Fot. P. Vojtěch Kodet/Wikipedia

„W wieku trzech albo najwyżej czterech lat, ogłaszałem: będę kapłanem”. Ojciec Dolindo o swoim dzieciństwie

"Moje imię, Dolindo, oznacza „ból”; to tata je wymyślił, a gdy miałem czternaście lat, przyznał, że nadał mi je wiedziony dziwną intuicją. Mówił: Mam wrażenie, że nie zostaniesz zwyczajnym księdzem, lecz apostołem" - napisał ojciec Dolindo w swojej autobiografii. Dziś obchodzimy rocznicę urodzin tego niezwykłego kapłana.

Reklama

Wśród licznych i cennych dzieł Księdza Dolindo Ruotolo, jego autobiografia należy do najbardziej oczekiwanych, kochanych i poszukiwanych. Zaczął ją pisać w roku 1923 pod wpływem wielokrotnie powtarzanych i natarczywych próśb swojego spowiednika, i kontynuował do roku 1925. Oto fragmenty autobiografii, które o. Dolindo napisał wspominając swoje dzieciństwo.

„Mam wrażenie, że nie zostaniesz zwyczajnym księdzem”

Moi rodzice mieli jedenaścioro dzieci: Marię, Giuseppinę (zmarłą w wieku kilku miesięcy), Cristinę, Elia, mnie, Biancę, Ausilia, Natalię i Consilię (bliźniaczki, z których pierwsza zmarła w wieku trzech i pół miesiąca, druga w wieku osiemnastu miesięcy), Emmę i Eucaria. Ja byłem piątym dzieckiem i urodziłem się w piątek, 6 października 1882 roku. Było to święto św. Marii Franciszki od Pięciu Ran oraz siedemsetletnia rocznica urodzin św. Franciszka z Asyżu.

Otrzymałem imiona Dolindo Franciszek Józef. Mój tata miał zwyczaj nadawania swoim dzieciom imion o specjalnym znaczeniu, które [to imiona] często sam wymyślał – po śmierci Giuseppiny nadawał każdemu dziecku imię [związane z] Jezusem albo Maryją.

Reklama
Reklama

Moje imię, Dolindo, oznacza „ból”; to on je wymyślił, a gdy miałem czternaście lat, przyznał, że nadał mi je wiedziony dziwną intuicją. Mówił: „Mam wrażenie, że nie zostaniesz zwyczajnym księdzem, lecz apostołem, i czuję, że nie bez powodu tak okrutnie się z tobą obchodziłem w dzieciństwie”. Przemienił mnie w ucieleśnienie „bólu”, o czym opowiem później. Zostałem ochrzczony jedenastego dnia tego samego miesiąca.

„Zawsze byłem blisko matki, gdy się modliła”

Matka opowiadała mi, że w pierwszych miesiącach życia wyglądałem tak ślicznie i spokojnie, że ludzie schodzili się oglądać mnie jak cudowne zjawisko. Miałem złote kręcone włosy, okrągłą twarzyczkę, białą i zaróżowioną, urocze spojrzenie. Bardzo mnie kochała, a ja byłem do niej niesamowicie przywiązany. Pamiętam, że zawsze byłem blisko niej, szczególnie kiedy się modliła. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, jak się modlić, ale lubiłem przebywać w jej pobliżu.

Mama opowiadała mi, że kiedy szła do kościoła, aby przyjąć Komunię Świętą, czekałem na nią w domu przy drzwiach i całowałem ją na przywitanie; ona zbliżała do mnie usta, aby przekazać mi oddech Jezusa Sakramentalnego, którego dopiero co przyjęła do serca, a ja myślę, że to dlatego z taką niecierpliwością jej wyczekiwałem.

Reklama
Reklama

Bolesna operacja ręki i… nowotwór

Tymczasem wcześnie zaczęły się moje pierwsze ciężkie doświadczenia i cierpienia. Miałem jedenaście miesięcy – jak opowiadała mi mama – gdy na dłoniach pokazały mi się dwie czerwone plamy, w środku na wierzchu dłoni.

Z początku wydawało się, że to nic poważnego; potem wezwano chirurga, doktora Fabianiego, który musiał poddać mnie bolesnej operacji (…) Miałem jedenaście miesięcy i pamiętam tę operację jak przez mgłę. Przypominam sobie, że ktoś mnie trzymał na rękach, blisko balkonu; tą osobą była babcia ze strony mamy, która zmarła na cholerę w 1884 roku. Pamiętam, że płakałem, a mój brat Elio podglądał tę scenę z pokoju obok, zmartwiony czy raczej wściekły na lekarza, który zadawał mi tak wielki ból.

Po tym zabiegu przeszedłem kolejny, na prawym policzku. Pod policzkiem pojawił się nowotwór, a ponieważ zajął również węzły chłonne, musiałem poddać się jeszcze bardziej bolesnej operacji. Zupełnie mnie to wycieńczyło; byłem spokojny, nie płakałem, ale od rana do wieczora przesiadywałem w fotelu, z głową wspartą na lewym ramieniu, bo nie miałem siły utrzymać jej w górze. O tym szczególe opowiedziała mi kuzynka, Clorinda Ruotolo, po mężu Orgera, która często przychodziła do domu i bardzo mi współczuła, widząc, jak w spokoju znosiłem to cierpienie i nikomu nie przeszkadzałem.

Reklama

„Przypadkowo otrzymałem znaki Jego Męki”

Zawsze dziękowałem Panu, że już w pierwszych miesiącach życia właściwie przypadkowo otrzymałem znaki Jego Męki na dłoniach oraz znak krwawiącego policzka, który On otrzymał od sługi Najwyższego Kapłana. Choć te blizny były wynikiem choroby, na zawsze pozostały mi drogie, noszę je do tej pory i zachowam aż do śmierci. I tak rozpoczęło się moje życie cierpienia, które z czasem miało wzrastać, włączając mnie w umiłowane cierpienie Jezusa Chrystusa.

„W wieku trzech albo najwyżej czterech lat, ogłaszałem: Będę kapłanem”

Oto jedyne wspomnienia z mojego dzieciństwa. Mieszkaliśmy przy via Santa Chiara 24, pierwsze piętro po prawej. Kiedy mama wstawała rano, około czwartej, wstawałem z nią i byłem przy niej, kiedy modliła się podczas parzenia kawy. Byłem tak mały, że głową nie dosięgałem do pieca. Pamiętam, że w wieku trzech albo najwyżej czterech lat, stając na kolanach mamy, ogłaszałem: „Będę kapłanem…”.

Pamiętam, że kochałem samotność, choć byłem bardzo żywy. Pociągała mnie przyroda, a przede wszystkim słońce. Kiedy promienie słoneczne wpadały do pokoju, przepełniała mnie radość, siadałem na podłodze i czułem, jak moja dusza napełnia się Bogiem. Nie umiałem jeszcze wtedy się modlić i pamiętam, że doznawałem wewnętrznego ukojenia, spokoju, który sprawiał, że trwałem nieruchomo i myślałem o Bogu.

Podsumowanie dzieciństwa przez samego ojca Dolindo

Podsumowując ten pierwszy okres mojego życia, warto podkreślić następujące
elementy:

1) Jeśli nie liczyć pewnego rodzaju skupienia w Bogu, którego doświadczałem, moje dzieciństwo nie odznaczało się niczym nadzwyczajnym.

2) Pan zechciał, być może nieprzypadkowo, abym ze strony ojca pochodził z ludu, zaś ze strony matki ze szlachty.

3) W dzieciństwie nie otrzymałem żadnego religijnego wychowania, z wyjątkiem odmawiania modlitw z mamą. Środowisko rodzinne nie miało w sobie nic mistycznego ani ascetycznego; było to przeciętnie pobożne otoczenie, może nawet dosyć powierzchownie religijne.

4) Mój pierwszy kontakt z Jezusem Sakramentalnym był pośredni, ponieważ mama po przyjęciu Jezusa zbliżała do mnie usta, jakby chciała przekazać mi coś z Komunii.

5) Moje dzieciństwo upływało spokojnie, ponieważ siostry chodziły do szkoły, a ja prawie zawsze zostawałem sam z mamą. W tym okresie jeszcze nie rozumiałem jeszcze sporów zachodzących między mamą a tatą.


Fragmenty autobiografii o. Dolindo „Nazwano mnie Dolindo, co oznacza ból. Autobiografia”

„Nazwano mnie Dolindo, co oznacza ból. Autobiografia”

Wśród licznych i cennych dzieł Księdza Dolindo Ruotolo, jego autobiografia należy do najbardziej oczekiwanych, kochanych i poszukiwanych. Zaczął ją pisać w roku 1923 pod wpływem wielokrotnych próśb swojego spowiednika, i kontynuował do roku 1925. 
KUP KSIĄŻKĘ>>>

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę