Wycieczka po Kaplicy Sykstyńskiej

Wybierz się w wirtualną wycieczkę do Watykanu, wejdź razem z jednym ze 115 kardynałów - eletorów do Kaplicy Sykstyńskiej i zobacz to, co oglądają uczestnicy konklawe.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

„Pamiętam jak dziś ten dziesiąty dzień maja w 1508 r., ja Michał Anioł, rzeźbiarz, otrzymałem od Jego Świętobliwości naszego pana Juliusza II pięćset dukatów z Kamery na rzecz odmalowania sklepienia kaplicy papieża Sykstusa, w której zaczynam dziś pracować”.

Tymi słowami Michał Anioł wspominał początek swej pracy w Kaplicy Sykstyńskiej. Prace florentczyka trwały aż do dnia Wszystkich Świętych 1512 r. Kronikarz zanotował, że papież Juliusz II poszedł oglądać wynik pracy z ciekawości „albo też wiedziony pobożnością”. W chwili, kiedy oczy całego świata zwracają się w stronę tego miejsca, także i my, podobnie jak Juliusz II, wiedzieni nabożną ciekawością, udajmy się tam, aby towarzyszyć naszą modlitwą „adoptowanemu” przez nas kardynałowi.

Wycieczka po Kaplicy Sykstyńskiej

1/6
Chrzest Jezusa
2/6
Kuszenie Jezusa na pustyni
3/6
Powołanie apostołów
4/6
Kazanie na górze
5/6
Wręczenie kluczy św. Piotrowi
6/6
Ostatnia wieczerza
poprzednie
następne

Kaplica jest poświęcona Matce Bożej Wniebowziętej. Co ciekawe wymiary budowli odpowiadają dokładnie rozmiarom świątyni w Jerozolimie. Nazwa wywodzi się od fundatora, papieża Sykstusa IV (1471-1484).

Z jego też czasu pochodzi pierwsze dekoracja, dzieło mistrzów przysłanych z Florencji przez Wawrzyńca Wspaniałego, nazywana potocznie pierwszą sykstyną. Wchodząc z naszym kardynałem do środka dostrzeżemy ją bez trudu: to znajdujące się na ścianach północnej i południowej dwie grupy fresków. Najniżej namalowana kotara (co sprawia, że kaplica wydaję się być dużo większa niż jest w istocie – ot, wystarczy uchylić zasłony, aby pójść dalej); wyżej, na ścianie południowej, znajduje się cykl wydarzeń z życia Mojżesza (ten patriarcha często ukazywany był jako niedościgniony wzór życia kontemplacyjnego) i na ścianie północnej wybrane sceny z życia Chrystusa (wzrok kardynałów często zapewne będzie spoczywał na namalowanej przez Perugina scenie przekazania kluczy św. Piotrowi). Na ścianie zachodniej znajduje się fresk Michała Anioła przedstawiający sąd ostateczny. (Artysta musiał skuć ze ściany wcześniej zdobiące ją prace Perugina: Narodzenia i odnalezienia Mojżesza; Matki Bożej Wniebowziętej; Narodzin Chrystusa). Centralne miejsce przynależy teraz do Chrystusa Sędziego, który z wyżyn niebios spogląda na całą kaplicę.

1/7
Stworzenie człowieka
2/7
Bóg Ojciec podczas stwarzania świata
3/7
Córki Lota
4/7
Wydarzenia z życia Mojżesza
5/7
Wędrówka Mojżesza
6/7
Sąd ostateczny
7/7
Sąd ostateczny
poprzednie
następne

Wraz z naszym kardynałem spójrzmy w górę. Dekoracja sklepienia, podobnie jak i Sąd ostateczny, to tzw. druga sykstyna, dzieło Michała Anioła.

Wedle artysty jego zleceniodawca, papież Juliusz II, zaproponował następujący schemat: „dwunastu Apostołów w lunetach, a reszta wypełniona ornamentami jak to jest w zwyczaju”. Florentczyk nie był jednak zadowolony. „Powiedziałem papieżowi, że namalowanie samych Apostołów wydaje mi się być rzeczą ubogą. A zatem zlecił mi, abym wykonał to, co chcę”. Dzięki tej decyzji nasze oczy cieszą sceny przedstawiające sześć dni stworzenia świata, wizerunki postaci biblijnych (proroków, przodków Jezusa z Nazaretu) oraz sybille (czyli pogańskie wieszczki zapowiadające narodziny Zbawiciela świata).

Kaplicę zwiedza się na końcu olbrzymich Muzeów Watykańskich w związku z czym wielu turystów docierających do tego miejsca jest już bardzo, bardzo zmęczonych. Oglądając kłębiący się tam tłum można odnieść wrażenie, że widzi się miniaturę całego Kościoła Świętego: obok kontemplatyków patrzących uważnie na przedstawione przez mistrzów tajemnice naszej wiary, są też osoby szukające, obojętne czy po prostu zmęczone… Nawet strażnicy, którzy tubalnym głosem co chwila dopominają się wśród turystów o ciszę, jakoś w ten pejzaż miniatury Kościoła się wpisują. Może to i kolejny argument, aby właśnie tam przez najbliższe dni biło serce Kościoła.


Ze względu na sakralność tego aktu [tj. wyboru papieża – SH] jest rzeczą ważną, aby mógł on przebiegać w odpowiednim miejscu, gdzie, z jednej strony, czynności liturgiczne dobrze łączyłyby się z formalnościami prawnymi, a z drugiej strony, elektorzy mogliby lepiej przygotować się duchowo na przyjęcie wewnętrznych poruszeń Ducha Świętego: dlatego polecam, by wybory nadal odbywały się w Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie wszystko sprzyja uświadomieniu sobie obecności Boga, przed którego obliczem pewnego dnia każdy będzie musiał stanąć na sąd.

(Konstytucja apostolska Universi Dominici Gregis)



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Najdłuższe konklawe

Ryglowanie drzwi i rozbiórka dachu nad salą obrad, wszystko żeby w końcu wybrać papieża.

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

W 1268 r. w Viterbo, miejscowości, która przez pewien czas była siedzibą papieży, po trzyipółletnim pontyfikacie zmarł papież Klemens IV.

Posiedzenie elekcyjne, mające dać Kościołowi nowego papieża, zebrało się niedługo po jego śmierci. W tym czasie żyło tylko dwudziestu kardynałów z prawem głosu. Wydawać by się mogło, że w takim gronie będzie łatwo podjąć decyzję.

Niestety, obrady bardzo się przeciągały, a kardynałowie co jakiś czas rozjeżdżali się do swoich siedzib. Wybór nowego papieża miał się także opóźniać z powodu panującej wśród kardynałów różnicy zdań dotyczącej króla Karola I Andegaweńskiego, władcy Sycylii, Neapolu, Jerozolimy i Albanii, brata św. Ludwika IX, który swoje polityczne plany uzależniał w dużej mierze od tego, kto zasiądzie na tronie Piotrowym.

Część kardynałów widziała w tym władcy zagrożenie dla Kościoła, pozostali – wręcz przeciwnie – uważali, że papież powinien blisko z nim współpracować.

Najdłuższe konklawe

Po trzech latach sediswakancji, papież nadal nie był wybrany. Mieszkańcy Viterbo byli bardzo zmęczeni przeciągającymi się głosowaniami i długim goszczeniem kardynałów, których wygodne pałacowe sale, wyśmienita kuchnia i znakomite wino nie skłaniały do szybkich decyzji.

Istniało duże niebezpieczeństwo, że obrady znów nie skończą się wyborem papieża, a to, będących już u kresu wytrzymałości mieszkańców miasteczka, mogłoby doprowadzić do ruiny.

Wysłano więc do pałacu prefekta miasta, by ponaglił elektorów. Prefekt był człowiekiem czynu, nie słowa. Stwierdził, że nie będzie rozmawiał z kardynałami. Wkroczył do pałacu i przy pomocy strażników miejskich zaryglował kardynałów w największej z pałacowych sal.

Gdy to nie poskutkowało, nad salą rozebrano dach. Postanowiono także nie podawać kardynałom już więcej posiłków. Ci odpowiedzieli groźbą ekskomuniki, ale ani prefekt, ani mieszkańcy Viterbo zbytnio się nią nie przejęli. Mieli odpowiedzieć więźniom: „My bez Mszy przeżyjemy, wy bez jedzenia – nie”.

Postanowiono, że drzwi zostaną otwarte dopiero po pomyślnie przeprowadzonym głosowaniu. Początkowo elektorzy postanowili nie ulegać naciskom, ale dość szybko zmienili zdanie, tym bardziej, że do Viterbo przybyli zarówno król Karol I Andegaweński, jak i władca Francji, Filip III Śmiały.

Najdłuższe konklawe

Grzegorz X

1 września 1271 r. papieżem obrano Tebaldo Viscontiego, który już jako Grzegorz X zadekretował nowy sposób elekcji głowy Kościoła. Nowy papież uznał pomysł mieszkańców Viterbo (choć w mniej radykalnej formie) za dość skuteczny i potrzebny Kościołowi.

Postanowił, że od jego pontyfikatu kardynałowie na czas elekcji będą zamykani „pod kluczem” (łac. cum clave), stąd nazwa konklawe. Uniemożliwi to rozjeżdżanie się elektorów między głosowaniami, a także wywieranie na nich jakichkolwiek wpływów.

Zadekretował także, że w miarę przedłużania się wyborów kardynałom będą zmniejszane racje żywnościowe.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >