video-jav.net

Wybrałam życie: część 2

„Matki wszechmogące” mówią, dlaczego nie usunęły ciąży. Mimo, że niektóre z nich chciały to zrobić, inne ktoś do tego namawiał. Mówią o tym, że życie to życie. Bez podziału na zygotę, zarodek i człowieka. I że dziś są szczęśliwe, że o nie zawalczyły.

Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Brygida Grysiak o tym, że macierzyństwo daje wolność

Poniższy fragment pochodzi z książki "Wybrałam życie" Brygidy Grysiak, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Wybrałam życie: część 2

© Corbis/FotoChannels

DARIA

Koszmar zaczął się, kiedy poznała Zbyszka. Miała 21 lat. Zamieszkali razem. Na początku wszystko było dobrze. Ale szybko przejrzała na oczy. Wpadłam z deszczu pod rynnę. Alkohol, narkotyki, a do tego… pokwitowałam odbiór listu ze skarbówki. Tego mi nie wybaczył. Tak zaczęło się moje piekło. Okazało się, że miał długi. 2000 złotych. Daria wspomina, że listonosza traktował jak policjanta, który zawsze przynosi złe wiadomości. Ta była najgorsza. Musiał oddać pieniądze, których nie miał. Kazał Darii oddać pieniądze za niego. „Odebrałaś list, to teraz płać albo się wynoś” – mówił. Nie miałam wyjścia. Nie miałam dokąd pójść – mówi. Tak trafiła na ulicę. Żeby spłacić nie swój dług.

Daria ma przenikliwy wzrok i trochę wyniosłe spojrzenie. Jakby chciała powiedzieć: Nie masz pojęcia, o czym mówię. Przeżyłam już tyle, że nikt mi nie podskoczy. I tak wygląda. Waży ponad 100 kilo. Czarne włosy do ramion. Krząta się po maleńkiej kuchni. Szykuje kaszkę dla młodszej córki. Jest w tym czułość, która nie pasuje do reszty.

Miała kilkunastu klientów dziennie. Umawiała się z nimi przez internet. Potrafiła zarobić 1500 złotych dziennie. Jako sprzątaczka nie zarabiała tyle miesięcznie. Mówi, że zacisnęła zęby i traktowała to jako pracę. Wiedziała, że musi, więc sprzedawała siebie. Spłaciła Zbyszka, a potem od niego odeszła. Zamieszkała w agencji. I odkładała pieniądze na mieszkanie. Tak minęły trzy miesiące.

Rodzina nie wiedziała, gdzie pracuje. Pamięta, jak pojechali wszyscy na Kujawy, do siostry jej mamy. Spałam na podłodze. Zawsze lubiłam tak spać. Piersi mnie bolały, kręgosłup też. Pomyślałam: Dziwne, coś jest nie tak. Nigdy wcześniej tak mnie nie bolało. Twarda jestem przecież. Prawie nie choruję. Wróciła do agencji. Mówię dziewczynom, że coś jest nie tak. Jak nie lubiłam sernika, tak wcinałam tonami. Koleżanka mówi: „Chodź do apteki, kupimy test. I zobaczymy”. Kupiła jeden test. Pozytywny. Mówi: Przecież to niemożliwe. Kupiła drugi. Pozytywny. Myśli: Ale jak to? Siedziałam i płakałam. Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że została babcią, że jestem w ciąży. Miałam wtedy 22 lata.

Nie wie, który klient jest ojcem jej córki. Nie wie, jak to się stało. Może pękła prezerwatywa. Niczego nie zauważyła. Powiedziała mamie, gdzie pracuje. Mama była w szoku. Nie chciała z nią rozmawiać. Ale powiedziałam: „Mamo, jest jak jest. I tak musi być”. Kiedy to mówiła, nie myślała o ciąży.. Zdecydowała, że usunie. Dziewczyny z agencji dały jej tabletki wczesnoporonne. Wzięła dwie. Myślała, że już po wszystkim. Myliła się. Dziecku nic się nie stało. Poszła na USG. Lekarz powiedział, że czasami tak się zdarza. Bóg tak chciał, żeby Amelia się urodziła. Tak sobie to tłumaczę – mówi Daria. – Bóg tak chciał. I tak miało być. Dziś wiem to na pewno.

Amelia od początku rozmowy chce być w centrum zainteresowania. Nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, że i tak jest najważniejsza, bo ta rozmowa jest właściwie o niej. Dzisiaj ma trzy i pół roku. Ciemne włosy, ciemne oczy. Ślicznotka. Bystra. Przebojowa. Kiedy wchodzę do mieszkania, woła: A ja umiem śpiewać! I zaczyna nucić. Potem co kilka minut zagląda do kuchni i sprawdza, czy nadszedł już jej czas i czy może się zaprezentować. Próbuję zająć jej uwagę różowym pilniczkiem. Na chwilę się udaje. Tłumaczę, że to dla dorosłych kobiet, ale w drodze wyjątku mogę jej podarować. Zachwycona nieporadnie piłuje paznokcie. Czuje się dorosła. Jest bardzo podobna do mamy.

Wybrałam życie: część 2

Moja mama ma moje zdjęcia w jej wieku. Jest identyczna – opowiada Daria. Julka jest podobna do taty. Julka ma dziewięć miesięcy. Jest siostrą Amelki. Planowaną i chcianą. Zna swojego tatę. Mieszkają wszyscy razem w maleńkim mieszkaniu w podwarszawskiej Zielonce. Właśnie zjadła kaszkę i zasnęła w łóżeczku. Telewizor gra bardzo głośno. Proponuję, że przyciszę. Daria mówi: Nie trzeba. Jest przyzwyczajona. Obie są. Amelka jest bardzo zazdrosna o Julkę – opowiada Daria. – Ale zdarza się, że nawet mi pomaga. Śniadanie zrobi sobie sama. Przypilnuje małej. Czasami muszę ją przekupić tiktakami. Ale co tam. Najważniejsze, że działa.

Julka ma refluks żołądka – mówi Daria. Ja też mam refluks, ja też! – woła Amelka. − I umiem gotować! Robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Na szczęście nie pamięta pierwszych miesięcy swojego życia i tego, co działo się z jej mamą, zanim przyszła na świat. Daria opowiada o tym wszystkim ze spokojem. Właściwie to mama przekonała mnie, żebym nie usuwała Amelki. Bo powiedziałam jej o tych tabletkach. Chciałam wziąć kolejne, a ona mówi: „Głupia jesteś. Nie ty pierwsza i nie ostatnia. Damy sobie radę”. Posłuchała matki, choć wcześniej rzadko jej się to zdarzało. Nie usunęła ciąży. Ale od mamy – jak mówi – pomocy nie dostała. Dlaczego? Nie wiem. Nie chciała. Musiałam wrócić do agencji.

W agencji pracowała do szóstego miesiąca ciąży. Byłam u lekarza, pytałam, czy mogę uprawiać seks. Powiedział, że nawet powinnam, bo to przygotowuje ciało do porodu. Lekarz nie wiedział, że uprawiała seks niemal bez przerwy i z różnymi, obcymi facetami. Daria mówi, że to bez znaczenia. Seks to seks. To była moja praca. Nie miałam z czego żyć. I chciałam odłożyć na mieszkanie Pytam, czy nikt się nie zorientował? Nie. Żaden klient. To można ukryć. Poza tym ja zawsze byłam pulchna, więc było mi łatwiej. Potem brzuch mi się już zaokrąglił i musiałam zrezygnować…

Wybrałam życie: część 2

Fragment pochodzi z książki "Wybrałam życie" Brygidy Grysiak, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Brygida Grysiak

Brygida Grysiak

Mama, żona, dziennikarka, autorka książek, ambasadorka Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Gdy macierzyństwo boli

Dzieci nie powinny umierać wcześniej, niż ich rodzice. Nie powinny, a jednak niekiedy tak się zdarza.

ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Gdy macierzyństwo boli

„Kobieta… gdy urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat”. A przecież są ludzie, dla których świadomość bycia rodzicem jest źródłem cierpienia: bólu i smutku, a czasem złości, czy zazdrości.

Niektóre dzieci umierają już w łonie swych matek albo wkrótce po narodzeniu. Zawsze tak było. I może dlatego jeszcze po II wojnie światowej wiele osób starało się nie przywiązywać do swoich małych dzieci (żeby mniej bolała ich utrata). Potem postęp medycyny sprawił, iż wiele spośród dotkniętych rozmaitymi wadami rozwojowymi dzieci da się odratować, wyleczyć, dać im nadzieję na życie. I pewnie dlatego jeszcze bardziej dziś boli, gdy dziecko umiera.

A bywa i tak, że rodzice doświadczają śmierci swego dziecka znacznie później – gdy ma ono kilkanaście, albo dwadzieścia kilka lat. Bywają też dzieci kilkudziesięcioletnie, dotknięte niepełnosprawnością – rodzice latami opiekują się nimi i bardzo często przychodzi im je pogrzebać.

Niebezpieczeństwo utraty osoby kochanej to ciemna strona miłości.

Najpierw obawa, że tak może się zdarzyć, a po jej odejściu żałoba – to elementy składowe miłości, o których na co dzień nie pamiętamy. A przecież jak najbardziej realne.

Ludzie, którzy doświadczają bólu z powodu utraty najbliższych, niekiedy zamykają się w swoim cierpieniu, ale często poszukują osób z podobnym doświadczeniem, aby podzielić się swym żalem i doświadczyć zrozumienia.

Naprzeciw tym potrzebom wychodzimy w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie w każdy II piątek miesiąca zbieramy się o godz. 18 na Mszy św. w bazylice, a po niej – na spotkaniu w Kaplicy Słowackiej, by u stóp Piety – Matki Bolesnej rozmawiać o tym, co bolesne i modlić się za utracone dzieci i ich rodziców. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie Sanktuarium milosierdzie.pl pod zakładką „Dzieci utracone”.

Tych, którzy nie mogą przybyć osobiście, zapraszamy do udziału w tej Mszy św. przy pomocy transmisji internetowej (z zakładki TV miłosierdzie). Można także polecić modlitwie wspólnoty swoje dziecko poprzez wpisanie jego imienia do Księgi Dzieci Utraconych.

Takie spotkanie nie zmienia nic w rzeczywistości utraty dziecka. Ale z tym, co zostało wypowiedziane na głos, łatwiej sobie radzić. Przestaje być koszmarem, dręczącym po nocach, a zamienia się w dławiący niekiedy smutek, ogromną tęsknotę, ale przecież przepełnioną miłością. I w miejsce pierwotnej rozpaczy powoli zaczyna pojawiać się nadzieja powtórnego spotkania.

Niebo czeka na nas.

Gdy macierzyństwo boli

ks. Krzysztof Wieczorek

ks. Krzysztof Wieczorek

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >