Nasze projekty
Weronika Kostrzewa

Wyczynowa ewangelizacja ramię w ramię z Matką Bożą Rowerową. Ks. Kamil Leszczyński, salwatorianin.

Dzień zawsze zaczyna Eucharystią. A rower jest narzędziem odkrywania Boga w codzienności i w przyrodzie. Gdy musi wybierać, mocno pracuje w nim zdanie "Najpierw byłeś księdzem, a potem kolarzem".

Reklama

Kilka sekund za późno podniósł głowę. Zakręt był zbyt blisko. Chwilę później razem z rowerem leżeli w rowie. Koła wciąż wirowały. Gdy podbiegli strażacy, by udzielić mu pomocy, poprosił by potrzymali różaniec. Nie chciał go zgubić. To był specjalny, własnoręcznie wykonany model „na rower”, szczególnie cenny.

Takich przewrotek ks. Kamil Leszczyński na swoim koncie ma niewiele, choć na dwóch kółkach przemierza tysiące kilometrów. Na liście najtrudniejszych tras: Ultramataron Wisła 1200. Liczba odpowiada tu ilości przejechanych kilometrów. Mimo, że to był wyścig z czasem i to w dużej mierze po wertepach, czteroosobowa drużyna każdy dzień rozpoczynała Mszą świętą. Czasem między zejściem z roweru o 2 w nocy, a pobudką na Eucharystię o 6 rano, mieli niespełna 4 godziny snu. Słowa „wolniej!” zawsze kierowane były pod adresem ks. Kamila.

Z Bagna do Warszawy

Swoją rowerową pasję i niezniszczalność na dwóch kółkach zawdzięcza Bagnu, małej miejscowości, w której mieści się seminarium salwatorianów. W promieniu kilku kilometrów nie ma tam nic, do najbliższej stacji kolejowej można dojść po godzinie marszu. Przez siedem lat seminarium spacery – nawet po pięknych terenach – mogą się znudzić. Rower okazał się idealnym narzędziem by zobaczyć więcej, wykorzystać czas wolny i odwiedzić miejsca, gdzie samochodem nie da się dotrzeć.

Reklama
Reklama

Gdy trafił do warszawskiej parafii, niczym Ojciec Mateusz – do którego go wtedy czasem porównywano – przemierzał w sutannie drogę do chorych, na lekcje religii, czy załatwiać sprawy na poczcie. Dziś parafianie, widząc czarną postać na rowerze, z daleka już machają do księdza. Uczniowie zazwyczaj pytają, czy habit nie wkręca się w koła. Ks. Kamil doskonale pamięta miny rodziców dzieci przygotowujących się do pierwszej Komunii świętej. Po jednym ze spotkań organizacyjnych – które delikatnie można określić jako burzliwe – rodzice rozmawiający jeszcze przed kościołem zastygli, gdy w mężczyźnie w odblaskowych barwach i stroju zawodowego kolarza rozpoznali kapłana, z którym przed chwilą żywo dyskutowali w kościelnych murach. Tak w pełnym rynsztunku cyklisty ks. Kamil wyruszał w trasę, by odreagować wieczorne spotkanie. Psychika nigdzie nie odpoczywa tak, jak na rowerze.

Ramię w ramię z Maryją

Kolarska pasja okazała się sprawą wspólnotową. Patrząc na katolicką mapę Warszawy zauważył, że brakuje propozycji dla ludzi po studiach, którzy już nie utożsamiają się z określeniem „akademicka”, ale jeszcze nie założyli rodziny. Stworzone przez niego duszpasterstwo post akademickie „Student+”, przez długi czas było (a dla wielu wciąż jest) fenomenem.

Mężczyźni stanowią tu przewagę. To zasługa sportowego ducha, choć ekstremalne rowerowe wyzwania są tylko dla chętnych. Ludzie przychodzą przyciągnięci kolarską pasją wspólnoty i spotykają duchową formację. Są i tacy, którzy szukali swojego miejsca w Kościele, a przy okazji pokochali rowerowe wyprawy. Ksiądz Kamil święci nowe rowery, doradza w zakupie sprzętu i inspiruje do kolejnych wypraw. Jak choćby ostatnia zorganizowana przez niego Nocna Rowerowa Droga Krzyżowa na rowerach wzdłuż granic miasta Warszawy. Która zgromadziła prawie 180 uczestników.

Reklama
Reklama

Ksiądz kolarz i duszpasterz jeżdżącej wspólnoty, bardzo chciał znaleźć kogoś przypisanego do opieki nad rowerami. Jakie było jego zaskoczenie, gdy odkrył, że pasjonaci dwóch kółek powierzeni są pod opiekę samej Matce Boże. Do dziś pamięta moment, gdy trafił na wizerunek Madonny del Ghisallo – Maryi z Dzieciątkiem na rowerze. Potem okazało się, że włoskie sanktuarium zostało zatwierdzone przez św. Jana Pawła II. Poczuł, że Ona go w pewien sposób pokierowała, a on za tym poszedł.

Od tamtego czasu – ksiądz i Madonna – podróżują zawsze we dwójkę, razem i bezpiecznie. Sanktuarium bardzo szybko znalazło się mapie miejsc, które wraz z duszpasterstwem „Student +” odwiedził. Różańce z łańcuchów rowerów, wszelkie kolarskie wota – tam we Włoszech nie można mieć wątpliwości, że rower to narzędzie, którym Bóg się posługuje.

A co do narzędzi, to ks. Kamil jeździ zawsze ze swoim własnoręcznie wykonanym różańcem. Duże koraliki, znacznie większe odstępy między nimi. Wszystko dopracowane i dostosowane do szybkiej jazdy. W końcu modlitwa to bardzo ważny element rowerowych wypraw.

Reklama

Ksiądz przyznaje, że z czasem coraz rzadziej słucha muzyki, czy nawet różnych konferencji. Coraz więcej jest natomiast modlitwy na rowerze, rozmyślań, czy po prostu ciszy. Z wypraw wraca nie tylko z nowymi pomysłami, ale już całym programem ich realizacji

„Ksiądz?! Weź co ty gadasz?!”

W towarzystwie zawodowych kolarzy, na początku każdy jest anonimowy, także przez strój. Gdy dochodzi do rozmów o pracy i życiu prywatnym, pod adresem ks. Kamila pada pełne zaskoczenia (i czasem dosadniej sformułowane pytanie) „Weź co ty gadasz?!”. Niedowierzania jest tak wiele, że zdarzyło mu się już pokazywać legitymację kapłańską albo zdjęcie w habicie. Ludzie po prostu nie wierzą, że mają w swoich szeregach księdza.

Po pierwszym zaskoczeniu przychodzi czas na niesamowity podziw, fascynację i rozmowy o Bogu. Dzięki wspólnej pasji można przejść do głębszych rozmów. Do tego grona bardzo mocno trafia porównanie, że tak jak trenuje się ciało, tak też żeby Łaska wzrastała, żeby efekty jej działania było widać, trzeba trenować ducha. A gdy pojawiają się ciężkie sytuacje życiowe albo nurtujące pytania, znajomi kolarze dzwonią do Kamila księdza, a on w słuchawce słyszy „jesteś jednym księdzem jakiego znam, pomóż”.

Od zaczepki do rozmowy

Podczas gdy jedni dziwią się, że poznany wyczynowiec to ksiądz, inny dociekają „a skąd pieniądze na to wszystko”. Ks. Kamil nie zastanawia się nigdy, czy to zwykła ciekawość, czy samo pytanie zawiera zarzut. Zawsze szczerze i spokojnie odpowiada, że przez wiele lat odkładał niewielkie sumy. Nie pozwalał sobie na świetne wakacje, a dzięki temu dziś obok miejskiego roweru, ma pełne wyposażenie ekstremalnego kolarza.

Jeśli nawet taka rozmowa jest zaczepką, to jak mówi dla niego to szansa, by skonfrontować się z tym człowiekiem. Z jego uprzedzeniami, czasem wynikającymi ze złych doświadczeń. Porównuje to do rozmów z ludźmi, którzy przychodzą dokonać apostazji. Jeśli jest chęć rozmowy to pyta, czy obraz Kościoła, który mają, jest ich, czy zasłyszany. W większości przypadków okazuje się on wytworem mediów, zwłaszcza tego, co można znaleźć na portalach społecznościowych. Wtedy spokojna rozmowa, świadectwo, które obala fałszywy obraz Kościoła i duchownych, może zrobić wiele dobrego. Dlatego o rowerze, zarzutach że zbyt drogi i pasji, którą czasem ktoś określi „wydziwianiem” warto rozmawiać.

Rower czy modlitwa?

Czy pasja rowerowa nigdy nie wygrywała z Bogiem? Czy wyczynowe trasy nie zastępowały godzin na adoracji? Oczywiście takie zagrożenie się pojawiło, ale ks. Kamil bardzo szybko przekuł je w ważną lekcję. Jeśli wraca z maratonu i jest tak zmęczony, że nie ma siły odmówić brewiarza, to jak to możliwe, że znalazł siłę na pokonanie wielu kilometrów, a 30 minut modlitwy indywidualnej stanowi zbyt wielkie wyzwanie? Skoro zadbał by mieć czas i siłę na zmaganie fizyczne, to taką uwagę powinien też poświęcić zmaganiu duchowemu. Te doświadczenia i przemyślenia zadziały motywująco.

Dziś pilnuje dobrej organizacji i priorytetów. Dzień zawsze zaczyna Eucharystią. A rower jest narzędziem odkrywania Boga w codzienności i w przyrodzie, który pozwala jechać w miejsca gdzie człowiek nie zniszczył dzieła stworzenia, gdzie nie ma drogi, nie ma budynków. Tak można zachwycić się wielkością Stwórcy przez wielkość jego stworzeń.

Przygotowanie do celu

Ksiądz Kamil przyznaje, że moment rozmyślać „po co mi to wszystko” ma już za sobą. Stawiając sobie te pytania zrozumiał jak jego pasja, mocno oddziałuje na pozostałe przestrzenie życia. Dzięki ekstremalnym rowerowym wyzwaniom nauczył się, jak przygotować się do obranego celu. Zrozumiał, że tak jak z obraną trasą, która wydaje się ponad siły, trzeba postępować z marzeniami, duszpasterskimi planami, projektami. Ograniczenia są w głowie człowieka, a zdecydowanie to co od nas zależy, to odpowiednie przygotowanie.

Raz uporządkowanych priorytetów trzeba jednak pilnować całe życie. Niedawno udało mu się zakwalifikować do ekstremalnego Rajdu Północ-Południe. Na trasę, która liczy blisko tysiąc kilometrów, uczestnicy mają 72 godziny. O śnie dłuższym niż 20 minut trzeba więc zapomnieć. Do rywalizacji przyjmowani są tylko najlepsi. Gdy ku swej radości rajd mógł już wpisać do kalendarza, został zaproszony na ślub, oczywiście jako celebrans. I choć przecież można uznać, że są na świecie inni kapłani, to w nim bardzo mocno pracuje zdanie „najpierw byłeś księdzem, potem kolarzem”.

Pokory uczy go zresztą nieustannie kalendarz świąt kościelnych, który wielokrotnie pokrywa się z kalendarzem ultramaratonów. Z roweru jednak nie zamierza schodzić na dłużej. Niezwykle przemawia do niego porównanie użyte przez papieża Franciszka, który powiedział, że „Kościół jest jak rower, jeśli nie jest w ruchu – upada”. Ks. Kamil dodaje, że zatrzymuje się, żeby chwilę odpocząć, spojrzeć na mapę, czy dobrze jedzie. A bycie nieustannie w ruchu, także duchowym, pozwala mieć cele do których człowiek dąży.

On wśród tych rowerowych planów-marzeń ma samotną wyprawę-pielgrzymkę do Medjugorie i czysto wyczynowy wyjazd do Rumunii. Gdzie czekają na niego trasy transfogarska i transalpina.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite