Nasze projekty

Matka Matylda Getter. Siostra, która uratowała tysiąc światów

W czasie drugiej wojny światowej otworzyła drzwi domu zgromadzenia przy ulicy Hożej 53 dla wszystkich potrzebujących – dzieci, żołnierzy, księży oraz żydowskich uciekinierów z getta. Zawsze powtarzała: „Ktokolwiek przychodzi na nasze podwórko i prosi o pomoc, w imię Chrystusa, nie wolno nam odmówić”. Matka Matylda i ponad sto dwadzieścia współsióstr uratowały tysiące ludzkich istnień.

Reklama

Patrzę na zdjęcie Matki Matyldy. Czepek zakonny rzuca cień na jej twarz. Czego dowiedziałam się o tej niezwykłej kobiecie? Bardzo wiele, a mimo wszystko Matusia pozostaje w cieniu. To dlatego, że tego chciała. Chciała pracować i służyć w ukryciu, w cieniu Tego, którego kochała. Po jej śmierci sporo osób napisało o niej wspomnienia. Robiła ogromne wrażenie na ludziach, którzy uważali, że jest uosobieniem miłości Bożej, wzorem zakonnicy, osobą niezwykle wrażliwą na biedę i cierpienie bliźnich.
Doktor Zofia Szymańska ujęła w jednym zdaniu całą wielkość tej niezwykłej Osoby: „Była wspaniałym, najbardziej ludzkim wcieleniem Ewangelii miłości”.

Logistyka i perfekcja

Być może decyzja o ratowaniu każdego z żydowskich współobywateli, który zwracał się po pomoc, zawierała w sobie rzeczywiście element szalonego ryzyka, pewne jest jednak, że w tym szaleństwie była metoda. Wybitna organizatorka, której powołaniem było przywracanie porządku i harmonii, musiała dobrze te działania zorganizować. Nakaz ratowania był niezwykle trudnym do wykonania zadaniem. Trzeba było opracować logistykę, zorganizować perfekcyjną akcję ukrywania, przygotować do tego większość włączonych w nią domów prowincji warszawskiej i lwowskiej. Aby akcja ratowania żydowskich dzieci mogła się udać – w atmosferze nieustających obław, rewizji, łapanek, całego zorganizowanego przez Niemców aparatu terroru, oraz w środowisku, w którym wciąż groził donos ze strony Polaków szantażystów, tak zwanych „szmalcowników” wyspecjalizowanych w tropieniu Żydów, czy też ze strony zwykłych, przerażonych, walczących o przetrwanie obywateli – trzeba było stworzyć odpowiednie warunki.

I Matusia takie warunki stworzyła. Zarządzała czterdziestoma domami, w tym dwudziestoma sierocińcami, z których wiele, tak jak Kostowiec, leżało na uboczu, w otoczeniu parków, na dużych działkach z sadami, warzywnikami, szopami, budynkami
gospodarczymi przeznaczonymi dla domowego inwentarza, z zakamarkami w piwnicach i warsztatach, wreszcie z klauzurą, do której dostęp miały wyłącznie zakonnice, a także z infirmeriami, w których leczyli się chorzy i które Niemcy skrzętnie omijali, gdyż panicznie bali się chorób zakaźnych. Ponadto każdy usytuowany poza miastem dom zgromadzenia produkował własną żywność – warzywa i ziemniaki, jajka,
mleko, kaszę, których nigdy nie starczało dla wciąż powiększającej się gromady dzieci i młodzieży, ale choć częściowo zaspakajały ich potrzeby.

Reklama
Reklama

I co najważniejsze, Matusia miała sztab niezwykle ofiarnych, zdyscyplinowanych sióstr, twardych, zaprawionych w zmaganiach z przeciwnościami, samodzielnych i pomysłowych, przywykłych do wyrzeczeń i ascezy, głęboko wierzących. Były to wierne i lojalne współpracownice, na które mogła liczyć i którym mogła bezgranicznie ufać. To z nimi koordynowała swoje działania, wiedząc, że jeśli tylko powierzy im żydowskie dziecko lub osobę dorosłą, może być spokojna o los uciekiniera. Mogła być pewna, że przełożona domu, do którego trafi szukający ocalenia człowiek, zaopiekuje się nim najlepiej, jak potrafi i wykorzysta swoją inwencję i konsekwencję w działaniu, zachowując przy tym zimną krew.

W drodze na egzekucję

Nie wiadomo, jak i kiedy pierwsze żydowskie dziecko trafiło do domu Rodziny Maryi. Wiadomo natomiast, że były dwa sposoby, by znaleźć się pod opieką sióstr. Można je określić tak: „losowy” oraz „systemowy”. System działał dzięki osobom i instytucjom, z którymi Matka wcześniej ustaliła tryb postępowania i była w stałym kontakcie.

Siostra Frącek opisuje dramatyczne sytuacje, które doprowadzały zagrożone dzieci do klasztornych furt. Do domu w Płudach przerzuciła przez płot swoje niemowlę matka prowadzona z grupą Żydów na egzekucję do Henrykowa. Tu trafiła też Danuta Rajska przywieziona w worku. Do sierocińca we Lwowie sześcioletnią dziewczynkę przyprowadził ojciec franciszkanin, a do domu Opatrzności Bożej przy ulicy Chełmskiej w Warszawie córeczkę zamordowanych rodziców przywiózł rolnik spod Łowicza. Siostry przygarnęły też dziewczynkę, która błąkała się po polach, a jej domem była psia buda. Ojciec innej dziewczynki otruł się, a matka walczyła o byt, pracując dorywczo.

Reklama
Reklama

Trzy domy zgromadzenia – przy ulicach Żelaznej, Wolności i Zakroczymskiej – sąsiadowały z murami getta. To bardzo ułatwiało ukrywanie uciekinierów w pierwszym etapie ich przerzutu, gdyż zwłaszcza pod tym pierwszym adresem można było znaleźć przynajmniej chwilowe schronienie, by później wędrować dalej, dzięki długiemu łańcuchowi ratowników. Tu, na Żelaznej, ukrywano trzyletnią dziewczynkę z hebrajskim tatuażem na ciele, która została znaleziona w norce pod chodnikiem. Czteroletniego chłopca, syna inżyniera Mieczysława Rynga, przyniósł gestapowiec przekupiony dolarami w złocie. Dzieci. Były wśród nich Jasia przyprowadzona
przez policjanta, siedmioletnia Inka Szapiro wyprowadzona z getta przez jej opiekunkę Anielę Domanusową. Były też dzieci, które w poszukiwaniu ratunku same udawały się do klasztorów.

Fragment książki „Uratować tysiąc światów. Matylda Getter – Matusia”


Alina Petrowa-Wasilewicz
Uratować tysiąc światów

Historia zakonnicy, która ratowała żydowskie dzieci
SIOSTRA MATYLDA GETTER – CICHA BOHATERKA CZASÓW ZAGŁADY

Reklama

Ludzie mówili, że miała nieograniczoną ufność w opiekę Opatrzności. Z odwagą stawiała czoła kolejnym przeciwnościom. I nigdy nie straciła nadziei.
Alina Petrowa-Wasilewicz w swojej najnowszej książce ożywia dawno miniony świat. Przywołuje historię siostry Matyldy, która podczas niemieckiej okupacji ratowała tysiące zagrożonych światów.
Matka Matylda Getter to polska siostra ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Kobieta niezłomna. W czasie drugiej wojny światowej otworzyła drzwi domu zgromadzenia przy ulicy Hożej 53 dla wszystkich potrzebujących – dzieci, żołnierzy, księży oraz żydowskich uciekinierów z getta. Zawsze powtarzała: „Ktokolwiek przychodzi na nasze podwórko i prosi o pomoc, w imię Chrystusa, nie wolno nam odmówić”. Matka Matylda i ponad sto dwadzieścia współsióstr uratowały tysiące ludzkich istnień.

KUP KSIĄŻKĘ>>>

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę