video-jav.net

Wybrałam życie: część 3

„Matki wszechmogące” mówią, dlaczego nie usunęły ciąży. Mimo, że niektóre z nich chciały to zrobić, inne ktoś do tego namawiał. Mówią o tym, że życie to życie. Bez podziału na zygotę, zarodek i człowieka. I że dziś są szczęśliwe, że o nie zawalczyły.

Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Brygida Grysiak o tym, że macierzyństwo daje wolność

Poniższy fragment pochodzi z książki "Wybrałam życie" Brygidy Grysiak, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Wybrałam życie: część 3

IZA

Przy tej rozmowie pani rola będzie podwójna. Pani Iza traktuje to spotkanie jako element terapii. Potrzebuje o tym z kimś porozmawiać. Rana jest świeża. Jeszcze krwawi – ostrzegała mnie psycholog z ośrodka adopcyjnego. Mówiła też, że zrozumie, jeśli tego nie udźwignę i się wycofam. Ja muszę zrozumieć, jeśli Iza tego nie udźwignie i przerwie rozmowę. Byłam przygotowana. Wiedziałam, że Iza oddała córkę do adopcji trzy miesiące wcześniej. Jest już po rozprawie. Załamana. Kiedy rozmawiałam z nią przez telefon, słyszałam cierpienie. Jestem w pracy, nie bardzo mogę rozmawiać – tłumaczyła słabym głosem. Ale kiedy odwołała spotkanie, zapewniała, że to tylko zmiana terminu. Że nie ucieka i się ze mną spotka.

Wiedziałam, że ma krótkie, czarne włosy. Jak mówiła przez telefon: stojące, prawie na jeża. Umówiłyśmy się przy kinie Wisła, na placu Wilsona. Szukałam miejsca, żeby zaparkować. Dostrzegłam ją z daleka. Czarne krótkie włosy. Prawie na jeża. Okulary słoneczne na głowie. Wyglądała jak nastolatka. Sportowa mini, opalone nogi, modne trampki. Nerwowo paliła papierosa i rozmawiała przez telefon. Zaparkowałam. Podeszłam do niej. Podałyśmy sobie ręce. I tak, z bliska, zgrabna, modnie ubrana nastolatka stała się dojrzałą kobietą, w której oczach widać złamane życie.

Zapraszam ją na obiad. Nie chce. Proponuje spacer. Idziemy do Parku Krasińskich. Wybieramy ławkę. Nieszczęśliwie. Co kilka minut mijają nas mamy z wózkami. W wózkach piękne dziewczynki i radośni chłopcy. Iza płacze. Nie dlatego, że widzi dzieci. Nie tylko dlatego. Zaczyna opowiadać o swojej córce, którą musiała oddać. Mówi o niej: Olka. 31 maja urodziła małą Marię Aleksandrę. Olka. Maria Olka – powtarza. – Urodziłam o 20.10. Naturalnie. Siedem minut to trwało od ostatniego skurczu. Miałam rodzić w innym szpitalu, ale byśmy już nie dojechali. Lekarz prosił, żebym tylko nie urodziła w karetce. Nie urodziłam. Olka przyszła na świat w Szpitalu Bielańskim.

Urodziła się w ósmym miesiącu. 56 centymetrów, 3600 gramów, 10 punktów. Miała duże niebieskie oczy i strasznie długie czarne włosy. Drobniutka. Przez pierwszą dobę w szpitalu byłyśmy razem. Spała ze mną. Iza wyciera oczy. Kolejne pytania grzęzną mi w gardle. Nie pytam. Iza sama opowiada dalej. Kiedy powiedziałam, że dziecko idzie do adopcji, pielęgniarka była dla mnie bardzo nieprzyjemna. Płacze. Przy wszystkich kobietach na sali głośno mówiła, że ona żadnych dokumentów z ośrodka adopcyjnego nie ma. Główna oddziałowa zadzwoniła do ośrodka. Okazało się, że czekali na mnie w szpitalu przy Inflanckiej, bo tam miałam rodzić. Wiem, że zrobiłam najgorszą rzecz w życiu, ale ta pielęgniarka nie powinna się tak zachowywać. Nie powinna – powtarza. „Nie powinna” – mówię. Chcę Izę zrozumieć. I nie chcę, żeby płakała. Dlatego przerywam rozmowę o Olce i pytam o jej dzieciństwo.

Jest rodowitą warszawianką. Kiedyś to był Żoliborz, Piaski, teraz Bielany. Nie miałam łatwego dzieciństwa. Mama piła, ojciec na nas pracował. Robił, co mógł. Osiem lat temu umarł na raka wątroby. Bardzo mi go brakuje. Mam starszego brata. Siedział w więzieniu za kradzież. Miała 16 lat, kiedy poznała swojego przyszłego męża. Opowiada, że chodziła po szkole na ptysie do sklepu spożywczego, który był niedaleko. Pamiętam, że miałam nogę w gipsie. A on przyjechał do mojej koleżanki. I tak się zaczęło. Pierwsze randki, pierwsze wypady do kina. Iza uśmiecha się, kiedy o tym opowiada. Próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądała, kiedy miała 16 lat. Musiała być urocza. Zalotne spojrzenie, długie czarne włosy, wysportowana sylwetka. Otwarta, roześmiana. Z trochę poranioną duszą. W domu matka alkoholiczka. Ojciec w roli najlepszej przyjaciółki – powierniczki najbardziej skrywanych dziewczęcych sekretów. Nie wszystkich. O tym największym matka dowiedziała się pierwsza.

Wybrałam życie: część 3

Darek był starszy o pięć lat. Iza mówi, że bardzo go kochała. Miłością pierwszą i piękną. Taką, która nie pozwala jeść i spać. Która każe robić rzeczy jeszcze wczoraj nie do pomyślenia. To był nasz pierwszy raz. Pękła prezerwatywa. I tak się stało, że mam dziś super syna. Myślałam, że ten związek będzie na całe życie, szczęśliwy do końca. Ale nie był. Poznaję historię Izy. Krok po kroku prowadzi mnie przez swoje życie. Kobiety z dziećmi mijają naszą ławkę. Dzieci śmieją się. Dzieci płaczą. A ona ze spokojem opowiada, jak się dowiedziała, że w wieku 16 lat zostanie mamą. Pewnego dnia na fizyce źle się poczułam. Chciało mi się wymiotować – wspomina z uśmiechem. – Postanowiłam iść do Szpitala Bielańskiego, niedaleko, i zapisać się do ginekologa. Ale musiałam mieć pozwolenie od mamy. I tu pojawił się problem. Mówi, że czuła, że jest w ciąży. Kobieta to czuje. Mamie powiedziała, że ma jakieś kłopoty z okresem. Uwierzyła. Dała pozwolenie. Poszła z Izą do lekarza. I usłyszała: Pani córka jest w ciąży. W to nie mogła już uwierzyć. Dzisiaj Iza przekonuje mnie, że wtedy poczuła radość. Chciała tego dziecka. Nawet jej przez myśl nie przemknęło, żeby je zabić. Mówi, że matka była w szoku, a ojciec się ucieszył, że będzie miał wnuka. Gorzej było z resztą rodziny. 1 września – w dniu swoich urodzin – oświadczyłam, że jestem w ciąży. To była taka rodzinna kolacja, poczęstunek. Bardzo źle to przyjęli. Pamiętam oburzenie. Wtedy panna z dzieckiem to było nie do pomyślenia. Co powiedzą ludzie? Co ze szkołą? Teraz jest zupełnie inaczej. Zresztą ja od samego początku byłam zdecydowana, że urodzę to dziecko. Wierzę jej. Nie ma w niej zakłamania. Nie ma pozy. Czuję za to rozpaczliwe pragnienie bycia kochaną. Dziecko kocha bezwarunkowo.

Pobrali się 22 października. Iza była w siódmym miesiącu ciąży. O tym, że mam wyjść za niego za mąż, zadecydowała moja rodzina. Ja nie chciałam. Żałuję, trzeba było samej wychować Daniela. Kiedy powiedziała Darkowi, że jest w ciąży, nie przejął się. Nie ucieszył. Nie zmartwił. Miał powiedzieć tylko: To dobrze. Taka była jego odpowiedź – wspomina Iza. – Kazałam mu powiedzieć dziadkom, którzy go wychowywali, bo rodziców sąd pozbawił praw rodzicielskich, a on na to: „No dobrze, powiem”. Tyle. To musiało zaboleć nastolatkę, która właśnie się przekonała, że zaczyna nowe, dorosłe życie z człowiekiem, który miał być jej wielką miłością. Mówi, że go kochała i chciała, żeby im się udało. Ale może tylko dlatego, że dzisiaj zna już finał ich wspólnej historii. Zamyśla się i po chwili dodaje: On nie był jednak tym jednym, wymarzonym. Tym z bajki, na którego czekałam.

Iza opowiada o swoim synu z taką miłością i fascynacją, że trudno mi sobie wyobrazić, jak żyłaby bez tego światła w oczach. Jak żyłaby bez Daniela po tym, jak oddała Olkę. O Olkę ciągle nie pytam. Daniel ma dziś 17 lat. Iza z dumą otwiera portfel i pokazuje jego zdjęcie. „Przystojny chłopak” – mówię. „Mężczyzna” poprawiam się. Wysoki, chudy – mówi Iza. – Każde jedno żeberko mogę mu policzyć – śmieje się. A mnie śmieszy, kiedy z czułością dodaje, że jest dla niej jak laleczka. Ma dziewczęcą buzię. Kiedy nosił długie włosy, to wyglądał zupełnie jak dziewczyna. Ma jej oczy. Są do siebie bardzo podobni.

 Z radością i ze szczegółami opowiada o ciąży. Czułam się bardzo dobrze, nie miałam wymiotów, mogłam biegać, skakać, robić wszystko, na co miałam ochotę. Wszędzie mnie było pełno. Mogłam sprzątać, jeździć na rowerze. Po prostu coś pięknego. Jest w tym tyle szczerości, że zaczynam się zastanawiać, czy to w ogóle możliwe. Czy szesnastoletnia dziewczyna nie boi się zostać mamą? Iza mówi, że się nie bała. Była szczęśliwa. Nie mogę jej nie wierzyć. Bo jej oczy się śmieją. Te same, które – kiedy je poznałam – były pełne rozpaczy. Pytam o poród. Rodziła zimą. W grudniu. 20. zawieźli mnie do szpitala, dlatego, że mi wody odchodziły. Ale nic dalej się nie działo. I 23. zostałam wypisana do domu. Wieczorem dostałam skurczy. I znowu do szpitala. Moja pani doktor, pani Ania, pyta mnie: „Co ty tutaj robisz? Nie możesz żyć bez nas?”. Iza się śmieje. Powiedziałam: „Pani Aniu, tak się stęskniłam za tobą! Musisz mi teraz pomóc”. Chwilę przed Wigilią Bożego Narodzenia dostała kroplówkę. I czuła już, że nadchodzi jej pora. Przyszedł mąż i jej brat. Mówią: Iza, są śledzie, jest sałatka. A ona do nich: Jacy wy jesteście przyjemni. Przecież ja zaraz rodzić będę i przed porodem nie mogę nic jeść. Zachowała to wszystko w pamięci i pielęgnuje. Chwile oczekiwania. Na sens jej życia, który właśnie miał się narodzić. Urodziłam Daniela w dziesięć minut. 24 grudnia, o godzinie 15.15. 56 centymetrów, 3350 gramów – recytuje. I nie czekając na kolejne pytania, mówi dalej: Pamiętam początki, gdy Daniel był malutki, jak gaworzył. Mam zdjęcia z tamtego okresu. Pamiętam, jak któregoś dnia nie chciał spać, tylko wołał: „Dudu da, dudu da”. Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Co to jest „dudu da”? Kiedy zapytałam, gdzie ma „dudu da”, okazało się, że włożył go do pralki. Smoczek włożył. Bo to smoczek był. Do dzisiaj się z tego śmiejemy. Szkoda tego szczęścia. Szkoda, że minęło. Widzę, że chciałaby je zatrzymać. Przeżyć jeszcze raz. O Olce nie wspomina. Ten czas, kiedy się nim zajmowałam, to było coś pięknego, coś cudownego po prostu – opowiada. – Pamiętam, jak zaczął raczkować. A potem miał już roczek. Ważył 12 kilo. I bardzo chciał chodzić. Ale ciężko mu było. Pamiętam te śmieszne szelki. Przeszedł kawałeczek i od razu siadał, bo dupka mu ciążyła. Coś pięknego. Iza miała wtedy 17 lat, tyle, ile jej syn dzisiaj. Mówi, że to dobry chłopak. Nie z tej trudnej młodzieży. Nie pije, nie pali. Kiedyś złapała go z piwem. Ale – jak mówi – raz jedyny. Jest dla niej wielkim wsparciem. Chciał, żeby zatrzymała Olkę. Bardzo ją do tego namawiał.

Fragment pochodzi z książki "Wybrałam życie" Brygidy Grysiak, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Brygida Grysiak

Brygida Grysiak

Mama, żona, dziennikarka, autorka książek, ambasadorka Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Wybrałam życie: część 2

„Matki wszechmogące” mówią, dlaczego nie usunęły ciąży. Mimo, że niektóre z nich chciały to zrobić, inne ktoś do tego namawiał. Mówią o tym, że życie to życie. Bez podziału na zygotę, zarodek i człowieka. I że dziś są szczęśliwe, że o nie zawalczyły.

Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Brygida Grysiak o tym, że macierzyństwo daje wolność

Poniższy fragment pochodzi z książki "Wybrałam życie" Brygidy Grysiak, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Wybrałam życie: część 2

© Corbis/FotoChannels

DARIA

Koszmar zaczął się, kiedy poznała Zbyszka. Miała 21 lat. Zamieszkali razem. Na początku wszystko było dobrze. Ale szybko przejrzała na oczy. Wpadłam z deszczu pod rynnę. Alkohol, narkotyki, a do tego… pokwitowałam odbiór listu ze skarbówki. Tego mi nie wybaczył. Tak zaczęło się moje piekło. Okazało się, że miał długi. 2000 złotych. Daria wspomina, że listonosza traktował jak policjanta, który zawsze przynosi złe wiadomości. Ta była najgorsza. Musiał oddać pieniądze, których nie miał. Kazał Darii oddać pieniądze za niego. „Odebrałaś list, to teraz płać albo się wynoś” – mówił. Nie miałam wyjścia. Nie miałam dokąd pójść – mówi. Tak trafiła na ulicę. Żeby spłacić nie swój dług.

Daria ma przenikliwy wzrok i trochę wyniosłe spojrzenie. Jakby chciała powiedzieć: Nie masz pojęcia, o czym mówię. Przeżyłam już tyle, że nikt mi nie podskoczy. I tak wygląda. Waży ponad 100 kilo. Czarne włosy do ramion. Krząta się po maleńkiej kuchni. Szykuje kaszkę dla młodszej córki. Jest w tym czułość, która nie pasuje do reszty.

Miała kilkunastu klientów dziennie. Umawiała się z nimi przez internet. Potrafiła zarobić 1500 złotych dziennie. Jako sprzątaczka nie zarabiała tyle miesięcznie. Mówi, że zacisnęła zęby i traktowała to jako pracę. Wiedziała, że musi, więc sprzedawała siebie. Spłaciła Zbyszka, a potem od niego odeszła. Zamieszkała w agencji. I odkładała pieniądze na mieszkanie. Tak minęły trzy miesiące.

Rodzina nie wiedziała, gdzie pracuje. Pamięta, jak pojechali wszyscy na Kujawy, do siostry jej mamy. Spałam na podłodze. Zawsze lubiłam tak spać. Piersi mnie bolały, kręgosłup też. Pomyślałam: Dziwne, coś jest nie tak. Nigdy wcześniej tak mnie nie bolało. Twarda jestem przecież. Prawie nie choruję. Wróciła do agencji. Mówię dziewczynom, że coś jest nie tak. Jak nie lubiłam sernika, tak wcinałam tonami. Koleżanka mówi: „Chodź do apteki, kupimy test. I zobaczymy”. Kupiła jeden test. Pozytywny. Mówi: Przecież to niemożliwe. Kupiła drugi. Pozytywny. Myśli: Ale jak to? Siedziałam i płakałam. Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że została babcią, że jestem w ciąży. Miałam wtedy 22 lata.

Nie wie, który klient jest ojcem jej córki. Nie wie, jak to się stało. Może pękła prezerwatywa. Niczego nie zauważyła. Powiedziała mamie, gdzie pracuje. Mama była w szoku. Nie chciała z nią rozmawiać. Ale powiedziałam: „Mamo, jest jak jest. I tak musi być”. Kiedy to mówiła, nie myślała o ciąży.. Zdecydowała, że usunie. Dziewczyny z agencji dały jej tabletki wczesnoporonne. Wzięła dwie. Myślała, że już po wszystkim. Myliła się. Dziecku nic się nie stało. Poszła na USG. Lekarz powiedział, że czasami tak się zdarza. Bóg tak chciał, żeby Amelia się urodziła. Tak sobie to tłumaczę – mówi Daria. – Bóg tak chciał. I tak miało być. Dziś wiem to na pewno.

Amelia od początku rozmowy chce być w centrum zainteresowania. Nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, że i tak jest najważniejsza, bo ta rozmowa jest właściwie o niej. Dzisiaj ma trzy i pół roku. Ciemne włosy, ciemne oczy. Ślicznotka. Bystra. Przebojowa. Kiedy wchodzę do mieszkania, woła: A ja umiem śpiewać! I zaczyna nucić. Potem co kilka minut zagląda do kuchni i sprawdza, czy nadszedł już jej czas i czy może się zaprezentować. Próbuję zająć jej uwagę różowym pilniczkiem. Na chwilę się udaje. Tłumaczę, że to dla dorosłych kobiet, ale w drodze wyjątku mogę jej podarować. Zachwycona nieporadnie piłuje paznokcie. Czuje się dorosła. Jest bardzo podobna do mamy.

Wybrałam życie: część 2

Moja mama ma moje zdjęcia w jej wieku. Jest identyczna – opowiada Daria. Julka jest podobna do taty. Julka ma dziewięć miesięcy. Jest siostrą Amelki. Planowaną i chcianą. Zna swojego tatę. Mieszkają wszyscy razem w maleńkim mieszkaniu w podwarszawskiej Zielonce. Właśnie zjadła kaszkę i zasnęła w łóżeczku. Telewizor gra bardzo głośno. Proponuję, że przyciszę. Daria mówi: Nie trzeba. Jest przyzwyczajona. Obie są. Amelka jest bardzo zazdrosna o Julkę – opowiada Daria. – Ale zdarza się, że nawet mi pomaga. Śniadanie zrobi sobie sama. Przypilnuje małej. Czasami muszę ją przekupić tiktakami. Ale co tam. Najważniejsze, że działa.

Julka ma refluks żołądka – mówi Daria. Ja też mam refluks, ja też! – woła Amelka. − I umiem gotować! Robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Na szczęście nie pamięta pierwszych miesięcy swojego życia i tego, co działo się z jej mamą, zanim przyszła na świat. Daria opowiada o tym wszystkim ze spokojem. Właściwie to mama przekonała mnie, żebym nie usuwała Amelki. Bo powiedziałam jej o tych tabletkach. Chciałam wziąć kolejne, a ona mówi: „Głupia jesteś. Nie ty pierwsza i nie ostatnia. Damy sobie radę”. Posłuchała matki, choć wcześniej rzadko jej się to zdarzało. Nie usunęła ciąży. Ale od mamy – jak mówi – pomocy nie dostała. Dlaczego? Nie wiem. Nie chciała. Musiałam wrócić do agencji.

W agencji pracowała do szóstego miesiąca ciąży. Byłam u lekarza, pytałam, czy mogę uprawiać seks. Powiedział, że nawet powinnam, bo to przygotowuje ciało do porodu. Lekarz nie wiedział, że uprawiała seks niemal bez przerwy i z różnymi, obcymi facetami. Daria mówi, że to bez znaczenia. Seks to seks. To była moja praca. Nie miałam z czego żyć. I chciałam odłożyć na mieszkanie Pytam, czy nikt się nie zorientował? Nie. Żaden klient. To można ukryć. Poza tym ja zawsze byłam pulchna, więc było mi łatwiej. Potem brzuch mi się już zaokrąglił i musiałam zrezygnować…

Wybrałam życie: część 2

Fragment pochodzi z książki "Wybrałam życie" Brygidy Grysiak, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Brygida Grysiak

Brygida Grysiak

Mama, żona, dziennikarka, autorka książek, ambasadorka Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >