video-jav.net

32 minuty dziennie z ojcem

Jak pisał jeden z poetów George Herbert: „Jeden ojciec znaczy więcej niż stu nauczycieli”. Jaki więc powinien być idealny ojciec? Powinien mieć dużo czasu dla dzieci, być dla nich autorytetem i podporą. Ideałów nie ma, ale wiadomo, że do ideałów się dąży...

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Według raportu zleconego przez Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich przeciętny ojciec poświęca swojemu potomstwu średnio 32 minuty dziennie. Badania powstały w ramach projektu “Godzenie ról rodzinnych i zawodowych kobiet i mężczyzn”.

Chyba nie ma wątpliwości, że pół godziny to bardzo mało. Dla rozwoju emocjonalnego dziecka bardzo ważne jest – prócz obecności mamy – właśnie obecność ojca. Również to, by aktywnie uczestniczył w wychowaniu pociechy już od jej pierwszych tygodni życia.

– Oboje pracujący rodzice spędzają dziś z dziećmi mniej czasu niż kiedyś. Statystyka pokazuje jednak, że zmiany, o których mówimy to charakterystyka cały czas niewielkiej grupy. Statystycznie mało ojców czynnie i codziennie angażuje się w ojcostwo. Widać to po małym wykorzystywaniu możliwości urlopów ojcowskich – komentuje badania dr socjologii Magdalena Żadkowska z Uniwersytetu Gdańskiego.

Natomiast Robert Kucharski, prezes Fundacji Akcja uważa, że w obecnych czasach mamy jednocześnie dwie tendencje w podejściu do ojcostwa. Można by stwierdzić, że wzajemnie sprzeczne. Jak wyjaśnia „z jednej strony duża grupa ojców poświęca się intensywnej karierze, w tym upatrując swoją rolę – głównego żywiciela i osoby odpowiedzialnej za sukces materialny rodziny. Inną grupą jest również rosnąca rzesza ojców, aktywnie włączających się w życie dziecka i pełniących niejako wymiennie role opiekuńcze i wychowawcze wobec dzieci”.

32 minuty dziennie z ojcem

Urlop tacierzyński oraz ojcowski wciąż nie cieszą się zbyt dużą popularnością. Od 2012 roku urlop ojcowski został w Polsce wydłużony do 14 dni kalendarzowych i przysługuje ojcom czynnym zawodowo. Czym innym jest urlop tacierzyński. Jest on uzależniony od decyzji matki dziecka, która decyduje się na powrót do pracy. Niewykorzystana część urlopu macierzyńskiego przejmowana jest przez ojca. To dobry czas, by pogłębić relację: dziecko – tata.

Jak dodaje dr Żadkowska „to dobre i ważne dla żony i dla dzieci, że ojcowie zaczynają się angażować w ten sposób. A jak się zaangażują to bardzo wysoko cenią sobie swoją relację z dzieckiem”.

Jak dobrze wykorzystać urlop tacierzyński?

Przede wszystkim nie traktując go jako typowy urlop czy wakacje. To czas, który powinien być poświęcony opiece i zajmowaniu się maleństwem czyli spacery, zabawy, przewijanie czy kąpiele. Jak podkreśla Robert Fiutak, prezes Fundacji Strefa Ojca „dzięki takiemu zaangażowaniu buduje się niepowtarzalna więź dziecka z tatą. Sam tego doświadczyłem. Potwierdzeniem są sytuacje takie jak dla przykładu ta, kiedy mój synek mając 2 latka przewrócił się i stłukł sobie kolano. Zaczął płakać i biec do mamy, aby się przytulić – jak to zazwyczaj bywa, ale w pewnym momencie zatrzymał się i nie mógł się zdecydować do kogo biec… czy do taty czy mamy. To jeden z setek przykładów tego, jak dziecko równomiernie obdarzyło swoich rodziców miłością i zaufaniem”.

32 minuty dziennie z ojcem

Jak dodaje Robert Kucharski: „nie musimy być tak dobrzy w zmienianiu pieluch jak mama. Wspólne wychowywanie i pielęgnacja malucha to nie konkurs, kto jest lepszym rodzicem, ale szansa dla dziecka, że wyrośnie w poczuciu, że ma mamę i tatę, którym w tym samym stopniu się starają o jego dobro”.

Na przestrzeni lat rola ojca w Polsce bardzo się zmieniła.

– Zaangażowany tata, to coraz częściej spotykane “zjawisko”. Kiedyś ojcowie zajmowali się dziećmi dopiero jak osiągały wiek przedszkolno – szkolny, czyli kiedy dało się z nimi rozmawiać albo spędzać weekendy – wyjaśnia dr Żadkowska. Jak to wygląda dzisiaj? – Dziś coraz więcej z nich uczestniczy w życiu małego dziecka od porodu. Ojcowie przewijają, wstają w nocy, noszą w chustach, podają lekarstwa, kąpią i ubierają. Przestają być ojcami tylko “od przyjemności” – dodaje socjolog.

Robert Fiutak uważa, że jest kilka powodów związanych z takimi zmianami: „pokolenie dzisiejszych 20. 30. 40.- latków to pokolenie nieobecnych ojców.

32 minuty dziennie z ojcem

Lata 90. to okres, kiedy ojcowie maksymalnie skupiali się na pracy, zarabianiu pieniędzy, budowaniu dobrobytu rodziny – nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Wielu ojców, niestety, nie poradziło sobie z transformacja ustrojową i najzwyczajniej w świecie popadło w różnego typu nałogi, problemy z prawem lub wyraźnie odseparowało się od rodziny”.

– Mam 24 letniego syna i 4 letnią córkę oraz 2 letniego syna. Dwadzieścia lat temu byłem jedynym ojcem na osiedlowym placu zabaw, na którym z synem regularnie robiłem babki w piaskownicy – wspomina Robert Kucharski. – Wokół mnie były same dziewczyny z ich maluchami, czasami jakaś babcia. Dziś na placu zabaw, widzi się bardzo dużo ojców z dziećmi, a możliwe, że w weekendy jest ich więcej niż matek – dodaje. Według prezesa Fundacji Akcja rola ojca w dzisiejszych czasach zmieniła się diametralnie.

Jednak do tej pory królują tradycyjne wzorce związane z rodziną. Dr Żadkowska dodaje, że badani przez nią ojcowie opowiadali różne stereotypowe historie. Na przykład „idąc na spacer z wózkiem (opowieść taty na urlopie wychowawczym) w powszedni dzień, po plaży, słyszał komentarze typu: “Co to się porobiło? Gdzie są dziś prawdziwi mężczyźni?”. Albo tata, który poszedł z dzieckiem do pediatry, spotkał się z pytaniem “A gdzie jest żona? Nie mogła przyjść? To może do niej zadzwońmy?”. Ojcowie i matki usiłują przełamywać te stereotypy”.

– Dobry ojciec to po prostu ojciec obecny i aktywny. Nie da się zbudować prawdziwej, głębokiej więzi z dzieckiem na odległość, albo z doskoku – dodaje Kucharski. – Z tych wszystkich wniosków bierze genezę nasz nowy projekt ogólnopolskiego konkursu “Przyjazny Tacie” – dodaje prezes Fundacji Akcja. Wyjaśnia, że „będzie on popularyzować, te miejsca, które prowadzą działalność pomagającą ojcom spędzać czas z dzieckiem w sposób aktywny. Także produkty lub usługi, które w przemyślany sposób są zaadresowane do ojców i dzieci, tak by budować ich wzajemną więź”. – Wybranym placówkom tego typu będziemy przyznawać certyfikaty “Przyjazny tacie” – dodaje Kucharski.

Tata, czyli autorytet dla najmłodszych. – By być autorytetem trzeba o to zadbać – podkreśla prezes Fundacji Strefa Ojca. W jaki sposób? – Mówić prawdę, być konsekwentnym, być uczciwym, sprawiedliwym i mieć pasje. Dzieci są z natury uczciwe i dobre. To my dorośli psujemy im wizję świata wprowadzając w ten świat, kłamstwo, niedotrzymywanie słowa, brak reguł, naginanie reguł pod siebie, zmienianie ich w trakcie – wyjaśnia Fiutak.

– Ważne jest budowanie relacji z dziećmi i mocnej więzi – mówi Marek Czulak, ojciec czwórki dzieci. – Staram się być dla dzieci autorytetem moralnym. Szanuję ich niezależność, ale jednocześnie czuwam nad ich rozwojem intelektualnym i duchowym. I co ważne – trzeba umieć przyznawać się do błędów, gdy się je popełni. To mimo wszystko buduje pozycję ojca w oczach dziecka – dodaje Czulak.

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Ojciec Karola Wojtyły

Jan Paweł II wspomina ojca jako „człowieka ciągłej modlitwy”. Wieczorem i wcześnie rano młody Karol zastawał swego ojca cicho modlącego się na kolanach. Ojciec i syn czytali razem Biblię i regularnie odmawiali różaniec. Ale czego, oprócz formułek modlitewnych, uczył kapitan swojego syna o wierze?

Polub nas na Facebooku!

Kapitan Karol Wojtyła, nauczyciel religii tyleż przez przykład, co napomnienie i wykład, uczył swojego syna, że Kościół jest czymś więcej, niż tylko widzialną instytucją. „Tajemnica Kościoła”, jego „niewidzialny wymiar”, jest „większa niż sama tylko struktura widzialna Kościoła i jego organizacja”, które „służą Tajemnicy”. Według świadectwa syna, to sposób życia jego ojca pierwszy zaszczepił w przyszłym papieżu ideę, że życie wiary najpierw dotyczy wewnętrznego nawrócenia.

fragment z książki: “Świadek Nadziei”, George Weigla.

Ojciec Karola Wojtyły

Karol Wojtyła (senior), według danych zawartych w aktach personalnych wojskowego archiwum w Wiedniu, został powołany do wojska austriackiego w 1900 roku. Do tego czasu pracował jako krawiec.

Powołany do stacjonującego w Wadowicach 56 pułku piechoty hr. Dauna po roku awansuje na „gefreitra” (starszy szeregowiec) i zostaje przeniesiony do Lwowa, gdzie pełni służbę „nadzoru” (Aufsichtcharge) w tamtejszej szkole kadetów piechoty. W 1904 roku jako „zugsführer” (dowódca plutonu) zostaje z powrotem przeniesiony do swego macierzystego pułku w Wadowicach i tamże awansowany do stopnia podoficera rachunkowego. Podówczas żeni się z Emilią Kaczorowską.

Ojciec Karola Wojtyły

Powyższe dane z akt wojskowych opracowane przez Ernesta Frosta (Der Papst aus einenn fernen Land. Verlag Fritz Molden, Wiedeń) nie zgadzają się z relacjami przekazanymi przez przyrodnią siostrę Karola Wojtyły, Stefanię. Według tej relacji, w okresie kiedy nastąpiło małżeństwo, Karol Wojtyła mieszkał w Krakowie pracując w kwatermistrzostwie. Po ślubie Wojtyłowie mieszkali początkowo przy ul. Felicjanek, potem na Mazowieckiej. Ślub z całą pewnością zawarli w Krakowie. Nie udało się odnaleźć zapisu w aktach parafialnych żadnej parafii krakowskiej; można przypuszczać, że ślub był odnotowany w księgach personalnych parafii wojskowej. Księgi te w 1939 roku zostały zniszczone, a częściowo wywiezione do Francji. Dość, że ani aktu małżeństwa, ani aktu urodzenia pierwszych dwojga dzieci, ani aktu zgonu zmarłej jako niemowlę córki (było to drugie dziecko Wojtyłów) nie udało się odnaleźć. Do Wadowic Karol i Emilia przenieśli się prawdopodobnie w roku 1918, w tym bowiem roku w spisie uczniów wadowickiego gimnazjum pojawia się – jako uczeń klasy III – ich najstarszy syn Edmund Wojtyła. (Przy jego nazwisku odnotowano: „uzdolniony, z odznaczeniem”).

Dalsza relacja według akt wojskowych z archiwum wiedeńskiego: 28 sierpnia 1906 roku urodził się im pierwszy syn, Edmund (według tablicy nagrobnej 27 VIII). W tym czasie Karol Wojtyła służy w kancelarii Komendy Uzupełnień. W archiwum wojskowym są zapiski, że „włada językiem polskim i niemieckim w mowie i w piśmie”, bardzo dobrze redaguje „koncepty”, że „ma czystopisy bardzo poprawne”, że „szybko pisze na maszynie”. W rubryce „cechy usposobienia i charakteru” (w roku 1908): „Nadzwyczaj dobrze rozwinięty, prawego charakteru, poważny, dobrze ułożony, skromny, dbały o honor, z silnie rozwiniętym poczuciem obowiązku, bardzo dobroduszny (łagodny) i niezmordowany (pracowity)”.

Kilka lat później przełożony Wojtyły potwierdza tę opinię: „Pod każdym względem poprawny, całkowicie godny zaufania, podoficer doskonale pełniący kancelaryjną pracę, godny każdego wyróżnienia”.

Dowódca pułku podpisując tę opinię „za zgodność” dopisuje: „Nadzwyczaj wartościowy, użyteczny i dzielny podoficer „Jego „towarzyskie zachowanie” jest określone jako „bardzo miłe, przyzwoite, z dobrymi manierami”, toteż „posiada on wszystkie cechy pożądane dla c.k. urzędnika państwowego”. Po 12 latach służby wojskowej starał się Wojtyła o przeniesienie do cywilnej służby państwowej. Jego starania poparło dowództwo pułku wystawiając mu najlepsze świadectwo. Z podania pisanego w związku z tymi staraniami wynika, że Wojtyła ukończył szkołę podstawową i trzy klasy gimnazjum. Plany zostały zniweczone wybuchem wojny. W dniach mobilizacji i w następnych tygodniach, gdy po pierwszym przełamaniu frontu przez Rosjan Kraków i Wadowice znalazły się w zasięgu ognia artyleryjskiego, Wojtyła musiał położyć znaczne zasługi w swojej kancelarii, za co uzyskał pochwałę, został odznaczony Żelaznym Krzyżem Zasługi z wieńcem (mit Krone). W 1915 roku awansował na urzędnika-aspiranta ewidencji wojskowej i tym samym zaliczał się do korpusu oficerskiego. Wniosek o awans podkreśla m.in. „godne zachowanie Wojtyły w stosunkach pozasłużbowych”. Po raz ostatni Wojtyła wspomniany jest w urzędowych aktach w r. 1916.

Kiedy Polska odzyskała niepodległość, Karol Wojtyła przeszedł do polskiej armii w stopniu porucznika. Dość szybko, ze względu na stan zdrowia, przeszedł na emeryturę.

W ankiecie personalnej złożonej na UJ Karol Wojtyła podaje: „Ojciec – urzędnik wojskowy w randze porucznika aministr.- kanc. (emeryt od ok. 1927) zmarł” itd.

Na podstawie „Roczników Oficerskich” z lat 1923, 1924, 1928 można stwierdzić, że Karol Wojtyła (senior) był zawodowym porucznikiem zatrudnionym w kancelarii PKU (Powiatowej Komendy Uzupełnień) w Wadowicach. W 1928 roku znajdował się już na liście oficerów w stanie spoczynku.

We wspomnieniach tych, którzy go znali, pozostał jako człowiek skupiony, pracowity, uprzejmy i dobry. We wszystkich wspomnieniach powtarza się świadectwo głębokiej jego więzi z synami, zwłaszcza z Karolem, któremu zastępował matkę (zmarłą po krótkiej chorobie 13 IV 1929). Wspominają również ci, którzy go znali, zamiłowanie do dyscypliny i porządku, którymi to cechami naznaczone było wychowanie najmłodszego syna.

Był człowiekiem głęboko religijnym. Zachowały się fotografie, na których widać go z małym Karolem w Kalwarii Zebrzydowskiej, opowiadania o prywatnej pielgrzymce do Częstochowy. Karol – syn zdumiał laboranta w Solvayu Edwarda Gerlicha, dziś profesora, mówiąc, że u nich w domu czyta się wspólnie Pismo Św.

Karol Wojtyła (senior) w 1938 przeniósł się z synem do Krakowa, gdzie zamieszkali w położonym niemal w suterenie mieszkanku w domu Kaczorowskich. Przeżył ucieczkę w 1939 roku, biedę pierwszych lat wojny. Zmarł 18 lutego 1941 roku w Krakowie, pochowany na wojskowym cmentarzu Rakowickim.

Fragment z książki „Kalendarium z życia Karola Wojtyły” opracował ks. Adam Boniecki MIC.