Nasze projekty
Reklama
Fot. Freepik

Katecheza dzieci w rodzinie. Jaka jest rola rodziców?

"Rolą rodziców jest, żeby katecheza nie stała się tylko lekcją." O roli rodziców w wychowaniu religijnym mówią Aneta Liberacka i Anna Hazuka, współautorki "Modlitewnika dla dzieci".

Aneta Literacka, redaktor naczelna portalu Stacja7, mama czwórki dorosłych dzieci oraz Anna Hazuka, dziennikarka, coach i mama piątki dzieci gościły w audycji Nocne Światła w Radiu Plus. 

Autorki “Modlitewnika dla dzieci”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Stacja7, w rozmowie z gospodarzem programu, red. Pawłem Krzemińskim wzięły pod lupę wyzwanie: jak skutecznie zachęcić dzieci do modlitwy.

>>> SPRAWDŹ: MODLITEWNIK DLA DZIECI

Reklama

Red. Paweł Krzemiński: Jak powiedzieć dzieciom o modlitwie, skoro one przychodzą do domu i mówią “Mamo, ale ja mam w klasie większość dzieci, które nie chodzą do Kościoła, nie chodzą na religię, część z nich to są dzieci, które pochodzą z in vitro i ich rodzice albo one same mówią, że w ogóle nie ma Pana Boga, albo że Kościół jest zły? ”. Jak w takiej sytuacji dzieciom o modlitwie mówić? Jak i po co pokazywać dzieciom, że jest modlitwa?

Anna Hazuka:
U nas są nastolatki w domu i mam porównanie, że jeszcze kilka dobrych lat temu mieliśmy taką sytuację, że klasy na religii były pełne. W tej chwili u młodszych dzieci rzeczywiście jest tak, że z religii pół klasy wychodzi i dokładnie to, co opisałeś, jest udziałem dzieci wierzących. Myślę, że taką odpowiedzią uniwersalną, która na pewno w naszym domu się sprawdza jest – ośmielę się to powiedzieć – że trzeba tak żyć Ewangelią, żeby dzieci wiedziały, że Ewangelia działa. Czyli my sami sobie jako rodzice odpowiedzmy na pytanie, po co my wierzymy, co jest sercem naszej wiary? Co tak naprawdę przyniósł Chrystus nam? Co dla nas oznacza życie pełnią wiary, czy my wierzymy w to, że żyjemy nowym życiem, życiem ludzi odkupionych? I jak to się przekłada? Wiem, że to są duże słowa, ale naprawdę to może się wydarzyć w życiu naszych dzieci, że wyjdą z naszych środowisk katolickich i zobaczą, że na zewnątrz jest inaczej.

My akurat tak nie wychowujemy dzieci, że mówimy: “my tutaj żyjemy dobrze, w jakimś kółku wzajemnej adoracji, a świat tam jest bardzo zły i bardzo straszny”, raczej staramy się pokazywać rzeczy, które łączą, także po to, żeby nie budować niepotrzebnych lęków, niepotrzebnych przekonań, że jesteśmy jakąś “rasą nadludzi”, bo zupełnie tak nie uważamy. Wierzę bardzo głęboko, że jeżeli jest w nas coś wyjątkowego, to to, że powinniśmy wszystkim służyć na wzór Pana Jezusa.

Staramy się z mężem pokazywać dzieciakom, że to, co mamy dzięki Ewangelii, to, co jest skarbem naszego domu, to są nasze wyjątkowe więzi. Cały czas powtarzamy, że miłość jest czasownikiem, miłość jest relacją, Pan Bóg jest relacją, więc coraz bardziej inwestujemy w relacje wewnątrz naszej rodziny. A inwestycja w relacje to jest piękna komunikacja i to jest przede wszystkim umiejętność przebaczenia i jednoczenia się na nowo po różnych burzach, po różnych trudnościach i myślę, że też umiejętność miłości ofiarnej. I to są takie wyznaczniki, które dla mnie są kwintesencją chrześcijaństwa, więc jeżeli nasz dom jest przepełniony dokładnie tym, co wymieniłam, to ja mogę dzieciakom powiedzieć, wiecie, tam ludzie mają różne argumenty i różne też powody, zwykle mówię wtedy, myślę sobie, że oni może po prostu nie znają prawdziwego Pana Jezusa, znają tylko jakieś wyobrażenie o Nim. To, co chcę, żeby moje dzieci wiedziały, to przede wszystkim to, że Ewangelia stworzyła w naszym domu takie relacje, stworzyła taką rodzinę i że to jest dokładnie to, czego nasze dzieciaki, doświadczają. 

Reklama

Aneta Liberacka: Na świecie i w Polsce teraz doświadczamy głębokich podziałów światopoglądowych, które urastają do rangi niechęci człowieka do człowieka i to się niestety też przenosi na dzieci. To,co możemy zrobić my, rodzice – i ci, którzy są wierzący i ci, którzy są niewierzący – to myślę, że możemy po prostu w naszych dzieciach budzić tolerancję i poszanowanie dla drugiego człowieka, dla kolegi. Myślę, że to jest bardzo trudne, żeby właśnie z jednej strony nie “okładać się” wiarą, nie wywyższać się, żebyśmy nie traktowali się jako ci wybrani, lepsi, którzy teraz będą “okładać gorszych”, tylko, żebyśmy po prostu rozumieli, że każdy ma swoją drogę. I druga strona też musi wykazać się zrozumieniem. Myślę, że to jest głęboko trudny temat w tej chwili do przeprowadzenia, bo my po prostu jako dorośli jesteśmy podzieleni bardzo i to się ujawnia niestety w wielu kwestiach i bioetycznych i światopoglądowych i politycznych. I też media społecznościowe to nam robią, że nas angażują poprzez podział, nastawiając przeciwko sobie zwaśnione strony.
Myślę, że potrzebny jest taki apel do rodziców, żebyśmy starali się po prostu z tego wycofywać nasze dzieci, po co mamy im coś takiego gotować? 

Jesteśmy do tego ewangelicznie zdopingowani, żebyśmy mieli zrozumienie dla drugiego człowieka i myślę, że o to powinniśmy cały czas apelować, żebyśmy nie przenosiliśmy na dzieci swoich podziałów wynikających z tego, że ktoś myśli tak, a ktoś myśli inaczej, ma inne spojrzenie na trudne sprawy. Dla dzieci to urasta do rangi naprawdę problemu życiowego. I jeśli dziecko, które jest poczęte metodą in vitro, jest w ten sposób krzywdzone, to jest to naprawdę dla niego bardzo ciężki bagaż, więc tutaj też apel do do każdej ze stron, że nie można takich rzeczy robić. Nie wiem, czy to kiedyś nam się uda, ale myślę, że właśnie jako wierzący musimy bardzo się o to modlić, żeby po prostu jakoś zakopywać te podziały między dorosłymi, żeby one nie przechodziły na dzieci. 

Katecheza a rodzina, czyli powinność i religijność kontra miłość i relacja

Red. Paweł Krzemiński: Katecheza prowadzi w stronę religijności, a rodzina powinna prowadzić w stronę miłości, czyli relacji. Jeżeli pytam o to, jak dzieci uczyć modlitwy, zestawiając te dwie sfery: religijność i relację od razu widzę Jezusa i Jego przemienienie na Górze Tabor, kiedy on rozmawia z Eliaszem i z Mojżeszem. Jeden – Mojżesz – przedstawia instytucję, czyli prawo, a drugi – Ducha, czyli zapowiedź tego, czym będzie napełniony Kościół. Są takie dwie sfery – instytucjonalna i stricte duchowa. Jak to połączyć? Jak przekazać dzieciom jedno i drugie, że jest zarówno pewna forma potrzebna, czyli liturgia właśnie i modlitwa, jako pewna treść, która mówi nam o Bogu, że jest Osobą, że to jest jednak spotkanie, że ten Pan Bóg nie jest abstrakcją.

Reklama

Aneta Liberacka: No oczywiście, że te dwie sfery powinny się jakoś uzupełniać. Ja uważam, że katecheza właśnie taka szkolna, ma duży sens wtedy, kiedy jest taka możliwość, żeby jednocześnie ta katecheza była kontynuowana w parafii. To jest teraz bardzo trudne, ponieważ dzieci chodzą najczęściej do szkół, które są w innej parafii, więc to jest trudniej tak logistyczne do połączenia. Z katechezy, gdy jest oderwana od liturgii i od nabożeństw, które też prowadzą dziecko do modlitwy, czyli do miłości i do relacji z Panem Bogiem, no robi się po prostu lekcja.

To jest bardzo ważny wymiar, że dziecko dostaje wiedzę na tematy religijnie. Moja mama była katechetką, teraz już jest emerytowana – ona prowadziła swoje klasy w ten sposób, że zawsze po prostu później spotykali się na nabożeństwach majowych w kościele, na różańcu. Wychodzili razem do kościoła i tam dzieci mogły już samą istotę tego, co było na religii, poznawać, w relacji z Panem Bogiem. Myślę, że wtedy mamy ten pełny wymiar.

Natomiast to, co możemy złego dzieciom robić, to po prostu narzekać na to w domu, zamiast pokazywać spójność. Powinniśmy w domu tłumaczyć treści z katechezy, jak to się przekłada, jakie to ma znaczenie w życiu. Np. dzieci uczą się katechizmu, to tłumaczmy im, czym to jest w życiu, dlaczego są takie normy, dlaczego w taki sposób postępujemy? Myślę, że jak chodzi o naukę religii, to trzeba to jakoś zintegrować – tu na pewno też jest rola rodziców, żeby katecheza nie stała się tylko lekcją. 

Anna Hazuka: Jak wspominam własne wychowanie religijne, to ja nie doświadczyłam takiego rozróżnienia w moim domu, na to, że jest gdzieś daleko “jakiś Pan Bóg”, a my tu mamy swoje życie. To, co jest moim wspomnieniem to są  moi dziadkowie, niezwykle prości i piękni ludzie, którzy byli rolnikami i którzy w przepiękny sposób potrafili mówić o Bogu, objawiającym się w naturze. Cały czas Pan Bóg był obecny w życiu rolników, bo to On odpowiada za deszcz, odpowiada za suszę, za wiele różnych, nieprzewidywalnych zjawisk. I ja wyrosłam w duchu zachwytu Bogiem. Pamiętam nocne leżenie na łące z dziadkiem: wszystkie wnuki patrzymy w gwiazdy, a dziadek, jak Abraham, nam opowiada różne historie. I kiedy ja sama jestem już dzisiaj kimś, kto tworzy swój własny kosmos rodzinny, tworzy mój świat i pokazuje świat dzieciom, to dla mnie ten aspekt łączenia tych dwóch elementów był nieodzowny i z mężem postawiliśmy, żeby w sytuacjach życiowych odwoływać się do Pisma Świętego, odwoływać się do konkretnych słów Pana Jezusa, żeby – jak to bardzo ładnie wiele lat temu napisali Monika i Marcin Gajdowie “tworzyć dzieciom obrazy”. Nie ukrywam, że to było też coś, co mi przyświecało, kiedy pisałam w Modlitewniku postaci biblijne, żeby one były tak plastycznie stworzone, żeby one zbudowały w dziecku jakiś obraz i żeby ten obraz żył.  Niekoniecznie musimy dbać o to, żeby dziecko znało drobiazgowo historię np. Jozuego, Dawida czy burzę na jeziorze, ale zadbajmy o to, żeby nasi mali wielcy wspaniali ludzie zobaczyli, że w tych postaciach można się przeglądać, że Biblia jest odpowiedzią na nasze życiowe sytuacje.

Przywołam tu taką sytuację, kiedy dziewczynki nasze starsze, co praktycznie się nam się w domu nie zdarza, ale się zdarzyło, pokłóciły się naprawdę mocno i to urosło do jakiegoś takiego większego konfliktu, trwającego kilka dni. Nastoletnie głowy wzięły górę. Ja wtedy dziewczynom opowiedziałam historię Józefa. To jest dla mnie przejmujące, że jesteśmy na początku Pisma Świętego, wydawałoby się, że ta historia może nie jest jeszcze tak w pełni psychologicznie rozwinięta, ale to jest absolutnie nieprawda. Józef jest dorosłym mężczyzną, pełnym sukcesu, zarządcą dóbr faraona i nagle zjawiają się jego bracia i nagle odżywa cała trauma z dzieciństwa i widzimy Józefa w takiej rozsypce. Ja to im opowiedziałam jako przykład, jak potężne są relacje między rodzeństwem i że właśnie po prostu nie warto ich knocić, bo to zawsze z nami zostanie, zostanie z nami na życie. Ja myślę sobie, że właśnie w takich momentach naszych życiowych, kiedy my przywołujemy Pismo Święte, pokazuje się dokładnie to, o czym mówi św. Paweł, że to jest Słowo żywe, że to Słowo skuteczne i że rzeczywiście ono pomaga nam w takich bardzo prozaicznych sytuacjach życiowych się odnaleźć i wybrać dobry kierunek. 

Posłuchaj całej rozmowy:

ik, zś/Stacja7

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę