Nasze projekty

Pamiętnik spod róży: Sokołów, 18.05

„Toczy koła czas“ – śpiewała moja koleżanka z „Mam Talent“ (i nie tylko). A nie toczy? Proszę spojrzeć: dziś turystyka z Sokołowa staje przed identycznym dylematem, jak chrześcijanie w pierwszych wiekach!

Reklama

Ponieważ nosi mnie i w najbliższych tygodniach dalej będzie mnie nosić po świecie, postanowiłem pisać pamiętnik, notując rzeczy które widzę, a które wchodzą w pamięć – zostają w głowie i napędzają myślenie.

 

Nazwałem go „Pamiętnikiem spod róży“, bo wydało mi się to dowcipne (w tym żarcie śmieszne jest to, że zamiast „z podróży“, jest „spod róży“).

Reklama
Reklama

 

Myślałem też, żeby nazwać ten cykl „Pamiętnikiem z wakacji“, ale po pierwsze to nie są wakacje, po drugie –wspomnienia o mięsnym jeżu wciąż są w nas chyba zbyt bolesne.

 

Reklama
Reklama

„Dzienniczkiem“ też tego nie nazwę, bo to jednak by było świętokradztwo. A więc – com zatytułował, zatytułowałem.

 

Będę go pisał codziennie, przez miesiąc, na próbę. A później zobaczymy, czy i Wam i mnie nadal podglądać świat w ten sposób będzie się jeszcze chciało.

Reklama

Ukłoń się Panu, Marysiu

 

„Ręce precz od Sokołowa“ – chciałoby się powiedzieć po środowym spotkaniu na dworcu kolejowym, który obecnie jest biblioteką (czyli nadal idzie się tam, gdy się ma pociąg, tyle że tym razem – do książek). Wieczór, że palce lizać. Była zażarta dyskusja z dyrektorem liceum o islamie oraz o tym, że piszę raczej mądrze, ale w głupich miejscach (robiąc za listek figowy zasłaniający wstydliwe części lewaków). Był pan burmistrz, tak wdzięcznie władczy, że następnym razem na pewno nie odmówię rodzinnej kolacji. Była w końcu przebojowa pani (same pistolety w tym Sokołowie, jak babcię kocham), która opowiedziała, jak to wybrała się raz do Singapuru. Zwiedzała buddyjskie świątynie, w których w duchu modliła się po katolicku, ale też kłaniała się różnym posągom. Bo jakby się nie kłaniała to nie daliby jej zrobić zdjęć. „I co – wycieczka życia i miałam nie zrobić zdjęć?!“

 

„Toczy koła czas“ – śpiewała moja koleżanka z „Mam Talent“ (i nie tylko). A nie toczy? Proszę spojrzeć: dziś turystyka z Sokołowa staje przed identycznym dylematem, jak chrześcijanie w pierwszych wiekach! „Co ci zależy? Zrób ten pokłon żeby się odczepili, twój Bóg zrozumie, intencje się liczą, nie obrazi się – przecież wie co naprawdę myślisz“. I wielu się kłaniało. A wielu nie – i płaciło za to głową. I to bez tych „idealistów“ nie byłoby dziś Kościoła. Gdyby byli tylko „realiści“,  my do dziś latalibyśmy po puszczy i łapali zające dla Swarożyca (czy co go tam kręciło jak nie zające, nie wiem).

Stanąłem kiedyś przed podobnym dylematem w Bhutanie. Też byłem ciekaw, jak to na buddyjskich parafiach wygląda, ale z góry zapowiedziałem mojemu przewodnikowi, że: a) nie składam żadnych ofiar (a tam trzeba składać banknot jak się zwiedza), b) niczemu się nie kłaniam, c) nie pobieram żadnych błogosławieństw (płatnych, czy bezpłatnych, drewnianym penisem, specjalną świeczką, ani zwykłych – ręcznych). Powiedziałem mu: ty jesteś religijny, ja jestem religijny – moja religia zabrania takich rzeczy, na pewno zrozumiesz. Zrozumiał bez problemu i tłumaczył co trzeba miejscowym proboszczom. Nie dlatego, że wierzył tak jak ja, ale – zawsze powtarzam – religijny z religijnym zawsze się dogada, obaj mają coś ekstra w mózgu.

 

No i co będzie z panią turystką? Nie wiem. Ale coś mi mówi, że często Bóg ma więcej wyrozumiałości dla ludzkiej słabości niż ludzie. No jasne, że to było bałwochwalstwo, ale chrześcijaństwo nie policja – tu nie ma taryfikatora. A tu podsądna tak poczciwie i szczerze się tłumaczyła, że każdy sąd pewnie obśmiał się serdecznie, machnął ręką i powiedział: a idź i nie grzesz więcej.

Pęd do poznawania świata jest czymś dobrym (tak sobie wmawiam, siedząc teraz dziesięć kilometrów nad Chinami, Hongkong za godzinę, spać mi się chce, żołądek łka, od miesiąca na samolotowym jedzeniu). Fajnie, że pani turystyka miała okazję zachłysnąć się pięknem i różnorodnością stworzonego przez Boga świata. I dopiero gdy wyjdziesz ze swoich pieleszy dostrzegasz, że kołdra którą się dotąd przykrywałeś jest za krótka. Gdy wszyscy są jakoś podobni, pytań nie ma. Ale gdy trafiasz do innych musisz wypracować sobie odpowiedź: kim ten Jezus jest dla mnie?

 

Czasem dopiero wtedy odkrywa się, że to nie kult, a relacja. A gdy kogoś kochasz trochę głupio jest mówić komuś innemu, że też go (ją) kochasz, choć ty wiesz, że to tylko tak dla picu, bo jakbyś nie powiedział (powiedziała), to nie mógłbyś zrobić zdjęć na których ci zależy.

Bo to nie jest historia z gatunku „lubię Celine Dion, ale nie powiem, żeby mnie Prokop nie wyśmiał“ (dygresja – po pierwsze: nigdy nie mówcie, że nie lubicie Celine Dion w Kanadzie – jakie ja baty zebrałem parę dni temu za Wojewódzkiego, który kiedyś coś o niej niefajnego bąknął i pewien polski Kanadyjczyk zapałał świętym oburzeniem, jak można tak NASZĄ Celinę brukać; po drugie – pozdrawiam Prokopa, z którym piszemy właśnie książkę w formule intelektualnego boysbandu). Tu chodzi o Boga. Jedynego. I oto, czy naprawdę wierzysz, że innego nie ma.

 

Chodząc w życiu po przeróżnych świątyniach, wiedziałem, że nie ma. Okruchy Prawdy są rozsiane po świecie, ale to w Kościele jest chleb, z mojej perspektywy – ci ludzie szczerze szukają, ale jeszcze nie odkryli Pełni (co nie zmienia faktu, że wielu z nich te okruchy pewnie wystarczą, by osiągnąć Niebo szybciej niż ja, który mam do dyspozycji cały bochen).


[gallerywidget_item id='3896' title='' content='']
[gallerywidget_item id='3897' title='' content='']
[gallerywidget_item id='3898' title='' content='']
[gallerywidget_item id='3899' title='' content='']

Katolicki imperalizm? Tak mogą mówić tylko totalnie niewierzący. Każdy wierzący na tym świecie wie, że wierząc w coś, zawsze nie wierzysz też w coś innego. A dialog międzyreligijny wcale nie polega na tym, że teraz wszyscy będziemy wierzyć we wszystko, ale na tym że zachowując własną tożsamość, podzielimy się z innymi odkrytą Prawdą i dobrem.

 

Młotkowanie, siłowe nawracanie też sensu nie ma. Ludzie mają swoje sprawy z Panem Bogiem. Nie ma co zbyt wyrywnie pchać sie między wódkę i zakąskę (ach, te moje porównania…). Trzeba głosić Ewangelię do upadłego (wykańczając raczej siebie niż ewangelizowanych), zawsze okazać szacunek człowiekowi, nigdy – posągom. I tyle.

 

Hongkong Główny. Czas wysiadać.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę