MSZ: Polacy, uciekajcie z tego kraju!

Natychmiast opuśćcie ten kraj wszelkimi dostępnymi środkami transportu - apel Ministerstwa Spraw Zagranicznych do Polaków przebywających w Republice Środkowoafrykańskiej jest jednoznaczny. W czterostopniowym ostrzeżeniu zajmuje najwyższe, czerwone miejsce! Według danych MSZ, misjonarze to jedyni Polacy przebywający obecnie w Republice Środkowoafrykańskiej.

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

"Pasterze nie mogą opuścić swoich owieczek" – mówi nam misjonarz, kapucyn ojciec Benedykt Pączka, który od nas dowiedział się o apelu polskiego MSZ.

Republika Środkowoafrykańska trawiona jest wojną domową. Zbrojne bandy, znane jako Seleka, mordują, porywają ludzi, gwałcą i grabią. Na misje polskich kapucynów w Bocaranga i Ngaoundaye napadli już dwukrotnie. Na szczęście misjonarze i misjonarki ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza zostali tylko ograbieni. Ale ginęli i ranni byli mieszkańcy obu miejscowości. O tych dramatycznych wydarzeniach pisaliśmy na Stacji7.


Zagrożone życie polskich misjonarzy


MSZ: Polacy, uciekajcie z tego kraju!

Sytuacja nadal jest napięta. Giną ludzie. "Przez okno słyszę krzyk i płacz. W nocy selekowcy zabili młodego mężczyznę, który spał razem ze swoją rodziną na polach blisko granicy z Czadem, ranili kilka osób oraz uprowadzili jedną osobę z Ngaoundaye… oni są nieobliczalni. Wczoraj rozmawialiśmy z dwoma mężczyznami, którzy przeżyli atak w Bocaranga. Mówili, że Seleka ciągle powtarzała >>zabijemy wszystkich Środkowoafrykanczyków<<"- opisuje nam sytuację ojciec Benedykt. Jego dwaj współbracia są właśnie Środkowoafrykańczykami. Oni także słyszeli takie groźby…

Obóz Seleki znajduje się zaledwie 7 kilometrów od misji w Ngaoundaye. Może w nim przebywać około 80 – 100 bandytów. Seleka wypierana przez wojska pokojowe, złożone między innymi z Francuzów, wycofuje się powoli w stronę Czadu. I właśnie na tej trasie jest misja ojca Benedykta. "Jak będzie dalej – nie wiadomo. Jeżeli Seleka ruszy w naszą stronę – będzie masakra, będzie dużo zabitych. My ciągle mamy spakowane małe plecaki" – mówi nam kapucyn.

MSZ: Polacy, uciekajcie z tego kraju!

Zakonnicy nie opuszczają swoich podopiecznych. Pod opieką mają m.in. 100 niewidomych. Całkowitą ewakuację planują dopiero, gdy może być już za późno na skuteczną ucieczkę, ale ojciec Benedykt nie zostawia wątpliwości – będą uciekać dopiero, jak będzie bardzo niebezpiecznie. "Jak będą zabici" – dodaje.

Seleka jest dobrze uzbrojona, m.in. w kałasznikowy i granatniki. Ludność z okolic misji ma noże, maczety i kusze własnej produkcji. Tak uzbrojeni czekają – czy Seleka przejdzie obok ich miast, czy nie. Niepewność trwa. Od ostatnich napadów trochę się uspokoiło. Siostry pierwszy raz od kilku dni nocowały w swoich domach. Do tej pory mieszkały razem z Kapucynami. "Zamknęliśmy furtki na kłódki. Wypatrujemy przez okna" – opisuje nam sytuację ojciec Benedykt. Każdy hałas czy odgłos motocykla stawia zakonników na nogi. Motocykl to na razie jedyny środek transportu, którym można łatwo dostać się na misję. Miejscowa ludność w obawie przed selekowcami spaliła niewielki mostek. Samochód nie przejedzie, ale motocykl już tak. A piechotą do misji może dotrzeć każdy. Wszyscy czekają…

"W Republice Środkowoafrykańskiej jest obecnie 37 polskich misjonarek i misjonarzy. Wśród nich jest 6 świeckich misjonarzy" – powiedział nam Sekretarz Komisji Episkopatu Polski ds. Misji, werbista, ojciec Kazimierz Szymczycha.

Ze wszystkimi misjami utrzymywany jest stały kontakt. Do utrzymania łączności kluczowe jest… paliwo. W wielu miejscach nie ma prądu. Łączność jest tam, gdzie jest paliwo do generatorów. Tam można ładować telefony komórkowe i korzystać z komputerów. Ojciec Szymczycha doskonale zdaje sobie sprawę, w jakich warunkach znajdują się teraz nasi misjonarze w RCA. W 1997 roku sam przeżył na misji wojnę w Kongu. "Misjonarze muszą być ze swoimi ludźmi wtedy, gdy jest dobrze i wtedy, gdy w ich życiu jest ciemno" – podkreśla. I dodaje, że decyzję o ewakuacji zawsze trzeba podejmować osobiście. Misjonarz, który jest na miejscu – ma najlepszą wiedzę i ogląd sytuacji. A życie na misjach, to nie jest praca lekka i łatwa. Często wiąże się z niebezpieczeństwem. W rejonie ogarniętym wojną, tak jak teraz w RCA, każdy misjonarz może znaleźć się w oku cyklonu. "Walczące grupy przemieszczają się po całym terytorium. Tam, gdzie wczoraj było spokojnie, dzisiaj może już być zupełnie inaczej" – tłumaczy werbista.

MSZ: Polacy, uciekajcie z tego kraju!

Od Ministerstwa Spraw Zagranicznych uzyskaliśmy lakoniczny komunikat na temat ewentualnej ewakuacji.

"MSZ, wraz z partnerami z UE  prowadzi działania, które mają na celu udzielenie pomocy osobom przebywającym w Republice Środkowej Afryki". W RCA nie ma polskiej placówki dyplomatycznej. Najbliższa, odpowiedzialna za ten rejon jest w Luandzie w Angoli. To jakieś 3,5 tys. kilometrów dalej. MSZ przypomina, że polscy obywatele mogą korzystać z pomocy francuskiego konsula w Bangui, stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej.

Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Płacz o poranku

Pisząc tę wiadomość zza okna dobiega krzyk, zawodzenie i płacz… Dzisiejszej nocy Seleka zabili jednego młodego mężczyznę, który spał razem ze swoją rodziną na polach blisko granicy z Czadem.


Przeczytaj inne depesze


Ranili kilka osób oraz uprowadzili jedną osobę z Ngaoundaye… Oni są nieobliczalni! Wczoraj rozmawialiśmy z dwoma mężczyznami, którzy przeżyli atak w Bocaranga, mówili ze Seleka ciągle powtarzali „zabijemy wszystkich Środkowoafrykanczyków”.

Płacz o poranku

U nas na misji noc była spokojna, o 6:00 Msza św. Wraz z towarzyszącym krzykiem, który dochodził z zewnątrz. Płacz po zmarłym. Na końcu Mszy św. nasz proboszcz – mówił o czujności i uwadze.  

Przypomnę tylko, że Selaka stacjonują blisko naszej miejscowości około 7 km. Czekamy na jakąś ochronę wojskową – jak do tej pory…. Nie było nikogo, to już prawie tydzień, być może trzeba, aby selekowcy zabili kilkadziesiąt osób, by wojsko mogło przyjechać, będziemy czekać dalej…

Dobrego i czujnego dnia dla wszystkich WAS moi kochani – dziękuję Wam za modlitwę i pamięć

o. Benedykt Pączka