Nasze projekty
Mateusz Ochman

Jeśli nie dla rodziny, to dla kogo?

Dopiero małżeństwo i ojcostwo – jak ta sól – nadają wielu z nas poczucie celu i misji. Stają się one górą, z którą tak wielu z nas chce się zmierzyć i ją po prostu zdobyć nie szczędząc sił i środków. Są Bieszczadami, dla których pragniemy rzucić to wszystko

Reklama

Mateusz Ochman. Mąż Agnieszki, ojciec Leosi.


Nie miałem złudzeń, że ojcostwo to bułka z masłem. Ale nie spodziewałem się też, że bułka ta będzie miała tyle soli. I całe szczęście, bo przecież sól zaprawia, pomaga zachować świeżość i nadaje smak.

Przed narodzinami Leosi wchłonąłem sporo literatury ­­– raz mądrzejszej, innym razem niekoniecznie – dotyczącej ojcostwa; dociekliwie wypytywałem o niuanse znajomych, którzy już wychowują dzieci i przede wszystkim rozpamiętywałem wszystkie te chwile, kiedy sam czułem, że mam kochającego ojca (a autorytet mojego taty jest dla mnie w tym zakresie nieoceniony). Wszystko po to, żeby dobrze i płynnie „wejść w rolę”, żeby od samego początku stać na warcie. Bez zbytniej pewności siebie, rozszalałego ego i przekonania o zjedzeniu każdego z dostępnych rozumów świata, byłem przekonany o swojej gotowości.

Reklama
Reklama

Dziś nie wiem, czy była to bardziej głupota czy słodka naiwność. W każdym razie szybko przekonałem się o tym, w jak wielkim błędzie byłem.

Narodziny Leosi były dla mnie ostatecznym potwierdzeniem tez frywolnie przemieszczających się po mojej głowie od kilku miesięcy: nigdy nie ma mitycznego „odpowiedniego momentu”, o którym opowiada się niestworzone historie.

Reklama
Reklama

Mimo intensywnego procesu przygotowań, wyobrażałem sobie, że będzie jakiś proces aklimatyzacji, możliwość zaadaptowania własnego życia do mającej właśnie miejsce sytuacji. Nic z tych rzeczy. Po prostu pewnego dnia (wyczekiwanego, co jasne) otrzymujesz w ramiona małego człowieka, słyszysz „to twoje dziecko” i… to tyle. Nie ma złotych porad, nie ma instrukcji obsługi, nie ma gotowych rozwiązań – od tej pory możesz liczyć jedynie na własne siły, sprzymierzone z siłami żony.

I to w ojcostwie jest najpiękniejsze!

Reklama

Nic nie jest takie samo. Żaden dzień nie przypomina poprzedniego. Jest czysta improwizacja. Na twoich oczach rośnie życie, z dnia na dzień, a ty nie możesz pozwolić sobie na przegapienie choćby dwunastu godzin tego rozwoju, bo już trudno będzie ci odnaleźć się w tej rzeczywistości.

Pragnąc dać dziecku choćby minimum uwagi, na które zasługuje, będziesz musiał dosłownie i w przenośni stawać na głowie, bo do tego zmuszą cię jeszcze inne obowiązki, chociażby tak prozaiczne, jak utrzymanie rodziny. Możliwość porozmawiania z żoną na spokojnie, przy herbacie, bez konieczności wieszania w międzyczasie ubrań czy zapełnienia zmywarki będzie luksusem.

Brzmi to strasznie pesymistycznie? Niekoniecznie. Dopiero małżeństwo i ojcostwo – jak ta sól – nadają wielu z nas poczucie celu i misji. Stają się one górą, z którą tak wielu z nas chce się zmierzyć i ją po prostu zdobyć nie szczędząc sił i środków. Są Bieszczadami, dla których pragniemy rzucić to wszystko. Nadają smak życiu sprawiając, że po prostu musimy przestać żyć tylko dla siebie i mimo częstego niewyobrażalnego zmęczenia skupić się na rodzinnym niezapowiedzianym święcie, na które wzywa pierwszy ząbek.

Ale warto. Cholera, warto. Bo jeśli nie dla rodziny, to dla czego warto dziś stawać na rzęsach?


Przeczytaj pozostałe męskie spojrzenia na rodzinę


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite