KARD. STEFAN WYSZYŃSKI

Droga Krzyżowa w Rywałdzie Królewskim. Świadectwo ofiary i cierpienia prymasa Wyszyńskiego

Droga krzyżowa prymasa Wyszyńskiego w Rywałdzie Królewskim zachowała się do dzisiaj. Jest świadectwem cierpienia i ofiary prymasa Polski, który w więzieniu spędził trzy lata. Rywałd Królewski był na tej drodze stacją pierwszą.

Ewa K. Czaczkowska
Ewa K.
Czaczkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Był 26 września 1953 roku nad ranem, gdy kolumna samochodów stanęła przed bramą klasztoru kapucynów w Rywałdzie Królewskim niedaleko Grudziądza. Nikt z zakonników o tej porze nie spodziewał się gości. Walenie do bramy postawiło kapucynów na nogi. Szybko okazało się, że to funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Brutalnie wtargnęli do środka, przeszukali pomieszczenia. Z pierwszego piętra wyrzucili wszystkich zakonników. Po chwili do jednej z cel wprowadzili więźnia – prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego.

„Oświadczono mi, że to jest miejsce mego pobytu, że nie należy wyglądać oknem – zapisał prymas w dzienniku Pro memoria. – (…) Pokój, do którego byłem wprowadzony, robi wrażenie mieszkania świeżo i pospiesznie opuszczonego. Łóżko nie jest zasłane, pozostawione osobiste rzeczy przez zakonnika, który tu mieszkał – opisywał. – Wśród tych rzeczy – walizka na wpół otwarta, z której wygląda najnowszy zeszyt pisma „Kuźnica Kapłańska”, z zaadresowaną obwolutą. Wszystkie meble są w stanie ruiny: biurko „trzyma się ściany”, podobnie szafka nocna, miednica z niewylaną wodą, w szafie osobista bielizna i ubranie. Na podłodze sterta książek przykrytych papierem. Podłoga brudna, po kątach pełno „kotów”.

 

fot. Katarzyna Sobieralska

 

Aresztowanie. Pies Baca broni prymasa

Prymas Stefan Wyszyński został aresztowany dzień wcześniej, 25 września 1953 roku, wieczorem. Grupa funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa wtargnęła do Domu Arcybiskupów Warszawskich na ulicy Miodowej i okazując dokument – decyzję Rady Ministrów PRL – zatrzymała prymasa Polski. Kardynał Wyszyński nie bronił się. Natomiast pies Baca stanął w obronie swego pana – ugryzł w palec funkcjonariusza UB, któremu prymas polecił udzielić pomocy. Przed wyprowadzeniem z domu kard. Wyszyński zdołał zabrać z sobą brewiarz i różaniec. Było już po północy, gdy wsiadł do samochodu, który odjechał w nieznanym kierunku.

Prymas nie wiedział ani dokąd jedzie ani na jak długo, ani czy w ogóle kiedykolwiek do stolicy wróci. Został uwięziony bez procesu i bez wyroku sądowego, na mocy decyzji władz politycznych stalinowskiej Polski – sekretariatu Biura Politycznego KC PZPR oraz Rady Ministrów – tylko dlatego, że był prymasem Kościoła katolickiego w Polsce. Ostatniej instytucji, która broniła resztek swej niezależności przed totalitarnym państwem. Stefan Wyszyński, który w 1949 r. został arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim, prymasem Polski, początkowo próbował ułożyć relacje z komunistyczną władzą. W tym celu między Episkopatem a rządem w kwietniu 1950 r. zostało podpisane Porozumienie. Miało ono zagwarantować Kościołowi margines niezależności w misji duszpasterskiej. Ale władze od początku Porozumienie łamały – trwało usuwanie religii ze szkół oraz zamykanie katolickich przedszkoli, szkół, ochronek, szpitali, wydawnictw; zabór kościelnej własności – ziemi i budynków, organizacji Caritas, a także aresztowania i więzienie duchownych. W lutym 1953 roku Rada Państwa ogłosiła dekret o obsadzie duchownych stanowisk kościelnych, który poprzez oddanie władzy państwowej decyzji o tym, kto może zajmować stanowiska od wikariusza po biskupa, miał doprowadzić do całkowitego uzależnienia Kościoła od państwa. Na to ani prymas ani episkopat nie mogli się zgodzić. Swój sprzeciw wyrazili w maju 1953 roku w napisanym przez prymasa, a skierowanym na ręce Bolesława Bieruta, ówczesnego premiera, memoriale znanym pod nazwą Non possumus – Nie możemy. Konsekwencją tego było aresztowanie prymasa, aczkolwiek, co trzeba podkreślić, sygnały o takiej możliwości prymas miał od końca 1952 roku.

 

fot. Katarzyna Sobieralska

 

Rywałd – stacja pierwsza

W Rywałdzie Królewskim prymas był przetrzymywany przez kilkanaście dni. Nie mógł opuszczać pokoju (jedynie do łazienki, na piętrze), ani wyglądać przez okno, które wychodziło na podwórze gospodarcze, gdzie „kręciły się kury, kaczki i indyki”, poza tym nikogo. Szyby okien zostały zaklejone papierami. Dzień i noc więźnia pilnowało ok. 20 funkcjonariuszy UB. „Nie opuszczają korytarza i w dzień, i w nocy; skrzypiące kroki słyszę cały dzień. Brak nam światła. Jeden z młodych ludzi usadza się na noc na koślawym krzesełku pod drzwiami i tu, przy kopcącej lampce albo przy świecach ołtarzowych, czyta książki. Na podwórzu gospodarczym stale przebywa kilku młodych ludzi, którzy nie spuszczają oczu z moich okien. Zresztą, są grzeczni i trzymają się na odległość” – notował prymas.

Najbardziej bolesne było to, że nie mógł odprawiać Mszy św. „Upominam się o możność odprawiania Mszy św. Dowiaduję się, że do kościoła nie będę mógł chodzić. Wobec tego proszę o przybory do Mszy św., którą chcę odprawiać w celi. Wszak mogą je przynieść z sąsiedniego kościoła. Sprzętów nie otrzymałem”.

Pierwszą Mszę św. sprawował w swej celi dopiero 1 października, gdy otrzymał potrzebny sprzęt liturgiczny, wino mszalne i hostie. „Wszystkie Msze św. października odprawię ku uczczeniu Matki Bożej Jasnogórskiej (…)  – deklarował w Pro memoria. – Brewiarz odmawiam chodząc po swoim niewielkim pokoju, by brak powietrza uzupełnić ruchem. Wieczorem, gdy się już robi ciemno – a mamy brak światła – odmawiam różaniec, wędrując po pokoju. Modlę się wiele do mej szczególnej Patronki, Matki Bożej Jasnogórskiej, za obydwie moje archidiecezje, księży biskupów i moich domowników”.

Prymas w swej celi odprawiał, chodząc, jeszcze jedno nabożeństwo: Drogę krzyżową. Odprawiał ją według stacji Męki Pańskiej, które narysował ołówkiem na ścianie celi.

4 października 1953 r., w niedzielę, zapisał:  „Dziś „erygowałem” sobie Drogę Krzyżową, pisząc na ścianach, ołówkiem, nazwy stacji Męki Pańskiej i oznaczając je krzyżykiem. Resztę – Ecclesia supplet” [red. Kościół uzupełnia]”.

W ten sposób prymas Polski kard. Stefan Wyszyński wpisał się w długi szereg polskich więźniów, także duchownych, przez wieki walczących o wolność i niepodległość, o zachowanie wiary i polskiej kultury; przetrzymywanych w cytadelach, obozach, więzieniach, wywożonych na Syberię, a którzy na ścianach cel wydrapywali słowa modlitw – wołanie do Boga.

Droga krzyżowa prymasa Wyszyńskiego w Rywałdzie Królewskim zachowała się do dzisiaj. Jest świadectwem cierpienia i ofiary prymasa Polski, który w więzieniu spędził trzy lata. Rywałd Królewski był na tej drodze stacją pierwszą. W ciągu niemal trzech tygodni, które tu spędził, Urząd Bezpieczeństwa przygotowywał miejsce odosobnienia prymasa w Stoczku na Warmii – czyniąc z byłego klasztoru prawdziwą warowną twierdzę.

12 października 1953 roku, wieczorem, funkcjonariusze UB poinformowali prymasa przetrzymywanego w Rywałdzie Królewskim, że zostanie przewieziony dalej. „Po ciemnych schodach idziemy na dół, pierwszy raz od dwóch tygodni – zapisał prymas w Pro memoria. – Wokół nie ma żywej duszy. Nawet żołnierzy, którzy zazwyczaj wśród nocy czynili tyle hałasu na korytarzach, ani śladu. Zajmuję miejsce w aucie wraz z „panem w ceracie”. Stoi kilka innych wozów w dyskretnej odległości. Ruszamy! W imię Boże. Czuję się tak bardzo „rzeczą”, że nie pytam o nic. Oddaję się w opiekę Matce Bożej i św. Józefowi (…)”.

 

Ewa K. Czaczkowska

Ewa K. Czaczkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Ewa K. Czaczkowska
Ewa K.
Czaczkowska
zobacz artykuly tego autora >
KARD. STEFAN WYSZYŃSKI

“Prymas Wyszyński nie bał się powiedzieć, że miłość oznacza zobowiązanie i wierność”

Pojęcie Kardynała Wyszyńskiego o miłości ma niewiele wspólnego z uczuciami. Nie bał się powiedzieć, że miłość oznacza zobowiązanie wymagające ofiary, wyrzeczenia się siebie oraz wierności przyjętym obowiązkom- mówiła podczas wczorajszej debaty z cyklu "Myśląc z Wyszyńskim" dr Monika Waluś.

Polub nas na Facebooku!

Ks. prof. Chrostowski w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę, że dla Prymasa Wyszyńskiego miłość to nie były tylko słowa, emocje, czy coś przelotnego – ale konkret życia. Sformułowane przez niego ABC Społecznej Krucjaty Miłości były skonkretyzowane w każdym szczególe. Konkretność – zdaniem prelegenta – była zachętą do działania i wyrastała z postawy Prymasa. Nigdy nie odkładał niczego na potem – zaznaczył ks. Chrostowski.

“Gdy myślę o Wyszyńskim to najbardziej przypomina mi starotestamentowych proroków – stwierdził biblista. Wszystkie wezwania ABC są poparte silną wiarą chrześcijańską – do Jezusa przez Maryję. Na tym położył podwaliny pod ten profetyczny wymiar Kościoła, który dzisiaj może jest jeszcze bardziej potrzebny niż za jego czasów” – stwierdził ks. Chrostowski.

Jego zdaniem, Prymas Tysiąclecia jest “mistrzem wobec wymiaru przyszłości”. “Potrafił planować i marzyć. Przebywając w więzieniach nie myśli o swoim położeniu, ale obmyśla plan przygotowujący Kościół i ojczyznę do Milenium Chrztu Polski. Był to program dalekowzroczny. Potrzebny także dzisiaj, choć czasy się diametralnie zmieniły – zauważa prelegent.

Z kolei dr Monika Waluś mówiąc o rozumieniu miłości przez Prymasa Wyszyńskiego zwróciła uwagę, iż “nie bał się powiedzieć, że miłość oznacza zobowiązanie i wierność”. O miłości mówił w sensie społecznym – miłości rodziny i narodu. Według niego pierwszym miejscem, w którym rodzi się miłość społeczna jest miejsce pracy. “Poczucie miłości społecznej realizuje się w codzienności” – podkreślał często Prymas Wyszyński. Mówił też – o czym przypomniała dr Waluś – skąd brać przykłady i jak ważny jest szacunek do własnej historii, narodu czy tradycji.

 

 

Natomiast dyrektor Marcin Adamczewski nawiązując do misji św. Piotra wyraził przeświadczenie, że Prymas Wyszyński był “Piotrem Warszawy”. Jego fenomenem było to, że nie myślał po ludzku tylko po Bożemu. Z tego wynikały jego wszystkie dalsze decyzje – uważa dyrektor Muzeum Mt 5,14. “Nie bał się trudów, nie bał się być darem dla całego Kościoła, dla narodu” – dodał.

– Był też uczciwy w swej ludzkiej ekspresji. W czasie uwięzienia w Stoczku zanotował: “Nie zmuszą mnie niczym bym nienawidził”. Zdaniem Adamczewskiego samo to zdanie wystarczyłoby do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego.

Prelegenci zwracali także uwagę na nazwę cyklu spotkań “Myśląc z Wyszyńskim”, która jest zobowiązująca dla słuchaczy. Chodzi o to, by “myśleć nie o nim, ale razem z nim” mówił ks. prof. Chrostowski. – Kard. Wyszyński jest jak przewodnik, za którym idziemy – dodała dr Waluś.

Po wystąpieniach prelegentów uczestnicy spotkania mieli okazję zadać pytania na interesujące ich kwestie. Dyskusję moderował bp Piotr Jarecki. A ponieważ spotkanie odbywało się w Tłusty Czwartek, współorganizatorzy z Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego poczęstowali uczestników pączkami z warszawskiej cukierni słynącej z tradycji. Przy okazji poinformowano, że Muzeum od 29 lutego będzie już otwarte dla wszystkich odwiedzających. Obecnie możliwe jest do jedynie dla grup szkolnych.

Z miesiąca na miesiąc coraz więcej osób uczestniczy w otwartych spotkaniach z cyklu “Myśląc z Wyszyńskim” organizowanych w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Podczas czwartkowego spotkania do słynnych słów Prymasa Tysiąclecia “Czas to miłość” odwoływali się prelegenci: ks. prof. Waldemar Chrostowski, dr Monika Waluś – oboje z UKSW oraz Marcin Adamczewski, dyrektor Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego – Mt 5,14.

 

 

Następne, piąte spotkanie z cyklu “Myśląc z Wyszyńskim”, odbędzie się 19 marca o godz. 18.00. w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Temat: “Praca – przymus czy szansa?”

 

KAI, awo,ms/stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap