Terlikowski: “Sprawa kard. Gulbinowicza to trzęsienie ziemi dla polskiego Kościoła”

- W niektórych miejscach historię polskiego Kościoła hierarchicznego będziemy pisać od nowa - mówi publicysta Tomasz Terlikowski, komentując dzisiejsze decyzje dyscyplinarne Stolicy Apostolskiej, podjęte wobec kardynała Henryka Gulbinowicza.

Polub nas na Facebooku!

Agnieszka Huf, Stacja7: Co dzisiejszy wyrok oznacza dla Kościoła w Polsce i Kościoła powszechnego?

Tomasz Terlikowski: Oznacza tyle, że oskarżenia wobec kardynała Gulbinowicza nie dotyczą tylko tuszowania przestępstw innych księży, ale przede wszystkim są to zarzuty personalnie wobec niego. Kary, jaka została wobec niego orzeczona, nie orzeka się za samo tuszowanie. Po drugie oznacza to, że Stolica Apostolska uznała te zarzuty za na tyle poważne i głębokie, że postanowiła tę sprawę przerwać jeszcze przed śmiercią kardynała – wiadomo, że jest on osobą ciężko chorą – tak, żeby nie było zgorszenia po śmierci jego uroczystym pochówkiem. I po trzecie – bo trzeba czytać tę decyzję także w kontekście innych, wcześniejszych decyzji – oznacza to, że układ kościelny, który przez lata tworzył i utrzymywał ksiądz kardynał, sypie się. Zwróćmy uwagę – bp Edward Janiak: dochodzenie nadal się toczy, ale jest przeniesiony na emeryturę. A on przecież był biskupem pomocniczym we Wrocławiu i bardzo bliskim współpracownikiem kard. Gulbinowicza. Arcybiskup Głódź – sekretarz i kierowca arcybiskupa Henryka Gulbinowicza w czasie, kiedy ten był metropolitą białostockim: dochodzenie się toczy. Więc teraz powstaje pytanie o jeszcze dwie postacie, kluczowe dla polskiego Kościoła – co z nimi? Pierwszą z nich jest wychowanek księdza Henryka Gulbinowicza jako prorektora, a później rektora seminarium w Olsztynie, a późniejszy nuncjusz i prymas Polski, arcybiskup Józef Kowalczyk. Wiemy, że przez lata tuszował pewne kwestie, związane ze skandalami seksualnymi w Kościele i wiemy, że to on dużą część tych biskupów, o których teraz powiedzieliśmy, wypromował na biskupów, przy wsparciu Gulbinowicza. No i ostatnim jest biskup Jan Tyrawa, o którego roli w Bydgoszczy też już wiadomo. To jest trzęsienie ziemi dla polskiego Kościoła, ogromne trzęsienie ziemi, bo to oznacza, że Stolica Apostolska wzięła się za sprzątanie. Ale to jednocześnie oznacza, że będą wychodzić kolejne informacje i w niektórych miejscach historię polskiego Kościoła hierarchicznego będziemy pisać od nowa. 

 

Czy możemy się spodziewać kolejnych wyroków?

Myślę, że tak. Będziemy mieli decyzję w sprawie abp. Głódzia – wszczęte dochodzenie jest tylko zapowiedzią decyzji. Myślę, że ksiądz arcybiskup przynajmniej nie będzie miał wstępu do archidiecezji gdańskiej, bo inaczej żaden jego następca niczego nie posprząta, arcybiskup jest zbyt silną osobowością. Będzie tak, jak było we Wrocławiu, kiedy pojawiali się nowi biskupi a i tak rządził wszystkim kardynał. To jest jeden wyrok. W sprawie biskupa Janiaka mamy już usunięcie go z diecezji, ale najprawdopodobniej będzie dalszy ciąg, bo – przypomnijmy – z Wrocławia poszedł list do nuncjatury o nadużyciach biskupa Janiaka wobec kleryków we wrocławskim seminarium. Tylko ten list nigdy nie poszedł dalej, zatrzymał się u ówczesnego nuncjusza, abp. Kowalczyka. Są świadectwa księży, którzy mówią, że podpisali się pod tym listem, ale on nigdy nie opuścił nuncjatury. Więc można spodziewać się kary dla bp. Janiaka. Ale myślę, że jeśli Stolica Apostolska zorientuje się, co się działo i jaką rolę odgrywał w tym abp Kowalczyk, to uruchomi miotłę dużo mocniej i będziemy mieć kolejne decyzje. Bo powiedzmy sobie szczerze – Wrocław to nie było jedyne miejsce, w którym takie rzeczy się działy i tolerowano je także na poziomie biskupów. 

 

Czy można powiedzieć, że ta dzisiejsza decyzja jest dobrą wiadomością dla Kościoła w Polsce, bo oznacza konkretne oczyszczanie tej długo ukrywanej rany?

To jest początek bardzo trudnej drogi. Kiedy organizm cierpi na gangrenę, to przecięcie wrzodu jest pierwszym krokiem, ale potem wylewa się z tej rany śmierdząca ropa. I takie informacje, bardzo przykre, bardzo smutne, o – często bardzo ważnych – hierarchach, prawdopodobnie będą się wylewać. One będą dotyczyły zarówno ukrywania pewnych spraw, jak i – niestety – własnych zaniedbań. Kto studiował dokumenty w IPN ten wie, że takich informacji wcale nie jest mało. Druga rzecz – dla bardzo wielu katolików to będzie tak potężne zgorszenie, że przynajmniej część z nich odejdzie z Kościoła. Widzieliśmy to w USA, w Irlandii, Niemczech, Francji. Zgorszona, zasmucona, oburzona – odejdzie. Po trzecie Kościół, jako instytucja, utraci ogromną część swojej wiarygodności i bardzo trudno będzie ją odbudować. Teraz widać, że aby cokolwiek było rozwiązane, potrzebna była interwencja Stolicy Apostolskiej, bo Kościół w Polsce nie zrobił prawie nic. I rzeczywiście na końcu tej drogi – daj Boże – będzie oczyszczenie. Ale proszę pamiętać, że w USA proces oczyszczenia Kościoła trwa od ponad dwudziestu lat i wciąż wychodzą nowe sprawy. W tej chwili Stany Zjednoczone czekają w napięciu na raport Stolicy Apostolskiej odnośnie byłego już kardynała i byłego księdza Theodore’a McCarricka – wielu kluczowych hierarchów w Stanach, emerytowanych, ale nie tylko, ma się czego obawiać. To nie jest proces, który się szybko zakończy. To jest kolejny etap tego pierwszego trzęsienia ziemi, od którego zaczynają się dobre thrillery u Hitchcocka – ale napięcie będzie rosło. 

 

ZOBACZ TEŻ: Sprawa kard. Gulbinowicza. Jest wyrok Stolicy Apostolskiej

 

ah, Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

ROZMOWY

Jak odbudować życie po stwierdzeniu nieważności małżeństwa? Rozmowa z Anną Popek

„Ważne, aby zrozumieć błędy w małżeństwie, które spowodowały jego rozpad.” O trudnej drodze prowadzącej do decyzji o rozwodzie i stwierdzeniu nieważności małżeństwa, sytuacjach, w których warto zawalczyć o związek i próbie odbudowania życia po rozpadzie małżeństwa rozmawiamy z Anną Popek, dziennikarką, prezenterką telewizyjną.

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Aneta Liberacka: Każda kobieta stając na ślubnym kobiercu jest przekonana, że to ta bajka, w której będą żyli długo i szczęśliwie? Tak też było u Ciebie?

Anna Popek: Tak, mam Biblię Tysiąclecia, którą dostaliśmy w dniu ślubu z piękną dedykacją dla pary młodej. Gdy dziś wracam do tej dedykacji rozumiem, jakim szczęściem może być „Młoda Para” jako nowe przedsięwzięcie, jako ludzie, którzy chcą razem budować życie i ile radości może się z tym wiązać.

Małżeństwo to przecież nie tylko szczęście dla dwójki, która odtąd może być dla siebie oparciem na dobre i na złe, ale też dla społeczeństwa. Lepiej jest, gdy ludzie mogą w obrębie rodziny zaspokajać swoje wszelkie potrzeby – towarzyskie, duchowe, finansowe. Myślę, że nic lepszego od początku świata nie wymyślono. Również dlatego, że w takim małżeństwie panuje symetria płci.

 

A jakie jest Twoje doświadczenie? Co się stało? Co poszło nie tak w Waszym małżeństwie i co jest według Ciebie prawdziwym kryzysem małżeńskim?

Prawdziwy kryzys to świadome i długotrwale szkodzenie drugiej osobie, zupełna niechęć do zrozumienia jej racji, obcość.
W sytuacji gdy nawet popełnimy błąd, ale mamy dobre intencje, przepraszamy, nawracamy się – to można w tej łodzi wiosłować dalej. Ale jeśli ktoś celowo niszczy dno, by wdarła się woda, to już mówimy o ratowaniu życia, ucieczce, konieczności odejścia. Choć tutaj mogę powiedzieć, że nie zawsze odejście musi się wiązać z rozwodem.

 

Jakie wymieniłabyś sytuacje, kiedy trzeba walczyć, ratować małżeństwo?

Myślę, że można wybaczyć zdradę, można wybaczyć pewne słabości. W ogóle nie wolno trzymać urazy i trzeba wybaczać. Zrozumiałam to jednak niedawno, gdy padłam ofiarą pewnej osoby. Zaszkodziła mi bardzo na gruncie zawodowym, robiła to systematycznie długo i uporczywie. Biłam się wtedy z myślami na jej temat, czułam wściekłość, ból, zranienie, nienawiść. Spalało mnie to. W końcu znajomy powiedział mi mądre zdanie, że z trzymaniem urazy jest jak z trucizną, którą wypijasz codziennie w nadziei, że zaszkodzi twojemu wrogowi. Odpuść, wybacz. Tak też zrobiłam, z resztą byłam już tak udręczona, że nie miałam wyjścia. Sytuacja obiektywnie się nie zmieniła, ale ja jestem spokojniejsza, radosna i… wyspana. A przecież nasz świat, ten, w którym żyjemy, to najczęściej świat naszych osobistych myśli, uczuć, emocji. To w nim jesteśmy zanurzeni, wiec trzeba o niego dbać i nie zaśmiecać złem.

 

Po takich doświadczeniach masz jakąś receptę, jakiś lek, który może uratować małżeństwo?

Czasem wystarczy poczekać. „Nawet najdłuższa żmija – mija” – jak to mówią. Człowiek z czasem nabiera rozsądku, widzi swoje błędy i chciałby wrócić, więc czas może być tu dobrym mediatorem. Poza tym sądzę, że trzeba włączyć najbliższą rodzinę w łagodzenie konfliktu. Rozwód będzie miał przecież konsekwencje także dla nich, dla każdego członka rodziny: teścia, teściowej, rodzeństwa. Najlepiej wybrać kogoś zaufanego zwierzyć się i poprosić o pomoc.

 

Kiedy więc przychodzi moment i jaka to jest sytuacja, gdy wiadomo, że ta „żmija” nie przeminie? Co jest taką granicą, za którą jest już tylko ta jedna decyzja?

Kiedy popadasz w depresję, kiedy nie widzisz wyjścia, kiedy powrót do domu sprawia, że myślisz o najgorszym…

 

U Ciebie tak było?

Teraz, kiedy patrzę na to wszystko oczami wiary, widzę jednak, że i wówczas należy odpuścić. Nie wszystko można załatwić po ludzku, nie zawsze da się wszystko zracjonalizować. Czasem działa siła wyższa. Trzeba dać działać Bożej Opatrzności, nie wyręczać jej.

 

A czy w takich sytuacjach można liczyć na realną pomoc specjalistów, mediatorów, psychologów, duchownych?

Podejmowałam próby, czytałam dużo książek, chodziłam na spotkania z psychologiem, słuchałam mądrych kazań, jeździłam na rekolekcje. Ale prawdę mówiąc dopiero zawierzenie Matce Boskiej w Częstochowie przyniosło mi gwałtowne zrozumienie przyczyn mojego rozwodu i tego nieszczęścia, jakie się z nim wiąże. Dopiero po powrocie z Częstochowy po prostu któregoś dnia obudziłam się niemal ze łzami w oczach. Zobaczyłam swoje błędy, które stały się jaskrawe, jakby ktoś w moim życiowym wypracowaniu podkreślił na czerwono i z wykrzyknikiem wszystkie pomyłki, błędy ortograficzne. I nagle zrozumienie – aha! To tutaj to zrobiłam źle, a tutaj mogłam inaczej napisać, a tutaj przecież źle coś odmieniłam niezgodnie z regułą. To jest trudne doświadczenie. I przyznam, że jeśli tak ma wyglądać czyściec, to chciałabym być w nim jak najkrócej…

 

Rozwód to bardzo ciężkie doświadczenie. Czasem oglądając różne filmy można odnieść wrażenie, jakby to rozwiązywało wiele problemów, a wręcz otwierało nowe perspektywy, nowe życie…

Rozwód to zupełny rozpad. A rozpad prowadzi do rozpaczy, do głębokiego smutku – człowiek jest podatny na sugestie, nie wie co robić a czuje, że robić coś musi. I jeśli wtedy otoczenie, koleżanki wywierają presję i mówią – „znajdź sobie teraz kogoś” – to można popełnić poważne błędy i wpakować się w jakąś fatalną relację. Wiem coś o tym. Dlatego jeśli już człowiek zdecydował się z jakiś ważnych powodów odejść, to najlepiej przez jakiś czas pobyć samemu ze sobą, zrozumieć o co mi chodzi i jakie się popełniło błędy w małżeństwie, dlaczego musiało się rozpaść. Zajrzenie do własnego sumienia i uczciwe przed lustrem przyznanie się do winy oczyszcza, ale też przynosi zrozumienie.

 

Nie lepiej zrobić to przed rozwodem?

Oczywiście, że lepiej, ale niestety często ludzie muszą przekonać się na własnej skórze. Na pewno wina jest po obu stronach i to nie jest truizm. Nasze wyuczone reakcje, nasze emocje, których nie potrafimy trzymać na wodzy, nasze braki staranności i chyba najgorsze – brak szacunku do męża lub żony.

 

Dlaczego po rozwodzie zależało Ci na stwierdzeniu nieważności małżeństwa? W którym momencie zrozumiałaś, że twoje małżeństwo nie zaszło, że jedyną drogą jest stwierdzenie jego nieważności?

To była właśnie konsekwencja mojego zrozumienia tamtej sytuacji. Jestem katoliczką, chciałam uczestniczyć w sakramentach. Stwierdziłam wtedy, że każdy wyrok przyjmę w pokorze.

Dobrych kilka lat po rozwodzie analizowałam swoją przyszłość, analizowałam też swoją przeszłość. Nie wiedziałam co robić, czułam się bezdomna i opuszczona. Pomyślałam, że trzeba to jakoś posprzątać, że bez porządku w sercu nic nie zdziałam. Najważniejsze dla mnie było pragnienie uporządkowania życia duchowego. Nie wiedziałam czy spotkam jeszcze kogoś na swojej drodze, choć przyznam, że bardzo tego pragnęłam. Jak wiemy, jednak – człowiek myśli, Pan Bóg kreśli. Stwierdzenie nieważności mam w szufladzie, nie było mi dotąd potrzebne…

 

Czym są dla Ciebie sakramenty?

Są jak skrzydła aniołów, unoszą, dodają siły i nadziei. To jest taki poziom przeżywania świata i życia, który zbliża do odpowiedzi na pytanie o jego sens.

 

Czy można podczas rozwodu jakoś ochronić dzieci?

Nie jestem ekspertką, popełniłam błędy. Ale jeśli można coś poradzić to tylko tyle, by o ojcu bądź matce mówić z szacunkiem. Muszą widzieć, że są dziećmi wartościowych rodziców, to buduje ich poczucie własnej wartości.

 

Co zostaje w człowieku tak zranionym, w jaki sposób wrócić do spokoju i normalnego życia?

Nie wiem, jeszcze nie wróciłam, staram się. Na pewno nie jest to możliwe dzięki zaleczeniu poprzez nowy związek, to stanowczo odradzam. Myślę, że chyba powrót do pasji i marzeń z młodości, jeszcze przedmałżeńskich. Ja kocham góry i dopiero niedawno po wielu, wielu latach wybrałam się w Tatry.

 


Anna Popek – od ponad dwu­dzie­stu lat pracuje jako dziennikarka. Ukoń­czy­ła Filo­lo­gię Pol­ską na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim w Kato­wi­cach i podyplo­mowe stu­dia dzien­ni­kar­skie na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Od kil­ku­na­stu lat pra­cuje w Tele­wi­zji Pol­skiej, współpra­cuje też z prasą i radiem. Inte­re­suje się lite­ra­turą, kul­turą, sztuką. Bar­dzo lubi histo­rię, zwłasz­cza jej dwa fascy­nu­jące okresy – śre­dnio­wie­cze i dwu­dzie­sto­le­cie mię­dzy­wo­jenne. Cie­ka­wią ją też oby­czaje, savoir-vivre, psy­cho­lo­gia i moda. Wypo­czy­wa tam, gdzie jest woda, zie­leń i prze­strzeń.


 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl “Rozmowy z Janem Pawłem II” oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap