Nasze projekty
Alicja Samolewicz-Jeglicka

„Bóg jest Mistrzem rozmnażania czasu”. S. Aldona Skrzypiec – wielozadaniowa siostra zakonna

Na brak zajęć nie narzeka. Pracuje w szpitalu, w hospicjum dziecięcym, prowadzi Dom Nadziei dla bezdomnych a także jest... jałmużnikiem biskupa opolskiego. O tym, jak Bóg rozmnaża dobę oraz jak nieść pomoc potrzebującym rozmawiamy z s. Aldoną Skrzypiec SspS.

Reklama

Alicja Samolewicz-Jeglicka: Wiedząc, mniej więcej, co siostra robi na co dzień pierwsze pytanie nasuwa się samo… Skąd siostra ma na to tyle czasu i sił?

Siostra Aldona Skrzypiec SspS: (śmiech) Bóg jest Mistrzem rozmnażania. Radzi sobie z tym całkiem nieźle. Skoro chleby rozmnażał, to i czas może rozmnożyć.

Mimo ogromu pracy nie brakuje siostrze energii i ciągłego uśmiechu na twarzy…

Reklama

Siłę czerpię z wiary. A wiara to dar od Boga. Wszystkie miejsca, w których pracuję, to przestrzenie do których On mnie zaprosił i zaprowadził. Wszystko, może poza pielęgniarstwem, zostało mi dane. Dane w czasie, w drodze, w pójściu za Nim. Nie szukałam bezdomnych, nie szukałam hospicjum dla dzieci. Po drodze pojawiały się konkretne spotkania, osoby i propozycje. Na szczęście nie muszę i nie jestem w tych wszystkich miejscach jednocześnie, więc jest to do pogodzenia.

W pracy z bezdomnymi nie chodzi o to, by zmienić ich życie. Niestety często na to nie mamy wpływu. Ale możemy im przynajmniej dać nadzieję i dotknąć ich serca zwykłą ludzką miłością.

To zacznijmy od początku. Kiedy siostra poczuła powołanie?

Zawsze mocno w sercu czułam powołanie misyjne, do tego by iść i głosić ewangelię. Zawsze marzyłam o misjach w Afryce. I chyba dlatego wybrałam Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego. W dzisiejszych czasach dużo mówi się o głoszeniu dobrej nowiny tam, gdzie jesteśmy. Do zgromadzenia wstąpiłam z pełną otwartością na prowadzenie Boga. Pojechałam na misje do Ameryki Południowej, do Brazylii. Ta moja Afryka odsunęła się na dalszy plan.

Reklama

Nawet przychodząc 5 lat temu do Opola myślałam „jestem tu na chwilę. W tak zwanym międzyczasie. Przed tą Afryką chwilę tu popracuję i pojadę”. Jednak biskup poprosił mnie, bym została jego jałmużnikiem. W pewnym momencie poczułam, że to moje miejsce na misje. Szczególnie kiedy pojawili się bezdomni i ich potrzeby. Wielkim znakiem Boga była dla mnie wspólnota osób, którzy dzielili te same pragnienia, pasje i miłość do bezdomnych.

W pracy z bezdomnymi nie chodzi o to, by zmienić ich życie. Niestety często na to nie mamy wpływu. Ale możemy im przynajmniej dać nadzieję i dotknąć ich serca zwykłą ludzką miłością. Potrzebowałam tego czasu pracy z nimi, by przyznać sama przed sobą, że właśnie do tego Bóg mnie poprowadził… Nie wiem co jest za zakrętem i jakie jeszcze niespodzianki przyszykował dla mnie Stwórca.

… i z pragnienia serca powstał Dom Nadziei. Co to za miejsce?

Reklama

Dom Nadziei został otwarty w sierpniu ubiegłego roku. W naszych sercach pojawił się kilka lat wcześniej, kiedy zaczęliśmy spotykać się z osobami bezdomnymi rozdając im ciepłą zupę. Gościnnie w stołówce ojców franciszkanów robiliśmy „Śniadania z Nadzieją” – pięknie nakryte stoły, świeże kanapki. W każdą sobotę spotykaliśmy się z bezdomnymi. Śmialiśmy się, że nikt z nas nie ma tak uroczystego i smacznego śniadania w domu. Byliśmy z bezdomnymi tyko w soboty, tylko dorywczo. Stąd zrodziło się pragnienie – z konkretnych potrzeb i sytuacji. Zaczęliśmy szukać pomieszczeń na Dom Nadziei. Poszukiwania trwały miesiącami. Wiedzieliśmy, że to musi być miejsce w centrum miasta, a bardzo ciężko o taką lokalizację. Chodziłam z biskupem po ulicach Opola szukając miejsca… I znaleźliśmy je – w domu księży emerytów, w samym centrum miasta. Zaczęliśmy działać w piwnicach. Jest osobne wejście, od ulicy, więc idealnie. Czego chcieć więcej! Wtedy jednak pojawił się kolejny dylemat – nie mamy pieniędzy. Ale czy dla Boga to jest jakiś problem? Naprawdę zaczynaliśmy od niczego. Zbieraliśmy, ale do końca nie wiedzieliśmy jakie będą koszty… Pamiętam, jak mówiłam wtedy Bogu – daj tyle, byle starczyło. I rzeczywiście Bóg dał tyle, że starczyło i na otwarcie i na początek działalności.

Czego uczy praca z bezdomnymi?

Przede wszystkim cierpliwości. To ważna cecha, której wielu osobom brakuje. Patrząc na konkretnego człowieka w potrzebie automatycznie mamy dla niego plan: wiemy czego potrzebuje i możemy mu to zorganizować…  Ale ta praca uczy pokory. Wysłuchania drugiego człowieka. Bo to co jest  moją potrzebą – obiektywnie dobrą i słuszną – niekoniecznie jest potrzebną drugiego człowieka. Warto usiąść i posłuchać bezdomnych. Pracujemy w przestrzeni całkowitej wolności, proponujemy konkretną pomoc ,ale decyzja przyjęcia tego jest po ich stronie. Czasami słyszymy – wiesz co, wolę spać na klatce schodowej.

Ciężko to zrozumieć?

Tak, ciężko. Jednak cały czas z nimi jesteśmy. To jest decyzja i wybór drugiego człowieka. Ta osoba bezdomna nie przychodzi do nas, by dostać dziesiąty koc czy czwarty śpiwór, ale po to by się z nami spotkać. Codziennie spotykamy się z bezdomnymi na śniadaniach. Kiedy były mrozy kupiliśmy pompowane materace i bezdomni przy -15 stopniach nocowali u nas. Póki trwa zima robimy ciepłe kolacje, a Dom Nadziei jest otwarty do 21:00. Różne są kolacje – spaghetti, lazania, pstrąg pieczony….

Pandemia jest ogromnym znakiem czasu. Nasi bezdomni zostali na ulicy. Marzec – kwiecień to były miesiące kiedy po raz pierwszy w życiu zobaczyłam na ulicach Opola głód. Kiedy wszystko się zamknęło, kiedy nie było ludzi na ulicach, bezdomni nie mogli nic użebrać.

Brzmi pysznie! Wygląda na to, że cały świat się zamykał, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa, a wy wręcz przeciwnie – otwieraliście się?

Tak! Pandemia jest ogromnym znakiem czasu. Nasi bezdomni zostali na ulicy. Marzec – kwiecień to były miesiące kiedy po raz pierwszy w życiu zobaczyłam na ulicach Opola głód. Kiedy wszystko się zamknęło, kiedy nie było ludzi na ulicach, bezdomni nie mogli nic użebrać. Wszelkie restauracje były zamknięte i nie było resztek do jedzenia. Nie było nic… Oni przychodzili do nas, bo wiedzieli, że to jedyne miejsce gdzie cokolwiek dostaną do jedzenia.

Dom Nadziei to nie wszystko. Pracuje siostra również w szpitalu… i nie wybrała siostra spokojnego miejsca.

Ja nie lubię miejsc, gdzie zamiast pracy pije się kawę albo gdzie jest spokojnie i nic się nie dzieje. (śmiech) Dzwoniłam do kilku szpitalu i słyszałam, że „są świetne warunku planowane zabiegi, spokój i cisza”. Pomyślałam od razu – o nie, to nie jest miejsce dla mnie. Pracuję na anestezjologii w największym szpitalu w Opolu – zabiegów sporo…

Wyliczam dalej: Dom Nadziei, szpital i jeszcze… hospicjum dziecięce?

Tak, to taka wisienka na torcie. Trudne miejsce. Zaprosił mnie tam znajomy anestezjolog. Pierwsza moja myśl: człowieku zapomnij, nie ma mowy! Ale namawiał mnie: „choć zobaczyć, potem stwierdzisz czy się nadajesz czy nie”. Poszłam na miesiąc i… już mijają cztery lata.

Jaki jest sekret siostry doby? Bo przy tych wszystkich obowiązkach, o których siostra opowiada, jest jeszcze jedno zadane – jest siostra jałmużnikiem biskupa!

To wszystko jest we mnie i wszystko to łączę. Bardzo często rozmawiam przez telefon, mam wspaniałych ludzi wokół, którzy mnie wspierają i robią kawał dobrej roboty. Mała Tereska mówiła, że Pan Bóg nie daje nam pragnień, których nie zamierzałby spełnić…

Dużo ma siostra takich cudów w życiu?

Mam. Dzieją się one każdego dnia. Czasami w życiowym pędzie możemy ich nie zauważyć albo zauważyć i… szybko o nich zapomnieć. A one dają siłę! Każdy z nas ma problemy czy trudności i człowiek zapomina, że przed chwilą wydarzył się cud. Zapominamy, że nasze życie jest w rękach Boga. On się o nas troszczy każdego dnia – i daje zarówno to, co potrzebne do podstawowego życia, jak i bonusy, by nas podnieść i wzmocnić.

Pomimo pędu, który każdy z nas ma w życiu każdego dnia – musi być taki czas, by naprawdę się zatrzymać przed Bogiem. By ten czas z Nim spędzić i Jego posłuchać. Ja tak robię i daje mi to niesamowitą siłę. A moim codziennym pokarmem jest Eucharystia. Bez tego sobie nie wyobrażam życia.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite