Kto naprawi Kościół?

czyli wakacyjna opowieść o zamku na piasku

Dominika Szczawińska
Dominika
Szczawińska
zobacz artykuly tego autora >

Siedzimy z Anią na plaży w Trzęsaczu. Budujemy kościół. Mamy nawet cegłę. Wujek Damian wyłowił ją z morza i poinformował wszystkich, że to cegła z kościoła, który porwały wzburzone fale. Wszystkie dzieci są zafascynowane zatopioną budowlą. Codziennie chodzimy brzegiem do piętrowego molo, które wygląda jak dziwne rusztowanie, by na zielonym urwistym brzegu zobaczyć to, co z owego słynnego kościoła zostało. Słynnego, bo to główna atrakcja turystyczna w okolicy, obrosła w podania i legendy, które całkowicie zawładnęły wyobraźnią dzieci. Szczególnie jedna historia nie daje nam spokoju. Tam gdzie dziś w Trzęsaczu jest deptak wodzący na pokuszenie wszystkie maluchy tonami kolorowej tandety, kiedyś był przykościelny cmentarz. Kościół zaś, z którego dziś został tylko kawałek ściany górujący nad plażą, stał w samym środku wioski. Ze wsi tej rano na połów wybrali się rybacy i zamiast ryb złowili syrenkę, córkę króla Bałtyku. Postanowili ją zabrać do wsi i ofiarować jej to, co najlepsze, czyli chrzest. Proboszcz ochrzcił syrenę nie zwracając uwagi, że nie była człowiekiem, a rybacy umieścili biedaczkę w wielkiej kadzi z wodą. To nie było jednak miejsce stworzone dla niej. Rano idąc na połów znaleźli ją martwą. Rybacy zakopali syrenę na cmentarzu i poszli do pracy. I wtedy rozszalała się burza morska! Fale uderzały tak mocno, że morze wdarło się w głąb lądu i zabrało z cmentarza syrenkę z powrotem w głębiny. Ponoć to Król Bałtyku upomniał się o swą córkę burząc przy tym kościół i podmywając cmentarz.

Tyle legenda – obowiązkowa dla wczasowiczów. Można się domyślić, że co bardziej wnikliwe i drążące temat dzieci nie dadzą szybko rodzicom spokoju po usłyszeniu tej historii. I tak odpowiada się na tysiące pytań dziecka, robi się zdjęcia pod ocalałą ścianą, buduje kościół na piasku i patrzy jak morze go porywa. Tu, bardziej kazuistycznie usposobione maluchy, a więc oczywiście Ania, wołają: Przecież nie wolno budować na piasku! Pan Jezus powiedział, że się zawali! I tak, syrenka z Trzęsacza oraz zawalony kościół zawładnęły umysłem mojego dziecka oraz jego wakacyjnych koleżanek. Szczęśliwie udało nam się ominąć pytania o chrzest i czy można chrzcić tak dziwne bajkowe postaci jak syreny; dziewczynki po prostu zgodziły się ze sposobem rozumowania rybaków: chrzest jest dobry, a to, co dobre należało dać syrence. I już wydawało się że w całym wakacyjnym rozprężeniu znów centrum zainteresowania stanie się rząd straganów na deptaku, kiedy nagle kościół ponownie dał o sobie znać. I to w kościele właśnie!

Na wieczornej mszy świętej panowało nie oczywiste skupienie. Dlaczego nie oczywiste? Bo to msza rodzinna, przy ołtarzu spora grupa dzieci. Słuchają Ewangelii o cudach Pana Jezusa. A wy o jaki cud poprosilibyście Jezusa, gdyby dziś przyszedł tutaj? – zadaje pytanie ksiądz. Po chwili ustawił się sznurek chętnych do wygłoszenia swojej propozycji. Nieśmiała zazwyczaj w takich sytuacjach Ania, pyta mnie czy może iść. Zanim zdążyłam dowiedzieć się co ma do powiedzenia, już jej nie ma. Dzieciaki po kolei proszą: o zdrowie dla mamy, o pieniądze dla biednych, o braciszka...

Wreszcie Ania dostaje mikrofon: Ja bym poprosiła Pana Jezusa, żeby naprawił kościół – powiedziała zdecydowanie. I zapadła cisza… Jaki kościół? – dopytuje niepewnym głosem ksiądz. No ten na plaży! – dziwi się moje dziecko. Ta chwila niepewności, co 4,5-latka może mieć na myśli, dla mnie trwała bardzo długo.

Ksiądz z wyraźną ulgą spuentował odpowiedź Ani żartem, że o to się modlić nie możemy, bo by się gmina pogniewała. Ta ściana to przecież lep na turystów. Wszyscy w kościele zaczęli się śmiać, tylko Ania przybiegła do mnie ze łzami w oczach: Mamusiu ja przecież dobrze powiedziałam. Czemu oni się śmieją? Długo musiałam tłumaczyć, że dobrze powiedziała, że nawet sama nie wie, jak dobrze. I że Panu Bogu też się ta odpowiedź podobała, że kiedyś już był taki jeden święty, który z Nim o naprawianiu Kościoła rozmawiał, i że na imię miał Franciszek…


Wesprzyj nas
Dominika Szczawińska

Dominika Szczawińska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dominika Szczawińska
Dominika
Szczawińska
zobacz artykuly tego autora >

Pomóż dziecku uwierzyć w siebie – historie z Akademii Przyszłości

Twórca inicjatywy Szlachetna Paczka, ks. Jacek Stryczek, dziewięc lat temu stworzył Akademię Przyszłości. To inicjatywa, w której studenci pomagają dzieciom z problemami w podstawówce. Ambasadorem tegorocznej edycji został Szymon Majewski, który kibicuje młodym członkom Akademii i wolontariuszom. W Akademii spotkał tysiące młodych ludzi, którzy chcą pomagać dzieciom uwierzyć w siebie.

Anna Wilczyńska
Anna
Wilczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Dominika kompletnie nie wierzyła w siebie. Na pytanie: kim chcesz zostać w przyszłości – odpowiadała, że sprzątaczką. Cicha, nieśmiała, w ostatniej ławce. W AKADEMII PRZYSZŁOŚCI rozwinęła skrzydła. Po roku pracy z wolontariuszką z dumą powiedziała: – Muszę uczyć się angielskiego, bo będę piosenkarką!

Pomóż dziecku uwierzyć w siebie - historie z Akademii Przyszłości

Dominika była piątym dzieckiem. Razem z rodzicami, siódemką rodzeństwa, ciocią i wujkiem mieszkała w dwupokojowym mieszkaniu w starej kamienicy. Mama na bezrobociu, tata pracował na dwa etaty. W domu ledwo wiązało się koniec z końcem. Dominice brakowało miłości  i zainteresowania ze strony rodziców. W szkole była cicha, nieśmiała, zawsze w ostatniej ławce. Wyśmiewana przez inne dzieci, bo jej tata był Arabem. W pierwszej klasie podstawówki nie zdała. Nie mogła opanować podstaw czytania i dodawania oraz odejmowania. Nauczyciele uznali, że nie poradzi sobie w drugiej klasie. Musiała więc powtarzać rok.

– Z dzieckiem takim jak Dominika trzeba pracować codziennie po kilka godzin, żeby wyrównać jej szanse – mówiła szkolna pedagog. Niestety, tata rzadko bywał w domu, a mama miała pod opieką ośmioro dzieci i spędzenie kilku godzin każdego dnia tylko z Dominiką było nierealne. O cichy kąt do nauki też było ciężko, bo na 40 metrach mieszkało 12 osób. Szansą dla Dominiki okazała się Ola – wolontariuszka AKADEMII PRZYSZŁOŚCI.

Ola była na drugim roku studiów, kiedy zgłosiła się do AKADEMII. Pozytywnie przeszła rekrutację i szkolenia. Odrobinę nieśmiała, ale zawsze uśmiechnięta. Pełna dobrej energii i zapału do pracy. Nie mogła doczekać się pierwszego spotkania ze swoją uczennicą. Przyjeżdżała do szkoły Dominiki co tydzień, przez cały rok. Ich spotkania wypełniała nie tylko nauka czytania czy liczenia. Najpierw było to powolne budowanie zaufania i rozmowy o domu, rodzeństwie, tacie. Ola pomagała spojrzeć Dominice inaczej na swoją rodzinę. Tata przestał być Arabem, na którego ludzie dziwnie patrzą, a stał się najfajniejszym tatą, który zna bardzo trudny język i potrafi opowiedzieć bajkę. Siódemka rodzeństwa tworzyła drużyną niepokonanych – gdzie nikt nie czuje się samotny. 

Z nauką nie było łatwo:  problemy z dodawaniem, problemy z opanowaniem słówek z angielskiego. Ola nie wiedziała od czego zacząć, ale nie poddawała się. Walczyła o Dominikę. Wymyślała zagadki, rysowała labirynty, rebusy – miała sporo pomysłów. Po każdych zajęciach każdy sukces Dominiki wpisywały do specjalnego indeksu AKADEMII PRZYSZŁOŚCI: za pięknie napisane literki, za nauczenie się nowego słówka, za dobrze dodane do siebie dwie liczby. Dzięki szkoleniom dla wolontariuszy AKADEMII Ola wiedziała, że sukcesy są podstawą. Najpierw wolontariusz je nazywa, potem dziecko samo uczy się je dostrzegać. Tak buduje się w nim wiarę we własne możliwości.

Przełom nastąpił po kilku miesiącach wspólnych spotkań. Ola pomogła Dominice nauczyć się na pamięć wiersza i przekonała ją, żeby wyrecytowała go przed swoją klasą. Dla Dominiki to było wyzwanie! Do tej pory zawsze stała z boku, a teraz miała stanąć przed wszystkimi kolegami i koleżankami. Udało się! Na następnych zajęciach Dominika prawie skakała z radości. „Wszyscy patrzyli na mnie, a ja się nie pomyliłam. I pani mnie pochwaliła” – wykrzykiwała. Ola popłakała się ze szczęścia. To był ogromny skok dla Dominiki – nie tylko jej wolontariuszka, ale i koledzy, koleżanki,  pani nauczycielka byli świadkami momentu, w którym coś jej się udało. Od tej chwili, na spotkaniach z wolontariuszką, nie trzeba już było tak długo szukać sukcesu – Dominika sama go znajdywała. Z końcem roku szkolnego Ola zapytała dziewczynkę po raz drugi, kim chce zostać w przyszłości? „Piosenkarką” – odpowiedziała Dominika – „…i muszę się uczyć angielskiego!”.

AKADEMIA dociera do dzieci w potrzebie, takich jak Dominika. Dzieci, które potrzebują nie tyle rzeczy – co drugiego człowieka. Dzieci, których historię trzeba poznać, by je zrozumieć. Przez 9 lat działalności pomogliśmy 4 500 dzieci w całej Polsce uwierzyć w siebie i pokonać bariery, które blokowały ich rozwój. Z badań wynika, że 91% z nich poznało swoje mocne strony, a 83% poprawiło swoje wyniki w nauce. W indywidualną pomoc dzieciom zaangażowaliśmy ponad 4 700 wolontariuszy, skutecznie przygotowując ich do pracy z uczniami. Nasza unikatowa metoda pracy z dzieckiem, oparta na pedagogice sukcesu oraz systemie łatwych zadań, sprawia że dziecko zaczyna wierzyć w siebie i swoje możliwości. Wolontariusz tworzy bowiem dziecku takie warunki, w których ono samo może doświadczyć sukcesu i poczuć, że wzrasta. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie darczyńca, który fundując Indeks Sukcesów umożliwia konkretnemu dziecku udział w AKADEMII. Ale to więcej niż pieniądze. To komunikat, który słyszy dziecko: „Inwestuję w Ciebie, bo wierzę, że Ci się uda. Wierzę, że możesz stać się Kimś!”.

Do programu przyłączyli się już Pani Prezydentowa Anna Komorowska, Szymon Majewski (dziennikarz i osobowość telewizyjna) , Paweł Małaszyński, Daria Widawska (aktorzy), Tomek Majewski (Mistrz Olimpijski z Londynu), i wielu innych. Brakuje tylko Ciebie! www.kupindeks.pl

Anna Wilczyńska, Dyrektor Akademii Przyszłości


Wesprzyj nas
Anna Wilczyńska

Anna Wilczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wilczyńska
Anna
Wilczyńska
zobacz artykuly tego autora >