„Czemu mnie szukaliście?”

Znalezienie w Świątyni to jedyna znana nam scena z Ewangelii przedstawiająca Jezusa, który w swoim zachowaniu reprezentuje postawę i dziecka i dorosłego. Wydaje się, że Jezus zgubił się jak dziecko, jednak w dialogu ze spotkanymi ludźmi i Maryją zachowuje się jak dorosły… Stawiając kolejny krok na drodze do rozwoju swojej pobożności maryjnej odkrywamy Maryję jako dziewicę szukającą Syna – naśladowanie Jej może i nam pomóc odnaleźć dla siebie odpowiednie miejsce przy Jezusie.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zgubione dziecko

Jak można zgubić dwunastoletnie dziecko? Dlaczego Maryja i Józef tak późno się zorientowali, że obok nie ma ich Syna? Gdzie spał Jezus, gdy Go szukali? Próba rozbicia na detale historii o znalezieniu w świątyni (Łk 2, 41-52) może skończyć się zderzeniem ze ścianą, jak w wielu innych przypadkach wysiłku analizowania historii biblijnych tak, jakby były sprawozdaniami spisywanymi do kartotek policyjnych. Nie znaczy to jednak, że w żaden sposób nie da się na nie odpowiedzieć.

Sama informacja, że Święta Rodzina w całości pielgrzymowała do Jerozolimy, niesie już w sobie wiele treści. Nie mieli takiego obowiązku – obowiązek pielgrzymowania mieli dorośli mężczyźni, tak więc Maryja z Jezusem mogli spokojnie zostać w Nazarecie podczas podjęcia przez Józefa trudu pielgrzymki. Dla Jezusa był to ostatni taki rok, ponieważ zgodnie z Prawem osiągnięcie dorosłości czekało go w wieku trzynastu lat. Znajdował się więc gdzieś na granicy dziecięctwa i dorosłości, i to właśnie tutaj komentatorzy doszukują się możliwości zagubienia. W karawanie osobno przemieszczali się mężczyźni, osobno kobiety z dziećmi. Jezus mógł więc zarówno być przy Matce jako dziecko, jak i razem z Józefem podróżować jako prawie dorosły mężczyzna. Gdy dotarli na miejsce postoju, zorientowali się, że syna nie ma… skoro cały dzień oddalali się od Jerozolimy, musieli kolejny poświęcić na to, żeby wrócić ten sam dystans, a dopiero trzeciego dnia rozpocząć poszukiwania w samym mieście, które było wielkie, a w okresie pielgrzymek szczególnie zaludnione. Jest to więc historia, jakich zapewne więcej zdarzało się wówczas pośród pielgrzymów.

 

Po co taka historia w Ewangelii?

Najważniejsze pytania przychodzą z zupełnie innej strony – dlaczego św. Łukasz jako jedyny postanowił umieścić tę historię w swojej Ewangelii? W przemyślanej i precyzyjnie zbudowanej strukturze jego dzieła ta scena ma swoje konkretne miejsce, a sposób, w jaki została opowiedziana, też nie jest przypadkowy.

Analizując narrację Łukasza najpierw odkrywamy, że zbudowana jest ona według często spotykanego w retoryce biblijnej schematu objawienia: wstąpienie (wersety 41-45), objawienie (46-50), zstąpienie (51-52). Maryja i Józef wracając po Jezusa musieli pokonać drogę do miasta w górę, przeżywając własną przemianę. Sama historia nie ma na celu przybliżenia rodzinnych wspomnień, ale wyraźnie wskazać Jezusa jako Syna Bożego, który wychowuje się w domu, ale do dorosłości przygotowywany jest przez Kogoś innego. Warto zwrócić uwagę na fakt, że ten fragment zawiera pierwsze zapisane słowa Jezusa: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49), współgrające z tymi, które w tej Ewangelii wypowiada jako ostatnie: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46). Całe życie Jezusa i cała Jego misja ukazane są tutaj jako wskazujące bezpośrednio na Ojca, z tym geograficznym centrum wydarzeń – Jerozolimą, która w kompozycji dzieła Łukasza też odgrywa znaczącą rolę. Na boski charakter objawienia Jezusa wskazują też inne elementy, takie jak fakt przyjęcia przez niego roli nauczyciela wobec uczonych, słowa opisujące ich reakcje, zarezerwowane w ewangeliach dla zjawisk nadprzyrodzonych, czy wreszcie sama konstrukcja odpowiedzi Jezusa, wskazująca na konieczność posłuszeństwa.

 

Odnaleźć swoje miejsce

Odnosząc scenę znalezienia Jezusa w świątyni do swojej drogi duchowej odkryjemy, że naszym zadaniem jest… naśladować Maryję. Nie inaczej. Co więcej, po raz kolejny skupienie się na tekście biblijnym, którego jest bohaterką, rzuci nam nowe światło na właściwy wymiar kultu maryjnego. W tym tekście odkrywamy ją jako dziewicę szukającą.

Rodzice wracając po Jezusa przeżyli swoją własną przemianę, a wymiana zdań w świątyni sprawiła, że ich wspólne życie musiało się zmienić. Maryja jest matką w pełnym tego słowa znaczeniu – szuka zgubionego dziecka z bólem serca, angażując się w to całkowicie. I po raz kolejny zderza się z rzeczywistością, której nie rozumie. Po raz kolejny staje przed wyborem, którego dokonała po raz pierwszy w momencie zwiastowania – musi zgodzić się na to, że drogi Boże są inne niż Jej wyobrażenia. Jednocześnie ta scena przypomina Jej, skupionej na wychowywaniu nastolatka, że to Bóg jest jedynym dobrym punktem odniesienia do tego, żeby mogła zrozumieć swojego Syna. Bo „to, co należy do Ojca” to nie tylko miejsce – dosłownie chodzi o „te rzeczy”, „te sprawy”. Aby zrozumieć Jezusa, trzeba zrozumieć, że Jego życie należy do Ojca – a w takim razie także życie tych, którzy zdecydowali się Mu towarzyszyć.

Jak możemy naśladować szukającą Maryję? Wkładając wysiłek w to, żeby znaleźć odpowiednie miejsce dla siebie. Często gubimy Jezusa w swojej codzienności i wcale nie orientujemy się tak szybko, że Go zgubiliśmy. Szukamy, ale jednocześnie nie chcemy się wyrwać z tych wszystkich spraw, które nam Go zasłoniły albo zabrały. Tymczasem trzeba pójść za Maryją – pozwolić sobie na ból serca, pozwolić sobie na powrót do punktu wyjścia. Zostać przez Niego przywróconym do początku i rozważyć w sercu tą przygodę, żeby następnym razem gdy się zgubi, już bez zastanowienia ruszyć tam, gdzie można Go znaleźć. Może już dziś skieruj swoje kroki tam, gdzie On realnie jest obecny – do należącej do Ojca świątyni, gdzie przebywa w Najświętszym Sakramencie, a w konfesjonale posługując się kapłanem może odpuścić Ci grzechy i pomóc odnaleźć swoje miejsce?

 


Czytaj także:

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju,
od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży.
Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej
oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych.
Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10,
pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Dwie Matki – spirala radości

„Odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”. Mocne słowa jak na młodą dziewczynę. Czy zgoda Maryi na zostanie matką wystarczy do tego, żeby uważać Jej miłość za ponadczasową zasługę?

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W spotkaniu z Elżbietą (Łk 1, 39-56) Maryja daje nam trzy dowody na autentyczność swojej miłości. Z Jej miłości jeszcze przez narodzeniem Syna rodzi się służba, radość i wspólnota.

 

Spotkanie dwóch godności

Scena zwiastowania minęła, a Maryja została sama z misją od Boga, na którą wyraziła zgodę. Jak dziewczyna, która dowiedziała się, że urodzi dziecko oczekiwane przez cały naród, powinna spędzić dziewięć miesięcy oczekiwania? Życiorysy świętych, wśród których wzorem jest Maryja, pokazują nam jasny obraz – najbardziej wyróżnieni są ci, którzy mają w sobie większą postawę służby. Na wieść o tym, że Elżbieta spodziewa się dziecka, Maryja rusza, aby jej pomóc. Jest młodsza, jest silniejsza, a poza tym mogą wspierać się w stanie, który obie przeżywają. Wyróżnienie przez Boga nie staje się pretekstem do stawiania siebie wyżej, przeciwnie – jest motywacją do służby.

W ten sposób naprzeciwko siebie stają dwie kobiety. O godności jednej stanowi sam wiek oraz cudowność faktu, że zaszła w ciążę w podeszłym wieku. O godności drugiej świadczy wyjątkowość Dziecka, które się w Niej rozwija. I w spotkaniu tych dwóch godności następuje obustronne uniżenie. Miłość, która nie akcentuje siebie, ale określa swoją tożsamość właśnie przez wskazanie wyższości drugiej osoby. Pierwszy dowód na autentyczność miłości – prowadzi do służby.

 

Modlitwa pokoleń

Zanim Maryję zaczną wychwalać wszystkie pokolenia, wychwalają ją dwa – początek może skromny, ale już niezwykły, bo dwie wyjątkowe Matki są świadkami radosnego spotkania dwóch wyjątkowych Synów. Za trzydzieści lat starszy ochrzci młodszego i da o Nim świadectwo: „Oto Baranek Boży”. Na razie obaj rozwijają się bezpiecznie w łonach swoich Mam. Wielkie dzieło Bożej historii – jak wiele innych Jego wielkich dzieł – dojrzewa w sposób na razie widoczny tylko dla tych dwóch kobiet.

„Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia” (Łk 1, 48). Musimy zapytać znowu, jak przy scenie zwiastowania: czy Maryja zatrzymuje na sobie uwagę? Przecież wszyscy wezwani jesteśmy do tego, żeby się wzajemnie błogosławić, czyli – w najprostszym rozumieniu – mówić o sobie dobrze. Użyte w tym wersecie słowo μακαρίζω oznacza „uważać za szczęśliwego, uważać za błogosławionego, błogosławić, wychwalać”. Rzeczywiście – my wszyscy cieszymy się ze szczęścia Maryi. I nie jest to radość do końca bezinteresowna. Przecież dzięki Jej zgodzie na świat przychodzi Jezus. Ten, który zbawił też nas – wszystkie pokolenia.

Często patrzymy na ludzi szczęśliwych lub takich, których my za szczęśliwych uważamy. Nie zawsze ich wychwalamy, może zdarza nam się doszukiwać w ich szczęściu rys i niedoskonałości. Maryja nie zostawia nam możliwości na takie dociekania, bo mówi wprost, jaki jest powód błogosławieństwa, które Ją spotkało: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1, 49). Podobnie jak Gabriel w scenie zwiastowania, nie pozostawia wątpliwości – to wszystko dzieło Boga. To On jest Tym, który jest tutaj wychwalany. To drugi dowód na autentyczność miłości – pozwala przekierować uwagę na swoje źródło, którym jest Bóg. Mówi o głośno o tym, co On zdziałał.

Dlaczego więc patrzymy na Maryję? Dlaczego ten fragment ma być podstawą do kultu maryjnego? Adhortacja bł. Pawła VI „Marialis cultus” wskazuje w tej scenie przede wszystkim na modlitwę Maryi. Ona umie się modlić – w swojej modlitwie skupić całą siebie i pokazać, że cała składa się z tego, co jest darem Boga. Nie ma granicy pomiędzy Nią a Jego działaniem dzięki temu, że jest bez grzechu. Dlatego i nasza modlitwa powinna być podejmowana w stanie łaski – wtedy, gdy pomiędzy sercem człowieka a Bogiem nie ma granicy, zbudowanej przez ludzkie powiedzenie Bogu „nie”. Serce zamknięte grzechem nie jest w stanie uwielbić Boga, bo krzyczy w nim to, co się przeciwko Bogu zbuntowało. Obrazowo przedstawia to abp Fulton Sheen, gdy omawiając scenę Nawiedzenia pisze o otwarciu Maryi: „Pudełko napełnione piaskiem nie może być napełnione złotem; dusza tryskająca swoim ego nie może nigdy zostać wypełniona Bogiem. (…) Im bardziej opróżniona z „ja” jest dusza, tym więcej jest w niej miejsca dla Boga” (F. Sheen „Maryja. Pierwsza miłość świata”).

 

Spirala radości

Czytając opis nawiedzenia św. Elżbiety wręcz odczuwa się pulsującą w tym tekście radość. Elżbieta cieszy się na widok Maryi tak, że w tej radości uczestniczy nawet Jan, Maryja cieszy się wraz z Jezusem, spontanicznie wyśpiewując pieśń ku chwale Boga. Są przed sobą – wyróżnione, a pokorne. Wspominane przez nas po dwóch tysiącach lat, a doskonale gotowe służyć.

Człowiek, który umie nazwać dobro zdziałane przez Boga w jego życiu, chce to dobro nieść dalej, bo wie, że ono nie jest dane tylko dla niego. Chce opowiedzieć o tym dobru innym w taki sposób, żeby i oczy innych się otworzyły, stając się dla nich powodem do radości. I ta radość później wraca, potęguje się, jak na spirali. Kontemplacja sceny spotkania Maryi z Elżbietą może wzbudzić w nas tęsknotę za taką radością. Tęsknotę za radością, która rodzi się ze spotkania. Ale jednocześnie może pomóc Bogu w uleczeniu naszych oczu, które już dawno odzwyczaiły się od zauważania Jego działania w naszym życiu. Patrząc na Maryję uczymy się, że to On czyni wielkie rzeczy, a naszym zadaniem jest je zauważyć i wychwalać Go, ufając, że skoro już tyle uczynił… to dalej tak będzie. To jest trzeci dowód autentyczności miłości – niesie ze sobą radość.

Prośmy Maryję – dziewicę modlącą się – aby pomagała nam odkrywać w swoim życiu miłość potwierdzającą się na te trzy sposoby. Miłość, która będzie nas prowadzić do służby drugiemu człowiekowi, bez przesadnego akcentowania własnej wartości. Miłość, która umie w Bogu dostrzec źródło swojej godności i głośno na Niego wskazywać. Miłość, która widzi dobro i dla innych staje się powodem do radości.

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju,
od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży.
Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej
oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych.
Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10,
pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap