowo-daktylowy z kakaem jest punktem wyjścia do kanapki. Albo kromka z masłem dla zapominalskich. Perspektywa śniadania naprawdę ratuje dzień i rozpędza metabolizm przed wieloma godzinami na nogach.

 

Jak się okazuje poranne wstawanie trzeba zwyczajnie zaplanować, wypracować nawyk, a później już… wchodzi w krew. I choć zwolenników wczesnego wstawania jest pewnie mniej niż późnego – to warto zaryzykować i zyskać czas na rzeczy, na które dotychczas nam go brakowało.

 


Pierwsza data publikacji artykułu: 21.03.2019

Paulina Malczyk

Paulina Malczyk

Uwielbia jazdę pociągami, czarną mocną kawę, wygodne sukienki, sernik, kolor niebieski i pracę z kalendarzem w ręce. W wolnych chwilach czyta książki kucharskie, śpiewa, dyryguje i robi albumy ze zdjęciami. Z wykształcenia manager kultury, z doświadczenia superniania, wieloletnia autorka kulinarnego bloga Lendryggen.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Dorosłe Dzieci Alkoholików. Jak zawalczyć o szczęście?

Część dorosłych trwa w wyparciu, czyli mechanizmie, który blokuje złe wspomnienia, ale i uniemożliwia doświadczenie ozdrowienia i uleczenia ran z dzieciństwa. To tak, jakby na ropiejącą ranę przyklejać kolejne plastry. W którymś momencie już nie wiadomo, co się zalepia, a plastry (mechanizmy obronne) pozostają.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

(Nie)bezpieczny dom

Alkoholizm nie jest to przecież problem nowy. W debacie publicznej coraz częściej powraca problem rosnącego spożycia alkoholu wśród dorosłych, a także młodzieży. Pijane nastolatki, wypadki pod wpływem alkoholu czy rodzinne tragedie – trudno nie zauważyć w polskim społeczeństwie konsekwencji nadużywania alkoholu. Cieszy, że rośnie świadomość i odpowiedzialność za trzeźwość kobiet w ciąży. Podobnie krok po kroku, mozolnie są wypracowywane reguły interwencji w przypadku przemocy rodzinnej, która często powiązana jest z kontekstem alkoholu.

Sytuacje te, dramatyczne i niedopuszczalne, są zauważane często gołym okiem i tylko od poczucia odpowiedzialności otoczenia zależy szybkość reakcji. Ale z drugiej strony nie zauważamy, że około 40 proc. populacji dorosłych Polaków (jeśli nie więcej!) wychowywało się w domu z problemem alkoholowym i doświadcza konkretnych trudności w życiu na własny rachunek. Nie zauważamy tego, bo problem wydaje się niewidoczny. Paradoksalnie, najczęściej daje znać o sobie wtedy, gdy nie przejęło się uzależnienia rodziców i chce się żyć zupełnie inaczej. Ale czasem nie wiadomo, jak to „inaczej” powinno wyglądać.

 

Mechanizmy nie znikają nawet wtedy, kiedy uzależniony rodzic znika z najbliższego otoczenia. Dlatego określenie tego rodzaju trudności zawiera zwrot „dorosłe dzieci”. To, co kiedyś było ochronnym pancerzem, zaczyna uwierać, drażnić, uniemożliwia normalne życie.

Kim jestem?

Terminem DDA określa się stosunkowo niedawno wyodrębnioną dziedzinę zaburzeń wynikających z dorastania w rodzinie z problemem alkoholowym. Dzieci wychowujące się w takim domu wypracowują sobie podświadomie mechanizmy obronne, aby przetrwać. Instynktownie przyjmują różne role w systemie rodzinnym. Wyróżnia się cztery postawy dzieci alkoholików: bohater, błazen, kozioł ofiarny i cień.

Bohater zajmuje się innymi, ale nie sobą, często wychowuje młodsze rodzeństwo. Zwykle dobrze się uczy, jest aż za bardzo odpowiedzialny. Błazen stara się rozładować kwaśną atmosferę w domu, także z myślą o innych, np. rodzicu niepijącym czy młodszym rodzeństwie. Z kolei kozioł ofiarny wzrasta w poczuciu, że jest wszystkiemu winien.  Natomiast dziecko – cień, ze strachu ucieka w głąb siebie. 

Mechanizmy te nie znikają nawet wtedy, kiedy uzależniony rodzic znika z najbliższego otoczenia. Dlatego określenie tego rodzaju trudności zawiera zwrot „dorosłe dzieci”. To, co kiedyś było ochronnym pancerzem, zaczyna uwierać, drażnić, uniemożliwia normalne życie.

 

Normalnie, czyli jak?

Dorastając w rodzinie, uczymy się wszystkiego. Jak ze sobą rozmawiać, jak odpoczywać, jak pracować, jak świętować, ale także jak rozwiązywać konflikty, podejmować życiowe wyzwania i kochać. Podglądamy rodziców i naśladujemy nieco bezwiednie. Podczas etapu świadomej socjalizacji porównujemy nasz dom rodzinny z domem i systemem panującym u znajomych ze szkoły czy podwórka. W czasie nastoletnim jesteśmy z zasady bardziej krytyczni, wtedy być może też zauważamy najmniejsze trudności w naszej rodzinie pochodzenia, ale nie mamy jeszcze narzędzi i możliwości, aby cokolwiek zmienić. Kiedy wyfruwamy z gniazda, do własnego domu zabieramy zwyczaje i zachowania, które uznajemy za warte pielęgnowania w swojej rodzinie.

Trudność dorosłych wychowywanych w otoczeniu osoby uzależnionej polega na tym, że często pojawia się odruch zrywający – „Ja chcę inaczej” – ale nie wiadomo dokładnie, jak miałoby to „inaczej” wyglądać. Bo dom rodzinny mający przygotować do samodzielnego życia nie spełnił swojej roli z powodu choroby alkoholowej. (Tu warto wspomnieć o DDD – Dorosłych Dzieciach z rodziny Dysfunkcyjnej – syndromie, którego mogą doświadczać osoby, które z różnych powodów wychowywały się w sytuacji ciągłego stresu wynikającego, np. z nieobecności jednego z rodziców, rozwodu, chorobie czy innych dysfunkcji. W efekcie rodzina taka nie spełniła swojej roli w wychowaniu i kochaniu dziecka).

Trudności w dorosłym życiu najczęściej dotyczą zaburzeń poznawczych w stosunku do siebie, bliskich relacji i otaczającego świata. Dorośli noszą w sobie ogromne poczucie wstydu i złości z powodu tego, w jakiej rodzinie się wychowywali. W zależności od przyjętych ról w dzieciństwie, mogą pojawić się trudności już w dorosłości. Na pierwszy rzut oka nie są one powiązane z doświadczeniem domu rodzinnego. Część dorosłych trwa w wyparciu, czyli mechanizmie, który blokuje złe wspomnienia, ale i uniemożliwia doświadczenie ozdrowienia i uleczenia ran z dzieciństwa. To tak, jakby na ropiejącą ranę przyklejać kolejne plastry. W którymś momencie już nie wiadomo, co się zalepia, a plastry (mechanizmy obronne) pozostają. Mogą skutecznie zafałszować obraz siebie, uniemożliwić wejście w zdrową i satysfakcjonującą relację małżeńską, czy wprost wpłynąć na fatalny w skutkach dobór (najczęściej) męża, bo skopiowany wręcz z domu pochodzenia.

 

Najlepszym rozwiązaniem jest terapia psychologiczna. Skorzystanie z fachowej pomocy, której celem będzie zobaczenie siebie w kontekście domu rodzinnego i doświadczenie uwolnienia.

Blizna – źródło łaski

Najlepszym rozwiązaniem jest terapia psychologiczna. Skorzystanie z fachowej pomocy, której celem będzie zobaczenie siebie w kontekście domu rodzinnego i doświadczenie uwolnienia. Czasem zdarza się tak, że osoby zgłaszają się z innym problemem, próbując rozwiązać go, a psychoterapeuta odkrywa ten węzeł gordyjski, który wymaga cierpliwego rozplątania i oczyszczenia ran z dzieciństwa.

Niedostatek miłości każdy odreagowuje we sobie właściwy sposób – zachowaniami ryzykownymi, nieumiejętnością budowania relacji osobistych, trudnościach w społecznych i zawodowych kontaktach czy skłonnościami depresyjnymi. Osoby, które doświadczają takich trudności szukają rozwiązań, coraz częściej korzystając z długofalowej terapii, podczas której mają możliwość w obecności psychologa zdiagnozować źródło trudności i wypracować nowe modele myślenia i postępowania w tych obszarach, które tego wymagają. Dla osób wierzących taka blizna – doświadczenie trudności w dzieciństwie – może stać się paradoksalnie źródłem namacalnej Bożej łaski. Świadomość takich osobistych trudności to pierwszy krok do zmiany i zawalczenia o swoje prawdziwe, głębokie szczęście.

 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap